#rmw0a

Cześć, obecnie mam 20 lat i muszę w końcu to z siebie wyrzucić, bo do dziś mam traumę. Może od początku.

W gimnazjum miałem starszą dziewczynę (ja 14, ona 17). Okazała się nimfomanką, co w tamtym czasie było dla mnie plusem.
Po jej wyjeździe do Niemiec i naszym rozstaniu, byłem strasznie niewyżyty + okres dojrzewania, miałem wtedy 15 lat.
W każdą wolną chwilę musiałem sobie ulżyć ręką przy filmach xxx.

Pewnego dnia odcięli mi internet.
Wytrzymałem 3 dni, po czym musiałem poszukać fapfolderu w domu. Po godzinach szukania byłem zmuszony to zrobić pod panią z gazetki z supermarketu.

Mijały koleje dni, było mi bardzo ciężko.
Pewnego dnia, około 12, leżę sobie spokojnie w łóżku i słyszę dziwne dźwięki z góry.
Wytężam słuch. Ktoŝ mocno zarzyna moją sąsiadkę, i to ostro, bo aż wali o podłogę i jęczy jak w azjatyckich pornosach analnych.
Generał po takim okresie suszy powstał w moment, twardość skały. Robię co muszę, czuję się spełniony.

Kolejnego dnia jakieś krzyki na klatce, wychodzę i pytam co się stało.
Okazało się, że pani Ola, po 70., wczoraj miała atak padaczki wraz z zawalem i już jej z nami nie ma.

Tak, po połączeniu faktów, trzepałem kuca do odgłosów umierającej 70-latki, próbującej zawołać pomoc...
Trochę trauma do dziś i wstyd przed samym sobą...

#Ehzj9

Chodzę do 2 klasy liceum. Niestety w klasie trafiła mi się taka Karolina, która mówiąc krótko jest wkurwiająca. To ten typ córusi rodziców, przez tydzień rozpowiadała wszystkim, że dostała na 18-nastkę wycieczkę do Hiszpanii, ajfona 6+ i torebkę Chanel.

Okrutny los, a raczej dość pulchna kobieta, która zwie się moją nauczycielką od chemii, połączył nas jako zespół do zrealizowania projektu. Pomyślałam - trudno, dam radę.
Z racji tego, że mieszkam najbliżej szkoły, miejscem realizacji projektu stał się mój dom.
Oczywiście Karolina jak to Karolina, była mało zainteresowana projektem i klikała coś na swoim telefonie, więc cała praca spadła na mnie i na resztę osób z projektu.

W pewnym momencie naszą pracę postanowiła wesprzeć moja kicia - Arizona.
Nigdy nie słyszałam takiego dramatycznego krzyku jak wtedy. Karolinka zaczęła krzyczeć, że jak to mogę trzymać DACHOWCA w domu, skoro jego miejsce jest na zewnątrz? Nakrzyczała, że ten kot to brudas, nie to co jej rasowy Ragdoll i jeszcze <nie> daj Boże czymś się od niego zarazi, bo on ma pewnie robaki i inne świństwa.

Arizona nie dała sobie w wąsy dmuchać i wyrzygała jej kłaczka do butów :)

#5agRT

Opowiem wam teraz o swoich najgorszych urodzinach w życiu.

Kilka dni temu miałem urodziny. Moja dziewczyna wymyśliła, że zarezerwuje stolik w jakieś miłej restauracji i później pojedziemy do niej.
Wychodzimy z restauracji, no i ruszamy na taksówkę. Wypiliśmy dwie butelki wina, tak że zostawiłem swój samochód na mieście.

Dość mocno wstawieni wchodzimy do jej domu, następnie do pokoju. Jesteśmy razem już dość długo, więc nie mamy oporów się bzykać u niej czy u mnie, jak są rodzicie. Tak że do dzieła.

Bzykamy się na pieska tak, że patrzymy prosto na ścianę, gdzie są drzwi od pokoju. I tutaj jak już się pewnie domyślacie, nagle do pokoju bez pukania (co przez dwa lata się nigdy nie zdarzyło) wbija teść, teściowa, babcia i dziadek (była u niej w domu jakaś impreza rodzinna, tak że wiedzieliśmy, że możemy się zająć sobą; w drodze po schodach tylko szybkie "dobry wieczór" do wszystkich). Wiedzieli, że mam urodziny i już ze śpiewem na ustach łapią za klamkę i otwierają drzwi. Zapanowała cisza i 5 sekund tępego patrzenia. Teść zostawił prezent przy drzwiach, w tył zwrot i wyszli.

Ale muszę im przyznać, że zegarek bardzo ładny mi kupili.

#qXnoj

Aj waj! Od kilku ładnych lat mieszkam sobie w jednym z zamożniejszych krajów europejskich. Pracuję, skończyłem tu też studia uzupełniające. Jednym słowem - postanowiłem osiąść na dobre. Cztery lata temu poznałem Rachelkę - piękną, czarnowłosą dziewczynę o intrygującym spojrzeniu. Jak zawsze byłem imprezowiczem, który zamiast angażować się w poważne relacje damsko-męskie, wolał niezobowiązująco spotykać się z "koleżankami", tak teraz zakochałem się na amen (albo raczej - szalom!)

Po pierwszej randce coś między nami zaiskrzyło. Po tygodniu byliśmy już parą, a po miesiącu przyszedł czas na spotkanie jej taty (mama Rachelki niestety nie żyje). Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy moja miłość przedstawiła mi postawnego mężczyznę odzianego na czarno, z długą brodą i jeszcze dłuższymi pejsami sterczącymi spod zasłaniającej łysinkę jarmułki. Tak - zarówno tata, jak i nieżyjąca już mama byli ortodoksyjnymi Żydami. Z teściem szybko nawiązałem dobre stosunki. Okazał się przemiłym gościem z bardzo ciekawym poczuciem humoru.

Mijały miesiące, a potem lata. Pomyśleliśmy o ślubie, ale cywilnym. Rachelka, mimo że wierząca - uszanowała fakt, że ciągle szukam swojej religii. Gorzej było z jej tatą - wiedzieliśmy, że w głębi duszy marzy on o tym, abym przeszedł na judaizm. A wiązało się to z rytuałem zwanym brit mila, podczas którego rabin... utnie mi napletek. "Fuck no! Jak bardzo teścia lubię, tak nigdy nie zgodzę się, aby ktoś zgilotynował mi pędzel!" - rzekłem. Tatko zrozumiał i w sumie do tematu nie wracaliśmy.

Gdy przyszły wakacje, Rachelka wyciągnęła mnie na wycieczkę do Izraela. Jeździliśmy, zwiedzaliśmy, poznawałem etniczne korzenie mojej ukochanej. Pewnego jednak dnia, gdy zatrzymaliśmy się w hostelu w jednej z małych miejscowości, zauważyłem, że skończyły mi się czyste bokserki. Wyprałem więc te mniej świeże i postanowiłem pójść na lokalny bazar poszukać nowych. Spodnie włożyłem więc na goły zad. Odruchowo szarpnąłem za rozporek, aby go zamknąć i stało się - zamek błyskawiczny dosłownie "wciął" mi napletek. Myślałem, że skonam z bólu. Dzięki szybkiej pomocy mojej ukochanej udało mi się uwolnić z tej pułapki, ale rana była na tyle duża, że momentalnie wsiedliśmy w taksówkę i pojechaliśmy do najbliższego szpitala. Pewnie już domyślacie się, że lekarz obciął mi smętnie wiszący płat poranionej skóry. Po prostu zostałem obrzezany. Goiło się to ze dwa miesiące!

Kiedy wróciliśmy do domu, teść wielce się uradował. I powiem wam, że w tej sytuacji nawet rozważałem przejście na judaizm. Dopiero gdy dowiedziałem się, że i tak muszę wziąć udział w tymże rytuale, który teraz polegać będzie na nakłuciu mojego prącia igłą i spuszczenia z niego odrobiny krwi, rzekłem "Fuck no!". Mimo że już mamy ślub cywilny za sobą, to i tak czekam na kolejną katastrofę.

#hblFA

Z racji tego, że mój klekot już ledwo jeździł, mój ojciec postanowił, że kupi sobie nowe auto, a mi odda stare. Po długich poszukiwaniach w końcu coś sobie wypatrzył, zadzwonił, pogadał i umówił się na spotkanie.
Pojechaliśmy więc do Warszawy (jestem ze Szczecina), zeszło nam ok. 10h jazdy w jedną stronę, bo niejednokrotnie GPS wprowadził nas w błąd.

Dojechaliśmy, obejrzeliśmy, ojciec pieniądze wyłożył i jazda z powrotem do domu. On jechał przede mną, już był trochę zmęczony jazdą, zagapił się i puknął w tył samochodu jakiejś dziewczyny.
Zjechaliśmy na parking, wysiadła ona, piękna jak nie wiem co, ogląda tył samochodu... Diagnoza = lekkie wgniecenie. Tata prosi, wręcz błaga, aby nie wzywać policji, bo samochód nieubezpieczony i nie przerejestrowany, jak wróci do domu, to jej przeleje 500, a nawet 1000 zł, bo teraz wydał resztę pieniędzy na benzynę. Ona się tylko uśmiechnęła i powiedziała:
- Spokojnie, tego szrota i tak nie ma co ratować, co najwyżej da pan 3 złote, bo mi brakuje na kebaba.

Szczęśliwszego go w życiu nie widziałem, wymienili się numerami "w razie W" i odkąd wróciliśmy do domu prosi, abym do niej zadzwonił i zaprosił na obiad, bo idealnie by do mnie pasowała :')

#knRwp

Drodzy Anonimowi, od wielu lat śledzę Wasze wyznania, lecz nigdy nie spotkałem się z podobnym „problemem”, z jakim borykam się od kilkunastu lat. Z tego względu przyszła kolei i ma mnie. Problem dotyczy oczywiście związku.

Słowem wstępu, z moją żoną jesteśmy parą od kilkunastu lat. Małżeństwem jesteśmy od lat pięciu. Jestem facetem grubo po trzydziestce. Największym problemem w moim życiu pozostaje sfera seksualna, a właściwie jej brak. Po prawdzie nigdy z żoną nie uprawialiśmy seksu. Nie brakuje nam niczego fizycznie oraz psychicznie. Po prostu nigdy do tego nie doszło. Jestem załamany i bezsilny. Cała ta sytuacja mnie przytłoczyła i stłamsiła. Nie wiem już co myśleć i jak na całą sytuację reagować. Przepełnia mnie wściekłość i jest to jedyne uczucie, które w chwili obecnej odczuwam na pewno.

Na początku tego roku uświadomiłem sobie, że ze strony żony nigdy nie czułem się pożądany. Niemal wszystkie próby zbliżeń inicjowane były z mojej strony. Wielokrotnie rozmawiałem z żoną na ten temat – bez rozwiązania. Na początku starłem się być cierpliwy i wyrozumiały, dając jej czas, żeby poczuła, że jest gotowa na krok dalej. Kiedy zamieszkaliśmy razem, pojawiły się inne powody – że jestem ciągle wściekły, złoszczę się, nie rozumiem, nie staram się, nie okazuję zainteresowania, nie próbuję podrywać, zbyt wiele czasu poświęcam na studia, pracę itd. Wszystko to oczywiście w większości prawda, nigdy nie byłem książkowym chłopakiem, studentem. Ja zaś popadłem w ogromne kompleksy. Uzależniłem się od pornografii. W końcu padło na to, iż przy mnie nie czuje się pewna moich uczuć, ponieważ nie jesteśmy zaręczeni. Do zaręczyn w końcu doszło, jednak w dalszym ciągu to nie było to. Tak więc ostatecznie się pobraliśmy. I wiecie co? Ano nic. Nazajutrz po poprawinach straciłem jakiekolwiek zainteresowanie mojej nowo poślubionej żony.

Jestem zniszczony psychicznie, niezdolny do podjęcia ruszenia z miejsca. Czuję wyłącznie wściekłość, którą wylewam na żonę, rodziców i przypadkowe osoby z mojego otoczenia. Nigdy nie zdradziłem. Nigdy nie próbowałem tego zrobić, co paradoksalnie wprowadza mnie w jeszcze większą wściekłość.

Żona ciągle zapewnia mnie, że mnie kocha, i jeśli się postaram, to w końcu do tego dojdzie. Problem jest taki, że ja się nie postaram i nie uspokoję, zaś jej warunki traktuję jako dalsze wymówki. Nie chcę dłużej tego znosić, jednak apatia, kompleksy, strach przed samotnością i jej nieciekawa sytuacja życiowa mnie paraliżują.

Nigdy nikomu tego nie opowiadałem. Nikt nie wie, jak wygląda moje życie i co jest powodem moich ciągłych wybuchów. Cała ta żałosna sytuacja ma wpływ na pozostałe sfery mojego życia. Nie potrafię się uwolnić i nie mam już siły walczyć.

Musiałem się tym gdziekolwiek podzielić i mam nadzieję, że pozwoli mi to podjąć decyzję.

#r43BA

Mam 37 lat, jestem samotna, bezdzietna i mam dwa psy (mieszańce owczarka niemieckiego). Są bardzo dobrze wychowane i super miłe, dzieci moich sióstr (w wieku 2-13 lat) je uwielbiają. Mam 4 siostry, a one mają w sumie 10 dzieci, pomagam im i często się nimi opiekuję. Pracuję w domu i jestem prawie zawsze dostępna, aby pilnować starszych dzieci (ponieważ mogę łatwo pracować, gdy są w moim mieszkaniu), a kiedy potrzebują opieki dla najmłodszych, po prostu przesuwam trochę mój harmonogram.
W moim domu mam tylko jedną bardzo surową zasadę: żadnej czekolady. Jest zabójcza dla psów, ja za nią nie przepadam, a dzieci mogą bez niej spędzić całe popołudnie.

Wczoraj było u mnie czworo siostrzeńców (w wieku 3, 5, 7 i 8 lat). 7- i 8-latek to rodzeństwo. Jak się okazało, starsi chłopcy przynieśli ze sobą czekoladę i podzielili się z młodszymi kuzynami. Ja byłam w kuchni, robiłam im napoje, oni byli w salonie. Moje psy spały na balkonie. Weszłam do salonu, a tam wszędzie były okruchy czekolady... Zapytałam, kto ma czekoladę, a starsi chłopcy przyznali, że mama im ją dała i że zawsze mają ją przy sobie, ale zazwyczaj jedzą ją po kryjomu.

Kiedy moja siostra przyszła po nich kilka godzin później, opowiedziałam jej, co się stało, a ona stwierdziła, że jej dzieci są na tyle duże, że nie zrobią czekoladowego bałaganu. Powiedziałam jej, że już nigdy więcej nie będę niańczyć jej dzieci. Jest wściekła i mówi, że przesadziłam. Inna moja siostra zgadza się z nią. Moja mama uważa, że nie mam racji, bo przedkładam psy nad dzieci.

Czy naprawdę tak ciężko przestrzegać jest zasad mojego domu?

#vLcMl

O tym, jak mój stary telefon uratował mi dupę.

Moja nokia już była nieco zdezelowana, zdarzało się, że samoistnie do kogoś "dzwoniła".
Pewnego dnia umówiłem się z laską, którą poznałem na necie. Po pół roku pisania nadszedł moment, żeby zobaczyć się na żywo (wcześniej nie pozwalały na to moje warunki pracy). Wiedziałem jak wygląda, czym się zajmowała itd. Ogólnie zapowiadało się obiecująco. Pisaliśmy dosłownie o wszystkim, łącznie z fantazjami erotycznymi ze sobą w rolach głównych.

Umówiliśmy się w publicznym miejscu - na miejskim rynku. Podobała mi się i co tu ukrywać - miałem nadzieję na coś więcej niż tylko kawa.
Przychodzę na miejsce nieco wcześniej, daję jej znać SMS-em, że już jestem i czekam na nią.
Po chwili dostaję SMS-a o treści "jak się czujesz". Odpisałem "Podjarany, czekam na Ciebie z utęsknieniem". Znów napisała "mrau, ciekawe jak się to spotkanie zakończy". Odpisałem jej trochę głupkowato "no jak to jak, kolacją ze śniadaniem ;)". Po tym cisza przez 10 min. i znów SMS "lubisz koronkową bieliznę?" Odpisałem "a zwłaszcza na zgrabnym ciele jak Twoje".
Odpisała ,że za chwilę będzie na miejscu, więc schowałem telefon do spodni.

I... pojawiła się. 14-letnia dziewczynka. O żeż w mordę. Od razu pożałowałem wszystkich wiadomości.
Mówię do niej, że zaszła chyba jakaś pomyłka. Ja mam 29 lat, umawiałem się z 25-latką, a nie z 14-latką.
Ona na to "teraz żebym na Ciebie nie doniosła, musisz zapłacić mi 5000 zł."
Ja takie "wtf, dziecko, zmykaj do szkoły, a nie w randki się bawisz z dorosłymi". A ona na to "mam SMS-y i screeny z czatów, zdjęcia. To dowody, że mnie uwodzisz. Komu uwierzą, Tobie czy mi?". Nie brałem tego serio, powiedziałem tylko, że nie będzie mnie szantażować i niech o mnie zapomni. Nie chcę mieć prokuratora na głowie.
 
Niestety, tego samego wieczora przyszli do mnie policjanci. Zarzut uwodzenia nieletniej. Na nic tłumaczenia, na przesłuchanie i szlus. Przeszukanie chaty, pracodawca powiadomiony - zawieszenie do wyjaśnienia sprawy, plotki po osiedlu, że pedofil jak nic.
I wtedy stało się coś nieoczekiwanego.

Telefon z komendy. Podczas spotkania ponoć do kogoś "dzwoniłem" i się nagrałem na pocztę głosową. Telefon "zadzwonił" do mojej mamy, wszystko się nagrało. Co prawda nie było to wyraźne, ale ekspertyzy wykazały, że to był mój głos i tej dziewczyny. Śledczy zrobili kawał dobrej roboty, na nośnikach były zdjęcia, ale nie jej, a jakiejś randomowej modelki z neta. Rozmowy... owszem, były ostre, ale nie miałem pojęcia, że piszę z dzieckiem! Ukartowała to z koleżanką, 14-letnie dzieci! Powiedziała, że polowała na pedofilów! Nawet miała folder z moimi zdjęciami i rozmowami!

Oczyszczono mnie z zarzutów.
Złożyłem pozew o odszkodowanie. Czekam na rozprawę. Nerwów mi to nie zwróci.
Przeprowadziłem się do innego miasta.
Nigdy więcej net-rand.
Dodaj anonimowe wyznanie