Ostatnio gdy wracałam z pracy, na przystanku stało troje dzieci (około 12-13 lat).
Rozmawiały o dziwnych rzeczach jak na swój wiek, wyzywały się dla zabawy, chwaliły się, ile to ostatnio wypiły alkoholu.
Podjechał autobus i z tej trójki jeden chłopak wszedł do tego autobusu co ja. Usiadł obok mnie. Autobus jedzie, kiedy nagle zadzwonił mu telefon.
Myślałam, że umrę ze śmiechu.
Rozmawiał z kimś (podejrzewam, że dziewczynka jakaś), co będzie z nią dzisiaj wyprawiać i jak ją będzie „grzmocić”. Mina ludzi w autobusie – powalająca.
Co się stało z dziećmi?
Kilka dni temu zatrułam się czymś i strasznie rzygałam pół dnia. W końcu zmęczona wypełzłam z łazienki i położyłam się na kanapie. Mój chłopak wrócił z zakupów do domu i zaczął odgrzewać sobie krokiety. Niestety ich zapach był zabójczy dla mojego żołądka. Pobiegłam szybko do łazienki, a za mną mój chłopak. Chwycił moje włosy i trzymał je jedną ręką. W drugiej miał krokieta, którego pożerał, gdy ja rzygałam.
Kocham go najbardziej na świecie.
Zaplanuj podróż i spakuj rzeczy dzień wcześniej. Wstań z odpowiednim zapasem czasu, dojedź zgodnie z planem na dworzec i kup bilet. Usiądź wygodnie na peronie i wyciągnij książkę, masz przecież jeszcze kilkanaście minut do przyjazdu pociągu. W następnej chwili podnieś wzrok i zobacz, jak twój pociąg odjeżdża.
Polecam książki Jo Nesbo, teraz mogę spędzić resztę dnia na czytaniu, i tak spóźniłam się na wszystkie zaplanowane spotkania.
Chyba już wiem, jak to jest być największą pierdołą na świecie.
Jako dziecko marzyłam o psie. Moi rodzice obiecali mi go, ale było kilka warunków: po pierwsze musiałam zaczekać, aż przeprowadzimy się do domu z ogródkiem, pies miał być nieduży i raczej rasowy, nie chcieli też psa ze schroniska. W końcu kupili mi pięknego upragnionego szczeniaka. I od tamtej pory był ze mną już zawsze, pocieszał, jak przeżywałam pierwsze niespełnione miłości czy płakałam, bo dokuczali mi w szkole. Był, kiedy zdawałam maturę, szłam na studia, kiedy popadłam w depresję. Był zupełnie bezproblemowy, w ogóle nie chorował, na szczepieniach weterynarze zawsze byli zszokowani jego kondycją zdrowotną totalnie nieadekwatną do wieku.
Znalazłam miłość swojego życia, zaszłam w ciążę, zaręczyłam się i wyprowadziłam z domu rodzinnego, choć obiecywałam sobie, że będę go odwiedzać tyle, ile tylko będę mogła. Tydzień przed moim porodem mój pies skończył 16 lat. Urodziłam, a on zaczął słabnąć, widziałam to, prawdopodobnie nie widział już i nie słyszał.
Kiedy moja córka miała trzy miesiące, pojechaliśmy z narzeczonym zająć się nim przez dwa tygodnie, kiedy moi rodzice byli na wakacjach. W nocy obudził mnie straszny psi kaszel. Rano szybko podjęliśmy decyzję: jedziemy do lecznicy. Na miejscu zrobili mu prześwietlenie, ale lekarz powiedział tylko, że prawdopodobnie ma nowotwór i chore serce. Przy następnej wizycie inna weterynarz kazała zapisać go na USG i do kardiologa. Okazało się, że mój ukochany piesek ma zaawansowany nowotwór rozsiany po organizmie, do tego nadciśnienie płucne i zakrzepicę. Dostał leki, ale kardiolog wprost powiedziała, że są one po to, by mógł spokojnie odejść i nie męczyć się. Odszedł tydzień później. Nie było mnie przy nim, nie wiem, czy bym to zniosła.
Odwiedziłam go w domu dzień przed, przytulałam. Ledwo chodził, ale cały czas chciał być ze mną. Zmarł o 15 następnego dnia. Mój tata zadzwonił do mojego narzeczonego i spytał, czy chce mnie poinformować. Podjął się tego, choć nie musiał. Pamiętam jak płakałam, brałam leki na uspokojenie, potem mocniejsze od psychiatry.
Niedawno minął rok od tamtego wydarzenia, a ja wciąż za nim tęsknię. Ale też nigdy nie zapomnę słów mojego narzeczonego: „On odszedł, bo zobaczył, że już może, że jesteś szczęśliwa, że ktoś się tobą zaopiekował, a więc i on odszedł szczęśliwy”.
Dużo się ostatnio mówiło o molestowaniu kobiet itd. Jestem kobietą i pracuję też z różnymi kobietami. Przewija się ich kilka w ciągu dnia, każda inna, młoda, starsza, panna, zamężna, brzydka czy ładna. Naprawdę spory przekrój kobiet. Z każdą też mam czas aby chwilę porozmawiać. Lubimy się, trochę się nawet znamy. Jakiś czas temu postanowiłam, że dyskretnie będę pytać o to, czy one miały jakieś przypadki molestowania, niemoralnych propozycji, wiadomości od facetów z penisem w tle, naruszania przestrzeni osobistej, pokroju niechcianego klapsa w tyłek od obcego faceta. Wyniki tej mojej sondy totalnie mnie zaskoczyły. Okazało się, że KAŻDA, ale to każda kobieta miała na koncie taką sytuację. Niektóre były lajtowe, typu nachalne wiadomości, ale też były takie, przy których włos się na głowie jeżył.
Jedna, wyjątkowo ładna dziewczyna, opowiadała, jak Uber zaczął ja wywozić do lasu i gdyby nie to, że w odpowiednim momencie zadzwoniła na policję, to nie wiadomo co by się stało. Inną śledził jakiś gościu i miała tyle rozumu, by wskoczyć do tramwaju, który miał odjechać. Sytuacje, gdzie facet kładł rękę na udzie w zapchanym autobusie albo onanizował się w niemal pustym pociągu. Klepnięcie w tyłek na koncercie. Ocieranie się penisem w klubie, podczas tańca, gdzie facet zachodził od tyłu i ocierał się. I wiele, naprawdę mnóstwo innych okropnych historii.
Wiecie co? Naprawdę mnie to przeraziło. Ja sama też miałam kilka takich krzywych akcji, ale nie sądziłam, że inne kobiety też miały tyle takich nieprzyjemnych sytuacji. Dla mnie to koszmar.
Napiszcie dziewczyny, czy i wam się coś podobnego zdarzyło. Jestem mega ciekawa. Zobaczmy ile nas jest.
Najbardziej wstydliwa i okropna sytuacja w moim życiu, która mogła skończyć się tragicznie.
Byłam na urodzinach u koleżanki. Pojechałam autem, bo kiepsko się czułam i nie zamierzałam pić alkoholu. Chciałam posiedzieć maksymalnie 2 godzinki i zwinąć się do domu. Jednak na miejscu koleżanka zaproponowała mi jakiegoś specjalnego drinka, który miał sprawić, że poczuję się lepiej. Rzeczywiście poczułam się trochę lepiej, więc postanowiłam zostać dłużej, wypiłam też jeszcze kilka drinków. Po kilku godzinach byłam już mocno pijana, nie pamiętam końcówki wieczoru. Z relacji znajomych wynika, że wezwałam Ubera, poczekałam jeszcze chwilę, a gdy przyjechał, pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam. Podobno szłam prosto, normalnie mówiłam i nie wyglądałam na bardzo pijaną. Ale ja tego kompletnie nie pamiętam.
Obudziłam się rano we własnym łóżku, o dziwo bez kaca, ale z ogromną dziurą w pamięci. Nie pamiętam, jak wychodziłam, jechałam do domu, ani jak kładłam się do łóżka. Wiedziałam natomiast, że zostawiłam auto u koleżanki i będę je musiała później odebrać. Chwilę później chciałam iść po coś do sklepu, wyszłam z domu, a tam na podjeździe stoi zaparkowane moje auto. Przeżyłam szok. Zadzwoniłam do koleżanki, czy ktoś może mi je odstawił (dopiero później pomyślałam, żeby sprawdzić, czy mam kluczyki). Powiedziała, że nie, jak się obudzili, to mojego auta już nie było i myśleli, że sama je zabrałam. Kluczyki miałam w torebce. Jedynym logicznym wytłumaczeniem było, że wróciłam do domu sama po pijaku. Zamiast wsiąść do taksówki, wsiadłam do swojego auta, zaparkowanego dwa metry dalej. W aplikacji Ubera znalazłam kilka wiadomości od kierowcy, który na mnie czekał, aż w końcu odjechał.
Jestem naprawdę zszokowana tym, co się stało. Nigdy w życiu świadomie nie wsiadłabym po pijaku za kierownicę, zawsze krytykowałam ludzi, którzy tak robią. No ale właśnie, problem w tym, że nie byłam świadoma. Obejrzałam dokładnie auto, ale nie znalazłam żadnych śladów, które mogłyby świadczyć, że w coś lub kogoś uderzyłam. Śledziłam też wszystkie informacje z mojego miasta o wypadkach, które mogły się wydarzyć tamtej nocy, ale nic nie znalazłam. Mimo to i tak wciąż jest mi przykro, że coś takiego zrobiłam. Znajomi się domyślili i byli źli sami na siebie, że mnie choćby nie odprowadzili do taksówki, ale twierdzą, że naprawdę nie wyglądałam na aż tak bardzo pijaną. No i siedzę tutaj, z dziurą w pamięci i ogromnym poczuciem winy.
Sytuacja miała miejsce w sobotę, po uprzedniej piątkowej imprezie. Nic mi się nie chciało, ale brat wraz ze swoją dziewczyną zaproponowali mi, bym z nimi pojechała do sklepu. Więc ogarnęłam się i zapakowałam do auta.
I tak chodzimy i chodzimy po tym sklepie.... nagle patrzę, a moja "bratowa" bierze do ręki mrożoną kawę, która jak wiadomo ma wiele konserwantów. Więc się skradam do niej od tyłu i szeptam jej do ucha "Nie pij tego gówna". Ona się odwraca, a ja patrzę i zdębiałam! To nie była moja bratowa, tylko jakaś dziewczyna, która właśnie patrzyła na mnie zszokowana. Przeprosilam ją grzecznie i się zaczęłam oddalać. Minęłam jej chłopaka, który wszystko widział, ale nie wiedział o co chodzi. Podeszła do niego i mu przedstawiła wydarzenie. A on skwitował "No to rzeczywiście lepiej tego nie pij".
Wpadłam w niezły atak śmiechu i już do samej kasy ocierałam łzy. Brat oczywiście wszystkim opowiedział, że atakuję niewinne osoby robiące zakupy.
Jakiś miesiąc temu moja stara szczoteczka do zębów po prostu się zużyła. Jako, że moja mama wychodziła do sklepu, poprosiłem ją aby kupiła mi nową szczoteczkę, po czym wyruszyłem do szkoły.
Wieczorem tego samego dnia z zamiarem umycia mych narządów żujących zajrzałem do szafki w poszukiwaniu nowej szczoteczki, znalazłem odpakowany egzemplarz w perfekcyjnej kondycji. Znając tendencję mojej mamy do odpakowywania wszystkiego od razu po wniesieniu do domu bez skrupułów umyłem nią zęby, przekonany o jej nowości.
Następnego dnia rano gdy ponownie korzystałem z dobrodziejstw pasty do zębów do łazienki weszła moja mama. Spojrzała zdziwiona i wyciągnęła z torebki zapkowaną nową szczoteczkę, o czym wczoraj zapomniała. Natychmiast zaczęła się śmiać. Gdy w końcu udało mi się zatrzymać tą radość, zapytałem się o jej powód. Dowiedziałem się, że szczoteczka którą właśnie umyłem zęby była już użyta. Nie zmartwiło mnie to aż tak dopóki nie dowiedziałem się, że służyła ona nie do mycia zębów, a do czyszczenia wanny, a co gorsza muszli klozetowej z brudu w trudno dostępnych miejscach. Poczułem obrzydzenie po czym wybuchłem śmiechem i tak żyję do dziś cały i zdrowy.
To zdarzyło się dawno temu, jak miałem może 6 lat, ale moja mama właśnie mi o tym przypomniała, więc pomyślałem, że opiszę. Bo to konkretna wpadka była.
Mój tata miał zwyczaj, że po powrocie z pracy całował moją mamę. Ale nie tylko cmok, tylko konkretnie. Byłem spostrzegawczym chłopcem więc nie umknęło to mojej uwadze. Jak i to, że mama nigdy mnie tak nie całowała. W końcu jednego wieczora gdy mama układała mnie do snu i nachyliła się, by mnie pocałować to szybko wystawiłem jęzor i wsadziłem go jej do buzi. Mama odskoczyła zszokowana i spytała co ja wyprawiam. Odpowiedziałem “to co ty mamo z tatą”.
Wytłumaczyła mi, że to był bardzo zły pomysł, a ja się popłakałem. Chciałbym o tym zapomnieć, ale co parę lat mama mi przypomina. Jedna pomyłka, a wstyd na całe życie.
Był środek grudnia. Jak większość nie cierpię szkoły i nieźle daje mi w kość. Każdy ranek to walka z samym sobą aby wstać i wyjść z domu na czas, by złapać autobus. Najgorzej jak mam na 7:10 to muszę wyjść z domu najpóźniej o 6:30, masakra.
Właśnie takiego dnia obudziłem się rano półprzytomny, a moją pierwszą myślą było, że chyba wieczorem zapomniałem ustawić budzik. Zaspanymi oczyma popatrzyłem na zegar i oczywiście było wpół do, czyli właśnie powinienem wychodzić. Wyskoczyłem z łóżka, ekspresowo się ubrałem, umyłem zęby, chwyciłem plecak, jakąś bułkę z kuchni i w drogę. W domu jeszcze wszyscy spali, na zewnątrz czarna noc, takie uroki chodzenia na 7:10 do szkoły. Na ulicy zero samochodów, nigdzie nie było widać żywego ducha.
Kilka minut później zbliżając się do przystanku popatrzyłem na telefon, żeby zobaczyć jak tam stoję z czasem. Była 2:45! Środek nocy. Chwilę powyzywałem się w myślach, a potem zawróciłem do domu mając nadzieję, że rodzice nie zauważyli mojej nocnej wyprawy, bo gotowi mi zorganizować badanie na obecność narkotyków.
Dodaj anonimowe wyznanie