#dbaM0

Jestem współuzależniony od alkoholu. Nie pijemy z partnerem już kilka miesięcy. Bez picia bywa czasem gorzej, często czuję się, jakbym miał mega doła i ciągle chce mi się płakać. Nabawiłem się też nerwicy. Jeszcze większego doła łapię na imprezach, kiedy znajomi pytają: „Ze mną się nie napijesz?”. Ostatnio z najlepszym kumplem się nie napiłem, to się obraził. Wczoraj były urodziny mojej mamy, tylko ja nie piłem, od wujka usłyszałem: „Co z tobą nie tak?”. Powiedziałem przyjaciółce, że z nią się nie napiję, bo mam problem, to ona mi tylko, że jestem jakiś nienormalny i mnie nie poznaje.

Takie fochy i pytania sprawiają, że czuję się jeszcze gorzej. Nawet partner powiedział, że to były urodziny mamy i mogłem zrobić wyjątek. A ja to robię dla nas i nie mam potrzeby pić tylko dlatego, że ktoś tego ode mnie oczekuje. Dlaczego znajomi nie potrafią tego zaakceptować i nie przestają zmuszać mnie do czegoś, czego nie powinienem robić?

#MkwlE

Od jakiegoś półtora roku jestem z moją dziewczyną. Nie chcę z nią być, czuję, że to nie jest ta jedyna, jednak ona planuje spędzić ze mną resztę życia i namawia mnie ostatnio do ślubu. Mówiła, że jeśli z nią zerwę, to się zabije. Nie robi tego dla atencji, wiem, że jest w stanie to zrobić. Z jednej strony mam już dość, a z drugiej strony sumienie nie pozwala mi jej zostawić.
Nie wiem co robić.

#1nw1J

Logika mojego nauczyciela od historii i społeczeństwa:

Omawiamy na lekcji temat kary śmierci. Dyskusja toczy się między dwoma przeciwstawnymi grupami, nagle nauczyciel podaje przykład Trynkiewicza. Trzeba przyznać, że zwolennicy kary śmierci rozkręcili się przy tym, a nawet i ci przeciwni mieli problemy z bronieniem tego akurat człowieka. Po burzliwej dyskusji, w której żadna grupa nie przekonała drugiej, pytamy nauczyciela co on sądzi.

Konkluzja nauczyciela: Nie możemy oceniać takiego człowieka, on miał trudne dzieciństwo, jego ojciec molestował jego, nie można go obwiniać za to czym się stał. Państwo i system edukacji umożliwiły mu popełnienie zbrodni, on był winny w niewielkim stopniu, te 25 lat, które dostał to maksimum jakie powinien. Ze względu na okoliczności można by mu było wybaczyć.

Dwa tygodnie później.

Tematem lekcji jest Lech Wałęsa. Klasa luźno rozmawia o tym, że faktycznie był on informatorem, ale w tamtych czasach było inaczej, on miał dzieci i jest mała szansa, że dobrowolnie bez żadnego przymusu donosił. Są osoby, które mają inne zdanie, ale dyskusja jest prowadzona spokojnie, nikt się nie emocjonuje.

Konkluzja nauczyciela: Wałęsa to największe zło na świecie, jak człowiek tak zepsuty i skorumpowany może w ogóle istnieć. Lotnisko w Gdańsku powinno zmienić nazwę z Lecha Wałęsy na jakąkolwiek inną. Co z tego, że inne czasy, dzieci... to skandal! Taki człowiek nie powinien żyć, nie można mu tego nigdy, przenigdy wybaczyć. To co zrobił dla Polski i Solidarności to nic w porównaniu z jego zdradą!

*Wyznanie nie ma na celu żadnej politycznej propagandy, ma ono ukazywać (moim zdaniem) skrzywioną logikę mojego nauczyciela. Oddaję wam do ocenienia ;)

#S189y

Mam młodszą siostrę, ma szesnaście lat. Aktualnie przechodzi kryzys wiary. Polega on na tym,​ że tak co dwa, trzy miesiące wyznaje nową religię. Nasi rodzice to katolicy, ale nam nigdy nie zabraniali wierzyć w co tylko chcemy ani nie wciskali chrześcijaństwa na siłę. Nasza babcia jest jednak typową zagorzałą katoliczką, codziennie jest w kościele, odmawia różańce i straszy wygolonych nastolatków wodą święconą.

Historia właściwa:
Monika (moja siostra) miała akurat fazę na jakąś odmianę hinduizmu czy buddyzmu, w sumie nie pamiętam. Generalnie wszędzie stawiała jakieś świeczki, paliła kadzidełka i przestawiała meble w pokoju, żeby jej czakra, aura czy inne coś tam było niezachwiane. Ogólnie z jej wierzeniami nie pozwalaliśmy wychodzić poza obręb jej pokoju, ale ona twierdziła, że kadzidełka muszą stać w określonych miejscach i inne takie. No to stały i dymiły tam gdzie musiały ;)
Ogólnie mamie spodobał się nowy wystrój ze świecami i kadzidłami, a potem też różnymi wzorkami. Młoda dostała więc zielone światło, żeby po swojemu udekorować salon. Powiem Wam, wyglądał naprawdę super.

Wtedy babcia przyszła w odwiedziny. Zobaczyła salon... I zaczęła się drzeć na Monikę, że od zawsze wiedziała, że nie pasuje do tej rodziny, że rodzice nigdy nie powinni się na to zdecydować, skoro już mieli mnie, że szatan opętał nas wszystkich i teraz już nic tylko trzeba wzywać egzorcystę. Potem podeszła do Moniki i powiedziała, że jej matka na pewno była jakąś wariatką, a ojciec kryminalistą. W ten oto uroczy sposób zarówno ja, jak i Monika dowiedziałyśmy się, że Monika jest adoptowana.

#euGT6

Moją obecną żonę poznałem, gdy mieliśmy po 12 lat. Na początku prawie w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy, ona spędzała czas z swoją przyjaciółką. Była cicha i nieśmiała, jedyny raz kiedy widziałem ją roześmianą był po miesiącu od rozpoczęcia szkoły z wyżej wymienioną dziewczyną. Intrygowała mnie, była inna niż reszta płci pięknej, którą dotychczas poznałem. Poznanie jej zajęło mi niemal 3 lata, kosztowało wiele czasu i wysiłku. W pewnym momencie po prostu powiedziała mi o wszystkim, co ją dręczy, moja koszulka była wtedy cała mokra od jej łez. Powiedziała o tym, jak była molestowana w dzieciństwie przez bliskiego rodziny, o swoich myślach samobójczych, depresji i lękach. Spędzaliśmy razem dużo czasu i naprawdę ją pokochałem. Ona natomiast z trudem okazywała jakiekolwiek uczucia, ponieważ zwyczajnie bała się ich. Kolejne 5 lat zajęło mi zajmowanie się nią z nadzieją, że kiedyś doczekam się tych dwóch słów – „kocham cię”. I doczekałem się.

Teraz, kiedy patrzę gdy śpi i porusza się niespokojnie, zapewne dręczona przez kolejne koszmary, wiem, że zdecydowanie było warto. Bardzo ją kocham i pomagam jej wyjść ze zmory codzienności, którą jest chociażby wyjście do sklepu. Wiem też, że jej uczucie jest najszczerszą rzeczą jakiej doznałem, ponieważ jak powiedziała: „zaakceptowałeś mnie, kiedy nikt inny nie umiał, byłeś moim jedynym oparciem”.

#SIXwl

Nie daję rady pracować na cały etat. Jestem osobą niepełnosprawną, która ukryła orzeczenie, żeby móc pracować i mieć na życie i rachunki. Zasiłki są za niskie, żeby za nie przeżyć.
Niestety jest bardzo źle ze mną, czuję, że się wykańczam i w każdej chwili przez chorobę mogę wyładować w szpitalu. Czuję, że nie mam wyjścia. Niestety nie udało mi się zdobyć wykształcenia powyżej liceum. Nie mam żadnych innych perspektyw pracy w miejscu, w którym obecnie mieszkam, a przeprowadzka nie wchodzi w grę, także ze względu na chorobę i dostępność leczenia.

#MqFBz

Kilka lat temu, kiedy jeszcze chodziłam do liceum, a konkretnie do pierwszej klasy, podczas czekania na mój autobus ujrzałam najprzystojniejszego chłopaka, jakiego kiedykolwiek widziałam w swoim życiu. Wtedy tylko zapragnęłam odnaleźć go w mediach społecznościowych. Byłam na tyle zdesperowana, że potrafiłam spędzić godziny każdego dnia na przeszukiwanie stron internetowych szkół w naszym mieście.
Jakoś ponad rok od „pierwszego spotkania” na dworcu, przeglądałam zdjęcia z pewnego wydarzenia w szkole mojego kolegi i ujrzałam na nich tego chłopaka. Wtedy w dosłownie 5 minut znalazłam jego Facebooka, ale też: Snapchata (z fejkowego konta widziałam nawet, gdzie mieszka), Instagrama, aska, Pinteresta, Tumblra, Twittera i jeszcze parę innych rzeczy.
W sumie na tym się skończyło, co jakiś czas tylko wchodziłam na jego Instagram i zadawałam anonimowe pytania.
W klasie maturalnej dowiedziałam się, że ma dziewczynę, więc już kompletnie dałam sobie spokój.
Teraz jestem na studiach, w szczęśliwym związku i śmieję się z tego wszystkiego, ale też jestem przerażona, jak łatwo zdobyć o kimś dane, nie wiedząc o danej osobie zupełnie nic.

#GtT1x

Brak szacunku? Głupota? Oceńcie sami.

Kiedy byłam w gimnazjum, umarł mój kolega ze szkoły. Poinformowała nas o tym wychowawczyni i spytała, czy chcemy iść na pogrzeb pożegnać się z nim. Oczywiście cała klasa wyraziła chęć, przyjęliśmy to z szacunkiem i spokojem, złożyliśmy się na piękny wieniec.
Był to początek czerwca, bardzo upalnego czerwca. Umówiliśmy się, że spotkamy się wszyscy przed cmentarzem i wybierzemy osobę, która złoży rodzinie kondolencje w imieniu całe klasy. Ludzie powoli się zbierali, dziewczyny w czarnych sukienkach, koszulach, chłopcy w garniturach i nagle pojawiła się ONA. Czarne szorty ledwo zakrywające tyłek i kremowa podkoszulka odsłaniająca inne atuty.
- Ej, Magda, jak ty się ubrałaś?
- Miało być coś czarnego, to jest, no nie?

Yhhh, upchnęliśmy ją pod drzewem. Obraziła się.
Dodaj anonimowe wyznanie