#vM5va
Prawie zawsze byłem wychowywany jak pod kloszem w domu, a w szkole podstawowej i gimnazjum byłem gnojony tak, że głowa mała (przez wszystkich rówieśników). W liceum było trochę lepiej, ale byłem tzw. błaznem klasowym żeby uniknąć gnojenia. Od szkoły podstawowej tak od 10 roku życia byłem molestowany seksualnie przez dozorcę bloku i mimo iż mówiłem to rodzicom to uważali, że kłamię bo często w tamtym okresie kłamałem (to bolało, bo zawsze rodzice mi mówili, że mam mówić jak jakiś pan/pani będzie mnie zaczepiał(ała). Jestem też wrażliwym człowiekiem.
Prawie od zawsze musiałem się opiekować kimś z rodziny (czy to była matka czy dziadek) i niestety, ale wiem, że mam toksyczną matkę. Niby nic złego nie robi, ale w jej towarzystwie zawsze mam depresyjny nastrój i nigdy nic mi się nie chce. Od dwóch lat wyjeżdżałem na kontrakt do pracy (zwiedziłem naprawdę ładny kawałek Europy) i wtedy odzyskiwałem chęć do życia, ale niestety musiałem wrócić do domu i zająć się chorą matką. Musiałem z nią zamieszkać bo wymaga pomocy przy najprostszych czynnościach. Najchętniej to bym się od niej wyprowadził gdzieś daleko w Polskę, ale wiem, że niestety nie mogę bo szybko umrze jak ją zostawię bez pomocy.
Ale wracając do tematu jestem singlem i w swoim życiu byłem tylko w jednym związku, krótkim bo tylko 4 miesiące. Niestety nie potrafię zagadać do kobiety, która mi się spodoba. Zacinam się i nic nie mogę powiedzieć, palę buraka i klops. Chciałbym być z kobietą, która będzie mnie kochała, i którą ja będę kochał, ale obawiam się, że zamknę ją w tzw. złotej klatce. A tego bym nie chciał bo wiem, że to szybko by zniszczyło mój związek. Niestety wszystkie kobiety, które poznałem i mi się podobały zawsze chciały mieć tzw. faceta w typie macho. Ja niestety nie jestem takim facetem. Uważam, że jestem totalnym przegrywem, ale żyję jakoś w tym świecie bez cienia szansy na znalezienie jakiejś partnerki. Jak to się mówi MŻJDD (moje życie jest do dupy).
#8Gg81
Najbardziej mnie zdziwiło, że moja córka nie powiedziała o tym mojej żonie. Nie wiem, czy dlatego, że nie chce, żeby nasze małżeństwo się rozpadło, czy po prostu mnie testuje i czeka, aż sam o tym powiem żonie. Córka nie chce ze mną rozmawiać na ten temat, więc nie wiem co myśli, i ten stan niewiedzy, w połączeniu z tym, że ona wie, że żona nie wie, i że ja wiem co zrobiłem jest dla mnie nie do zniesienia. O niczym innym nie myślę i nie wiem jak mam postąpić. Prawda jest taka, że cokolwiek zrobię i tak będzie źle.
#ppaDV
Pewnego dnia klucz zaginął, a że byliśmy już spóźnieni do szkoły, kolega napisał kartkę do swojej mamy o treści: „Mamo, nie mogłem znaleźć klucza, więc nie zamknąłem drzwi” i, co było najgenialniejsze, wsunął kartkę między drzwi główne a framugę. Normalnie geniusz! Kiedy wracaliśmy ze szkoły (mieszkamy w jednym bloku) i odprowadzałem go pod mieszkanie, otworzyła jego mama. Jak można się było spodziewać, niezbyt zadowolona.
Kiedy teraz to wspominamy, nawet matka mówi, że gdyby go nie wywalili z kółka chemicznego, byłby z niego drugi Mendelejew :)
#GkwIC
#CcYoB
Gdy miałam parę miesięcy, moja rodzina załatwiła sobie szczeniaka. Suczka, kundelek, kochana kulka szczęścia. Był jednak pewien haczyk. Były to trochę inne czasy, a do tego mieszkamy na wsi, więc normą dla nas było, że pies siedział na dworze. O zgrozo, psinka trafiła na łańcuch. Jak byłam mała, nie widziałam w tym nic złego. Nie miałam jak zobaczyć, że to czyste okrucieństwo wobec pieska, wydawało mi się to normalne, tak zostałam wychowana. Dopiero parę lat później, kiedy miałam dostęp do internetu, zauważyłam ten błąd. Nie mogłam jednak na to nic poradzić, byłam małolatą, która nie miała na to wpływu. Minęło kolejne parę lat, piesek zaczął mieć problemy z kręgosłupem. Warto zaznaczyć, że nie miała nigdy żadnych wizyt u weterynarza, bo z perspektywy mojej rodziny to za drogo. Została ostatecznie uśpiona, gdy straciła czucie w obu tylnych łapach.
Od tamtego czasu minął już rok, a mnie nadal trzyma poczucie winy. Zaczęłam zadawać sobie pytania, czy było coś, co mogłam zrobić? Chciałabym cofnąć czas i zaradzić coś, cokolwiek, żeby suczka nie musiała przechodzić przez to wszystko.
Brakuje nam jej z siostrą, chciałyśmy wziąć kolejnego pieska, jednak koszmarnie się boję, że przez moją rodzinę znowu trafi na dwór. Postawiłyśmy z siostrą ultimatum, że piesek będzie sobie biegać na dworze, ale będzie mieć swoje legowisko w środku. To najlepsze, na co przekonałyśmy rodzinę, ale boję się, że jednak koniec końców wyląduje w kojcu albo co najgorsze na łańcuchu. Chcę wierzyć, że jak jestem już prawie dorosła, to dam radę mu zapewnić dobre życie, ale kwestia rodziny wciąż mnie boli.
Od razu mówię, nie mam zamiaru się wyprowadzać, chcę w zostać w rodzinnym domu i się nim zająć, bo reszta rodzeństwa już się wyprowadziła poza mną. Rodzeństwo również jest za tym, żeby pies był w mieszkaniu, ale dom jednak wciąż należy do rodziców i dziadka. Mama nie jest wielce przekonana kwestią psa w mieszkaniu, ale zgadza się z nami, że chciałaby, abyśmy mieli psa i jest w stanie zrobić wyjątek, aby pies miał dostęp do posłania w jednym pokoju. Dziadek za to nie wyobraża sobie psa w mieszkaniu, bo jego logika sprowadza się do przekonania, że psy są stworzone do strzeżenia, a koty tylko i wyłącznie do łapania myszy. Tacie natomiast to wisi, brakuje mu psa, ale według niego pies ma być 24/7 na dworze. Obawiam się, że jednak nie weźmiemy psa, bo boję się, że dopóki dom należy do rodziców, piesek nie zazna życia poza łańcuchem/kojcem.
#QyV7g
Po paru dniach szefostwo dostrzegło moje starania, ale nie do końca w taki sposób jak to sobie wyobrażałem. Dołożyli mi jeszcze jedną maszynę do obsługiwania, tłumacząc to tak, że skoro wyrabiałem tak dużo ponad normę to widocznie moje dotychczasowe obowiązki były za mało wymagające.
#FY7Dp
#WwMft
To fragment pamiętnika mojej młodszej siostry. Julka popełniła samobójstwo, miała tylko czternaście lat. Pamiętnik prowadziła od początku roku szkolnego, pisała prawie codziennie, opisała wszystko co ją spotykało w szkole. To, że przestała jeść drugie śniadania, bo ją z tego powodu wyzywali. To, że rzucali w nią zepsutym jedzeniem. To, że ktoś jej zrobił zdjęcia podczas przebierania. To, że wuefistka trzymała w kantorku stroje dla tych, co zapomnieli swoich własnych. Z tego powodu strój Julki czasem znikał z jej plecaka, by znaleźć się dopiero po wf. Musiała wtedy ćwiczyć w za małych ciuchach, które dostała od nauczycielki. Wuefistka nazywała Julkę beczką, czasem nawet tłustą beczką.
Niemal każdy jej dzień tak wyglądał. Gimnazjum było małe, więc była pośmiewiskiem całej szkoły. Julka zawarła w pamiętniku wszystko. Opisywała swoje myśli i odczucia, każdą próbę diety, głodówkę, wymioty. Nigdy nie miała pretensji do swoich oprawców, o wszystko obwiniała siebie. Nienawidziła swojego ciała.
O tym, jak ją traktują nie powiedziała żadnemu nauczycielowi. W domu zachowywała się normalnie, nic nie zauważyliśmy. Rodzice dużo pracowali, ja zajęta byłam nauką do matury. W pamiętniku napisała, że nie chciała nas jeszcze bardziej obciążać swoimi problemami. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Nie rozumieliśmy dlaczego się zabiła, dopóki nie znalazłam pamiętnika.
Dzień po tym, jak skończyłam czytać zapiski siostry, poszłam do jej szkoły. Nie dałam się wyprosić, pokazałam pamiętnik wychowawczyni Julki. Popłakała się, obiecała ukarać winnych. Uczniów biorących aktywny udział w gnębieniu Julki było ponad dwudziestu. Jedno jest pewne, razem z rodzicami tego tak nie zostawimy.
Julka uwielbiała rysować, miała do tego wielki talent, marzyła o liceum plastycznym. Kochała zwierzęta, chodziła sąsiadkom po zakupy, zaczęła mnie wyręczać w obowiązkach domowych, bym miała więcej czasu na naukę. Była cudowną osobą. Jej choroba była uleczalna, za jakiś czas, przy pomocy dietetyka, mogłaby wrócić do normalnej wagi. Ale tak się niestety nie stanie.