Mam 27 lat, w sumie za niedługo 28 i czuję się... staro. Patrzę na 19-, 20-latki i uświadamiam sobie, że w zasadzie to mam prawie 30 lat i już nie jestem ta młodą dziewczyną, którą kiedyś byłam. Mam przy tym wrażenie, że choć wiedziałam, że czas przemija, to jednocześnie nigdy nie byłam tego tak naprawdę świadoma. Przeraża mnie przemijanie. Nie czuję się przy tym wcale bardziej dorosła. Bardziej doświadczona – tak, dorosła – niekoniecznie. Tym bardziej mnie to przybija.
Dodatkowo nie mam partnera i o ile dawniej sądziłam, że mam mnóstwo czasu przed sobą, to teraz widzę, że tego czasu jest coraz mniej. Za chwilę na „rynku” zastąpi mnie to nowe pokolenie dziewcząt. Po co komu 30-latka, skoro może mieć 20-latkę?
Są też plusy, przynajmniej wiem, że młodsza już nie będę, co motywuje mnie do działania.
Dodaj anonimowe wyznanie
Tak strasznie smutno mi się robi kiedy czytam takie rzeczy. Mam 28 lat. Czuję się 100 razy lepiej niż 10 lat temu. Nie dlatego, że jestem "dojrzalsza" czy inne tego typu pierdoły. Dopiero niedawno odkryłam co w życiu sprawia mi przyjemność i niedługo zakładam własną firmę, koniec szarpania się z pracodawcami januszami i innymi debilami ;). Po ponad 10 latach zakończyłam toksyczny związek z facetem, który był niestabilny emocjonalnie i ciągnął mnie w dół. Poznałam świetnego faceta (kilka lat młodszego) i czuję, że tchnął we mnie życie. Przywiązuję wagę do wyglądu (ale nie mam na myśli make-upu czy super ubrań), patrzę na to co jem, na swoją sylwetkę, włosy, cerę. Wyglądam lepiej niż 10 lat temu, bo wtedy miałam gdzieś zdrowe odżywianie, paliłam papierosy (I nie tylko), piłam alko i dużo syfiastych energetyków. I to jest częste wśród młodych, z przerażeniem patrzę jak coraz więcej (zwłaszcza dziewczyn) młodych ma problemy z nadwagą lub otyłością - 10 lat temu nie było tego aż tyle co teraz. Fakt, jest czasami lekki żal i może mała zazdrość ;) że lata lecą, ale nic z tym nie zrobimy :). Mogę tylko podziękować losowi, że mam dobre geny i wyglądam na max 22 lata (bo tyle najczęściej mi dają). Z aspektów fizycznych - jeśli chcesz trochę spowolnić starzenie - skup się na pielęgnacja ciała (zwłaszcza twarzy) i mocno polecam kolagen do picia! Głowa do góry, jesteś młoda i całe życie przed Tobą :*
Piątka! Również dopiero teraz, po 30, poznałam siebie samą na tyle, żeby móc żyć tak, żeby było mi dobrze. Wcześniej błądziłam. Nie było mi źle, ale czegoś brakowało. Teraz mam wszystko, a przede wszystkim, niezależność finansową która jest dla mnie i dla mojego poczucia bezpieczeństwa kwestią bardzo ważną. Fizycznie również nigdy nie byłam w lepszej formie i kondycji. Gdyby ktoś mi zaproponował ze mogę znów, na zawsze mieć 20 lat - nie, dziękuję. 30 jest spoko. 40 też będzie. I 50. Wiek to tylko cyfry.
Ostatnio nie chcieli mi sprzedać fajek bez dowodu, więc tu jest dobrze. Bardziej właśnie chodzi mi o takie biologiczne przemijanie, więc tak jak napisałam - coś zupełnie naturalnego, a jednocześnie - coś, co obecnie jest dla mnie trudne do zaakceptowania. Aczkolwiek - kolagen wypróbuję! Dziękuję 🥰 A poza tym - gratuluję siły i odwagi, życzę wszystkiego co najlepsze na przyszłość ☺️
Ale przecież do "przeminięcia" od Twoich 27 lat jeszcze bardzo długa droga. Prawdopodobnie przeżyjesz jeszcze ponad drugie tyle. Nie ma się co martwić na zapas.
"Po co komu 30-latka, skoro może mieć 20-latkę?" Tak postawione pytanie nie jest prawdziwym pytaniem lecz swego rodzaju wnioskiem.
Jesli juz, zadaj sobie nastepujace pytania: Po co komu 30-latka? I komu? Po co komu 20-latka? I komu? Po co komukolwiek ilebyniebylo-latka i do czego?
Jestem zdania, ze to jest bardziej sensowno-konstruktywne podejscie do tej problematyki.
No chyba, ze chcesz sie po prostu pouzalac nad soba. Jesli tak, to przepraszam i nic nie mowie.
A to jest bardzo mądry komentarz i rzeczywiście odpowiedź na te pytania może być dla mnie pomocna. Być może użalam się nad niedostępnością czegoś, czego tak naprawdę wcale nie chcę (i jak widać nie chciałam, skoro pokierowałam moim życiem tak, a nie inaczej). Dziękuję!
Jeżeli będziesz całe życie stawiać młodość na piedestale, to masz przed sobą bardzo wiele smutnych dekad życia. Ja mam 30 lat z hakiem i patrzę na 19-, 20-latki i uświadamiam sobie, że bardzo się cieszę, że już w tym wieku nie jestem. Teraz jestem mądrzejsza, bogatsza, piękniejsza, dojrzalsza. Nawet u mężczyzn wzbudzam o wiele większe zainteresowanie niż wtedy, gdy byłam 20-latką. Czemu? Jeden najważniejszy czynnik - pewność siebie, która przyszła z wiekiem i doświadczeniami. Myślę o sobie pozytywnie, to emanuje na zewnątrz i jest podobno bardzo pociągające ;) Jak zaczniesz myśleć o sobie "stara baba" i jak piesek będziesz się łasić o łaskę spojrzenia na takie stare stworzenie jak ty to sukcesów w poznaniu fajnego faceta nie przewiduję. Jeżeli swoją atrakcyjność do tej pory sprowadzałaś wyłącznie do bycia młodą, może czas przewartościować swoje ideały i dostrzec w sobie inne, wartościowsze cechy? Albo łatwiej bo bez pracy nad sobą - zainteresować się facetem 20-30 lat starszym, dla niego już zawsze będziesz młoda, a żadna 20 Ci go raczej nie podkradnie.
Właśnie clue sprawy to nie to, że nie czuje się nieatrakcyjna, bo jestem stara. Ba! Wyglądam, tak jak wspominały tu inne dziewczyny, znacznie lepiej niż 10 lat temu. I co ciekawe, przez całe życie w poważaniu miałam aparycję (nie w stronę zaniedbywania się, ale raczej w tym znaczeniu, że nigdy nie była dla mnie kluczowa, wręcz irytowałam się, że jest jaka jest, bo chciałam żeby inni widzieli we mnie przede wszystkim człowieka), więc to nie do końca o to chodzi.
Bardziej boli mnie to, że biorąc pod uwagę fakt, że jestem kobietą, nie mam zbyt wiele czasu na założenie rodziny. I tu pojawia się kolejna interesująca kwestia - dotychczas byłam przekonana, że rodzina nie jest moim życiowym celem. Wszelkie inne aspekty mojego życia mam zatem poukładane, prócz tego jednego, bo zwyczajnie nie brałam go wcześniej pod uwagę. I o ile kiedyś nie mogłam zrozumieć czym jest ten mityczny instynkt macierzyński, to oto się pojawił w pełnej krasie, irytując mnie niezmiernie, bo właśnie - na zdobywanie świata mam czas, tu ogranicza mnie wyłącznie definitywny upływ mojego czasu na Ziemi, ale na znalezienie partnera, sprawdzenie go i założenie rodziny tego czasu mam mniej z czysto biologicznych przyczyn. I znów, cholera, ja wiem, że to nie jest tak, że go nie mam, ja chyba odczuwam irracjonalny lęk przed tym, że nie zdażę, bo właśnie dotarło do mnie, że przemijam (co wszakże było oczywiste od samego początku).
Generalnie sama czuje się obecnie z moją perspektywą jak wariatka (bo zupełnie nie przystaje do mojego dotychczasowego światopoglądu). Tym bardziej dziękuję za wypowiedzenie się, bo widzę, że moje odczucia poniekąd mijają się jednak z rzeczywistością, a to już jakiś krok do przodu.
Dispater, no właściwie nic z tego co napisałaś w komentarzu nie zawarłaś w wyznaniu. Napisałaś wprost - "Po co komu 30-latka, skoro może mieć 20-latkę?" Nic o presji czasu z powodu chęci macierzyństwa. To faktycznie jest trudniejsza kwestia, ale i tak masz co najmniej 10 lat przed sobą. Presja czasu i fałszywe poczucie, że nie jesteś już tak atrakcyjna dla mężczyzn jak konkurencja młodszych kobiet niczego Ci nie ułatwi. Wyluzuj, uśmiechnij się do siebie, powiedz sobie - każdego dnia staje się lepsza (zamiast starsza). Z upływem czasu tracimy tylko młodość, strata poczucia własnej wartości, radości życia i nadziei jest już tylko Twoim wyborem. Pewnie wydaje ci się to niewyobrażalne w tej chwili, ale na każdy kolejny rok życia można patrzeć jak na zysk, a nie stratę. Wykreśl z ciała i pamięci ostatnie 10 lat życia - czy nie stałabyś się uboższa? Każdy dzień życia jest cenny i nie ma po co tracić go na tworzenie fatalistycznych scenariuszy. Równie dobrze jutro możesz poznać mężczyznę swego życia i żałować, że tyle straciłaś czasu na martwienie się. Równie dobrze możesz go nigdy nie poznać, i też przeżyjesz, i też będziesz żałowała czasu straconego na martwienie się. Musisz wziąć odpowiedzialność za swoje nastawienie, i mówię to z doświadczenia - też miałam "kryzys" w okolicach 30. Zdałam sobie sprawę, jak bezsensu się katuję, i wzięłam w garść swoje myśli i to, na czym skupiam uwagę.
Czy w takim razie tylko dla mnie to co potrzeba posiadania dzieci robi z kobietami jest straszne? Zupełnie serio, to przerażające, to jak choroba psychiczna przecież. Tu mamy przykład - zdrowa, młoda kobieta. Generalnie to z życia zadowolona, wszystko byłoby okej, gdyby nie to że właśnie sobie uświadomiła, że na urodzenie dziecka została jej konkretna ilość czasu. Na różne inne rzeczy też mamy konkretna ilość czasu, samo życie nie jest nieskończone, ale to nieważne, popłoch wywołuje tylko (wcale nie tak bliski) koniec płodności.
A jak się okaże że kobieta jest bezpłodna? Niby wszyscy jesteśmy różni, mamy różne predyspozycje, możliwości. Nigdy nie zdobędę raczej Mount Everest, no a chciałabym. Nigdy też nie polecę na wakacje na Madagaskar, bo rzygam i zdycham po 3h w samolocie, więc co najwyżej zostają mi Grecja i Turcja, a uwierzcie, ja naprawdę chciałabym zwiedzać świat! Ktoś inny nigdy nie nauczy się śpiewać/malować/robić salta itd itd i to wszystko jest okej, takie życie, nie mamy tego, ale mamy coś innego. A ktoś nie może mieć dzieci i to jest koniec świata. W tym momencie kobiety czują się jak zepsuty towar. Straszne...
Akurat wielu mężczyznom podobają się bardziej 30 latki, niż 20 latki. Ale to zależy, niektóre kobiety 30-35 wyglądają świetnie, a część już jak takie starsze ciocie, typowe Grażynki.
Hmm, owszem, wyglądam teraz, po 30, o wiele lepiej niż mając 20. Ale dzisiejsze 20-tki to już nie te, co kilkanaście lat temu, one są naprawdę hot. Po 30 też zdarzają się gorące, zadbane babeczki, ale łatwiej o taką w tym młodszym pokoleniu. Mimo wszystko, nie wydaje mi się, żeby tak wielu facetów po 30 szukało partnerki która jest jednak o wiele mniej dojrzała emocjonalnie i życiowo (chociażby niewiele jeszcze wie o utrzymywaniu siebie samej). A jeśli któryś takiej właśnie szuka, to z pewnością nie byłby tym, którego ja bym szukała. Finalnie - swój znajdzie swego, w każdym wieku :)
Nigdy mnie jakoś nie ciągnęło do młodych dziewczyn, a u takich jak na ironię miałem zawsze największe powodzenie.
20 latka może być hot, jak się gorącym mlekiem obleje.
Mam to samo poczucie co autorka ;') zwłaszcza, że w moim otoczeniu dużo kolegów właśnie wymieniło swoje partnerki, z którymi byli po 5-8 lat na dwudziestolatki. I to były naprawdę fajne, zadbane dziewczyny po studiach, pracujące itd.
Wygląd to jedno, ale pojawiają się też bariery natury biologicznej, bardziej płodna niż byłam już nie będę, taka natura. Więc, skoro w wieku 27 lat obudziłam się, że "o! fajnie byłoby jednak mieć rodzinę, bo życie jest w sumie spoko i nie sprowadzę nikogo do piekła powołując go na ten świat", to mam po prostu mniej czasu, a w sumie to mało czasu. Bo od partnera do rodziny długa droga.
@Dispater, powiem Ci, że ja od zawsze chciałam mieć dzieci możliwie szybko, najlepiej jeszcze na studiach, a i tak nic z tego nie wyszło 😅 znalezienie odpowiedzialnego partnera/partnerki naprawdę nie jest proste... Więc nie wyrzucaj sobie, że dopiero teraz dostrzegłaś pewne rzeczy. Widocznie tak miało być. A 27 lat to naprawdę jest wciąż młodość, korzystaj z tego :)
Znajomy jest w podobnej sytuacji co Ty, i szuka partnerki. Chcesz numer? ^^
Tonący brzytwy się chwyta, ale nie wiem czy to zachowanie godne naśladowania. 😅 Zwłaszcza, że najpierw chciałabym ogarnąć samą siebie, zanim zacznę polować na chłopów, jeszcze w tym szale desperacji upoluje jakiegoś z wścieklizną, bo sam się będzie łasił. 😅
Drogie panie, ale porównujecie swój wygląd bez tapety i bielizny czy 100% nude? Bo już nie raz słyszłem podobne bzdury, poprostu w tym wieku kobiety zaczynają się poważniej ubierać, mają kasę na zabiegi kosmetyczne, lepszy makijaż lepsze ciuchy i owszem wyglądają lepiej niż biedne nastolatki 10 lat temu ale dopiero po odpowiednim przygotowaniu. Grubego uda, bebzola czy obwisłych piersi nie wyszpachlujesz.
W wieku 30 lat piersi jeszcze nie zwisają, a bebzol można mieć i mając 10 lat, można go też nie mieć nigdy :) maluję się na tyle delikatnie (nie dlatego że gardzę tapetą, po prostu kiepska w to jestem) że w konkurencji "kto wygląda lepiej w tapecie" odpadłabym w przedbiegach. To ja już wolę startować bez makijażu i w tłustych włosach, moje szanse będą większe. Ale faktycznie - teraz stać mnie na lepsze kosmetyki, nie tylko te do makijażu, ale również te do pielęgnacji i skóra na tym zyskuje.
Pukałbym
Jeśli będziesz postrzegać siebie tak jak kobiety postrzegają redpillowcy (wydźwięk Twojego wyznania jest bardzo pod ich modłę), to będziesz tym nieszczęśliwsza. Im właśnie o to chodzi - żeby wzbudzić w 30latkach poczucie winy oraz niepewność. Nienawidzą kobiet, które są życiowo bardziej doświadczone, bo nie mogą nimi manipulować tak jak robią to z tymi młodszymi, szukającymi siebie. Pierdololo o biologii to tylko przykrywka w tym przypadku, bo żaden redpill Ci się otwarcie nie przyzna, że szuka tak naprawdę darmowej służby/kogoś, przy kim mógłby czuć się jak bóg przy zwierzu.
Na pewno jesteś super dziewczyną. Wiem, że jeśli chcesz mieć dzieci, to sprawa trudniejsza, ale nie poddawaj się desperacji. Załóż konto na jakimś portalu, staraj się iść bardziej do ludzi, ale nigdy nic na siłę. Pamiętaj, miłość możesz znaleźć w każdym wieku =)
To się nazywa zderzenie ze ścianą ;)
Tak, słuchaj dalej tych przygłupów z jutuba, którzy się użalają że kobiety są takie czy takie, a sami traktują je jak przedmioty albo jakiś wzór matematyczny.
Dokładnie Drago, redpill to rak.
Dragomir i Sokoli z rigczem <3 A Ty Icek idź dalej tonąć w iluzji, myśląc, że z niej wyszedłeś.