#4anNo

Oglądalem różne anime pełne nagości i treści seksualnych, herem, dramaty,okrutne rzeczy, gwałty, krew wszędzie, same 18 + na pirackich stronkach z tłumaczeniem na polski miałem wtedy 11 lat, przestałem po pół roku obejrzałem takie rzeczy jak solo leveling, atack on the titan, School dxd, to zniszczyło mi czystość i moja dziecięcość dziękuje rodzicom którzy zakazali mi oglądać anime nie wiedzieli jakie anime oglądam minęły 4 lata przez te 4 lata zastąpiłem te anime okrutnymi kdramami - koreańskie seriale,może już bez nagości,gwałtów itp. ale takie traumatyczne i dołujące tyle przemocy i cierpienia w tym było teraz mam 15 lat i połączyłem fakty przez to wszystko zatracam empatię jak mam ją odzyskać z powrotem? A także zacząłem stawać się zboczonym człowiekiem choć bardzo staram się zmienić za dużo widziałem i znieczuliłem się na cierpienie innych jestem zagubiony

#OySjn

Mam 26 lat i jestem z moim chłopakiem już kilka lat i bardzo się kochamy. Zawsze marzyło mi się stanąć przed ołtarzem w białej sukni i przysiąc miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Niejednokrotnie pokazywałam mu suknie ślubne, opowiadałam mu jak sobie wyobrażam ten dzień, kto byłby moim świadkiem. Cały czas żyłam z nadzieją, że w przyszłości będą oświadczyny i moment formalizacji naszego związku.
Niestety, ostatnio podczas przypadkowej rozmowy, dowiedziałam się, że mój ukochany tak na prawdę nie chce żadnego ślubu (dziecko owszem, ale ślub absolutnie). Uważa, że jest to niepotrzebne do życia, a i bez tego jesteśmy szczęśliwi. Uważa też, że po ślubie ludzie i tak się rozwodzą. Najlepsze jest to, że nigdy wcześniej mi tego nie zakomunikował, a ja żyłam w kłamstwie.
Nie wyobrażam sobie już życia bez niego, bo fantastycznie się nam układa, ale on nie chce zmienić decyzji, a ja nie chcę żyć bez ślubu.
Boje się, że bez ślubu (czyli bez spełnienia największego marzenia - małżeństwo, a potem dziecko) w przyszłości będę nieszczęśliwa.
Tylkopoco Odpowiedz

Błagam, nich mi ktoś wyjasni pogląd "ślub nie, ale dziecko ok". "Bo ludzi sie rozwodzą". Rozwala mnie to myślenie. To sprowadźmy na świat małego czlowieka, któremu nasze rozstanie rozwali cały świat, ale przynajmniej nie będzie papierka, że byliśmy małżenstwem. Pewnie że rozstanie/rozwód się może zdarzyć, ale jeśli od razu się wychodzi z tego założenia to po cholere dziecko robić?

Odpowiedzi (4)
ohlala Odpowiedz

Bo będziesz. On chce dziecko, bo facetom o wiele łatwiej mieć dzieci. Nie oni męczą się przez ponad 9 miesięcy, nie oni rodzą, nie oni mierzą się z presją społeczną, a ich wkład w wychowanie jest często minimalny. Po rozstaniu to w większości faceci nie chcą opiekować się dziećmi (nie jest prawdą, że sądy są przychylniejsze matkom - faceci rzadko kiedy wnoszą o opiekę nad dziećmi) i płacą jakieś śmieszne alimenty, o ile w ogóle.
Ty jesteś gotowa poświęcić się i urodzić dziecko, a co on jest gotowy poświęcić dla Ciebie? Nic.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#tQIrm

Jaka jest najgorsza rzecz jaką zrobiłem w życiu według mnie już wam odpowiadam jak byłem mały może 11 lat zakochałem się w 18 letniej siostrze nie wiem czemu to zrobiłem. Teraz widzę że byłem tylko małym debilem w dodatku jeszcze snułem jakieś swoje fantazje. Ale to jeszcze nie było to siostra przeprowadziła się do babci a potem do ojca bo rodzice byli po rozwodzie. Któregoś razu rodzice podrzucili mnie na weekend do babci w pewnym momencie wszedłem do jej byłego pokoju chciałem tam sobie tylko posiedzieć ale zauważyłem stos starych brudnych ubrań w tym jej bielizne wziąłem ja do ręki i powąchałem i powtórzyłem i potem wyszedłem do innego pokoju i wtedy zorientowałem się co okropnego zrobiłem nigdy więcej czegoś takiego nie zrobiłem jest mi za to tak wstyd że myśląc o tym mam ochotę skoczyć z dachu. Nigdy nikomu o tym nie powiedziałem i nie powiem.

#3tzjr

Na pierwszym roku magisterki poznałam super chłopaka i z czasem się bardzo zaprzyjaźniliśmy. Chociaż uważałam go za przystojnego, nie dopuszczałam do siebie faktu, że moglibyśmy potencjalnie być razem (wydawało mi się, że nie pasujemy do siebie charakterologicznie jako para, jesteśmy też tego samego wzrostu). Kiedy jednak pewnego razu powiedział mi, że podoba mu się inna dziewczyna z naszego roku to poczułam się jakby mi ktoś wylał na oko płynny metal, nie powoedziałam mu o tym oczywiście. Okazało się tamta dziewczyna ma chłopaka i generalnie to nie jest zainteresowana miom przyjacielem, ale od tamtego czasu czułam jakiś rodzaj dyskomfortu w tej relacji. Tak czy inaczej, od początku tych studiów czułam, że ten kierunek nie jest dokońca dla mnie i w kolejnym semestrze zdecydowałam się na rezygnację (było to bardzo niedługo po tamtych wydarzeniach). Przez pewnien czas jeszcze coś tam pisaliśmy, on chciał się nawet spotkać (ohólnie to przyznaję, że on ciągnął dalej naszą znajomość, ja poza pewną rezerwą po jego wyznaniu na temat dziewczyny z naszego roku miałam też dużo innych problemów zawodowych i rodzinnych). Pewnego razu po bardzo ciężkim dla mnie dniu już mu po prostu nie odpisałam. Jest mi po czasie strasznie głupio, że tak to zakończyłam. Po około 3 tyhodniach jak moje życie się trochę wyprostowało zaczęłam żałować, ale wiedziałam co powinnam napisać (czy może zadwonić) i czy w ogóle powinnam ciągnąć dalej tą relację jeżeli sprawia mi to ból. Teraz mijają prawie 4 mniesiące od naszego ostatniego kontaktu, przez cały ten czas mniej lub bardziej o nim myślałam i strasznie za nim tęsknię. Wydaje mi się też, że zupełnie wyzbyłam się jakiś romatycznych uczuć względem jego osoby, ale po prostu tęskię za mim, za naszymi rozmowami, żartami które rozumieliśmy tylko my, wspólnie spędzonym czasem itd. Przez chwilę podejrzewałam, że jest to kwestia tego, że może czuję się trochę samotnie i że brak mi zajęcja, ale mam też innych znajomych, pracę i różne hobby, a mimo to nadal mi go brakuje. Nie wiem czy po takim czasie jest jakikolwiek sens nawiązania kontaku ani czy kiedyś w końcu zaomnę o tej relacji, ale jest mi mega głupio, smutno i czsem nie wieżę, że tak beznadziejne to rozegrałam.

#PFxyV

Gdy byłam mała (ok. 4-6 lat) ja i moja siostra często dawałyśmy rodzicom buziaki na dobranoc. I tutaj normalność tego zwyczaju się kończy, bo były to buziaki w usta. Pewnego razu, jako pierwszemu dałam buziaka tacie, a ten, w tej milisekundzie szybko wysunął końcówkę języka. Następnie poszłam dać buziaka na dobranoc mamie i oczywiście zaprezentowałam jej, jakiej to śmiesznej sztuczki się nauczyłam. Mama odrazu się wykrzywiła i powiedziala, żebym tak więcej nie robiła. Pewnie przeprowadziła też na ten temat rozmowe z ojcem.
Nie wiem czy moja starsza siostra miała takie same przeżycia, bo z czasem to się stało zbyt wstydliwe by ją zapytać.
Na codzień o tym nie pamietam, ale gdy raz na jakiś czas przypomnę sobie to uczucie, to aż mnie skręca. (Nie, ani ojciec ani nikt z rodziny, mnie nie dotykał itp.)
Jeśli jesteście rodzicami nie róbcie tak. I w ogóle - nie całujcie dzieci w usta. Nawet proste całusy zostawcie dla swoich partnerów. A dla dzieci - policzek.

#eKQCP

Wychowywałam się w domu z ojczymem alkoholikiem - codziennie awantury i wyzwiska. Zaczęłam chodzić do psychologa w wieku 15 lat i chodzę do niego do teraz. W trakcie ostatniego spotkania powiedziałam jej że zaczynam widzieć u siebie patterny mogące prowadzić do alkoholizmu, powiedziała mi żebym poszła na grupę DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików). Poszłam tam wczoraj pierwszy raz i… wyszłam zanim całość się zaczęła.
Myślałam że pogodziłam się z moim dzieciństwem i to spotkanie sprowadziło mnie na ziemię i uświadomiło że jednak jakaś część mnie dalej się z tym nie pogodziła. Nie mam pojęcia co robić, czuję się ostatnimi czasy strasznie i nie mam nawet z kim o tym porozmawiać (wizytę mam dopiero za 2 tygodnie bo psycholog jest na urlopie)
Tylkopoco Odpowiedz

Wróć do tej grupy. Po to one są by właśnie Ci pomóc przez to przejść. To są ludzie, którzy przechodzili przez to co Ty, zrozumieją Cię.

yupiyey Odpowiedz

Jesli nie masz z kim porozmawiac to chociaz wiem ze wydaje sie to szalone, powinnas wrocic wlasnie na ta grupe DDA i tam o tym opowiedziec. Terapia grupowa rowniez bardzo pomaga. Fakt ze uswiadomilas sobie ze nadal jest to dla Ciebie jednak nie zamknieta sprawa to duzy krok ku dalszemu zdrowieniu w terapii. Prawda naprawde wyzwala. Jestes bardzo silna i madra osoba i wiesz dobrze ze ten komentarz jest prawda. Nie poddawaj sie i walcz! Zaslugujesz na wszystko co najlepsze! Nie pozwol zeby czlowiek ktory zniszczyl Ci zycie nadal mial nad nim kontrole. Wez zycie w swoje rece i dokonaj wspanialych rzeczy.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#7ntHw

Jak radziliście sobie z przezwyciężaniem emocji w relacjach międzyludzkich? Chodzi mi o te sytuacje, w których logicznie wiecie, że nie powinniście czegoś robić, angażować się w coś, jest to dla Was jasne. Jednak pomimo tej świadomości emocje ciągną was do tej drugiej osoby i są to emocje bardzo, bardzo silne, bo i przy tej osobie poczuliście coś, czego nie czuliście od lat?

Jakiś czas temu pojawiła się na mojej drodze osoba o diametralnie innych doświadczeniach życiowych, gdyby porównać nasze życia, to jej było strefą permanentnej wojny, a moje piknikiem pod lasem. Jestem od niej trochę starszy, ale ona przeżyła zdecydowanie więcej. Bardzo szybko zbudowaliśmy głęboki kontakt i bliskość, z czasem jednak poza podobieństwami, zaczęły wychodzić na wierzch i różnice między nami. Okej, to normalne, nie ma dwóch takich samych ludzi. Jednak różnice te są dość poważne, w tym w podejściu do dzieci, podejściu do byłych partnerów, używek, kontroli i zaufania w relacji oraz generalnie… w przeszłości dokonała wielu rzeczy, które dla mnie byłyby po prostu nie do pomyślenia, nie do przyjęcia. Oczywiście mój mózg na haju działa przeciwko mnie i od razu uzasadnia wszystko w ten sposób, że przecież gdyby nie to, to nie byłaby osobą, którą jest teraz, nie spotkalibyśmy się, a nawet jeśli, nie zbudowalibyśmy tej wyjątkowej relacji. Jestem świadom, że świadczy to o głębokich różnicach między nami, znam okres demo i wiem jak to wszystko działa. Tylko że niewiele to zmienia…

Tu ciekawostka, po drugiej stronie barykady jest jakieś wewnętrzne coś, nie wiem, instynkt, intuicja, przeczucie, które mówi mi, że nie powinienem angażować się w tą relację. Trzy razy podczas rozmowy z nią poczułem jakby dziwne ukłucie wewnątrz mnie i dziwny niepokój, czułem, że coś jest jakby nie tak, nigdy wcześniej niczego takiego nie miałem. Może to moja podświadomość zarejestrowała jakieś zagrożenie? Nie wiem, jeśli ktoś miał coś podobnego, niech się wypowie. Niepokoi mnie to.

Ten wybór rozdziera mnie żywcem, mój organizm ciągnie mnie w dwóch kierunkach jednocześnie.
Jeśli się zdystansuję, odbiorę sobie szansę na być może wyjątkową relację, jedyną w swoim rodzaju, może nawet relację na całe życie.
Jeśli się zaangażuję, ryzykuję, że wejdę w relację, która będzie emocjonalną i logistyczną rzeźnią i z której wyjdę jako wrak.
Pierwszy raz w życiu naprawdę nie wiem co zrobić, w którą stronę pójść.
Pierwszy raz w życiu nie umiem podjąć decyzji. Jest zbyt wiele niewiadomych.
Chciałbym mieć szklaną kulę i móc rzucić okiem na rok 2040. Może trzymamy się tam za ręce? A może moje ciało dawno już zgniło w glebie?
coztegoze3 Odpowiedz

Nie potrzeba szklanej kuli: macie różne wartości i podejście do życia. Nic z tego nie będzie. Jak robiła coś co jest dla Ciebie tak dużym problemem to pewnie kolejny raz to zrobi. Chemia nie rozwiązuje takich problemów.

Anonimowykomentujacy Odpowiedz

W moim życiu była relacja w której występowały podobne odczucia i przemyślenia. Dla mnie to było trochę jak uzależnienie.
Po kilku miesiącach rollercoasteru wewnętrznego, zastanawianiu się, analizowaniu moich wątpliwości, odczuć z ciała czy nawet zysków i strat zaczęłam konkretne rozmowy.
Sprawdzałam ile ja jestem w stanie wnieść do relacji a ile ta druga strona. Zaczęłam świadomie obserwować czy w tej relacji są uwzględniane moje uczucia i poświęcenie. Jednocześnie z pokorą próbując to tłumaczyć, wszystko przegadywać z tą osobą. W moim przypadku postanowiłam nawet pójść na wszelkie ustępstwo żeby udowodnić sobie, że nawet jeśli nie wyjdzie to "zrobiłam wszystko co w moim odczuciu mogłam".To było dla mnie bardzo ważne i czułam że potrzebuję to sprawdzić, żeby nigdy nie żałować.
Tak więc dałam tej relacji pełną szansę biorąc pod uwagę, że jest masa dziwnych związków, przypadków ale też możliwości, żeby stworzyć relację jeśli tylko obie strony postarają się zadbać o to.
W moim przypadku rozczarowanie było bardzo bolesne i nie było takie oczywiste dla mojej podświadomości do momentu aż wypisałam lekcje z tej relacji np. "nawet uczucie najwiekszego połączenia, bliskości dusz, nie może być usprawiedliwieniem dla przemocy, wzajemnego nieszanowania i ranienia"....i wiele innych, które po prostu wewnętrznie mnie przekonały po zebranych faktach.
Po czasie mogę stwierdzić że tak naprawdę od poczatku czułam co robić tylko potrzebowałam silnego potwierdzenia które było aż za ciężkie ale gdyby nie to - do dziś bym zastanawiała się czy to jednak nie była miłość życia.
Dużą rolę odgrywa wewnętrzna może i nieświadomej definicja miłości.
Dużo by pisać. Ale w dużym skrócie tak to u mnie wyglądało. Po wypisaniu tych lekcji parę miesiecy uwalniałam emocje rozrywającego cierpienia, płacz, rozczarowanie wręcz z poczuciem pustki, bezsensu i braku nadziei. Za to nie ciągnęło mnie już do rozmowy czy spotkania bo juz nie było nic o czym bym chciała z tą osobą mówić czy robić.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#1ucOa

Ostatnio przydarzyła mi się dość niemiła sytuacja. Zacznijmy może od tego, że mam 16 lat, a przez to że się nie maluję i mam dziecięce rysy twarzy - wyglądam na jakieś 14. Ale jako iż teraz są wakacje, stwierdziłam że pójdę do pracy zarobić trochę pieniędzy na jakieś tam swoje drobne wydatki.

I jakieś kilka dni temu kiedy wyszłam umyć drzwi lokalu w którym pracuję, pewne starsze panie zatrzymały się, popatrzyły na mnie i na odchodne nawiązał się między nimi taki dialog:
- Boże kochany, taka młoda, a już pracuje.
- Wiesz, tyle się słyszy o tych nastoletnich ciążach... pewnie matką ją do pracy wysłała żeby dołożyła pieniędzy na dziecko.

Nie wiem co ci starsi ludzie mają w głowach, że wrzucają wszystkich do jednego worka, ale tego się nie spodziewałam.
Meanness Odpowiedz

Czyli staruszki uznały, że to, że Pani pracuje to patologia, ale jak sobie to wytłumaczyły nastoletnią ciążą i matką zmuszającą dziecko do pracy z powodu kolejnego dziecka to już im wszystko zadziałało...

I też racja z tym, że niektórzy ludzie od razu uznają, że każdy poza nimi jest zły. W Pani przypadku zamiast Panią pochwalić, że taka młoda, a tak ciężko pracuje (bo jest Pani wspaniała), od razu te panie musiały znaleźć jakiś zły powód, że na pewno stało się coś, za co można Panią zganić. Ale właśnie tak, żeby można było zganić akurat Panią. Jeśli uznały, że jest Pani za młoda, by mieć prawo do pracy, to zarówno wysyłanie Pani do pracy jak i ta domniemana ciążą byłyby przestępstwem. Ale właśnie, uznały, że jeśli ktoś dopuścił się przestępstwa doprowadzając do tej niby ciąży, albo zmuszając Panią do pracy, to nic takiego, ważne, żeby Pani "pomogła przy dziecku". Czyli nieważne kto by był zły, musiały wymyślić coś, żeby nie chwalić Panią za pracę, tylko za coś zmyślonego zganić, albo po prostu Pani dobre zachowanie "usprawiedliwić" czymś złym. Jak uznanie, że jak dziecko jest zbyt grzeczne to musiało coś narozrabiać.

U mnie przy pierwszym nowotworze też babcie szukały problemu. Nagle mnie zatrzymali na oddziale jak tylko miało być małe prześwietlenie, bo się dziad znalazł i nie chcieli mnie wypuścić. Tego dnia było rano do roboty, po południu do szkoły i wieczorem na SOR, a wtedy już nie wypuścili. A o czym rozmawiały starowinki z tej samej sali, gdzie mnie wrzucili? "Te młode to nic tylko ciągle narkotyki, a potem za nasze pieniądze ich leczą!" a jak przyszedł pan ordynator i zaczął mówić o tym jak duży nowotwór był to od razu babcie blade, a jak poszedł to było "ojej, taka młoda, a już takie coś!" to im dodałam "No, i jeszcze człowiek sobie grzecznie pracuje, uczy się, a potem słucha, że jest narkomanem, bo w szpitalu wylądował" ^-^"

Proszę się nie przejmować strasznymi ludźmi. Jest Pani wspaniała i mam nadzieję, że będzie Pani zawsze zdrowa i szczęśliwa^^

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie