#7ntHw

Jak radziliście sobie z przezwyciężaniem emocji w relacjach międzyludzkich? Chodzi mi o te sytuacje, w których logicznie wiecie, że nie powinniście czegoś robić, angażować się w coś, jest to dla Was jasne. Jednak pomimo tej świadomości emocje ciągną was do tej drugiej osoby i są to emocje bardzo, bardzo silne, bo i przy tej osobie poczuliście coś, czego nie czuliście od lat?

Jakiś czas temu pojawiła się na mojej drodze osoba o diametralnie innych doświadczeniach życiowych, gdyby porównać nasze życia, to jej było strefą permanentnej wojny, a moje piknikiem pod lasem. Jestem od niej trochę starszy, ale ona przeżyła zdecydowanie więcej. Bardzo szybko zbudowaliśmy głęboki kontakt i bliskość, z czasem jednak poza podobieństwami, zaczęły wychodzić na wierzch i różnice między nami. Okej, to normalne, nie ma dwóch takich samych ludzi. Jednak różnice te są dość poważne, w tym w podejściu do dzieci, podejściu do byłych partnerów, używek, kontroli i zaufania w relacji oraz generalnie… w przeszłości dokonała wielu rzeczy, które dla mnie byłyby po prostu nie do pomyślenia, nie do przyjęcia. Oczywiście mój mózg na haju działa przeciwko mnie i od razu uzasadnia wszystko w ten sposób, że przecież gdyby nie to, to nie byłaby osobą, którą jest teraz, nie spotkalibyśmy się, a nawet jeśli, nie zbudowalibyśmy tej wyjątkowej relacji. Jestem świadom, że świadczy to o głębokich różnicach między nami, znam okres demo i wiem jak to wszystko działa. Tylko że niewiele to zmienia…

Tu ciekawostka, po drugiej stronie barykady jest jakieś wewnętrzne coś, nie wiem, instynkt, intuicja, przeczucie, które mówi mi, że nie powinienem angażować się w tą relację. Trzy razy podczas rozmowy z nią poczułem jakby dziwne ukłucie wewnątrz mnie i dziwny niepokój, czułem, że coś jest jakby nie tak, nigdy wcześniej niczego takiego nie miałem. Może to moja podświadomość zarejestrowała jakieś zagrożenie? Nie wiem, jeśli ktoś miał coś podobnego, niech się wypowie. Niepokoi mnie to.

Ten wybór rozdziera mnie żywcem, mój organizm ciągnie mnie w dwóch kierunkach jednocześnie.
Jeśli się zdystansuję, odbiorę sobie szansę na być może wyjątkową relację, jedyną w swoim rodzaju, może nawet relację na całe życie.
Jeśli się zaangażuję, ryzykuję, że wejdę w relację, która będzie emocjonalną i logistyczną rzeźnią i z której wyjdę jako wrak.
Pierwszy raz w życiu naprawdę nie wiem co zrobić, w którą stronę pójść.
Pierwszy raz w życiu nie umiem podjąć decyzji. Jest zbyt wiele niewiadomych.
Chciałbym mieć szklaną kulę i móc rzucić okiem na rok 2040. Może trzymamy się tam za ręce? A może moje ciało dawno już zgniło w glebie?
coztegoze3 Odpowiedz

Nie potrzeba szklanej kuli: macie różne wartości i podejście do życia. Nic z tego nie będzie. Jak robiła coś co jest dla Ciebie tak dużym problemem to pewnie kolejny raz to zrobi. Chemia nie rozwiązuje takich problemów.

Anonimowykomentujacy Odpowiedz

W moim życiu była relacja w której występowały podobne odczucia i przemyślenia. Dla mnie to było trochę jak uzależnienie.
Po kilku miesiącach rollercoasteru wewnętrznego, zastanawianiu się, analizowaniu moich wątpliwości, odczuć z ciała czy nawet zysków i strat zaczęłam konkretne rozmowy.
Sprawdzałam ile ja jestem w stanie wnieść do relacji a ile ta druga strona. Zaczęłam świadomie obserwować czy w tej relacji są uwzględniane moje uczucia i poświęcenie. Jednocześnie z pokorą próbując to tłumaczyć, wszystko przegadywać z tą osobą. W moim przypadku postanowiłam nawet pójść na wszelkie ustępstwo żeby udowodnić sobie, że nawet jeśli nie wyjdzie to "zrobiłam wszystko co w moim odczuciu mogłam".To było dla mnie bardzo ważne i czułam że potrzebuję to sprawdzić, żeby nigdy nie żałować.
Tak więc dałam tej relacji pełną szansę biorąc pod uwagę, że jest masa dziwnych związków, przypadków ale też możliwości, żeby stworzyć relację jeśli tylko obie strony postarają się zadbać o to.
W moim przypadku rozczarowanie było bardzo bolesne i nie było takie oczywiste dla mojej podświadomości do momentu aż wypisałam lekcje z tej relacji np. "nawet uczucie najwiekszego połączenia, bliskości dusz, nie może być usprawiedliwieniem dla przemocy, wzajemnego nieszanowania i ranienia"....i wiele innych, które po prostu wewnętrznie mnie przekonały po zebranych faktach.
Po czasie mogę stwierdzić że tak naprawdę od poczatku czułam co robić tylko potrzebowałam silnego potwierdzenia które było aż za ciężkie ale gdyby nie to - do dziś bym zastanawiała się czy to jednak nie była miłość życia.
Dużą rolę odgrywa wewnętrzna może i nieświadomej definicja miłości.
Dużo by pisać. Ale w dużym skrócie tak to u mnie wyglądało. Po wypisaniu tych lekcji parę miesiecy uwalniałam emocje rozrywającego cierpienia, płacz, rozczarowanie wręcz z poczuciem pustki, bezsensu i braku nadziei. Za to nie ciągnęło mnie już do rozmowy czy spotkania bo juz nie było nic o czym bym chciała z tą osobą mówić czy robić.

Tylkopoco Odpowiedz

Jak to czytam, to wydaje mi się że doskonale wiesz co robić... Wiesz, że to nie ma przyszłości, tylko nie wiesz czy wytrzymasz w swojej decyzji o odejściu. To może wyjść tylko jeśli zakończycie relacje ostatecznie, żadnego "zostańmy przyjaciółmi" i podobnych kłamstewek.

owoanonimowo Odpowiedz

Jak sobie radzę w takiej sytuacji? Racjonalizuję do bólu. Używam wyobraźni, w jaki sposób ja oraz dana osoba będą reagować na zwykłe rzeczy, na brak humoru, będąc zmęczonymi czy rozzłoszczonyni. Życie to codzienność. Jesli ona jest wspaniała w codzienności, powinna i w życiu. Wspólnym. Jeśli to tylko pozory, to znasz odpowiedź. Uważam, że rozmowa jest podstawą. Jeśli oczekiwania oraz uczucia i dążenia obu stron są zgodne, powinno wyjść. Może ona się boi, nie zna w 100% Twoich intencji i świadomie lub podświadomie sabotuje relację? Może to jakieś kompleksy z niej wychodzą i jeszcze nie wie jak sobie z nimi poradzić, skoro ma nagle przed sobą kogoś, kto funkcjonował normalnie i ona ma na to teraz szansę? Dzieci? Często szersze zrozumienie daje pole manewru. Np. Ktoś mówi, że nie chce dzieci. Po drążeniu tematu okazuje się, że gdyby zapewnić od czasu do czasu opiekunkę, mieć pewność, że partner jest odpowiedzialny i wychowywanie mu się nie znudzi po miesiącu, że oboje tworzą mocną stabilność finansową, to potrafi zmienić punkt widzenia, choć oczywiście nie musi.

ludojadow Odpowiedz

Najlepszym sposobem jest spuścić z kija i sprawdzic czy po tym masz ochotę na jej towarzystwo xD Jak nie masz, to to nie to i sobie daruj xD

Kalekkk

Potwierdzam, zawsze jak mi sie chce ruchac to spuszasz z kija i nagle kobiety juz nie potrzebujesz na kolejne dni XD

owoanonimowo Odpowiedz

Skoro jest zbyt wiele niewiadomych, musisz rozwiązać choć część równania. Szybko sprawdzić, czy oboje jesteście w stanie dawać od siebie "i się ulepszać", czy raczej tkwić w swoich przekonaniach bez realnej akcji, by zmienić to, co wadzi drugiej osobie.
Jeden przykład z autopsji - nie weszliśmy w związek, bolało i tak obie strony, do dziś nie wiemy i czasem zastanawiamy się, co by było gdyby. Czy w tamtym momencie była to racjonalna decyzja? Owszem. Czy była właściwa, co straciliśmy? Do dziś możemy się tylko domyślać, niemniej oboje wiedziemy nudne życia, osobno.

Dodaj anonimowe wyznanie