#aoL8e
#oW5Wv
Akcja właściwa: Prawie 20 lat temu kilkuletnia mua stała sobie w dużym pokoju i oglądała wieczorynkę. Moja młodsza, kochana siostrzyczka wbijała właśnie kolejny level w sztuce chodzenia, wędrując wzdłuż fotela i chwytając się czego popadnie - w tym również moich ubrań. W pewnym momencie poczułam, że chwyciła się moich spodni, które pod wpływem jej ciężaru odkryły mój szlachetny półdupek, jednak zaaferowana losami Reksia nie zwróciłam na to uwagi.
Zgodnie z relacją naszej mamy w następnej sekundzie moje oczy dosłownie wyszły z orbit.
Dlaczego? Otóż kochana siostra z niewyjaśnionych do dziś powodów postanowiła wykorzystać swoje wszystkie cztery zęby i najzwyczajniej w świecie ugryzła mnie z całej siły w tyłek.
Efekt był taki, że resztę wieczoru przesiedziałam zapłakana, przykładając chłodną łyżkę stołową do miejsca zbrodni, a wielki siniol trzymał się tam ponad miesiąc i zaliczył wszystkie kolory tęczy.
Mama do końca życia wspominała moje oczy opuszczające oczodoły i powtarzała, że nigdy nie widziała niczego podobnego. A siostrze do dziś zdarza się podejść do mnie bez słowa, powąchać moją rękę i na koniec stwierdzić, iż pachnę jak kurczak. Dobrze, że już razem nie mieszkamy.
#vc3fJ
W dodatku był u nas zwyczaj, że co tydzień inny "dyżurny" odnosił po posiłku talerzyki wszystkich dzieci do okienka (takiej lady jak nieraz na stołówkach, gdzie kucharki wydawały talerze z obiadami i zabierały puste) obok pomieszczenia kucharek.
Pewnego pamiętnego dnia, gdy moja koleżanka Jagoda miała akurat dyżur, znów na śniadanie była podawana owsianka. Wmuszałam ją w siebie na siłę, choć było mi bardzo niedobrze. Gdy już wszystko zjadłam, w pewnym momencie nie wytrzymałam i po prostu zwymiotowałam do swojego talerza. Wszystko było niezauważalne, bo owsianka ma taką konsystencję, że wymiociny wyglądały jak zwykła owsianka. Tyle co zwymiotowałam, do naszego stolika podeszła Jagoda i zapytała, czy ma już odnieść.(siedziałam i nie jadłam już). Zdołałam tylko pokiwać głową, że tak. Nie zdążyłam powiedzieć, że zwymiotowałam, bo już poszła z talerzem i położyła go na ladzie w okienku, ale jako że był pełny, odłożyła go obok innych, pustych, które były jeden na drugim.
Dodam, że w naszym przedszkolu był zwyczaj, że każde dziecko mogło poprosić dokładkę. Był tam taki Kuba, kolega o wielkim apetycie. Okazało się, że chwilę wcześniej prosił o dokładkę i czekał, aż panie kucharki nałożą mu nową porcję. Gdy po chwili podszedł do okienka, Jagoda już odchodziła, a on chyba pomyślał, że panie już mu nałożyły, porwał mój talerz z wymiocinami, odszedł do stolika i zjadł wszystko ze smakiem :P Obserwowałam, co dzieje się z moim talerzem, bo wstyd mi było, że nie zdążyłam takiej rzeczy zgłosić i dlatego wszystko zauważyłam. I tak mi się zrobiło niedobrze na ten widok, że znów zwymiotowałam, tym razem na stół i trochę na koleżankę obok siedzącą :P A kolega zjadł, smakowało mu i nic nie zauważył.
Mam z nim kontakt do tej pory i nie powiem mu nigdy, że jadł moje wymiociny ;)
#C5zFS
Spłonę w piekle.
#XDXQK
Grudzień to dla mnie najgorszy miesiąc w roku.
W Domu Dziecka święta były zawsze najtrudniejsze, co roku niosły nadzieję, a później rozczarowanie.
Zawsze marzyłam, że ojciec ocknie się choć na chwilę z pijackiego amoku i chociaż mnie odwiedzi, albo zadzwoni, da znać, że pamięta, myśli... Czekałam z nosem przyklejonym do szyby, naiwnie wierząc w moc świątecznych cudów.
I tak oto pewnego pięknego grudniowego dnia okazało się, że wymodliłam sobie jego wizytę. Ba... przyszedł z pięknie zapakowanym prezentem, prostokątne pudełko, purpurowy papier, złota wstążka... Noż kur***, klasa... normalnie jak z reklamy! Nawet nie przeszkadzało mi, że czuć było od niego wódkę. Z marszu wybaczyłam mu wszystko.
Gładziłam podarek jak najcenniejszy skarb. Cała dzieciarnia wkoło zamilkła, a ja czułam jak wstrzymują oddech i westchnienia zazdrości, gdy rozpakowywałam swój piękny prezent.
Nagle tę piękną ciszę przerwała salwa głośnego śmiechu, spośród którego najgłośniejszy był śmiech ojca...
W pudełku była kostka styropianu.
Ten skur**** po prostu ukradł atrapę z jakiejś wystawy sklepowej czy czegoś takiego i postanowił zrobić mi "żart".
Do dziś święta przypominają mi największe rozczarowanie i upokorzenie w życiu.
#uREy1
Dziadkowie mieszkają w starej, poniemieckiej willi rodem z niskobudżetowych horrorów o sierocińcach. Zawsze wmawiałyśmy sobie, że w domu straszy. Kuzynka niejednokrotnie mówiła, że w nocy budzą ją szepty, odgłosy drapania, znienacka włączająca się pozytywka albo telewizor. Była przerażona. Budziła się ze świadomością, że ktoś na jej szyi zacisnął lodowate ręce, zdjął jej kołdrę, nakrył jej ciało prześcieradłem. Kiedyś obudził mnie jej krzyk - okazało się, że na naszym wspólnym laptopie znalazła zdjęcia przedstawiające nas w łóżku, były zrobione około godziny trzeciej. Podobne sytuacje powtarzały się każdej nocy, jednak dziadkowie nie wierzyli w ich wiarygodność.
Zdanie zmienili, gdy kuzynka o czwartej zbiegła do sypialni dziadków i łamiącym się głosem powiedziała, że kątem oka zobaczyła postać w białej, ślubnej sukni. Dziadkowie obejrzeli wnikliwie sypialnię, krzyż nad drzwiami był przekręcony, dziadek nawet poświęcił pokój wodą święconą. Sytuacje jednak nasilały się z każdą nocą. Każdy dzień wakacji naznaczony był koszmarem. Kuzynka nie chciała się już bawić, była cicha, osowiała i przerażona. Babcia udała się do zaprzyjaźnionego księdza z parafii, który złożył nam wizytę i rzekomo odpędził demony. Odprawił też mszę w naszej intencji. Ponoć po wakacjach kuzynka musiała przez jakiś czas chodzić do psychologa dziecięcego i coraz rzadziej odwiedzała dom dziadków, a jeśli już - spała w innym pokoju.
Rodzice i dziadkowie na spotkaniach rodzinnych do dziś opowiadają historie o zjawiskach paranormalnych. A ja wtedy nie wiem, co powiedzieć. Straszyłam ją każdej nocy, bo gryzła mnie, popychała i zniszczyła mój film "Ratatuj". Po prostu nie chciałam z nią spędzać wakacji i bałam się o tym powiedzieć dziadkom.
#8Mce9
Było to podczas jednej z tych nocy, kiedy niebo było praktycznie jasne z powodu burz, które od dobrych paru godzin przetaczały się jedna po drugiej nad Polską.
Mój tata, jak to prawdziwie męski mężczyzna, niczego się nie boi, a już na pewno nie jakichś tam piorunów, więc spokojnie poszedł spać, bo przecież jutro trzeba wstać do pracy.
Kojarzycie to powiedzenie, że jeśli budzimy się w nocy bez powodu, to ktoś nas obserwuje? Właśnie z takim dziwnym uczuciem obudził się mój ojciec, a jego serce prawie się zatrzymało, kiedy zobaczył pochylającą się nad nim postać, siwą, w białej długiej koszuli, której twarzy nie mógł dojrzeć. Na domiar złego za oknem właśnie w tej chwili rozbłysnęła błyskawica, jak w jakimś tanim horrorze.
"Jak wy możecie spaaaać?" zapytała postać, a tata szybko się przeżegnał, zrobił rachunek sumienia i pogodził z myślą, że oto nadszedł jego czas.
Cóż, sytuacja nie była aż tak poważna.
Moja babcia po prostu bardzo boi się burzy.
Tata traumy nie ma, aczkolwiek twierdzi, że jeśli teściowa jeszcze raz wpadnie na taki pomysł, serce może mu nie wytrzymać.
#a7fOI
#J5952
Poszłyśmy na górę do mojego pokoju, żeby rozpakować zakupy. Zamykałam właśnie drzwi, po chwili odwróciłam się i ujrzałam kucającą Kamilę, która sra na podłogę.