#JIsni

Mieszkam sobie w bloku, dość starym i słychać przez ściany dosłownie wszystko. Jakieś dwa lata temu poznałam genialnego aktora, miał konto na Vine i śpiewał przecudownie. Raz postanowiłam posłuchać sobie jego pioseneczki w mieszkaniu. Słucham sobie i nagle słyszę od mojej sąsiadki:
- O, ja też słucham Thomasa Sandersa!

Moja sąsiadka ma na imię Elżbieta i 76 lat.

#Iu9vo

Od kiedy byłam dzieckiem, wyobrażałam sobie mój ślub, w zabawach powtarzałam słowa przysięgi podając imię chłopaka, w którym w tym czasie się kochałam. Z wiekiem zaczęłam powtarzać przysięgę w myślach, przy każdym kolejnym chłopaku, a było ich paru. Mój ostatni związek był na tyle poważny (trwał kilka lat), że miałam pewność, iż skończy się ślubem. Codziennie przed zaśnięciem mówiłam sobie: "Ja, Anna, biorę ciebie, Edwarda, za męża"... I TAK przez parę lat.

Rozstaliśmy się, a ja mając teraz nowego narzeczonego żyję w strachu, że w dzień naszego ślubu pomylę imiona i w czasie ceremonii wypowiem imię byłego.

#16AjJ

Niektórzy mają swoje dziwne "tiki" lub zachowania, nad którymi nie panują. Ja mam "dyganie". Jak w filmach o średniowieczu, kiedy książęta kłaniali się księżniczkom, a one dygały. Mam taki odruch i dopiero niedawno go zauważyłam. I nie panuję nad nim. Nieważne, czy ekspedienta w sklepie, czy listonosz, czy ktoś wskazał mi drogę, ale jeśli jakkolwiek mi się przysłużył, to automatycznie dygam. Nawet jak myślę sobie, że uda mi się nie dygnąć, to i tak to robię.
Ot, jakiś pierwiastek królewny :D

#yRv9a

Moi rodzice są bardzo pruderyjni. Możecie wierzyć lub nie, ale przez to mniej więcej do 9 roku życia nie miałam zupełnie pojęcia, skąd się biorą dzieci. Nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego jak seks. Owszem, czasem zerknęłam ukradkiem na jakąś erotyczną scenę w filmie, ale myślałam, że w tych scenach pary wyłącznie się całują, a dlatego robią to nago i w łóżku, bo tak wygodniej.

Urodziłam się jeszcze w tak zwanej "tamtej Polsce" (czyli za PRL-u), więc też nie było za bardzo gdzie dowiadywać się o pewnych rzeczach, więc tak sobie żyłam w nieświadomości do trzeciej klasy i wyjazdu na zieloną szkołę. Tam właśnie zostałam "uświadomiona" przez dzieci, że żeby mama zaszła w ciążę, to tata musi ją zgwałcić, czyli włożyć swojego siusiaka do dziurki, którą mama sika (tak to zostało przedstawione). Przyjęłam to do wiadomości, ale że byłam ciekawa, to po powrocie do domu sprawdziłam w słowniku, co znaczy słowo "gwałcić".

Wierzcie mi bądź nie, ale to był dla mnie taki szok, że przez kilka tygodni przeżywałam, że mój tata jest złym człowiekiem, bo w końcu skrzywdził mamę. Długo unikałam taty i się do niego nie odzywałam. Było mi też głupio, że po to, żebym się urodziła, mama musiała tyle cierpieć. Gdy już dowiedziałam się, jak to naprawdę jest z tym seksem, to bardzo mi ulżyło. W każdym razie obiecałam sobie, że mojego dziecka nigdy nie pozostawię w niewiedzy.

#XAGUu

Moja babcia miała kota, który uwielbia spać na telewizorze. Ona miała jeszcze taki stary telewizor, wielkie pudło. No właśnie, miała...

Parę dni temu był jej pogrzeb, a my zdecydowaliśmy: skoro jako jedyna mam nieuczulone dzieci, które już dawno chciały mieć kotka, to zabieramy owego kocurka i idziemy razem do domu.

I od tego czasu Benek nieustannie próbuje wyspać się na mojej plazmie. BIEDACZYSKO nie może nawet na tym ustać...

#6w45h

Kiedy chodziłem do liceum, miałem problem z cerą trądzikową - twarz poorana, jakby ktoś spuścił bombę atomową, nie pomagały żadne żele, kremy ani inne podejrzane specyfiki, chociaż poszedłem z tym nawet do dermatologa. Mimo tego w całej szkole nikt o tym nie wiedział.

Nie, nie było żadnego cudu. Po prostu nauczyłem się nakładać podkład - zaczynałem od jednego miejsca i stopniowo rozszerzałem zakres działań, żeby nie wzbudzać podejrzeń - i jakoś to wyglądało, a że to było dobre kilka lat temu i nawet dziewczyny nie malowały się na co dzień, nikt niczego nie podejrzewał i nikt nie zauważył. Najlepsze jest to, że rodzice też - ojciec nawet chwalił się znajomym, że jego syn poradził sobie z "pryszczami" bez aptekowych specyfików. Do dzisiaj myśli, że to dobre geny :D

Nie mam sióstr, mamy nawet nie pamiętam. Kupowałem podkład w sklepie na drugim końcu miasta i chowałem go na dnie szafki, żeby nikt go nie znalazł. Na moje zakupy poszło ok. 500 złotych w czasie tych trzech lat, zużywałem jedną buteleczkę podkładu na miesiąc-dwa. Mniej więcej na początku studiów zauważyłem, że pysk zaczął się uspokajać, więc przestałem się kamuflować.

Żodyn nie wie.

#QnCuD

Kiedyś zostałem zaproszony na pewną imprezę do nowo poznanego znajomego. Wiadomo - kupiłem jakiś prezent i butelkę szampana dla gospodarzy. Nie spodziewałem się jednak, że to nie będzie jakaś tam zwykła balanga, a spotkanie w eleganckim klubie (który należy do wspomnianego kolegi), gdzie obowiązującym odzieniem będzie koszula, schludny garnitur i spodnie w kancik, czyli tzw. strój wieczorowy.
Kiedy wszedłem do lokalu w mojej przydużej bluzie, krótkich spodenkach i adidasach, wszyscy na mnie spojrzeli z zaskoczeniem. Wtedy dopiero do mnie dotarło jaką wtopę popełniłem. Uratował mnie gospodarz, który szybko do mnie podbiegł i jak gdyby nigdy nic zaczął przedstawiać gościom. Podał mi lampkę szampana i powiedział, że zaraz wróci.
Faktycznie wrócił. Ubrany w przydużą bluzę, krótkie spodenki i... Kuboty. Zrobił to tylko po to, abym nie czuł się skrępowany moją naganną kreacją. Mam naprawdę fajnego kolegę!

#ag97n

Bardzo często podczas posiedzenia w toalecie biorę jakiś tusz do rzęs albo kredkę do oczu i coś sobie rysuję na nogach, brzuchu lub wzgórku łonowym.

Pewnej soboty narysowałam sobie piękną kaczuszkę na wcześniej wspomnianym wzgórku łonowym, ubrałam się i wyszłam z toalety. Pech chciał, że tego dnia źle się poczułam, straciłam przytomność i zostałam zabrana na pogotowie. W szpitalu okazało się, że muszę mieć przeprowadzony zabieg, który wykonuje się w okolicy pachwin, tak więc zostałam rozebrana, a moją kaczuchę zobaczyli lekarze.

Nadal czasem sobie coś tam rysuję.

#ONOwT

W gimnazjum miałam przyjaciółkę. Podobał mi się pewien chłopak, ona o tym wiedziała.

Pewnego razu opowiedziała mu, że masturbuję się cukinią, bakłażanem i innymi warzywnopodobnymi elementami. On uwierzył, uwierzyła też klasa i część szkoły. Mieliśmy po 14-15 lat, tak że wydawało się to być dziwne i żenujące.
Przyjaciółki nie mam, chłopaka mam lepszego. Znajomych zmieniłam, więc nikt nie zna już Pani Bakłażan.

#siH4f

Nie potrafię rozmawiać na poważne tematy.

Gdy muszę mówić o swoich uczuciach, słuchać czyichś uwag na mój temat, czasami nawet gdy bronię swojego zdania podczas kłótni, albo rozmawiam z kimś o cudzym nieszczęściu, od razu łamie mi się głos i łzy stają w oczach.

Mój tato pracuje w hospicjum i zdarza się, że opowiada o tym, jak wygląda opieka nad umierającymi. Zawsze wtedy odwracam wzrok i staram się nie angażować w rozmowę, bo jestem bliska płaczu, gdy tego słucham.
Kłótnie niezakończone potokiem łez są dla mnie rzadkością. Niekiedy potrafię się tylko powstrzymać przed wybuchem płaczu do momentu zamknięcia drzwi pokoju. Potem pękam i ryczę. Dlatego w wielu przypadkach nawet nie potrafię zaprezentować swoich argumentów. Bo przez łzy i tak zabrzmią żałośnie.

Gdy jestem zła na chłopaka, a on pyta, o co chodzi, nie odpowiadam "nic" dlatego, że jestem kobietą, tylko dlatego, że tłumaczenie mu tego doprowadzi mnie do łez. Im głupszy powód, tym trudniej mi się wysłowić.

Płacz na książkach i filmach podczas śmierci bohatera też jest obowiązkowy, a jeśli muzyka przy tym jest naprawdę dramatyczna, ryczę jeszcze bardziej.
Nie umiem sobie w ogóle z tym poradzić. Chciałabym móc dyplomatycznie i swobodnie rozmawiać z ludźmi, również na trudne tematy, takie jak opieka paliatywna, rozwód rodziców, czy samobójstwo ulubionego piosenkarza bez łez w oczach. Ale nie umiem.
Dodaj anonimowe wyznanie