Historia przypomniała mi się, kiedy znalazłam swoje zeszyty z podstawówki.
Gdy byłam w drugiej klasie, moim ulubionym zajęciem było ozdabianie zeszytów. Szlaczki, obrazki dopasowane do tematyki lekcji i wiele innych. Rysowałam pomimo tego, że artysta był ze mnie marny. I wtedy pojawiło się moje wybawienie. Chłopak mojej siostry nauczył mnie rysować piękne gwiazdki bez odrywania ręki. Stwierdziłam, że będzie to idealna ozdoba zeszytu do religii.
Moje gwiazdki umieszczone w prawie każdej wolnej części zeszytu nie spodobały się jednak siostrze zakonnej, z którą miałam lekcje. Po tym jak kolejny raz zebrała nam zeszyty do sprawdzenia, poprosiła mnie po lekcji i mówiła coś o zakazanym symbolu. Ja oczywiście nie wzięłam sobie tego do serca, bo gwiazdki widziałam przecież wszędzie.
I gdy teraz, po jakichś 15 latach, przeglądam zeszyty pełne żółtych pentagramów, już chyba rozumiem o co jej chodziło...
Nie myślałem, że będę dodawać tu wyznanie po raz trzeci (5b1Gw & FFONL), ale niestety, znów zdarzyło się coś teoretycznie wartego opisania. Pamiętacie tego kota, który mnie tak wkurzał? Po tym, jak potraktowałem go miotaczem ognia, wreszcie miałem spokój - wiedział, że lepiej nie zadzierać ze mną i z moim gołodupcem. Lecz o ile nie zaobserwowałem działań wymierzonych bezpośrednio we mnie, to zauważyłem, że próbuje mi dać coś do zrozumienia. Mianowicie zawsze po stawieniu klocka kot rozpędzał się i szorował tyłkiem po podłodze, pozostawiając za sobą piękny brązowy ślad. Kilka razy zahaczył nawet o ścianę! Zazwyczaj kończyło się to sprzątaniem, ale niczym więcej - może tylko nadzieją, że to był ostatni raz. A następnego dnia to samo. Kilka razy próbowałem nawet w akcie desperacji czaić się pod kuwetą i wycierać mu ten obsrany zad, ale zawsze uciekał, by znów użyć podłogi jako srajtaśmy (którą przecież miałem w ręce - srajtaśmę, nie podłogę). Raz nawet zainwestowałem w chusteczki nawilżane, bez skutku. Wyżalenie się kumplom nie poskutkowało, a nawet gorzej - zaczęli bez końca ze mnie śmieszkować i prześcigać się w "dobrych" radach, z których najlepszą była "wyłóż podłogę papierem ściernym, jak się rozpędzi, to do pokoju same oczy dojadą".
W końcu zabrałem go do weterynarza, bo może problem tkwi w gównie, nie w kocie, ale nic z tego. Od weterynarza usłyszałem, że "ze stolcem wszystko w normie, kot prawdopodobnie jest już przyzwyczajony do takiego zachowania, radzę skonsultować się z kocim behawiorystą". Zajebiście, kasy tylko ubyło, a problem wciąż był.
Kilka tygodni później dopadła mnie grypa żołądkowa. Ania musiała iść do pracy, a ja siedziałem sam w domu, starając się nie wyjść z własnego żołądka. Oczywiście był też kot. Po kolejnej serii wymiotów trochę się nimi ubrudziłem, więc podszedłem pod prysznic. Po skończonej kąpieli postanowiłem założyć szlafrok, który jakimś cudem znalazł się w salonie. Wyszedłem nagi z łazienki i ruszyłem do pokoju. I wtedy, akurat wtedy kot postanowił znów wykonać swój gówniano-podłogowy rytuał. Zobaczywszy, jak zwierzak zanieczyszcza panele, pobiegłem za nim z zamiarem schwytania go, coby nic więcej nie ucierpiało. Byłem tak blisko i już miałem go złapać, gdy nagle poślizgnąłem się na kocim guanie, przy okazji wywijając pięknego orzełka. Pół biedy, gdyby nie to, że z wrażenia zwymiotowałem. Cały deszcz poleciał na podłogę i kota... I tak leżałem na podłodze, w kałuży pizzy, z obolałym pośladkiem i wkurzonym zwierzakiem obok.
Może i musiałem umyć kota, sprzątnąć podłogę i przykładać lód do pośladka, ale minęło już kilka tygodni, a zwierz jeszcze ani razu nie zbalsamował podłogi. Ale przysięgam wam tu i teraz, że jeszcze jedna afera z kotem, a następne wyznanie będę pisać z psychiatryka.
Jeśli myślicie, że macie pokręconą rodzinkę, to moja przebija wszystko!
Pradziadek od strony mamy miał na imię Antoni, ale wszyscy mówili na niego Józek.
Prababcię ze strony ojca ochrzcili imieniem Jagna, ale całe życie używała imienia Hanka.
Babcia, córka Antka vel Józka, z imienia Anna przeszła na Basię. Mój wuj Waldek każe się mianować Zbigniewem, a kuzyn zamiast Filipem woli być Wojtkiem. Żeby było jeszcze śmieszniej, jego narzeczona Marzena tak naprawdę ma na imię Magda...
Co najśmieszniejsze, imieniny obchodzą wszyscy hucznie, i to wedle imion nadanych urzędowo.
I weź tu się człowieku połap, kiedy komu życzenia składać...
Najgłębszy friendzone świata.
Mam współlokatora, w którym od dawna się podkochuję. Ma dziewczynę, nazwijmy ją Maja, nad czym bardzo ubolewam.
Pewnego razu wróciłam później po pracy do mieszkania, wchodzę, patrzę, i nie wierzę. Na podłodze szlak z róż prowadzący do sypialni mojego lokatora, który stoi w drzwiach nagi jak go pan Bóg stworzył...
Powiem tylko tyle - to był najlepszy seks w moim życiu.
Rano budzę się, patrzę, romantyk leży obok mnie i się na mnie patrzy. Po chwili pyta "Jak ci było?", więc odpowiadam, że wspaniale, że lepiej być nie mogło.
Na to on, uradowany, wyskakuje z łóżka i zaczyna się ubierać. Patrzę na niego zdziwiona, a on krzyczy "Dzięki, chciałem się tylko sprawdzić, lecę do Majki!", po czym wybiega w podskokach.
Jestem w dupie.
Krótko i na temat.
Kiedy się bardzo stresuję i chcę rozładować napięcie, to puszczam sobie bańki mydlane z okna o 1-2 nad ranem.
Mam 25 lat...
Skończyłem uniwerek ze świetnymi wynikami, ale rynek pracy mnie zweryfikował.
Moja ostatnia próba zakończyła się tym, że nie przyjęto mnie na pół etatu do kebaba.
Szef do mnie zadzwonił, żeby zrobić mi burę zakończoną słowami "gówno przez ciebie przemawia".
Zaskakujące jest to, że miał rację, od 4 dni mam zaparcie.
Ostatnio tak popatrzyłam sobie w lustro na siebie i stwierdziłam, że fajnie by było wyglądać tak jak z 10 lat temu, jak byłam nastolatką. No i życzenie mi się spełniło, bo dzisiaj obudziłam się z trądzikiem.
Ostatnio stałem się popularny w internecie...
Nigdy nie miałem jakichś problemów z dziewczynami, byłem "ostatnio" w bardzo długim związku, ale po 8 latach w końcu się rozeszliśmy. To co się teraz dzieje to jest po prostu jakaś ma-sa-kra, w sumie nikt tak naprawdę nie wie, że się rozstałem z dziewczyną, nawet nadal na fejsie mam status "w związku", ale odkąd stałem się choćby troszeczkę popularny w internecie to ciągle piszą do mnie i zagadują mnie jakieś dziewczyny. Jestem grzeczny, więc odpowiadam na wszystkie wiadomości, no ale to co robią te laski jest zwyczajnie obrzydliwe. Większość dziewczyn, które "o tak zupełnie bezinteresownie napisałam" po jakimś tygodniu pisania chce się koniecznie spotkać, a przeważnie jeszcze nawet zanim się spotkamy na żywo już prowadzi połowę rozmów na temat seksu, reklamując się tym, jaka to ona dobra w łóżku nie jest - oczywiście robi to "subtelnie" i nie pisze "obciągam świetnie gały", tylko pisze pierdoły typu "wiesz no, bo takie rzeczy trzeba, ykhm, wyczuć, najlepiej koniuszkiem języka, mmm... " itd. - tak, to jest tak subtelne jak penis wsadzony w tort.
Kur*a naprawdę poziom mojego zażenowania wzrasta za każdym razem jak coś podobnego widzę w moim czacie na fejsie, a widzę to codziennie ostatnio. Ale! Najlepsze jest to, że z tego co wybadałem, prawie każda z nich jest tak bliżej 30-tki, nigdy nie miała stałego partnera na dłużej i po prostu strasznie chce mieć kogokolwiek i dzieci. One są po prostu tragicznie zdesperowane i ja, stając się jakkolwiek popularny, jestem teraz wystawiony na celownik takich "lasek". Ich pozycja jest oczywiście tragiczna, ale żadna z nich nie przyzna się do tego otwarcie, bo, uwaga, część z nich nalega na seks bez gumki, mówiąc od samego początku, że biorą pigułki, a tak naprawdę nie biorą pigułek, tylko chcą zajść w ciążę najlepiej z kimś popularnym, bo pewnie będzie miał hajs, czy coś. Z kilkoma z nich spotkałem się na żywo, ale z żadną nie poszedłem do łóżka. Każdej z dziewczyn opowiedziałem historię "wiesz, ostatnio jedna taka chciała mnie wrobić w dziecko..." etc. Po czymś takim kolejne 2 przyznały się, że chciały zrobić to samo, a następnych 5 w ogóle przestało się do mnie odzywać - czyli miały pewnie taki sam plan.
Dlatego miejcie na uwadze, że jeśli odzywacie się do kogoś popularnego (nawet tak mało znanego jak ja) to ten ktoś może być już z góry trochę uprzedzony i bardzo, ale to bardzo ostrożny. Jeśli odpowiada zdawkowo, krótko i nie pogłębia jakoś znajomości to nie znaczy wcale, że Was nie lubi, po prostu nie chce mieć znów problemów.
Moje wyznanie należy do tych bardziej wstydliwych...
...słucham polskiego reggae.
Dodaj anonimowe wyznanie