#FN76B

Któregoś razu wracałam autobusem do swojego miasta. Tak się składa, że ten autobus w godzinach 13:00-15:00 zabierał również wielu uczniów szkół średnich, dlatego młodzież zajmowała co najmniej połowę miejsc. Usadowiłam się gdzieś w środku, obok mnie było wolne siedzenie. Przede mną usiadł chłopak, około osiemnastoletni, który również miał obok siebie wolne miejsce.

W pewnym momencie do autobusu wszedł mężczyzna, miał może jakoś czterdzieści/pięćdziesiąt lat. Na oko budowlaniec, sądząc po ubiorze. Widać było gołym okiem, że albo był wykończony pracą, albo źle się czuł. Nie wyglądał na pijanego. Podszedł do pierwszego wolnego miejsca - obok młodego chłopaka i to, co się wydarzyło, zapamiętam na długo. Chłopaczek DOSŁOWNIE wypchnął mężczyznę z siedzenia, złapał go za plecy i z całej siły popchnął.

Facet (nie spodziewając się tego) poleciał na oparcie fotela przed sobą, a pół autobusu usłyszało z ust chłopaka "KUURWA, ZAJĘTE DLA KOLEGI!". W pierwszej chwili mnie zamurowało, byłam w szoku, widząc tę akcję. Po chwili doszłam do siebie i zwróciłam się do mężczyzny:
- Proszę, niech pan siądzie obok mnie, widocznie chłopcy muszą zagrzać na siedzeniu swoje cipy.

Chłopak zmierzył mnie nienawistnym spojrzeniem, ale nic nie powiedział. Mężczyzna nie śmierdział alkoholem, tylko pracą (jeśli wiecie, co mam na myśli), podziękował mi i siedział całą drogę w ciszy, tylko wzdychał co jakiś czas, jakby był naprawdę wykończony.

Nie rozumiem, jak można było tak potraktować człowieka? Bezczelnie złapać za plecy i wypchnąć, w głowie mi się to nie mieści! Nie muszę chyba dodawać, że prócz mnie nikt nie powiedział ani słowa, a kolega chłopaczka (który szedł tuż za mężczyzną) jeszcze mu gratulował czynu z szerokim uśmiechem na twarzy.

#ybjx8

Nigdy nie lubiłam kręgli. Mając 15 lat dałam się namówić na wyjście. Efektem był złamany palec.
Ale to jeszcze nic! Mój biedny narzeczony wpadł na "genialny" pomysł zorganizowania wieczoru kawalerskiego właśnie na kręglach... I wiecie co?

Bidulek miał takiego pecha, że jakaś blond ciamajda, rzucając kulę, potknęła się i upadła rozkrokiem na jego penisa. Kilka razy... Na domiar złego zaraziła go jakimś syfem.
Wiedziałam, że kręgle to zło. Powinni tego zabronić...

#SaVt8

Ja i moja siostra naczytałyśmy się różnych wyznań o bliźniaczkach, które zamieniały się miejscami, żeby zdobyć lepsze oceny i we wrześniu postanowiłyśmy tego spróbować. Akurat idealnie się złożyło - kiedy ja miałam polski, ona miała matematykę. Od tamtej pory zamieniałyśmy się w łazience.

Wszystko pięknie, aż tu nagle w styczniu siostra zaczęła protestować. Nagle zaczęło jej to przeszkadzać. Mówiła, że się boi, bo mogą nas przyłapać itd. W kwietniu moja polonistka wkurzyła się na klasę i oświadczyła, że zrobi sprawdzian ze wszystkich lektur, a pytania ułoży sama.

Ja, spanikowana, lecę do siostry. Mówię jej, co się dzieje i przypominam, że ona ma w tym czasie kartkówkę z matmy. W końcu siostra się zgadza i następnego dnia pisze za mnie sprawdzian, a ja jej kartkówkę.

Po dzwonku nauczyciel od matematyki poprosił, żebym została po lekcji, a kiedy już zostaliśmy sami spytał, czy podobała mi się "nasza" randka.
W ten sposób dowiedziałam się, że siostra sypia z nauczycielem.

#CdRU1

W domu rodzinnym nie okazywaliśmy sobie czułości. Pomiędzy mną a resztą domowników relacje były normalne, ale nigdy nie było między nami jakichś przytuleń czy słów "kocham cię".
Zawsze mi się wydawało, że jakoś szczególnie nie wypłynęło to na moje dorosłe życie. Teraz nie mam problemu z przytulaniem się z chłopakiem czy wyznawaniu mu dozgonnej miłości. Tyle słowem wstępu.

Pracując w sklepie, miałam (nie)przyjemność obsługiwać pewną starszą babkę, która zawsze strasznie marudziła. Nigdy nie zapomnę tego uczucia ciepła rozlewanego po całym ciele, ciężkiej głowy, gęsiej skórki. Wystarczyło, że powiedziała do mnie "KOCHANIE, a podaj mi jeszcze...". To było takie miłe, że później (ku uciesze innych pracownic) wyrywałam się, żeby ją obsługiwać. Od tamtej pory bardziej zaczęłam zwracać uwagę na takie drobne gesty - kiedy pani Wiesia podczas rozmowy w pracy posmyrała mnie po karku - jej dotyk czułam do końca zmiany, a kiedy pani Czesia w pracy ogarnęła mi kosmyk włosów z policzka, to musiałam się bardzo powstrzymywać, żeby nie robić oczu zadowolonego kota. Teraz w nowej pracy mam taką koleżankę, która zawsze gdy mnie widzi pyta - "no i jak tam, KOCHANIE..."- mmmmmmm, bajka.

I nie, nie podobają mi się panie 50+. Po prostu niektórzy ludzie mają taką wrodzoną czułość w sobie, że jak ci dotkną ramienia, to wcale się nie czujesz, jakby naruszana była "przestrzeń osobista". U niektórych to taki naturalny odruch, że nawet się na to nie zwraca uwagi (no chyba że jest się mną).
Gdy piszę to wyznanie i mi się to wszystko przypomina - ludzie, chyba mam orgazm ;d

#33iUP

Oto jedno z najdziwniejszych doświadczeń seksualnych w moim życiu.

Mój chłopak robił mi dobrze ustami, a ja w efekcie podniecenia i całkowitego zapomnienia, puściłam wielkiego, głośnego, cuchnącego bąka prosto w jego twarz. W jednej chwili mój chłopak obrzygał mnie i łóżko.

Podobno co cię nie zabije, to cię wzmocni, coś w tym jest, bo nasz związek po tym wydarzeniu stał się jeszcze silniejszy, a tę małą tajemnicę zabierzemy ze sobą do grobu. Ustaliliśmy, że jedynie anonimowo możemy o niej opowiadać :)

#YJ5sJ

Gdy miałem 5 lat, wybraliśmy się rodziną na urodziny mojego brata. Dorośli siedzieli w salonie, a my młodzi siedliśmy w pokoju i zajęliśmy się sobą.

Brat miał klatkę z chomikami, akurat wtedy urodziły się małe. Wyobraźcie sobie miny 4 osób w wieku do 8 lat, które patrzyły, jak matka zjadła cztery swoje małe.
To było tak chore, że jak sobie to dzisiaj przypomnę, to nie wiem, co jest bardziej pojebane: to, że na to patrzyliśmy czy że nikogo nie wołaliśmy.

#BaRle

Właśnie dzisiaj to do mnie dotarło...

Skoro ja w swoim pokoju usłyszałam, jak sąsiad kicha, a on usłyszał moje ''na zdrowie'', to znaczy, że moi poprzedni sąsiedzi musieli słyszeć, jak matka wydziera się i bije mnie i moje rodzeństwo przez całe moje dzieciństwo.
Chyba musieli być naprawdę głusi...

#A5PE3

Byłam jego uczennicą. Uczył przedmiotu, który sprawiał mi przyjemność, choć nie tak jak jego uśmiech i radość okazywana na mój widok.
Chemia między nami była porównywana do tej, znajdującej się w laboratorium Skłodowskiej-Curie.
Dzieciaki w liceum są dość okrutne. Szybko pojawiły się pierwsze plotki o romansie, pierwsze docinki. O dziwo, do niego dotarły szybciej, mianowicie pierwszy raz usłyszał je od swojej ówczesnej żony. Oboje zachowaliśmy się dojrzale. Długa rozmowa po lekcjach, najpierw z nim, później z żoną. Powtarzanie po raz setny, że wszystko jest wymysłem uczniów, zarzekanie się, że nawet nie śni mi się romansowanie z jej mężem.
Kłamałam. Często gościł w moich snach, ale to wszystko. Poza uroczymi uśmieszkami, do niczego nigdy nie doszło. Byliśmy rozsądni.
Plotki nie przeszkodziły nam w naszych częstych rozmowach, głupich żartach etc.

Gdy skończyłam liceum, wyjechałam. Wiedziałam, że nie ma sensu zostać w mieście, które będzie mi przypominać o moim zakazanym owocu.
Gdy skończyłam studia i ułożyłam sobie życie w innym mieście, dowiedziałam się o śmierci dziadka. Wracając w rodzinne strony, pod wpływem zdradzieckiego sentymentu, postanowiłam odwiedzić stare mury liceum. Nie miałam szczęścia, by go spotkać, czy nawet nieszczęścia, by spotkać ją. Był już prawie koniec roku szkolnego, a oni wzięli urlop. Za to dyrektor zaproponował mi pracę (tak, jestem nauczycielką ukochanego przedmiotu).
Pomyślałam, czemu nie. Przyda mi się powrót do korzeni, zresztą już mi dawno przeszło (tak myślałam).

Niedługo zacznie się rok szkolny, a od jednej z niedawno zyskanych koleżanek dowiedziałam się, że ''urlop'' był rozwodem (tak się idealnie złożyło).
A ja wchodzę na stanowisko byłej żony.

Trochę to pomieszane, ale nie mogę się doczekać jego miny na rozpoczęciu roku szkolnego.

#xpQkD

Parę tygodni temu przeszedłem zabieg punkcji lędźwiowej. Dla niewtajemniczonych - jest to pobranie płynu mózgowo-rdzeniowego z dolnego odcinka kręgosłupa. Sam zabieg nie jest szczególnie dokuczliwy, jednak powikłania po nim owszem. Nawet do dwóch tygodni mogą wystąpić zawroty głowy, nudności, wymioty i parę innych. Pomaga na to przyjęcie pozycji siedzącej, a najlepiej leżącej. No, ale do sedna.

Parę dni po zabiegu jechałem na rozmowę o pracę tramwajem, elegancko ubrany, na pierwszy rzut oka wszystko gra. Jednak w pewnym momencie poczułem zawartość żołądka pod gardłem, więc zająłem wolne miejsce. Poczułem się nieco lepiej, ale po paru przystankach klasyk - kaszląca starsza pani nad głową. Nie miałem zamiaru wstawać, gdyż wiem, jak to by się skończyło. Do dyskusji włączyła się młoda kobieta, która standardowo nawiązywała do obecnych mężczyzn, że bez kultury itd. Wytłumaczyłem, że źle się czuję i muszę siedzieć, na co pani zareagowała salwą śmiechu. Myślę - trudno, najwyżej ją obrzygam.

Nie, nie obrzygałem, zrobiłem to za najbliższym rogiem, gdzie uprzejmi policjanci wzięli mnie za pijanego. Badanie alkomatem oczywiście nic nie wykazało, zrozumieli moje tłumaczenie, okazali się bardzo pomocni, pytali, czy wezwać pogotowie. Odpowiedziałem, że nie, zadzwonię po siostrę i mnie zabierze. Zaczekali nawet do jej przyjazdu, czego się nie spodziewałem.

Pracy nie dostałem, bo spóźniłem się na rozmowę, panom policjantom dziękuję, a reszcie chciałbym przekazać, że młody i dobrze wyglądający facet nie zawsze jest w pełni sił i czasami po prostu musi, kurwa, usiąść.
Dodaj anonimowe wyznanie