#0sxbF

Jestem policjantką. Teraz, gdy jest coraz zimniej, na każdą służbę zabieram ze sobą termos z gorącą herbatą, kubki i dużo kanapek. Po co? Gdy tylko mamy interwencję wobec bezdomnego, a ten nie pozwala się odwieźć do schroniska, to daję mu kubek gorącej herbaty, aby choć w ten sposób się ogrzał, a także kanapkę, bo zapewne od kilku dni nic nie jadł.
Ludzie się dziwią, dlatego to robię, bo przecież to zwykłe "lumpy". Ale dla mnie to ogromna radość, gdy widzę wdzięczność w oczach tych ludzi, bo czuję wtedy, że jestem policjantką z powołania... Ale dla wielu osób i tak jestem "je...nym psem", którego praca nikomu nie jest potrzebna, bo potrafi tylko karać...

#UEqbC

W podstawówce miałam bardzo wkurzającą wychowawczynię. To był ten typ, co zawsze mówił "Chłopcy nie płaczą", "Dziewczynki nie przeklinają", "Chłopcy noszą spodnie, dziewczynki tylko spódniczki i sukienki. Chłopcy mogą ciągnąć dziewczynki za włosy, bo inaczej nie potrafią wyrażać emocji, a dziewczynki nie mają prawa nawet im oddać, bo nie wypada" i inne tego typu bzdury.

Na Halloween szkoła zorganizowała bal. Moi rodzice postanowili być "oryginalni" i zamiast za księżniczkę, przebrali mnie za dziwne coś, połączenie wilkołaka z syreną.
Wszystkie dzieci były zachwycone tym strojem, praktycznie każdy chciał mieć ze mną zdjęcie.

Wszystko było świetnie do momentu, w którym moi rodzice zaczęli rozmawiać z innymi rodzicami, a ja wesoło pobiegłam do jednej z koleżanek. Nauczycielka mnie dorwała i siłą zaciągnęła do łazienki. Cały czas marudziła na moich rodziców, mówiła jacy to oni nieodpowiedzialni i zmywała mój makijaż. Skombinowała mi różową sukienkę (chyba z kółka teatralnego?) i zmusiła do ubrania się w nią.

Mój idealny strój został wyrzucony do śmieci. Za to ja wróciłam zapłakana do rodziców, a gdy ci dowiedzieli się, co się stało zabrali mnie ze szkoły. Następnego dnia była awantura u dyrektorki. Oczywiście znaleźli się zwolennicy nauczycielki, ale więcej osób było po stronie moich rodziców.
Nauczycielka została zwolniona.

#0EiWx

Dwa lata temu rozstałem się z dziewczyną. Rozstaliśmy się w zgodzie. Nikt nie zawinił, po prostu przestało to działać. Zostaliśmy przyjaciółmi. Mimo to ciężko było mi się pozbierać, ale jakoś się udało. Poznałem dziewczynę, i jakoś dalej poszło. To tak tytułem wstępu.

Któregoś dnia moja eks zadzwoniła do mnie, że potrzebuje pomocy, bo samochód jej i rodziców rozkraczył się po drodze do domu. Cóż, jechałem akurat w tamtą stronę, więc uznałem, że pomogę. Ze mną była moja nowa dziewczyna.

Dojechaliśmy do popsutego samochodu, porozmawiałem z jej ojcem co się stało, no i dawaj go na linkę. Aby odciążyć ich i tak ciężki samochód, poprosiłem, żeby moja eks i jej młodsza siostra wsiadły do mojego samochodu. To był błąd. Zaczęło się przesłuchanie mojej nowej dziewczyny.

"Jak się poznaliście? Długo jesteście razem? Jesteście szczęśliwi? Przecież on nie lubił blondynek, mówił ci o tym?". A najgorsze zaczęło się na koniec. "Spalicie ze sobą? Jak było?" itd. Przerwałem kilka razy, jednak moja Kornelia wytrzymywała to wszytko i ze spokojem odpowiadała.

Kiedy już byliśmy sami, Kornelia z uśmiechem i spokojem powiedziała "Nadal jest o ciebie zazdrosna. To słodkie". Tak bardzo słodkie, że siedziałem wkurzony jeszcze przez dobrą chwilę.

#uuy0e

Mieszkam w domu jednorodzinnym. Sypialnia jest na piętrze, a okna sypiali wychodzą na furtkę.

Pewnej nocy obudził mnie dźwięk domofonu i męski głos dochodzący z parteru. W pierwszej chwili myślałam, że to sen, ale równocześnie obudził się mój mąż, pytając zaspanym głosem "co to było?". Szybko wyjrzałam przez okno, przy furtce nikogo, na parterze cisza. Mąż odważnie zszedł sprawdzić, co się stało, przeżyliśmy chwile grozy.

Rozwiązanie zagadki było dosyć banalne: na jakiś czas wyłączono prąd, w momencie włączenia odezwał się domofon, a samobieżny odkurzacz radośnie oznajmił: "witaj, miło mi, że mogę zadbać o twój dom, włączono tryb ładowania".

#hq9oQ

Po tym, czego się dowiedziałem kilka dni temu, dosłownie do tej pory zbieram szczękę z podłogi. Ale do rzeczy...

Od czasów liceum mam zgraną paczkę przyjaciół. Moim najlepszym przyjacielem był Marek. Ma on dwa lata młodszą siostrę, Martę. Bardzo ładną siostrę. Wiele osób próbowało do niej zarywać, ale Marek zawsze był w stosunku do niej nadopiekuńczy, uważał, że jego siostra jest zbyt młoda na randki. Kilku jej adoratorom nawet spuścił manto. Nie wiem, czy mnie też by tak potraktował, ale nie chciałem ryzykować przyjaźni, więc choć Marta bardzo mi się podobała, postanowiłem sobie odpuścić.

Sytuacja się zmieniła, gdy Marek zaczął chodzić z Julią, równolatką swojej siostry. Już nie był taki zasadniczy (chyba nie chciał wyjść na hipokrytę). Ale zanim zdążyłem coś zdziałać z Martą, wyjechała do szkoły z internatem na drugim końcu kraju.

Spotkałem ją dopiero kilka miesięcy temu. Od słowa do słowa umówiliśmy się na spotkanie, potem zaczęły się randki. Z pewną obawą przyznałem się do tego Markowi, ale nie miał żadnych pretensji. Był już na etapie planowania ślubu z Julią, po jego dawnej nadopiekuńczości nie było nawet śladu.

Kilka dni temu ja i Marta mieliśmy wreszcie "skonsumować" nasz związek. Marta jednak powiedziała, że najpierw musi mi wyznać dwie rzeczy. Po pierwsze - jest dziewicą. Zdziwiło mnie to, bo mówiła, że miała kilku chłopaków, ale w sumie byłem ucieszony. Wyjaśniła, że bała się podjąć współżycie i że między nią a jej byłymi dochodziło jedynie do innego rodzaju aktywności seksualnej (wolałem nie wnikać jakiej).

Po drugie - od 15 roku życia utrzymywała intymne kontakty... z własnym bratem. Korzystając z faktu, że zaniemówiłem z szoku, kontynuowała swoje wyjaśnienia. Była ponoć zaciekawiona opowieściami koleżanek, które miały już "to" za sobą i chciała zobaczyć "jak to jest robić chłopakowi dobrze i jak chłopak robi dobrze jej". Początkowo robili to parę razy w tygodniu, potem nawet kilka razy dziennie. Jednak Markowi codzienne lodziki w wykonaniu siostry przestały wystarczać, namawiał ją na regularne współżycie, ale się bała. Dwóch rzeczy: że zajdzie w ciążę i urodzi dziecko z kazirodztwa; że nigdy nie będzie mogła się przyznać koleżankom z kim straciła dziewictwo. Wobec tego zdecydowała się na seks analny, a jako że Markowi przypadło to do gustu, włączyli to do swojego "repertuaru".

Po jakimś czasie zaczęło ją to brzydzić, więc postanowiła zakończyć tę chorą relację. Niespodziewanie Marek ją uprzedził: powiedział, że zakochał się w kimś (Julia) i że nie chce zdradzać swojej dziewczyny, więc muszą z tym skończyć.

Chciała być uczciwa i przyznać się, zanim nasza relacja stanie się poważniejsza. Tylko że ja od kilku dni walczę z obrzydzeniem i choć ją kocham, nie wiem, czy chcę się w to pakować. Tyle lat marzeń o niej...

#oF0Cc

Będzie to opowieść o stulejarzu, który ociera się o stalking, pięknej kobiecie o rudej głowie, ciętej ripoście i parafrazie Dantego...

Popołudnie, godziny szczytu, Lublin, przystanek w centru. I ja, i mój obiekt czci wracamy tym samym autobusem zawsze o tej samej porze. Dziewczynę widzę z okna mojej roboty od wielu miesięcy i wiem, że ciężko zapieprza w swojej pracy, latając w tę i z powrotem w banku jako przynieś-wynieś-pozamiataj-zbierz opierdol. Kiedy staję obok niej na przystanku, by chociaż tyle mieć z życia, widzę, jak bardzo jest zmęczona. Mimo to wiele razy widziałem, jak z irytacją w oczach, ale też uprzejmym uśmiechem, ustępuje miejsca staruszkom, ciężarnym i inwalidom, jeśli nikt inny nie łaskaw był ruszyć tyłka (sam zawsze stoję, miejsce siedzące o tej porze to towar mocno deficytowy). Wiem też, że dziewczyna ma poważne problemy z połamaną niegdyś i źle złożoną kostką, która często daje jej się we znaki, tak że ledwie chodzi i stoi.

Ten wstęp jest wyjaśnieniem, skąd pewne rzeczy o niej wiedziałem oraz niezbędnych, by zrozumieć istotę sytuacji.

Teraz wiecie to, co i ja wiem. Wczoraj razem z nami wsiedli do 26 bardzo eleganccy państwo wieku ok. 45 lat. Oboje w drogich płaszczach, pan pod krawatem, pani w szpilkach, kapeluszu rodem ze starych romansideł, odwaleni jak szczury na otwarcie kanału. Stali obok mnie, głośno rozmawiając w stylu "ą i ę". "Mojej" pannie udaje się usiąść. Staje nad nią ta kobieta, wbija jej paluch w ramię i oznajmia tonem, jakby zwracała się do chłopki ze czworaków w XVIII wieku:

- Ty, ustąp mi miejsca! Jestem starsza, co ty sobie myślisz?
- Słucham?
- Chyba nikt cię nie uczył kultury. Ja jestem DAMĄ, a damom się ustępuje - podkreśliła, mierząc ją pogardliwym spojrzeniem.
- Chyba lekkich obyczajów - ruda panna wypaliła bez namysłu.

Pan coś zaburczał w obronie towarzyszki. Mało uprzejmie. Wręcz chamsko. Już miałem interweniować...

- Na panienkę pan masz, bo tania, a na samochód żeby ją wozić już nie, bo 10-letni tico więcej kosztuje - zasyczała dziewczyna - ale jak aż tak od stania pod latarnią nogi panią bolą, to proszę siadać.

Babie odechciało się siedzieć, wysiedli na następnym przystanku. Ruda i ja wysiadamy w tym samym miejscu. Widziałem na jej twarzy, jak bardzo przykra była to dla niej sytuacja. Szła smutna i przybita. Zmęczona jak cholera. Ale teraz już wiem, że na pewno nigdy nie zagadam... Raz, bo jestem debilem i za jedyny podryw, jaki umiem uskuteczniać język tej kobiety by mnie zabił. Dwa, ma męża. Wyszedł po nią, czule utulił i ucałował. Cóż, "porzućcie nadzieję, którzy za zajętą kobietą chodzicie"... tego jednego o niej nie wiedziałem. W domu jej nie podglądam.

Ruda pani, jeśli pani to czyta i zauważyła przychlasta, który pokonuje tę samą trasę gapiąc się na panią, to nie jestem zbokiem, a jedynie oczarowanym stulejarzem. Nic więcej.

#y8TTC

Miałam 7 lat, gdy zmarł mój ukochany tato. Od tego czasu panicznie się bałam, że stracę mamę i zostanę sama.

Dwa lata później byłam na wakacjach u dziadków, ze mną była również dwójka starszych kuzynów (13 i 14 lat). Mama musiała iść do pracy, obiecała, że wróci jak zwykle za 8 godzin. Zabijałam czas bawiąc się z psem, gdy nagle przybiegli kuzyni i oznajmili, że mama miała wypadek w pracy i nie żyje.

Mój świat wtedy się zawalił, wybiegłam zapłakana z posesji dziadków i postanowiłam, że dołączę do tatusia i mamy w niebie poprzez rzucenie się pod rozpędzony samochód.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam... Obudziłam się w szpitalu i zaczęłam płakać, że nie chcę żyć sama bez mamy i taty. Nagle do pokoju przyszła mama i zaczęła mnie przytulać, wyjaśniając, iż to, co mi powiedzieli kuzyni, to był tylko ich durny żart.

Dla mnie skończyło się to złamaną nogą i rozbitą głową, a dla kuzynów soczystym wpier*olem od dziadka. Chyba podziało, bo nigdy więcej nie robili durnych żartów z innych... A, no i ukochana mamusia jest ze mną do dziś. ❤
Dodaj anonimowe wyznanie