#UEqbC
Na Halloween szkoła zorganizowała bal. Moi rodzice postanowili być "oryginalni" i zamiast za księżniczkę, przebrali mnie za dziwne coś, połączenie wilkołaka z syreną.
Wszystkie dzieci były zachwycone tym strojem, praktycznie każdy chciał mieć ze mną zdjęcie.
Wszystko było świetnie do momentu, w którym moi rodzice zaczęli rozmawiać z innymi rodzicami, a ja wesoło pobiegłam do jednej z koleżanek. Nauczycielka mnie dorwała i siłą zaciągnęła do łazienki. Cały czas marudziła na moich rodziców, mówiła jacy to oni nieodpowiedzialni i zmywała mój makijaż. Skombinowała mi różową sukienkę (chyba z kółka teatralnego?) i zmusiła do ubrania się w nią.
Mój idealny strój został wyrzucony do śmieci. Za to ja wróciłam zapłakana do rodziców, a gdy ci dowiedzieli się, co się stało zabrali mnie ze szkoły. Następnego dnia była awantura u dyrektorki. Oczywiście znaleźli się zwolennicy nauczycielki, ale więcej osób było po stronie moich rodziców.
Nauczycielka została zwolniona.
A ja raz byłam bezludną wyspą :D miałam postawiony na drucie warkocz w kształcie palmy i niebieski szal jako wodę oceanu, to było najlepsze przebranie w moim życiu!
Wreszcie! Aż miło czytać historię, w której rodzice wzięli się za nauczyciela, a nie odwrotnie. Więcej takich.
Ale ten twój strój musiał być fajny. A ja kazałam się przebrać na bal w podstawówce za czerwonego kapturka... D:
A ja byłam czarnym kotem, a rok później hinduską. 😃
Ja się zastanawiam czy byłam kiedykolwiek we wczesnej podstawówce za coś przebrana...Chyba nie ale pamiętam moją siostrę w stroju klauna
U mnie w szkole nie było bali na Haloween. Wszyscy nauczyciele uważają to za święto szatana. Najbardziej zwariowana na tym punkcie była wychwawczyni. Mogliśmy pójść na Bal Wszystkich Świętych do pobliskiego Kościoła.
A ja się w podstawówce przebrałam za zombie porażonego piorunem :D
Ja w pierwszej klasie podstawówki na balu byłam Wikingiem :)
JA byłam murzynkiem i motylem. W pierwszym miałam perukę, spódniczkę z krepy i twarzy umalowaną kremem z kakao, a w drugiem wielkie, wycięte ze steropianiu i pomalowane skrzydełka. :)
Czytałam z rosnącą złością i bałam się, że skończy się tradycyjnie - nikt nic nie może zrobić, nauczyciel pozostaje bezkarny.
Po przeczytaniu dwóch ostatnich zdań poczułam największy od dość dawna przypływ poczucia sprawiedliwości.
Cieszę się, że są jeszcze tacy rodzice jak Twoi i dyrektorzy szkół, którzy nie boją się zwalniać nieodpowiednich nauczycieli.
Ja był winogronem u nikt nie rozumiał mojego przebrania... Byłam ubrana na zielono i wszędzie przyczepione zielone baloniki różnych wielkości ( Jak kiść winogron)
Musiałam wszystkim tłumaczyć :(
Czuję satysfakcję po przeczytaniu tego wyznania :D
Ja w podstawówce byłam dynią. Miałam krótką zieloną perukę, zielone rękawy koszulki, luźne pomarańczowe spodnie, zielone buty i wielką, okrągłą kulę jako „koszulkę”, przez którą trochę klinowałam się w drzwiach i trzeba było mnie przepychać ;)
Fajnie, że happy end, ale to jest straszne, że ci psychole znajdują zawsze obrońców.
Nauczyciel nie powinien uczyć dzieci własnych poglądów. I dobrze, że ją zwolnili.
Brawo! Dobrze jej tak. Co za sucz!
No i zajebiście.
Ja kiedyś wygrałam bal będąc przebrana za kukurydzę xD nauczycieli chyba urzekło to, że moja mama ręcznie uszyla i wypchala wata każde ziarnko :')