#yFI4U

Pewnego wieczoru siedząc przed kompem naszła mnie ochota na jakąś niezdrową przekąskę. Jako że takowej w domu nie posiadałem, udałem się do najbliższego monopolowego. Kiedy wziąłem co chciałem i byłem gotowy iść do kasy, moją uwagę przykuły pewne orzeszki. Ale nie byle jakie. Orzeszki z wasabi. Jako że jeszcze nigdy ich nie próbowałem, postanowiłem załadować do koszyka jedną paczkę. Po zakupach udałem się w stronę domu. Uznałem, że mógłbym umilić sobie drogę zakupionymi przed chwilą orzeszkami. Nieświadomy niczego otworzyłem paczkę i zdecydowanie wsypałem kilka z nich do ust.

Jeszcze nigdy nie poczułem czegoś takiego. Chciałbym powiedzieć, że miałem ochotę je po prostu wyrzygać albo zejść na zawał, ale to był wyższy poziom męczarni.Jak nigdy wcześniej zapragnąłem po prostu przytulić się do mojej mamy i się jej wypłakać, że boli i że smutno, że ta Azjatka na opakowaniu tylko udaje szczęśliwą, a te orzeszki są złem. Myślałem, że zaraz padnę na kolana i zwinę się w kulkę. Mój mózg został sparaliżowany smakiem detergentów zakrapianych lakierem do włosów.
Łzy napłynęły mi do oczu, ale jako dzielny chłopak doszedłem bezpiecznie do domu, nie zapominając o pozbyciu się powodu traumy w przydrożnym koszu.

Chciałem tylko wyrazić swoją nienawiść do wasabi. Dziękuję.

#idXhh

Gdy byłam mała (około 5-6 lat), zostałam w domu sama z ojcem na cały dzień. Nie wiem, gdzie wszystkich wtedy wywiało, ani dlaczego zostawili mnie z nim samą. Ojciec był pijany, pytanie, czy upił się po wyjściu wszystkich (matki i trójki starszego rodzeństwa), czy był już pijany przed ich wyjściem. W każdym razie ja siedziałam na fotelu pół dnia i oglądałam bajki, on spał na kanapie.

W pewnym momencie wstał i zdjął gacie (nic innego na sobie nie miał) i zaczął chodzić goły po pokoju. Bałam się, że coś mi zrobi, więc uciekłam do łazienki (jedyne pomieszczenie z zamkiem w drzwiach) i przesiedziałam tam dobrych kilka godzin do powrotu wszystkich.

Okazało się, że "tatuś" zwyczajnie zlał się pod siebie, więc zdjął gacie żeby je zmienić, a potem znowu poszedł spać, nie zwracając na mnie uwagi. Wywnioskowałam to z wrzasków mojej matki, ale do tej pory wstyd mi za to, że widziałam jego gołego fiuta (a wtedy byłam małą dziewczynką, serio to było dla mnie traumatyczne) i nikomu nigdy o tym nie powiedziałam.
Warto dodać, że to moje JEDYNE wspomnienie z nim przed tym, jak nas zostawił. No cóż, lepsze być nie mogło.

#c0ymv

Wyznanie "spod koloratki".
Pierwsza parafia, luty, drugi rok posługi. W kościele przy jednej z kaplic była od zawsze duża skarbonka. Bardzo duża i pusta jest ciężka, a co dopiero wypchana drobniakami. Ks. proboszcz opróżniał ją co 3 tygodnie w czwartki. W takim tempie się zapełniała. Akurat tego dnia postanowił opróżnić ją 2 dni wcześniej (we wtorek zamiast w czwartek). Jeszcze tego samego dnia po 23 inny z wikariuszy wynosząc śmieci zobaczył skarbonkę przed wejściem do kościoła. Otwartą. Z kartką z napisem "co za dureń pomylił dni opróżniania skarbonki z kasy?!". No cóż... Obejrzeliśmy monitoring, skarbonka była puściusieńka jak ją ukradł, więc nie zgłosiliśmy tego na policję (złodziej był w kapturze, nie widać było twarzy). Nieźle się namęczył i się trochę pośmialiśmy z jego wyczynu. Zmieniliśmy kłódkę i odstawiliśmy skarbonkę na miejsce.

Tak więc złodzieju, niezły wyczyn, ale nie kradnij, bo to grzech. Choć dobrze, że oddałeś skarbonkę.

#NKXb8

Byłem akurat u dziewczyny, obok nas siedzieli jej rodzice. Rozmowa zeszła na temat niedzieli wolnej od handlu i zacząłem z nimi dyskutować na temat tego, że uważam to za idiotyczny pomysł i ograniczenie wolności. Oni wówczas odpowiadali mi, że to przecież bardzo dobra idea i dowód na to, że w Polsce szanuje się pracownika, a poza tym jak ktokolwiek może się zgadzać na "takie warunki pracy"... Przecież niedziela powinna być wolna!

Rodzice mojej dziewczyny pracują od 30 lat w fabryce, sześć dni w tygodniu, zarabiają poniżej 2500 netto. I szczerze wierzą, że w Polsce szanuje się pracownika, a godne warunki są wtedy, kiedy jeden dzień ma się wolny.

Nie miałem pojęcia co im na to odpowiedzieć, żeby nie obrazić całego ich dorobku życiowego.

Jestem szczerze przerażony życiem w tym kraju. Z każdym kolejnym dniem mam coraz większe wrażenie, że żyję w wielkim obozie pracy, gdzie wymaganie czegokolwiek od pracodawcy jest gnojone i uznawane za lenistwo.

#TCaaA

To wyznanie może wywołać u kogoś obrzydzenie więc jak chcesz to pomiń.

Pamiętaj, żeby zawsze patrzeć w rurkę, przez którą pijesz (czy nic tam nie ma).
Bardzo lubiłam pić jakiś (słodki) napój ze słoika takiego z zakrętką i rurką. Już dłuższy czas nie piłam z tego naczynia. Akurat mama kupiła oranżadę. Nalałam ją sobie (do tego słoika) i zaczynam pić przez słomkę. Aż tu nagle czuję coś w buzi. Wypluwam to i okazuje się, że w słomce była szczypawica.
PS. Po wypluciu jeszcze żyła.

#mnkIt

Mam 23 lata, w sumie to już niedługo 24. Niebawem kończę studia, pracuję naukowo na uczelni, ale nie zasnę bez swoich ukochanych pluszaków.
Nie widziałam w tym żadnego problemu i nadal mi to nie przeszkadza, jednak dzisiejsza sytuacja dała mi do myślenia.

W swoim starym pokoju mam grono pluszaków (nie wymienię jakich, wiecie, żeby było anonimowo). Zawsze gdy zostaję u rodziców na noc sprawdzam, czy wszystkie są na swoich miejscach, zawsze gdy wychodzę z domu żegnam się z każdym z nich przytuleniem i pogłaskaniem. Dzisiaj zauważyłam, że jednego brakuje, od razu pomyślałam, że chrześniak podczas zabawy musiał go zabrać. Cała zestresowana zeszłam do mamy i zapytałam, czy nie widziała mojego pluszaka. Naprawdę kamień spadł mi z serca, jak się okazało tata schował go w szafie, by mały nie zabrał go do domu (bardzo nie lubię, gdy ktoś bez pytania zabiera moje rzeczy i rodzice o tym wiedzą).
Cała szczęśliwa przytuliłam swojego misia i zaczęłam go głaskać, za to mama spojrzała na mnie ze strasznym zażenowaniem.

Głupio, ale nie potrafię traktować pluszaków bez szacunku, bez myślenia, że też mają uczucia - chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że to rzecz materialna.

#ZOThk

Mam żal do swojej mamy, która wychowała mnie, bym była skromną osobą, ale patrząc z perspektywy czasu wyszło bardziej na to, że mam bardzo małe poczucie wartości. Gdy tylko ktoś mówił do niej, że jej córka jest piękna, ona odpowiadała, że może nie jest piękna, ale raczej niebrzydka. Przed każdym testem czy klasówką uczyłam się jak szalona, na co ona zawsze mówiła, że zawsze będzie ktoś lepszy, a gdy jednak okazywałam się najlepsza mówiła, że miałam szczęście. Przez jej wychowanie byłam też nie w porządku w stosunku co do moich chłopaków, których tak naprawdę tylko lubiłam, ale ciągle z tylu głowy miałam myśl, że lepsze to niż nic, bo na nikogo lepszego nie zasługuję. I tak trafiłam na mojego obecnego męża, który jest najlepszym co mnie w życiu spotkało i dzięki niemu moje poczucie wartości wzrosło, choć nadal są momenty, gdy nie wierzę w siebie i ciągle czuję się brzydka. Dlatego dziś mówię swojemu synowi, że jest cudowną osobą i staram się nie popełniać błędu rodziców.

#gTdwh

Tak mi się przypomniało. Jakiś czas temu przeglądałam stare szpargały z mamą. W jednym z pudełek blaszanych takich po kruchych ciastkach znalazłam moją spinkę do włosów. Nie taką zwykłą tylko jedną z wielu dużych kokard, które mama zawsze wpinała mi we włosy jak byłam mała. Mama sama robiła te kokardy z tasiemek.

Takie czasy, lata 80' w sklepach nie było za dużo. Więc zaczęłam się rozczulać i mówić mamie, że zawsze byłam taka dumna z tych kokard a były ogromne, każda dziewczynka mi zazdrościła. Podziękowałam jej, za to, że tak dbała o wygląd swojej córci, bo codziennie miałam jakaś we włosach. Mama odpowiedziała na to, że to nie robiła tych kokard dla uroku tylko po to, żeby mnie z daleka lokalizować spośród bandy dzieci. XD

#2RFDJ

W naszym kraju nagminnie narzeka się na służbę zdrowia. Narzeka się, że kolejki do specjalistów są ogromne, często jest to rok lub więcej.

Niedawno zaczęłam pracę w przychodni, więc mam możliwość obserwowania tej sytuacji z drugiej strony i powiem wam jak to wygląda.

Człowiek dostaje skierowanie do specjalisty. Do takich lekarzy nie ma rejonizacji, co znaczy, że człowiek z Warszawy, jeśli ma taki kaprys może zapisać się do takiego lekarza np. w Gdańsku i odwrotnie. Ludzie zamiast wejść na stronę NFZ gdzie mogą znaleźć tych specjalistów i sprawdzić jak długa jest do nich kolejka, dzwonią od przychodni do przychodni i zapisują się w kilka takich kolejek. Co dzieje się dalej? Przychodzi dzień, w którym przyjmuje specjalista, do którego kolejka to rok, a na wizytę nie przychodzi 6-8 osób.

Ręce opadają. Na ich miejsca nie można wpisać kogoś, kto ma być u takiego lekarza pierwszy raz, bo musi iść zgodnie z kolejką. Ludzie nie odwołują takich wizyt, bo najzwyczajniej w świecie nie pamiętają nawet, że zapisywali się w takiej czy takiej przychodni.

Ręce opadają, kiedy ktoś, po kim widać, że potrzebuje takiej wizyty musi czekać w sztucznej kolejce, a dnia, którego się zapisuje nie było tylu osób...
Dodaj anonimowe wyznanie