Ze względu na skłonności do nadużywania alkoholu w mojej rodzinie i kilka przypadków zaawansowanego alkoholizmu u bliskich, sam od niego stronię. Nie wypijam sobie piwka codziennie po pracy "dla relaksu", jak to mają niektórzy w zwyczaju.
Jednak jestem tylko człowiekiem, spotykam się z ludźmi, wychodzę na imprezy, spotkania, posiadówki. Staram się zawsze nad sobą panować i gdy czuję, że język nie ten, krok jakby bardziej zamaszysty, to wsiadam w taksówkę i jadę do domu spać.
Czasem niestety zdarza się popłynąć do odcięcia - niezamierzenie, gorszy dzień, jak to mawiają. Wówczas następnego dnia jestem w tragicznej formie fizycznej, lecz bardziej cierpi psychika. Mam zwyczajnie moralniaka, najgorzej jest, gdy do kogoś napiszę.
Co robię, by odpokutować czy się ukarać za głupotę? Trening, ale nie taki kacowy, że lekka przebieżka czy rowerek. Idę na całość ponad siły. Do tego stopnia, że wracam do domu na kolanach, nierzadko wymiotuję po powrocie, a ból nie daje o sobie zapomnieć przez kolejny tydzień. Ostatnio machnąłem w ten sposób 25 km biegiem, gdzie mój maksymalny dystans to było 15.
Mój szwagier ostatnio obraził się na moją siostrę, a swoją żonę, bo urodziła mu córkę zamiast spodziewanego syna. Pomijając fakt, że to absurdalne obrazić się o takie coś, on nie może dopuścić do siebie myśli, że to nie kobieta jest odpowiedzialna za płeć dziecka, a jego własne plemniki.
A teraz najlepsze. Facet jest po studiach medycznych, a ja, przeciętna humanistka, musiałam jechać do jego mieszkania tylko po to, aby tłumaczyć, jak działa genetyka i przekonać, żeby jednak pojechał ze mną do szpitala, do swojej żony i córki. No debil no.
Spróbowałam mleka z własnej piersi.
Ssąc sutek.
Nawet smakowało.
Mam taką nerwicę natręctw, że kiedy ktoś mnie dotknie, to potem sama muszę się w to miejsce dotknąć. Mój kolega ze szkoły zauważył to i teraz bez przerwy pyka mnie w łokieć i obserwuje, jak pocieram go drugą ręką, znów pyka, znów pocieram, ten się cieszy, ja jestem wkur...na. Wszyscy w szkole już się o tym dowiedzieli. Świetnie.
Kiedy byłem mały, mając około 7 lat zawsze zastanawiałem się dlaczego rodzice piją piwo, a ja wypić go nie mogę. Zawsze interesowało mnie to, co jest w nim takiego, że ja, jako 7-latek, nie mogę go wypić.
Było lato w pełni. Rodzice zaprosili kilku znajomych do altanki w ogrodzie i jak to przy takiej okazji, pili piwo. Każdy elegancko w kufelku, z soczkiem. Osób było 7, włącznie z moimi rodzicami. Jak to bywa wśród dorosłych, wszyscy poszli oglądać świeżo kupiony przez rodziców samochód. Postanowiłem spróbować zakazanego owocu, gdy tylko nadarzyła się okazja. Spijałem po kilka łyków od każdego z kufla, po czym usnąłem na bujaczce.
Mama wpadła w panikę, myśląc, że coś mi się stało. Zadzwoniła po ciocię, która jest pediatrą. Ta na miejscu stwierdziła, że się upiłem. Rodzice nie dowierzali, jak mogło się to stać. Zanieśli mnie do łóżka.
Rano dostałem lanie od taty. Do ukończenia 18 lat nie byłem na żadnym rodzinnym grillu.
Mimo wszystko, było warto :D
Jak ukrócić teściową, która zabiera naszej córce tatę? Krótki opis: pierwszy zmarł jej mąż, to wzięła do siebie starszego syna (alkoholik, jemu to było na rękę). Zabrała mu samodzielność, on często musiał chodzić do lekarzy i nieraz mówił: sam pójdę, ale ona NIE, ja też muszę tam być. Teraz zmarł. Nic dziwnego, jak mu pozwalała pić, miał dietę na wątrobę, a ta mu woziła do szpitala "śledziki na raz". Teraz się bierze za drugiego syna, mojego męża.
Nie potrafi sama żyć, nie ma znajomych, swojego życia. Wykańcza wszystkich powoli, niby chodzi o pomoc, a tak naprawdę o to, by ten mój mąż żył teraz jej życiem. Ma gdzieś, że siedmioletnia córka potrzebuje taty, wymyśla problemy i choroby, które cudownie mijają, jak się goście zapowiedzą. Teściowe są śmieszne w kawałach, ale naprawdę spotkać taką to porażka. I nie da rady, mąż niby rozumie rozmowy, ale siedzi w tym chętnie, o wiele chętniej niż w naszym mieszkaniu, tam zawsze pozmywa, śmieci wyniesie, bo to mamusia i trzeba pomóc.
Jest na każde zawołanie, a my się musimy z córką z szanownym panem tatusiem i małżonkiem umawiać na każdy spacer. Tu nie robi nic. Córka już nawet nie tęskni do taty, to mnie też boli, bo jak mamusia nie przeszkadza, to jest świetnym ojcem. Ja się bez ojca wychowywałam i wiem, jak to boli.
Jestem zdecydowana odejść, mam środki, mam wizję przyszłości i boję się tylko jednego: walki o córkę, proszę o kontakt osoby, które to przeszły.
Kilka lat temu, jako młoda żona i pani domu, zapragnęłam sprawić sobie obrotowy mop. Naoglądałam się ''Perfekcyjnej", gdzie używano takiego mopa, jednak gdy zobaczyłam ile on kosztuje, to zwyczajnie zrezygnowałam, bo szkoda mi było wydać 200 zł.
Krótko potem w markecie pojawił się mop obrotowy za niecałe 50 zł! Ucieszona, że zaoszczędziłam tyle pieniędzy, pojechałam kupić wymarzony sprzęt, jak tylko pojawił się w sklepie!
Po dokonaniu zakupu od razu umyłam podłogę, ale zawiodłam się. Nie dość, że trzeba było używać dużo siły, by go wycisnąć, to mop zostawiał dużo wody i wcale nie był obrotowy! Przez cały rok niechętnie myłam podłogę, ponieważ zawsze robiłam to na boso, żeby nie zrobić śladów, a to kończyło się mokrymi skarpetkami...
Do czasu, aż przyszła do mnie siostra w trakcie gdy myłam podłogę i pokazała, jak go prawidłowo używać. Okazało się, że mop jest obrotowy, dobrze się wyciska i nie trzeba do tego siły. Wystarczyło naciskać dźwignię...
Nawiasem mówiąc to nie jedyna sytuacja, kiedy technika mnie zgubiła. A siostra do dzisiaj ma ubaw z moich męczarni z mopem.
Byłam w drugiej klasie gimnazjum i jako jedna z niewielu osób w klasie, miałam telefon dotykowy, z którym nigdy się nie rozstawałam. Praktycznie zawsze nosiłam go w kieszeni spodni, jednak pewnego dnia zdałam sobie sprawę, że go tam nie ma.
Wyobraźcie sobie moje przerażenie, gdy po przemaglowaniu całego plecaka i przepytaniu wszystkich dookoła uzmysłowiłam sobie, że przepadł na dobre. Dzwonek miałam wyciszony, więc dzwonienie na mój numer też nie skutkowało. Pierwszą myślą było oczywiście to, że rodzice mnie zabiją, a ja, żeby być z nimi w jako takim kontakcie, otrzymam jakąś przedpotopową, niezniszczalną nokię.
Nie mogłam do tego dopuścić.
Postawiłam na nogi każdą osobę w mojej klasie, a jako że mieliśmy godzinę wychowawczą, nasza nauczycielka, widząc mój wewnętrzny, jak i zewnętrzny lament, pozwoliła wszystkim rozbiec się po całej szkole w poszukiwaniu mojego fona. Jak to w szkole czasami bywa, było nudno, więc nikt nie miał obiekcji co do latania i szperania po wszystkich kątach. Było nawet zabawnie - dla nich oczywiście, ja byłam na skraju histerii.
Sprawdzali wszędzie - w łazienkach, pod ławkami na korytarzach, w klasie, w której mieliśmy lekcje i dupa, nie ma. Albo ktoś sobie robił ze mnie jaja, albo mi ukradli i nie chcą oddać.
Nagle coś mnie tknęło. Godzinę wcześniej mieliśmy test z fizyki i włożyłam go do piórnika. Zrobiło mi się tak straszliwie głupio... wstyd było się przyznać do pomyłki, więc kiedy nikt nie patrzył, wyciągnęłam komórkę z piórnika (kamień z serca!) i pognałam z nią do pustej świetlicy. Chwilę w niej postałam i zaraz wybiegłam, tryumfalnie krzycząc "Jest! Znalazłam!".
Do tej pory moi znajomi wierzą, że wykonali kawał dobrej roboty.
Wycieczka szkolna. Po kilku godzinach jazdy autokarem przyszedł czas na postój i toalety. Ja wraz z kolegami udałem się do męskiej toalety, jedni wybrali pisuary, a drudzy - w tym ja - toalety.
Gdy załatwiłem swoją potrzebę, chciałem pokazać koledze, jaki to ze mnie śmieszek. Gdy on robił swoje do pisuaru, ja poklepałem go po ramieniu i z bananem na ryju rzuciłem: "Komu tak dobrze idzie?".
Niestety okazało się, że był to jakiś obcy facet. Minę miał bezcenną, a ja szybko ulotniłem się z miejsca wypadku. Ciekawe, co sobie pomyślał. :D
Jestem samotnym ojcem od prawie 6 lat. Wychowuję sam syna z orzeczeniem o niepełnosprawności, po synu nic nie widać, że mu coś dolega. Wiele razy słyszę od kobiet, że jak to możliwe, że sam wychowuję syna, że jak to facet może sobie poradzić z wychowaniem. Powiem wam tak: da się wychować dziecko przez faceta. I nie robię tu wyrzutów, że samotne matki nie dają rady, tylko chodzi mi o to, że w naszym społeczeństwie przyjęło się, że to tylko matka ma prawo wychować dziecko sama.
Dodaj anonimowe wyznanie