#aIPiI
Jednak jestem tylko człowiekiem, spotykam się z ludźmi, wychodzę na imprezy, spotkania, posiadówki. Staram się zawsze nad sobą panować i gdy czuję, że język nie ten, krok jakby bardziej zamaszysty, to wsiadam w taksówkę i jadę do domu spać.
Czasem niestety zdarza się popłynąć do odcięcia - niezamierzenie, gorszy dzień, jak to mawiają. Wówczas następnego dnia jestem w tragicznej formie fizycznej, lecz bardziej cierpi psychika. Mam zwyczajnie moralniaka, najgorzej jest, gdy do kogoś napiszę.
Co robię, by odpokutować czy się ukarać za głupotę? Trening, ale nie taki kacowy, że lekka przebieżka czy rowerek. Idę na całość ponad siły. Do tego stopnia, że wracam do domu na kolanach, nierzadko wymiotuję po powrocie, a ból nie daje o sobie zapomnieć przez kolejny tydzień. Ostatnio machnąłem w ten sposób 25 km biegiem, gdzie mój maksymalny dystans to było 15.
Mam 30tkę na karku, a jeszcze mi się nie zdarzyło, by wypić tyle, żeby "popłynąć do odcięcia". Za bardzo się boję tego, co mogłoby się wtedy stać.
Przestaję pić w momencie, gdy mam już "dobry humor". Nie potrzeba mi dodatkowych atrakcji w postaci braku możliwości utrzymania pionu, zwracania zawartości brzucha i wstydu dzień później.
Ja u siebie zauważyłam, że mam skończyć pić, kiedy zaczynam czuć że trzeźwieję, pomimo że tak nie jest. Jak po tym nie przestawałam, to kończyło się "moralniakiem" następnego dnia.
Uf, kochanie, ty masz problemy gorsze niż z alkoholem- z głową. Wiesz jakie to niebezpieczne uchlać się do nieprzytomności, a nastėpnego dnia próbować się zajechać? Mam nadzieję, że nie masz dziewczyny/żony, bo szkoda jej.
Serio, stronisz od alkoholu, ale nie rzadko plyniesz ad do odcięcia? Grubo.
Ale widzę czytanie ze zrozumieniem to nie najmocniejsza strona.
On uważa, że problem z alkoholem mają ci, co sobie codziennie strzelą piwko, a nie on, który niby nie pije, a jak się dorwie, to do odcięcia.
Też mam w rodzinie alkoholików, przez to często katuje się na siłownii bo mam dużo w sobie agresji i muszę się wyładować. Pomyśl nad delikatniejsza forma "pokuty" . Nie radziłabym ci aż tyle robić km zwłaszcza, że alkohol wypłukuje dużą ilość ważnych związków. Wypacając się tyle i robiąc coś ponad swoje siły, szkodzisz swojemu zdrowiu i narażasz się na kontuzje.
Pozdrawiam 💕 😊
Może całkowicie zrezygnować z alkoholu? Twój problem rozwiązałby się całkowicie 😀Bez alkoholu można się świetnie bawić, według mnie żyje się lepiej😎
Wergil, nie mówimy o tym co kto lubi. Tu sytuacja odnosi się do działania.
Każdy po mocno zakrapianej imprezie łapie moralniaka, ale człowiek jak komputer, trzeba czasem wyłączyć i włączyć jak się zepsuje, albo żeby się nie przegrzał, taka kolej rzeczy, czy coś tam.
Też posiadam w rodzinie łatwą skłonność do alkoholizmu. U mnie jednak skończyło się tym, że zostałam abstynentką.
Miałem to samo, ojciec alkoholik, (dał sobie radę i nie rusza alkoholu od 7 lat) mama również nie była święta. Za każdym wyjściem miałem wyrzutu, że to robię, nie wiem czemu, czułem, że zawodzę. Był moment, że nie piłem przez ok. 2 lata na żadnych spotkaniach. Całe szczęście to minęło. Nie piję dużo, średnio raz na dwa miesiące, ale jak już wyjdę ze znajomymi to lubię wypić więcej, (pije bardzo szybko, nie ma osoby która utrzyma moje tempo, nie wiem czemu, po prostu taki mam styl picia :D). Może po prostu przyszło mi to z wiekiem, wyrzutów nie mam już żadnych, bo to zwyczajnie bez sensu. Pozdrawiam :)
Mam tak samo jak Ty 👌 choć w mojej rodzinie nie było znacznych problemów z alkoholem. Ale brzydzą mnie wszelkie używki ,które są zażywane regularnie - alkohol, narkotyki.