Znajomy pracuje jako lekarz. Zawsze jest miły dla wszystkich swoich pacjentów, nawet ekstremalnie upierdliwych, mających tysiąc argumentów z Internetu, że mają taką, a nie inną chorobę itd.
Ostatnio wyznał mi, że czasami jest na granicy, gdzie wystarczy chwila, a mógłby zacząć przeklinać przy takich pacjentach. Podczas takich momentów chowa rękę pod swój stół i pokazując faka do pacjenta pod spodem uspokaja się i dalej może być tym miłym doktorem.
Podczas ostatniego spotkania z rodziną miałam okazję porozmawiać z moim kuzynem. Facet po 30., zaczął użalać się i narzekać, że nigdy nie miał dziewczyny, bo wszystkie są dla niego nieodpowiednie. Na moje pytanie, w czym konkretnie jest problem, przedstawił mi listę swoich wymagań dotyczących kobiet. Było to mniej więcej coś takiego:
- koniecznie dziewica, najlepiej nigdy niedotykana nawet przez obcego faceta
- religijna, najlepiej wiara katolicka, ateistki są całkowicie do odrzucenia
- skromna, ułożona, wyznająca prawdziwe wartości, takie jak to, że powinna być posłuszna i uległa wobec swojego partnera
- konserwatywna, żadnej akceptacji mniejszości, na słowo "aborcja" powinno jej się robić słabo
- wysoka znajomość polskiej literatury i to w zasadzie jedyna jaką powinna czytać
- żadnego kina czy imprez, bo kuzyn uznaje tylko takie rozrywki jak teatr czy opera
- całkowicie naturalna, żadnego makijażu, ewentualnie lekki, ale za to ubiór musi być skromny i formalny
- nie powinna mieć żadnych przyjaciół płci męskiej
- chęć posiadania dzieci w dużej ilości
- powinna być świadoma swoich "braków", jakie wynikają z tego, że jest kobietą, więc z racji tego musi całkowicie polegać na swoim partnerze.
Przyznam, że po tym wywodzie myślałam, że on mnie trochę wkręca i zaczęłam się śmiać. Ale to nie był żart... Cóż mogłam zrobić, powiedziałam mu, że z takimi wymaganiami nic dziwnego, że nie może znaleźć kobiety. Na co on się oburzył, bo stwierdził, że wszystkie są zmanipulowane przez zachód, więc pewnie ja też i zakończył rozmowę. Sama nie wiem, czy mi go szkoda czy nie, ale przyznam, że jako kobieta nigdy bym nie chciała żyć z kimś, kto ma takie poglądy.
Od września przychodzę do starszej o kilka lat znajomej, podać leki jej kotu, kiedy ona jest w pracy (ja mogę od razu po szkole przyjechać). Mam klucze do jej mieszkania i dostaję za pomoc jakąś drobną kwotę.
Do rzeczy. Jak do niej przychodzę, korzystam z jej prysznica, używam swojego ręcznika schowanego w plecaku i swojego żelu, nie zostawiam po sobie śladów.
Nie mam możliwości umyć się normalnie u siebie, kanalizacja jest bardzo stara i wszystko przecieka, trzeba wynosić po sobie wodę, która nie zawsze jest ciepła. W domu nie ma pieniędzy na podstawowe naprawy, a w zimie często jest zimno w całym budynku.
Zostały jeszcze 2 lata do pójścia do pracy i upragnionej wyprowadzki.
Nikt niczego nie podejrzewa, a ja się cieszę, że mogę korzystać z czegoś, co dla większości ludzi jest pod ręką.
Właśnie się dowiedziałam, że moja siostra okazuje się być moją matką. Dziewczynki, które uważałam za siostrzenice, są moimi przyrodnimi siostrami.
O sprawie dowiedziałam się zupełnie przypadkowo, podsłuchując rozmowę mamy/babci z tatą/dziadkiem. Bo Ewa musiała iść na studia, bo Ewa nie mogła zmarnować sobie życia. Miała 17 lat, kiedy mnie urodziła, a mój ojciec, też 17-latek, powiesił się w trakcie ciąży Ewy. Przez całe moje studia to Ewa trzymała moje finanse w ryzach, tłumacząc się, że chce odciążyć rodziców. To Ewa zabierała mnie na zakupy i kupowała mi ubrania, mówiąc, że mama sypnęła kasą. Uczyła mnie, jak zachowywać się wobec mężczyzn, pomagała mi szukać wymarzonej pracy. Była obecna w moim życiu tak bardzo, że często przyćmiewała rodziców. A ja jak taki dzban wierzyłam, że tak po prostu jest w każdej rodzinie, że starsze rodzeństwo wyraźnie ingeruje w wychowanie młodziaka.
Tak, oni nie wiedzą, że ja wiem... Czuję w powietrzu wybuch emocji, ja już dłużej tak nie wytrzymam.
Byłam pewna, że takie rzeczy to tylko w Trudnych Sprawach...
Związałam się z bardzo spokojnym i religijnym facetem. Ja jestem ateistką, ale nie przeszkadzała mi jego wiara. Nawet czekanie z seksem do ślubu nie było problemem, bo z natury mam baaardzo niskie libido i na co dzień nie myślę o tym za dużo.
Przez pierwsze miesiące związku było naprawdę fajnie. Spędzaliśmy miło czas, były też chwile na nasze własne zajęcia, czyli przykładowo on szedł do kościoła albo się modlił, a ja szłam sobie do kina albo na rolki z koleżanką. Dość szybko zamieszkaliśmy razem, bo obydwoje mieliśmy ciężko z finansami, a w ten sposób łatwiej było zaoszczędzić. I mniej więcej od momentu zamieszkania razem zaczęły się pojawiać problemy. Na początku takie bzdety, jak jego kilka gigantycznych świętych obrazów, które chciał porozwieszać w domu, a mi one tam strasznie nie pasowały. No ale to była błahostka, doszliśmy do kompromisu bez problemu i kilka zawiesił. Jednak potem dochodziły kolejne konflikty.
Pewnego dnia zarzucił mi, że po domu chodzę specjalnie wyzywająco ubrana, aby wciągnąć go do łózka. W rzeczywistości ja po prostu czasem przeszłam przez salon w bieliźnie, gdy np. zapomniałam czegoś wziąć ze sobą do kąpieli, a już się zaczęłam rozbierać do wanny. Nago nigdy mnie nie widział. Ostatecznie obiecałam, że nie będę się nawet w tej bieliźnie pokazywać, skoro jest to dla niego problem. Nawet to nie pomogło, bo mu coraz więcej rzeczy zaczęło przeszkadzać. Nagle zaczął bardzo mnie kontrolować, prosił nawet o dostęp do mojego konta w banku. Nigdy też nie zmuszał mnie do wiary, a w tamtym czasie bardzo naciskał, abym chodziła z nim do kościoła. Jednak najgorzej wspominam sytuację, gdy poprosiłam go, żeby pożyczył mi 20 zł na taksówkę do pracy, bo byłam spóźniona i przed wypłatą, a on stwierdził, że jasne, da mi, ale jak odmówię modlitwę. Dla niego była to taka jakby zapłata, często o to prosił. Zszokowana tym żądaniem po prostu wyszłam.
Dokładnie w tamtym czasie zaczęło do mnie docierać, że wcale nie jestem szczęśliwa w tym związku. Czułam się osaczona. Do tego doszło to, że praktycznie nie mieliśmy już o czym rozmawiać. Nie interesowało go to, co ja mam do powiedzenia, na co dzień jedyne co do mnie mówił to jakieś ciekawostki związane z religią czy kościołem albo losowe teksty o pogodzie i brudnej podłodze. Ale nie to zadecydowało o rozstaniu. Przejrzałam w pełni na oczy dopiero w momencie, gdy podczas jakiejś kłótni powiedziałam mu, że mam dość jego przesadzania z tą religią, a on jako odpowiedź po raz pierwszy w życiu uderzył mnie w twarz i powiedział, że nie życzy sobie, abym tak mówiła o jego wierze. Następnie wyszedł i kazał mi przemyśleć swoje błędy w tym czasie. Ale cóż, jak wrócił, zastał tylko list, że wracam do rodziców, a po resztę rzeczy wpadnę jutro. I w zasadzie tak się to skończyło.
O ile bardzo lubię uduchowionych facetów, to wiem, że już nigdy nie zwiążę się z osobą, która jest bardzo religijna.
Pisałam już tu kiedyś wyznanie o różnych sytuacjach jakie miewam w zawodzie, a konkretniej jestem policjantką. I powiem wam, że już się nazbierało trochę kolejnych, a że tamto wyznanie zostało dobrze przyjęte, to znów się podzielę.
1. Dzwoni do nas kobieta, z prośbą, żebyśmy przyjechali tylko po to, aby wręczyć jej synkowi prezent, który ona nam wcześniej da, bo chodzi o to, że synek lubi policjantów i fajnie będzie, jak prawdziwy policjant się pokaże na jego urodzinach. Jasne było, że nie mamy takiej możliwości, aby wyjść nagle z pracy/przerwać służbę i jechać sobie na czyjeś urodziny, ale pani skwitowała to dość prosto - "niewdzięczni psiarze".
2. Środek nocy, wezwanie do mieszkania, w którym podobno jest strasznie głośna impreza. Na miejscu się okazuje, że żadnej imprezy nie ma, tylko sąsiadka chciała uprzykrzyć życie sąsiadom, bo ich nie lubi. Po poinformowaniu jej, że bezpodstawne wezwanie jest karalne, kobieta stwierdziła, że jest pod opieką Boga i nic jej nie grozi. Mandat i tak dostała. :)
3. Starszy pan dzwoni i mówi, że ma podejrzenia, że zaraz ktoś go napadnie. Na pytanie dlaczego, pan stwierdza, że ma szósty zmysł i to czuje. Dla jasności, nikt go nie napadł, sprawdzaliśmy.
4. W temacie różnych zmysłów, raz zadzwoniła kobieta, mówiąc, że jej karty tarota wywróżyły, że jej wnuczka chce poronić ciążę i czy my możemy do niej pojechać i patrolować ją przez kilka dni. Nie rozumiejąc o co chodzi, skontaktowaliśmy się z wnuczką, czyli jak się okazało - 11-latką, która z babcią kontaktu nie ma od lat. Tak przynajmniej nam powiedzieli opiekunowie. Co ciekawe, ta kobieta co jakiś czas nadal do nas dzwoni z różnymi informacjami, jakie przekazują jej karty. Ostatnio podobno kościół miał się spalić. Jednak nadal stoi na swoim miejscu.
5. Wezwanie od mężczyzny, który twierdzi, że żona go pobiła. Na miejscu oķazało się, że to jednak on pobił ją, po czym sam skaleczył się lekko w rękę, udając, że jest złamana. Podczas aresztowania wykrzykiwał do żony, że ją zabije. Potem w sądzie miałam okazję dowiedzieć się, że nienawidził żony za to, że była bezpłodna i to wzbudzało w nim agresję.
6. Wezwanie dotyczące kradzieży. Gdy zaczynam zadawać pytania mężczyźnie, który nas wezwał, ten stwierdził, że nie chce rozmawiać ze mną, bo jestem niekompetentna z racji tego, że jestem kobietą i niech kolega go wysłucha.
Mam bardzo rozległą rodzinę.
Relacje rodzinne u nas działają praktycznie jak na zasadzie mafii - jest jeden lokalny "guru", który o wszystkim decyduje i rządzi, a reszta nędznych robaczków ma go słuchać.
W naszym "rejonie" pieczę nad rodziną sprawuje (oryginalne określenie używane przez mą familię) ciotka. Baba tak stara, że wisi piątaka Mojżeszowi, ze Stalinem osobiście się spotkała (naprawdę) dzieckiem będąc i tak samo wredna oraz bezczelna, jak i bogata.
Młodsza część rodziny żartuje sobie, że kasę zdobyła na przekrętach, starsza w ogóle nie żartuje, bo "starszych trzeba szanować", a każdy na dwóch łapkach słucha tej wiedźmy.
Ciotka ma pierwsze słowo w sprawie wyboru szkoły i drogi kariery młodego potomka, akceptuje bądź odrzuca kandydatki na narzeczone oraz zarządza kto i kiedy może przyjechać na zjazd rodzinny, który się odbywa co roku w miasteczku, które kiedyś nasza rodzina posiadała, a nawet "załatwia" po znajomości pracę dla członków rodziny.
Warunki to bycie wiernym pieskiem na usługach szanownej familii i utrata własnego zdania.
Byłem pierwszym, który się zbuntował.
Sam (o zgrozo!) wybrałem sobie uczelnię, sam wybrałem kobietę, która według mojej ciotuni jest brzydka i biedna, bo nawet jej na zmianę samochodu co 5 lat nie stać.
Zapraszałem rodzinę i znajomych na ślub. Jej mimo napominań różnych członków nie. Kiedy babsko zdało sobie sprawę co robię, zaraz po tym, jak jej "uprzejmie donieśli" życzliwi rodzice, wpadło w szał i zadzwoniło do mnie bezpośrednio.
Stwierdziła, że mam "OSTATNIĄ SZANSĘ" aby rozstać się z kobietą mego życia i "anulować tę szopkę" albo ona "nakłada embargo" na mnie i zabroni nawet moim rodzicom się do mnie odzywać. Oczywiście wyśmiałem i liczyłem na fajny ślub. A tu...
...a tu ani jednego gościa z mojej rodziny. Jedynie znajomi oraz znajomi i rodzina mojej żony. Rodzice przyszli tylko do kościoła, wręczyli kwiaty i prezent w zakrystii i stwierdzili "że jakby co, to nas tu nie było".
Babsko zniszczyło mi ślub i wesele.
Dlaczego anonimowe, a nie piekielni?
Bo po ślubie wpadłem w szał, zrobiłem anonimowe donosy do ZUS, US i CBA, w których naskrobałem wszystko, czego przez lata się dowiedziałem o machlojkach ciotki i całej jej bandy wiernych sługusów.
Rodziny nie mam, zatem nie mam też nic do stracenia. Zobaczymy, co będzie dalej, ale samo to sprawiło, że poczułem się lepiej.
Zacznę od tego, że oboje z mężem mamy osobne sypialnie, co jest konsensusem wypracowanym po wielu nieprzespanych nocach z powodu chrapania z obojga stron.
Tej nocy obudziły mnie przebijające się przez drzwi mojego pokoju wrzaski. Moja 16-letnia córka krzyczała „nie, zostaw mnie, nie chcę, przestań, nie dotykaj, ratunku, puszczaj!”, zaś mój mąż jechał wiązanką przekleństw.
Pełna najgorszych przeczuć, wypadłam na korytarz, a przez moją głowę przelatywały już pytania, jak mogłam się nie zorientować, że on ją krzywdzi… A może to pierwszy raz… Bałam się, że nie zdążę albo nie zdołam jej pomóc.
No właśnie, wypadłam na korytarz i… stanęłam zaskoczona pomiędzy ich sypialniami.
Każde szarpało się we własnym łóżku i wrzeszczało we własnym zakresie.
Powiedziałam mojemu chłopakowi, że chce mi się wymiotować, gdy poczuję zapach dymu papierosowego. Nie uwierzył mi i wydmuchał mi zawartość płuc w twarz. Zwymiotowałam, a on nie pali już dwa miesiące.
Nigdy mu nie powiem, że potrafię wymiotować niemal na zawołanie. Wystarczy lekko drażniący zapach, mogą to być nawet ładne perfumy nielubianej osoby.
Zawsze jak jadę w daleką trasę prowadząc samochód, to wieczór przed oglądam drastyczne filmy z wypadków samochodowych na polskich drogach. Dzięki temu jeżdżę wolniej i staram się przewidywać zachowanie innych kierowców.
Jednak zauważyłem na tych filmach, że często nie da rady uniknąć zderzenia, jeśli samochód z zamontowaną kamerką jedzie spokojnie, a tu nagle ktoś mu na czołówkę wyjeżdża i po 2 sekundach widać roztrzaskany samochód.
Dodaj anonimowe wyznanie