#75lZP
Cóż... chyba nie wzięła tego do siebie. Oblała mnie, a na inny termin poprawki odparła, że to nie jej problem, że mam w tym czasie lekarza.
No dzięki, mamo.
#JIxHw
Nagle zaczęłam być bardziej dostrzegana, proszą mnie nawet o rady dotyczące związku. Nie ukrywam, że bardzo mi się to podoba, gdy mogę im poopowiadać o moim wybranku, a przecież jest idealny, bo wymyślony.
Nawet nie wiecie jaką satysfakcję dają mi ich zazdrosne miny. Jestem tylko ciekawa, jak długo uda mi się to ciągnąć.
#AIiDx
Sęk w tym, że to mama kupowała mi te ubrania, a kiedy przedzierałem się przez szkolne rejony w słynnych łaszkach, w moich słuchawkach niezmiennie leciała jedna z płyt Sylwii Grzeszczak :D
#H3wc6
Wiem, że dramatyzuję, ale to bardzo dla mnie przykre. Młodsza już nie będę, a powiedzenie, że każda zmora znajdzie swojego amatora bądź że trzeba przestać szukać, żeby znaleźć, to naprawdę puste frazesy. Spytacie, czy próbowałam na portalach randkowych? Owszem. Po pierwszej randce uciekają gdzie pieprz rośnie. I to tyle.
#XtuQY
Ostatnio czuję się tak jakby czas znacznie przyspieszył, jak byśmy żyli w przyspieszonym tempie. Najlepsze jest, że ktoś z mojego otoczenia też to zauważył. Jeszcze do niedawna dni potrafiły się ciągnąć, ale od połowy tego lata coraz bardziej jakby wszystko nabierało tempa. I tu nie chodzi o zmianę trybu życia, bo żyję tak jak poprzednio. Mam szczęśliwe życie. Czasami się oderwę od rzeczywistości i jadę gdzieś na weekend, ale czas tak samo ucieka. Czuję się, że nie mam na nic czasu, bo zaraz jest wieczór. I tak w kółko noc, dzień, noc, dzień. Jak w simsach. Nawet ostatnio jeden dzień tygodnia mi znikł. Jakby nie istniał. To się robi okropne, całe życie w biegu...
Nikomu więcej tego nie mówię oprócz tej jednej osoby, bo to trochę dziwne. Tak jakby cały świat kręcił się szybciej.
#NWgtO
Dla przykładu, pytanie z zaskoczenia, jaki kolor ma trawa... Moja odpowiedź? Niebieski! Chociaż wiem, że zielony... Nie wiem czy w dzieciństwie ktoś chciał zrobić mi pranie mózgu, (jak widać nie udało się to do końca), ale chociaż doskonale wiem jaki to kolor, to pomimo tego, zawsze ale to zawsze powiem odwrotnie. :D Śmieszna sprawa wśród znajomych, ale oby nigdy takie pytanie odnośnie kolorów nie padło w żadnej poważniejszej rozmowie, bo ciężko się z czegoś takiego wytłumaczyć, gdyż nikt nie wierzy ;p. Pozdrawiam każdego, który za pierwszym wrażeniem widzi zielone niebo :D
#9hLxU
Próby dodzwonienia się do matki i ojca były nieudane, ciężko się dziwić, skoro według nich nie mają już córki (dokonałam apostazji, więc się mnie wyrzekli).
Poszłam na uczelnię, żeby spróbować zgłosić się u nich do ubezpieczenia, ale panie z dziekanatu wydarły się na mnie, że to nie ich sprawa i rodzice powinni mnie ubezpieczyć. Próby wyjaśnienia sytuacji spełzły na niczym, nie obchodziło je to.
Zrezygnowana, chciałam chociaż pójść do lekarza, żeby wypisał mi zwolnienie. Postanowiłam, że zapłacę co trzeba. Niestety, przy rejestracji pani powiedziała, że nie można tak.
Reasumując, każdy potraktował mnie w tej sytuacji jak robala, nie miałam do kogo się zwrócić. Szukałam w internecie informacji, ale nie znalazłam nic, co dotyczyłoby mojego problemu. Poszłam do pracy z grypą, bo inaczej musiałabym płacić za niestawienie się na zmianie. Pracuję w gastronomii. Współczuję wszystkim tym, którzy zamówili w tym tygodniu pizzę, którą robiłam ja. Naprawdę nie chciałam przychodzić z cieknącym nosem i pokasłująca do pracy.
#mCnZp
Gdy miałam jakieś 4 lata, przez cały dzień jazdy po grobach miałam w buzi kęs śniadania, którego z jakiegoś powodu nie połknęłam, rodzice odkryli to dopiero wieczorem - że cały czas mam coś w buzi. Powiedziałam im wtedy, że był to eksperyment. Strasznie ich to śmieszy do dziś. Mnie mniej, bo po prostu regularnie biłam bita za niedojadanie. Przełknięcie tego spowodowałoby u mnie wymioty, a wypluć się bałam, bo mogliby to zauważyć.
Wiem, że to głupie, ale ponieważ ciągle o tym przypominają, sama nie potrafię o tym zapomnieć i za każdym razem trochę boli.
#4lCrI
Pewnych wakacji pojechałem na kolonię. Tamże, pochłonięty wszystkim tylko nie właściwą higieną, zakładałem aparat np. nie myjąc uprzednio zębów czy także nie czyszcząc samego aparatu.
Po kilku dniach, kiedy przypomniało mi się, że wypadałoby skorzystać z dobrodziejstwa ortodoncji, otworzyłem pudełeczko, w którym trzymałem aparat, który okazał się siedliskiem larw. Małe, białe, pełzające dookoła. Do dziś nie mam pojęcia, jak one się tam zalęgły. Wtedy spanikowałem i schowałem go od razu głęboko do szafy, nie użyłem go już do końca wyjazdu.
Jednak dzień po moim powrocie miałem wizytę kontrolną u ortodonty. Oczywiście o aparacie totalnie zapomniałem, toteż kiedy przyszedł dzień porannej wizyty, złapałem tylko pudełeczko, w którym był i pojechałem na wizytę.
Dopiero w poczekalni dotarło do mnie o czym zapomniałem, ale zamiast pójść do łazienki choćby opłukać ten sprzęt, po kryjomu otrzepałem aparat, wsadziłem go do buzi i cóż, coś rozgryzłem.
Ale kontrola przebiegła pomyślnie, po powrocie wreszcie wyczyściłem (i wyparzyłem) mój aparat.