Gdy byłam dzieckiem, miałam pewną starszą koleżankę Anię, która zawsze wpadała na głupie pomysły i wykorzystywała to, że byłam młodsza i mniej o świecie wiedziałam.
Kiedyś bawiłyśmy się u mnie w domu, po szkole i postanowiłyśmy poszukać słodyczy w szafkach. Słodyczy nie znalazłyśmy, za to w ręce wpadła nam paczka prezerwatyw moich rodziców. Ania powiedziała, żebyśmy dla zabawy przebiły paczkę szpilką, bo kiedyś słyszała o czymś takim w jakimś żarcie i to będzie śmieszne. Ja, niezbyt rozumne dziecko, stwierdziłam, że w porządku, będzie śmiesznie. Jakoś kompletnie nie wpadłam na to jak to działa, bo nie miałam wtedy w ogóle pojęcia o takich sprawach. I cóż, 9 miesięcy później urodziła się moja bardzo niepełnosprawna umysłowo siostra, która obecnie jest utrapieniem dla całej rodziny. Kochają ją, ale opieka nad nią jest wykańczająca. Czuję się z tym okropnie, mimo tego, że nie wiadomo czy to akurat wina tych prezerwatyw, bo rodzice mogli ich po prostu nie użyć lub zauważyć, że są przebite. To też powód, dla którego nie wiem czy się do tego przyznać czy nie, w końcu minęło już z 8 lat.
Przez 6 miesięcy pracowałem w średniej wielkości B&B w Irlandii. Znalazłem to cudo poprzez agencję pracy (nie rób tego). Pracowałem sam, po 70h tygodniowo, z grubsza pokazano mi jak przygotowywać śniadanie, a jak czyścić pokoje, w ogóle to miało tylko wyglądać na czysto. Szefa praktycznie nie było, bo sam pracował na pełen etat, więc jako 18-letni gówniarz praktycznie prowadziłem hotel, byłem czasami odpowiedzialny za ponad 30 osób naraz. Robiłem tam dosłownie wszystko: pranie, prasowanie, przygotowywanie śniadań, zmywanie, zastawa, zmienianie całej pościeli, sprzątanie wszystkiego. Nie miałem żadnego doświadczenia zanim zacząłem w owym hotelu, coś mnie przekonywało, że to norma. Dopiero z perspektywy czasu widzę, jak bardzo byłem wykorzystywany.
Szef to był skąpiec jakich mało:
- Musiałem zbierać z wszystkich koszy puste buteleczki po szamponach i odżywkach i nalewać do nich zawartość z dużych butli, wylewając przy tym połowę, bo nie miałem lejka ani nic, no co za oszczędność!
- Patelnie na kuchni miały luźne uchwyty i w każdej chwili mogłem się po prostu poparzyć gorącym olejem. Wspominałem o tym, ale brak reakcji.
- Wyposażenie kuchni było co najmniej amatorskie, a cała chemia najtańsza jaka jest, która nawet nie działała.
Wziąłem się do pracy, ustaliłem, że mam dwie szmaty, jedną do łazienek, gdzie zawsze na końcu myłem kibelek, a drugą do powierzchni w pokojach, odkurzałem codziennie, dezynfekowałem powierzchnie. Na kuchni jak zmywałem, to najpierw myłem talerze w jednej wodzie, a potem płukałem w świeżej, wszystko standardowo, do czasu...
Rozkręcił się sezon, gości znacznie więcej, nie miałem fizycznie czasu wykonywać wszystkich moich obowiązków do końca. Mówiłem o tym mojemu managerowi, ale on uspokajał mnie, że mamy znikome negatywne komentarze i że jest w porządku. O dziwo, rzeczywiście opinie na bookingu były prawie zawsze dobre.
Z dwóch szmat teraz w użytku była tylko jedna, do wszystkiego, w dowolnej kolejności, na 10 pokoi. W łazience przecierałem ślady po paście na lustrze i umywalce, spłukiwałem toaletę, nowy papier i gotowe, nie było czasu odkurzać. Szmata prosto z kibla lądowała na biurko oraz tackę, na której był czajnik, odwrócone do góry nogami kubki oraz bezpośrednio na niej łyżeczki. Czasami nie zmieniałem pościeli na kilku ostatnich łóżkach, bo goście już dzwonili do drzwi, sprawiałem tylko, że wszystko tylko wyglądało na czyste. Czułem się obrzydliwie, przy wprowadzaniu gości starałem się nadrobić najlepszą obsługą klienta jaką potrafiłem, rozmową i żartami, przez co nieraz dostawałem napiwki i czułem się jeszcze gorzej. Nie potrafiłem tak po prostu oszukiwać ludzi.
Wiem, że to nie moja wina, robiłem co mogłem, chciałem sobie tylko trochę dorobić.
Gdy sezon jeszcze bardziej się rozkręcił, nie wytrzymałem ze zmęczenia i stresu i się zwolniłem.
Czasami stojąc na przystanku, gdy widzę, że ktoś pali papierosy, a dym leci w moją stronę, to zaczynam kaszleć i się krztusić, żeby tej osobie zrobiło się głupio i więcej nie paliła na przystankach.
Nie wrzucam wszystkich do jednego wora, ale krew mnie zalewa.
Mieszkam za granicą, pracuję w firmie, w której pracują też głównie inni młodzi Polacy. Oni przyjeżdżają i od poniedziałku do piątku wynajmują pokój, a na weekend zawsze zjeżdżają do domu. 8 na 10 żonatych mężczyzn nawet się nie kryje z tym, że chodzą na dziwki, ba, jeden przed drugim się przechwala gdzie i z jaką nie był. Ostatnio jeden wyszedł z panią z busa, w którym robili wiadomą czynność, a przy uchu trzymał telefon i rozmawiał z córeczką, która akurat zadzwoniła. Potrafią się w paru umawiać na wieczorne podboje, a za 5 minut rozmawiać o swoich żonach i dzieciach. Sprawdzam na Facebooku jak wyglądają i najczęściej to śliczne młode dziewczyny, nieświadome, co zapewniający jak bardzo tęskni, mężuś wyprawia.
Czy 5 dni to naprawdę tak długo, żeby nie wytrzymać bez kobiety? Wiem, że zaufanie i każda myśli, że jej facet by tego nie zrobił, ale dziewczyny nawet nie wiecie ile z was się myli.
Ostatnio moja córka Nikola, lat 8, podeszła i zapytała dlaczego w tak młodym wieku wyszłam za mąż, a mnie zamurowało. Zastygłam przez idiotyczne pytanie, byłam autentycznie przerażona. Co miałam jej powiedzieć? Że wyszłam za swojego najlepszego przyjaciela, bo miałam tylko kilka miesięcy na znalezienie męża? Że musiałam mieć męża, bo bałam się, że mimo adopcji ze wskazaniem, mogę nie dostać praw rodzicielskich do niej?
Tak, moja córka nie jest moją biologiczną córką, ale jesteśmy spokrewnione.
Nikola to córka mojego brata bliźniaka Igora i jednej z jego wielu panienek na jedną noc. Igor kochał imprezy, alkohol, narkotyki, seks. To jedyne co go interesowało w życiu.
Któregoś wieczoru gdy wracałam z pracy, zastałam na wycieraczce zapłakaną dziewczynę (Izę), szukała Igora. Powiedziałam jej wtedy w krótkich słowach jakim fi*tem jest mój brat i żeby nie liczyła na coś więcej, bo dla niego była tylko kolejną z wielu. To wtedy ona powiedziała, że jest w ciąży, a ja byłam w szoku.
Opowiedziała mi, że przespała się z Igorem na imprezie, nawet jej nie pamiętali, oboje byli w swoim narkotykowym świecie. Później od znajomych dowiedziała się z kim zaliczyła "numerek w kiblu", a gdy przyszła do Igora to kazał jej s****dalać, nawet nie dając jej dojść do słowa. Dziewczyna nie chciała tego dziecka, ale nie chciała go usunąć.
Długo się nad tym zastanawiałam. Byłam wtedy młoda i nie miałam nic oprócz licencjatu i pracy w sklepie odzieżowym. Podjęłam wtedy najważniejszą decyzję w swoim życiu. Powiedziałam Izie, że zaadoptuję dziecko jeśli zgodzi się na adopcję ze wskazaniem, a ona zgodziła się pod jednym warunkiem.
Igor miał się nie dowiedzieć.
I tak było, nie wpisała ojca w akt urodzenia, nie wychodziła z domu by nikt nie zauważył brzuszka, zniknęła.
A ja miałam 6 miesięcy na to by ogarnąć swoje życie, adopcja ze wskazaniem jest możliwa dla osoby samotnej, ale to bardzo żmudny proces i wtedy popełniłam drugą odważną decyzję. Poprosiłam o przysługę swojego najlepszego przyjaciela. Michał miał 26 lat na karku, pracę w dużej firmie i rodziców o dużym majątku, i znaczącym nazwisku. Zgodził się.
Był szybki ślub i nim się obejrzeliśmy było już po porodzie. Iza oddała nam dziecko i zniknęła z naszego życia (z tego co wiem zaćpała się).
Dziś po 8-miu latach wiem, że dobrze zrobiłam. Kocham swojego męża i swoją córkę, ale przeraża mnie myśl o tym, że dowie się prawdy. Póki co dziękuję bogu, że jest podobna do mojego bliźniaka, a przez co i do mnie, ale wiem, że to się w końcu wyda.
Co mam jej wtedy powiedzieć? Że jej ojciec to ćpun i z tego co wieść niesie "obsługuje" starszych panów za działkę? Wiem, że powinnam była powiedzieć Igorowi prawdę, ale on nie trzeźwiał, zawsze był pod wpływem jak nie alkoholu to używek. Nie chciałam, żeby Nikola miała takiego ojca. On zawsze był egoistą.
Gdy moi rodzice się rozstali, spełnił się mój koszmar.
Ojciec wywalczył opiekę nade mną. Wygrał, bo mama chorowała na schizofrenię i sąd przez to ją zdyskwalifikował. I myślę, że jedna historia wystarczy do przedstawienia tego jak wyglądało moje życie z nim. Miałam zapalenie płuc, wysoką gorączkę i czułam się ledwo żywa. Ojciec stwierdził wtedy, że mam nie robić problemów, bo on nie ma czasu na lekarzy, więc mam nie wymyślać i iść do szkoły, bo tam mi przejdzie. Po drodze zemdlałam i musiałam trafić do szpitala. Gdy ojciec przyjechał, pierwsze co zrobił to uderzył mnie, za robienie mu problemów. Byłam przez niego tak terroryzowana i zastraszana, że o tym co się działo w domu, odważyłam się powiedzieć dopiero, gdy skończyłam 18 lat.
Zdradził mnie mąż… Jesteśmy ze sobą od 15 lat, małżeństwem 7, dwoje małych dzieci, mój jedyny mężczyzna. Przyszedł, płakał, przepraszał, prosił o wybaczenie. Nie układało się miedzy nami od 2 lat, kłótnie, ciche dni, mało seksu, gdzieś nawet zrozumiałam tę zdradę, potrzebę bliskości i atrakcyjności w oczach innej kobiety, potrzebę dowartościowania się. Tyle, że ja też potrzebowałam czułości, zrozumienia, bliskości i jakoś nie zdecydowałam się na „skok w bok”.
Ten jego szczery żal i dobro dzieci, chęć posiadania pełnej rodziny sprawiły, że zostałam. Myślałam, że dam radę, inne kobiety dają, ale ja nie potrafię. Widzę, jak mąż się stara, jaki jest cierpliwy, wyrozumiały, jak cudownie zajmuje się dziećmi. A mnie szlag jasny trafia!!!! Potrzebował zdrady, żeby znów taki być, potrzebował innej kobiety, żeby docenić mnie. Ja nigdy nie miałam innego mężczyzny, a teraz ten mnie obrzydza. I choć powrócił mój ukochany, charakter i zaangażowanie sprzed 10 lat, mnie tutaj już nie ma. Nie mogę go dotknąć, nie mogę mu zaufać, nie potrafię przestać sobie wyobrażać, jak dotykał tamtej kobiety. I wiem, że nas już nigdy nie będzie. I szkoda mi tego kretyna, bo widzę jak bardzo się stara, jak mu zależy. Ale ja czuję się pusta w środku, wykańcza mnie to po prostu.
I teraz taki dylemat… Wyprowadzę się, będę sama, ale zgodna z własnymi uczuciami, z możliwością szczęścia gdzieś tam kiedyś, ale rozbiję rodzinę, zabiorę dzieci, życie dla nich na dwa domy. Albo zostanę, zacisnę zęby, dla dzieci, dla ich szczęścia, dla mojego czystego sumienia. Ale to pieprznie prędzej czy później, bo nikt z królową lodu sypialni nie chce dzielić.
A teraz część najbardziej anonimowa.
Znam tą dziewczynę, poznałyśmy się na babskim wieczorze u mojej przyjaciółki, złapałyśmy super kontakt, rozmawiałyśmy o związkach, ona właśnie rozstała się z chłopakiem, ja mówiłam o kryzysie w moim małżeństwie. Ona stwierdziła, że mój mąż na pewno mnie zdradza, ja stanowczo zaprzeczyłam. Powiedziała: „założę się, że poderwę go przy pierwszej okazji”. To było takie głupie gadanie, „tak tak, już to widzę” - powiedziałam. Kur**!!!!!!!!!!!!! Później sama powiedziała mojej przyjaciółce, że nie sądziła, że wylądują w łóżku, tak jakoś wyszło, bo w sumie to niezły ten mój mąż. To od niej wszystko wiem…
Zawsze byłam ładna i głupia. Przez szkołę się jakoś prześlizgnęłam i sobie dalej żyję. Sporo w życiu uszło mi płazem z powodu urody.
Jakiś czas temu stwierdziłam jednak, że chciałabym się jakoś rozwinąć, poszerzyć horyzonty. Zaczęłam więc czytać książki. Nie naukowe, bo się na tym nie znam i byłyby dla mnie niezrozumiałe.
Zaczęłam czytać takie zwykłe książki. Najpierw lektury szkolne, których nigdy nawet nie dotknęłam, bo wydawały mi się nudne.
"Lalka" mi się bardzo podobała (szkoda mi było Wokulskiego. Łęcka to niezła s*ka!), "Dziady" zupełnie nie - to był dla mnie jakiś bełkot i odpuściłam.
Potem przerzuciłam się na kryminały. Słyszałam, jak ludzie często mówili coś o Agacie Christie. Wiedziałam, że to była jakaś pisarka, ale żadnej książki nie znałam. Przeczytałam więc kilka. Świetne były.
Teraz czytam fantastykę. Szukam swojego ulubionego gatunku (chyba). Próbuję wszystkiego po trochu i na razie w ogóle mnie to nie nudzi. Wręcz przeciwnie - chcę więcej!
Nie sądzę, żebym się od tego robiła jakaś mądrzejsza, ale zauważyłam, że styl wypowiedzi mi się zdecydowanie poprawił i słownictwo rozszerzyło (może więc jednak jestem odrobinę mądrzejsza? Nie wiem).
W każdym razie piszę o tym tutaj, bo może to brzmi głupio, ale dla mnie to spore osiągnięcie.
Znajomym ciężko mi się tym pochwalić, bo dla nich czytanie książek to głupota i strata czasu. Wstyd, ale kiedyś też tak myślałam.
Bardzo kocham moich rodziców, dzieciństwo wspominam szczęśliwie. Mama i tata zawsze byli dla mnie ciepli, gdy potrzebowałam uzyskiwałam ich wsparcie. A jednak mam do nich żal.
Gdy miałam 13 lat, dostałam pierwszej miesiączki. Mama mi niby wszystko wyjaśniła w tych sprawach, ok. Minął rok, a miesiączka się nie powtórzyła. Mama machnęła ręką i stwierdziła, że tak bywa i to normalne. Ufałam jej, więc się uspokoiłam.
W ciągu kilku następnych lat, miesiączki pojawiały się bardzo nieregularnie, nie mam tu na myśli "ojej, o 3 dni za wcześnie!"
Nie. Miesiączka mogła przyjść kiedy chciała i jak chciała. Bywała Niagara, ale zazwyczaj nawet nie zauważyłam, że coś się działo. Panie powiedzą, że to fajnie, powinnam się cieszyć, no nie do końca...
Już mając 16 lat, miałam ogromne kompleksy. Okres nadal pozostawał kwestią "to naturalne, jeszcze ci się nie wyregulował", ale bolał mnie fakt, że wszystkie koleżanki miały piękne kobiece kształty i duże piersi, a ja miałam po prostu figurę ziemniaka. Piersi miałam takie jak grubi mężczyźni, bo sama też od zawsze byłam "+ size".
Po jakimś czasie zaczęłam zauważać, że włosy na rękach i nogach były ciemniejsze niż u innych dziewczyn, w dodatku odrastały zdecydowanie szybciej. Mama to olała.
Zauważyłam ciemne włoski na podbródku, dekolcie i ramionach. Ponownie brak odzewu.
Mając 17 lat przeszłam totalne załamanie. Otaczały mnie koleżanki o dużych piersiach i ładnych kształtach. Były po prostu kobiece, a ja im okropnie zazdrościłam. Żaden chłopak nie zwracał na mnie uwagi, nawet już odstawiając na bok fakt mojej nadwagi.
Poszłam do mamy i płakałam żeby wzięła mnie do lekarza, że miesiączka raz na 3/4 miesiące (czasem rzadziej) to nie jest coś normalnego, że nie powinnam mieć futra na dekolcie, i że mając w genach z obu stron rodziny biuściaste kobiety, nie powinnam być płaska. Mama stwierdziła, że ona nie będzie ze mną po lekarzach biegała... Znów zostałam zignorowana..
Poddałam się. Odpuściłam sobie, przestałam trzymać dietę żeby chociaż nie tyć, bo po co? Kto będzie chciał wstrętną, zarośniętą małpę...
Pisze to będąc już po studiach. Na moim kierunku był bardzo miły chłopak, Adam, który zwrócił na mnie uwagę. Opowiedziałam mu o swoich problemach, razem poszliśmy do lekarza. Okazało się, że produkuję więcej hormonów męskich niż żeńskich, zaczęłam terapię.
Z Adamem jesteśmy razem, planujemy ślub. Już mniej przypominam małpę, z lekami waga zeszła sama, bowiem hormony spowalniały metabolizm. Niby wszystko pięknie, a jednak nie mogę mieć dzieci.
Gdyby ktoś wcześniej zareagował na moje problemy, wszystko byłoby do wyleczenia, ale teraz jest za późno. Adam nie jest zły, bardzo mnie wspiera.
Kocham rodziców, ale mam do nich żal. Gdyby nie ich olewcze podejście, byłabym o wiele szczęśliwsza i sama mogłabym zostać matką.
Historia będzie o tym, jak Anonimowe uratowały mnie z tragicznej sytuacji albo nawet dzięki nim jeszcze żyję.
Kilka lat temu widziałam tu wyznanie o tym, że jakaś kobieta została zaatakowana przez faceta, który chciał ją zgwałcić, więc powiedziała mu, że ma HIV i to ją uratowało, bo facet zrezygnował, gdy to usłyszał. Strasznie zapadło mi to w pamięć, wręcz uznałam to za idealną obronę przed gwałtem. Jednak nie sądziłam, że kiedykolwiek i ja w obronie wypowiem te słowa.
Pewnego dnia bardzo późno wracałam do domu, szłam rożnymi uliczkami i nawet nie zorientowałam się, że od jakiegoś czasu ktoś za mną idzie. On chyba czekał na dobry moment i w końcu taki nastał, gdy skręciłam w ciemną ulicę otoczoną drzewami. Rzucił się na mnie i zdążył jedynie złapać mnie za piersi, bo wtedy wykrzyczałam, że mam HIV. Facet nagle zmieszany się odsunął i zaczął uciekać, a ja przerażona i zapłakana pobiegłam do domu.
Piszę to wyznanie, bo uważam to za kolejny sposób na obronę przed gwałtem. Gdy nie macie przy sobie nic na obronę i znajdujecie się w miejscu, gdzie nikt wam nie pomoże, pamiętajcie o tych słowach. Wiadomo, że oprawca może nie uwierzyć lub być w jakimś amoku, ale myślący człowiek po takiej informacji na pewno się zawaha, a to może nas ocalić. Bardzo polecam mieć to w głowie. Było też wyznanie o tym, że kobieta się posikała albo zrobiła kupę (nie pamiętam dokładnie), żeby obrzydzić napastnika i także się jej udało. To też warto pamiętać na takie sytuacje.
Dodaj anonimowe wyznanie