#BZRz4
Tak, moja córka nie jest moją biologiczną córką, ale jesteśmy spokrewnione.
Nikola to córka mojego brata bliźniaka Igora i jednej z jego wielu panienek na jedną noc. Igor kochał imprezy, alkohol, narkotyki, seks. To jedyne co go interesowało w życiu.
Któregoś wieczoru gdy wracałam z pracy, zastałam na wycieraczce zapłakaną dziewczynę (Izę), szukała Igora. Powiedziałam jej wtedy w krótkich słowach jakim fi*tem jest mój brat i żeby nie liczyła na coś więcej, bo dla niego była tylko kolejną z wielu. To wtedy ona powiedziała, że jest w ciąży, a ja byłam w szoku.
Opowiedziała mi, że przespała się z Igorem na imprezie, nawet jej nie pamiętali, oboje byli w swoim narkotykowym świecie. Później od znajomych dowiedziała się z kim zaliczyła "numerek w kiblu", a gdy przyszła do Igora to kazał jej s****dalać, nawet nie dając jej dojść do słowa. Dziewczyna nie chciała tego dziecka, ale nie chciała go usunąć.
Długo się nad tym zastanawiałam. Byłam wtedy młoda i nie miałam nic oprócz licencjatu i pracy w sklepie odzieżowym. Podjęłam wtedy najważniejszą decyzję w swoim życiu. Powiedziałam Izie, że zaadoptuję dziecko jeśli zgodzi się na adopcję ze wskazaniem, a ona zgodziła się pod jednym warunkiem.
Igor miał się nie dowiedzieć.
I tak było, nie wpisała ojca w akt urodzenia, nie wychodziła z domu by nikt nie zauważył brzuszka, zniknęła.
A ja miałam 6 miesięcy na to by ogarnąć swoje życie, adopcja ze wskazaniem jest możliwa dla osoby samotnej, ale to bardzo żmudny proces i wtedy popełniłam drugą odważną decyzję. Poprosiłam o przysługę swojego najlepszego przyjaciela. Michał miał 26 lat na karku, pracę w dużej firmie i rodziców o dużym majątku, i znaczącym nazwisku. Zgodził się.
Był szybki ślub i nim się obejrzeliśmy było już po porodzie. Iza oddała nam dziecko i zniknęła z naszego życia (z tego co wiem zaćpała się).
Dziś po 8-miu latach wiem, że dobrze zrobiłam. Kocham swojego męża i swoją córkę, ale przeraża mnie myśl o tym, że dowie się prawdy. Póki co dziękuję bogu, że jest podobna do mojego bliźniaka, a przez co i do mnie, ale wiem, że to się w końcu wyda.
Co mam jej wtedy powiedzieć? Że jej ojciec to ćpun i z tego co wieść niesie "obsługuje" starszych panów za działkę? Wiem, że powinnam była powiedzieć Igorowi prawdę, ale on nie trzeźwiał, zawsze był pod wpływem jak nie alkoholu to używek. Nie chciałam, żeby Nikola miała takiego ojca. On zawsze był egoistą.
Eee odpowiedz jest prosta „bo wiedziałam ze Twój tara to ten jedyny” i nie chciałam długo czekać. Jak byłaś po licencjacie to miałaś min 22 lata, co w tym późnego?
Chyba wczesnego...
W tej historii zastanawia mnie jedno. Jak przekonałaś swojego męża, żeby nim został? Podkochiwał się w Tobie przez x-lat i w podbramkowej sytuacji to wykorzystałaś? Jako on się czuje się ze świadomością, że wychowuje obce dziecko? Czy planujecie swoje własne, a może już je macie?
Co do małej i jej pytania - powiedz jej prawdę. Stopniowo, bez statycznych szczegółów, niech wie i powoli się oswaja z tym kim jest.
Może związek jest fikcyjny i tylko na papierze. A tak normalnie na codzień to jak ze współlokatorem.
@fcklogic To możliwe, tylko jaki on miał w tym interes? Mało kto by się zgodził spełnić taką przysługę - ślub i wspólne życie z dzieckiem to jednak bardzo duże zobowiązanie, odpowiedzialności i ograniczenie - facet był młody, dobrze zarabiał, mógł jeszcze kogoś poznać. Teraz wszystko co robi, musi konsultować i ustawiać pod rodzinę. Gdzie tu logika w jego zachowaniu? Musiał być szaleńczo zakochany albo czerpie z tego układu zyski, o których Autorka nie chce nam powiedzieć.
Może faktycznie kiedyś się w nim podkochiwała, albo on w niej. Nie możemy być niczego pewni.
Zawsze warto mówić prawdę. Prawda ma wiele odcieni i nie musisz wspominać o bracie.
Prawda: mimo że byłaś młoda to byłaś gotowa na ślub i dziecko. To była decyzja, nie przypadek.
Prawda: pojawienie się córki to był Twój i męża wybór. To bardzo istotne dla dziecka że było chciane!
Młodszym można powiedzieć że pewna pani miała dziecko w brzuszku i obie wiedziałyście, że to na pewno jest Twoje dziecko. (Że Bóg sie pomylił, jeśli jesteście wierzący.)
Była taka książka dla dzieci adoptowanych, kiedyś gdzieś tu pisałem jej tytuł. Że jednym dzieci rosną w brzuchu, a innym w sercu. Znajdę tytuł to dopiszę.
"Jeśli bocian nie przyleci, czyli skąd się biorą dzieci." Agnieszka Frączek
Matka Twojej córki i Ty okłamałyście Twojego brata. Ty i Twój mąż okłamaliście sąd. Teraz okłamujecie swoją córkę.
Nic, co jako filar ma taką ilość kłamstw nie jest dobre i nie skończy się dobrze.
Nigdy, przenigdy nie można manipulować niczyją tożsamością. To wszystko się wysypie - i to z wielkim hukiem.
Pocieszające jest to, że dla sądu przy orzekaniu adopcji małżeństwo zawarte przed chwilą to żadne małżeństwo. Pod względem stabilności środowiska - żadna wartość dodana. Znacznie mniej skomplikowane byłoby ustanowienie rodziny zastępczej. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że historia jest wyssana z paluszka.
Niby w jaki sposób okłamali sąd?
Jeżeli to wyznanie jest w ogóle prawdziwe, bo umówmy się, brzmi bardzo nieprawdopodobnie, to i tak prędzej czy później będziesz musiała powiedzieć córce prawdę. Może jeszcze nie teraz, ale już zaraz. Nie wyskakuj jej z takimi rewelacjami jak skończy 18 lat, bo to już będzie za późno i może się od Ciebie odwrócić. Mimo wszystko ma prawo wiedzieć jak podrośnie na tyle, że będzie w stanie miej więcej zrozumieć. Dodatkowo po prostu zapewnij ją o swojej miłości do niej i o tym, że może na Ciebie liczyć zawsze. Powodzenia!
jakoś cała ta historia wydaje mi się mocno nierealna.
No tak bo przecież nie ma cpunów, numerków w kiblach i sprzedawania siebie za działkę. Wszyscy grzecznie w pracy siedzą
Mi już pierwszy akapit zrobił wrażenie jakbym czytała książkę czy jakaś wymyślona historyjkę.
@JestemKrolem - serio? Jednak mimo wszystko brzmi to mocno naciąganie: dziewczyna w młodym wieku adoptowała córkę brata o której ten nawet nie wie, bo nie dał dziewczynie dojść do głosu, tak po prostu? Dziewczyna oddała dziecko siostrze tego faceta i sama się „ładnie” zaćpała. Autorka wyznania namówiła przyjaciela który był coś majętny na ślub???? I teraz wszyscy są jakby szczęśliwi...No jednak brzmi trochę nieprawdopodobnie....a jednak jest tu sporo wymyślonych wyznań i nie trzeba we wszystko ślepo wierzyć.
Nierealne ale nie niemożliwe.Aczkolwiek.
Na adopcję nie mają szans rodziny z dużym domem, aktem własności, ślubem, stabilną pracą, doskonałą opinią psychologów. Wątpię aby jakaś "siksa" tuż po szkole dostała kogokolwiek pod opiekę. Poza tym, dane dziecka trzeba podawać w wielu, wielu instytucjach. Nie da się zataić faktu urodzenia gdzieś indziej, czy przez kogoś innego.
@JeslemKrolrm-nie mówię, że tego nie ma, ale oceniam sytuację realnie. Mało która młoda dziewczyna decyduje się na takie poświęcenie, ale uznajmy, że ta się zdecydowała. Potem przyjaciel, który decyduje się na ślub z nią? Wiedząc, że będą wychowywać „cudze” dziecko? No i w końcu właśnie-ciężko zostać rodziną zastępczą nawet mając stałe dochody, długoletniego partnera, nienaganną opinię, a tu młoda kobieta bez problemu dostała dziecko?
No moim zdaniem, to już teraz popełniasz błąd okłamując córkę.
Dziecko od samego początku powinno mieć świadomość, że zostało adoptowane. Im mniejsze dziecko, tym łagodniej taką informację przyjmie. Kiedy chcesz jej powiedzieć? Jak będzie miała 13 lat? Czy może w dzień 18-stych urodzin? A może w ogóle będziesz to ukrywać, póki sama przypadkiem nie wpadnie na tę bombę?
Póki co, wychowujesz dziecko w kłamstwie- im dłużej będziesz to ukrywać, tym bardziej bolesne będzie wyznanie prawdy i tym bardziej nadszarpnie jej zaufanie do Ciebie.
Oszczędź jej dokładnych szczegółów, powiedz np., że nie wiesz czyje to dziecko, a drastyczniejsze szczegóły zostaw na czas, kiedy do nich dojrzeje. Ale na Boga, kobieto, przestań wychowywać dziecko w kłamstwie.
Owszem, to nie będzie łatwe, ale potrzebne. Im dłużej z tym czekasz, tym gorzej.
Tutaj nie ma dobrego rozwiązania. Na miejscu autorki skontaktowałabym się z dobrym psychologiem dziecięcym, żeby pomógł jej jakoś ogarnąć sytuację.
Myślę, że teraz trochę za wcześnie. Jeśli dziecko nie wie od zawsze to taka njowina może na nie i jego życie towarzyskie wpłynąć negatywnie. Poczekała bym, aż skończy 18 lat i wtedy dopiero powiedziała zaznaczając, że nic to nie zmienia i że kocha i kochała ją jak własną od zawsze. Dziecko w wieku od 8 i przez nastoletnie raczej może mieć problem z przyjęciem do wiadomości, że jest kochane bez względu na wszystko.
@gitarzystka. Normalnie bym się z Tobą zgodziła, nie lubię kłamstw i oszukiwanie. Ale chyba tu bym jednak się wstrzymała, szczególnie, że dziewczynka ma już 8 lat i jest na tyle duża, ale jednocześnie na tyle mała, że zrozumie, ale może ja to przytłoczyc. Wydaje mi się, że to kiepski moment na wyjawienie prawdy.
A masz 100% pewności, że to jego dziecko w ogóle? Pewnie nie był jedynym.
Dobre pytanie...cnotliwa ta jej matka raczej nie byla...
Jakoś w ogóle mnie nie przekonuje prawdziwość tego wyznania. Zbyt dużo tutaj podejrzanych wątków.
Absolutnie POWIEDZ.
Taka tajemnica pracuje zawsze przeciwko całemu rodowi. Krzywdzi wszystkich.
I o dziwo, dzieci przyjmują takie informacje o wiele lepiej, niż dorośli. Zatem łagodnie, spokojnie, z miłością powiedz jej prawdę. CAŁĄ. Jednak ważne jest to, jak ją podasz.
Nie powinnaś opowiadać drastycznych szczegółów, mówić jej, że jej mama jej nie chciała.
Możesz powiedzieć, że jej mama nie umiała sobie poradzić z macierzyństwem, nie była gotowa. Że jej tata, a Twój brat, o niej nawet nie wie, bo sam ma bardzo poważne problemy ze swoim życiem i zdrowiem. A Ty i Twój mąż bardzo ją kochacie, zawsze będziecie przy niej i zawsze może na Was liczyć.
Dziecko MA PRAWO znać całą prawdę o swoim pochodzeniu. Tak samo ojciec dziecka powinien o nim wiedzieć. Nie ważne, czego chciała matka dziewczynki. Jej warunki nie mają żadnego znaczenia. Ojciec powinien wiedzieć o tym, że ma dziecko. Tylko tyle. Nie trzeba go namawiać na kontakty z małą, do niczego zmuszać ani przed niczym chronić. On ma WIEDZIEĆ.
I tak naprawdę, to jest najlepszy czas na to, by poinformować małą, jaka jest prawda. Jest tym wieku, gdzie już wiele może zrozumieć. Jeśli powiesz jej, gdy będzie nastolatką, zapłacisz za to w ten, czy inny sposób. Ona będzie miała potężny gniew (słuszny), że ukrywałaś przed nią prawdę. Jeśli nie powiesz jej wcale, będzie jeszcze gorzej. Tajemnica zatruje Wasze relacje.
bardzo mądry komentarz. a ile szkód wynika z kłamstw i niepotrzebnych tajemnic, można stwierdzić oglądając dowolny dramat obyczajowy, którego fabuła najczęściej opiera się na kłamstwach wciskanych "w dobrej wierze", "żeby kogoś nie zranić".
Dziękuję.
Dodam coś jeszcze, o czym większość ludzi nigdy nie myśli.
Twoja córka WIE, że nie jesteś jej matką. Tę wiedzę ma zapisaną na poziomie podświadomości. Przez wiele miesięcy jako płód wzrastała otoczona przejmującym, dominującym dźwiękiem - bijącym sercem swojej matki. Ona ZNA ten dźwięk i wie, że to nie jest dźwięk Twojego serca.
Absolutnie każde dziecko rozpoznaje i reaguje na dźwięk serca swojej biologicznej matki. Jest wiele eksperymentów to potwierdzających, wystarczy poszukać.
Zatem ona podświadomie wie, że cały czas jest okłamywana. Na poziom świadomy może to wypłynąć wcześniej lub później jako przekonanie, że coś jest z nią nie tak. Nie wie co, nie wie dlaczego, ale czuje, że coś jest nie w porządku. Może to skutkować zaburzeniami identyfikacji. Brakiem zaufania do otoczenia lub do samej siebie. Innymi problemami.
Zagrożeń jest wiele.
Nie ważne, jak bardzo uda Ci się oszukać jej świadomy umysł. Jej podświadomości nie oszukasz nigdy. I dla jej podświadomości zawsze będziesz kłamcą i uzurpatorką, która próbuje sobie przywłaszczyć coś, co do niej nie należy. Bo choć jesteś matką emocjonalną, duchową, psychiczną dla tej dziewczynki - nie jesteś matką biologiczną. To nie Ty ją nosiłaś pod sercem.
Właśnie dlatego tak ważne jest powiedzeniu dziecku prawdy. Bo inaczej ta prawda wcześniej czy później stanie między Wami.