#Qwypt
Ten jego szczery żal i dobro dzieci, chęć posiadania pełnej rodziny, sprawiły, że zostałam. Myślałam, że dam radę, inne kobiety dają, ale ja nie potrafię. Widzę, jak mąż się stara, jaki jest cierpliwy, wyrozumiały, jak cudownie zajmuje się dziećmi. A mnie szlag jasny trafia! Potrzebował zdrady, żeby znów taki być, potrzebował innej kobiety, żeby docenić mnie. Ja nigdy nie miałam innego mężczyzny, a teraz ten mnie obrzydza. I choć powrócił mój ukochany, charakter i zaangażowanie sprzed 10 lat, mnie tutaj już nie ma. Nie mogę go dotknąć, nie mogę mu zaufać, nie potrafię przestać sobie wyobrażać, jak dotykał tamtą kobietę. I wiem, że nas już nigdy nie będzie. I szkoda mi tego kretyna, bo widzę, jak bardzo się stara, jak mu zależy. Ale ja czuję się pusta w środku, wykańcza mnie to po prostu. I teraz taki dylemat… Wyprowadzę się, będę sama, ale zgodna z własnymi uczuciami, z możliwością szczęścia gdzieś tam kiedyś, ale rozbiję rodzinę, zabiorę dzieci, dam im życie na dwa domy. Albo zostanę, zacisnę zęby, dla dzieci, dla ich szczęścia, dla mojego czystego sumienia. Ale to pieprznie prędzej czy później, bo nikt z królową lodu sypialni nie chce dzielić.
Dzieci nie są szczęśliwe, gdy rodzice nie są. Błędem jest myśleć, że dziatwa nie rozumie i nie widzi co się dzieje między ojcem i matką.
Rodzinę rozbił już on - zdradzając cię. I nieważne jaka była sytuacja między wami. Normalna osoba w związku rozmawia z drugą osobą o problemach i je rozwiązuje wspólnie, a nie zdradza. Jeśli rozmowa nic nie daje, nie udaje się rozwiązać problemów, to się rozstaje. Jeśli zdecydujesz się odejść, to po porostu będzie konsekwencja jego działać, rozbicie owszem, ale czegoś co on już rozbił i myślał że poskleja zmianą zachowania, której nie potrafił dokonać przed zdradą jak rozumiem. To twoja decyzja co zrobisz, ale nie kieruj się mitycznym zostaniem dla ,,dobra dzieci". Tkwienie w nieszczęśliwym małżeństwie wcale nie jest dobre dla dzieci. Dzieci widzą jak między rodzicami jest coś nie tak, a jednocześnie to rodzice są dla nich pierwszym przykładem jak powinno wyglądać małżeństwo. Jeśli dziecko widzi rodziców tkwiących w nieszczęśliwym małżeństwie, to uczy się, że tak powinno wyglądać małżeństwo i w przyszłości twoje dziecko mogłoby samo w takim skończyć, a chyba byś tego nie chciała Oczywiście rozwód rodziców to nie jest łatwa sprawa dla dzieci, ale to od zachowania rodziców zależy jak to przeżyją. Jeśli oboje byście zapewniali dzieci, że kochacie je nadal tak samo, że wasze rozstanie niczego nie zmieni w relacjach z nimi, że po prostu tata będzie teraz mieszkał gdzie indziej, ale będą się z nim widywać albo mieszkać u niego przez miesiąc np. i potem miesiąc z tobą, jeśli zdecydowalibyście się na opiekę naprzemienną i nie będziecie się kłócić i rozstaniecie po prostu w zgodzie, to dzieciom będzie łatwiej niż jakbyście zrobili na odwrót i jeszcze zrobili z nich karty przetargowe. Możesz spróbować terapii małżeńskiej z mężem, ale nie daje to gwarancji, że się uda. Tym bardziej że możliwe że przydałaby się wam, zanim cię zdradził, ze względu na te problemy, które mieliście.
Sam sobie winien, skoro nie potrafił trzymać pysk zawarty. Podobnie jak wcześniej rozporek.
Otwartość nie popłaca.
Mam nieodparte wrażenie że bardziej niż jego zdrada boli cię, że ty nie zdradziłaś.
Nowe starania nie wymazują starych przewinień. Jak ktoś wbije Ci topór w czachę, to choćby później kupił Ci mercedesa z salonu nie zmieni tego, że nie czujesz się komfortowo, gdy jesteś z nim sam na sam, a już zwłaszcza, gdy ma jakiś ostry przedmiot w dłoni.
Jestem zdania, że prawdziwie zaufać można tylko raz, po prostu. Zaufanie jest fundamentem relacji, którą on zwyczajnie zabił aktem zdrady. Czy była uzasadniona, czy można go zrozumieć, czy zawiniły obie strony, w ostatecznym rozrachunku to nie ma znaczenia. To jak wlanie kwasu do zupy.
Tak więc nawet jeśli rodzina się rozpadnie, nie jest to tylko Twoja wina, raczej naturalna konsekwencja działań obydwu stron. Mówisz, że od lat nie było między Wami dobrze, nie udało Wam się tego naprawić z dowolnych przyczyn, po prostu nie wszystko jest na zawsze. W gruncie rzeczy mało co. Nie musisz się poświęcać dla mitu o tym, że może być inaczej, gdy każda komórka w Twoim ciele mówi Ci, że nie może, a nawet gdyby mogło, czy na pewno powinno?
Powodzenia.
"Nowe starania nie wymazują starych przewinień."
Czy przypadkiem wiara/moralność katolicka nie jest innego zdania?
A może wręcz chrześcijańska?
Przebaczenie jest istotnym elementem wiary katolickiej, na linii Bóg - człowiek i pomiędzy ludźmi („odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…”). Oprócz tego wierzymy w moc sakramentu małżeństwa oraz modlimy się o uzdrowienie trudnych relacji.
Jednocześnie przebaczenie nie oznacza zapomnienia. Konsekwencje czynów zostają przez całe życie.
Można korzystać z poradnictwa rodzinnego, rekolekcji dla małżeństw w kryzysie, terapii… Niektórym małżeństwom udaje się przetrwać taki kryzys. A niektórym nie. Nie wszystko da się z powrotem posklejać.