#jtdx1

Co roku kilka dni przed dniem moich urodzin robię sobie podstawowe badania krwi, mammografię, cytologię itp.. Dzięki temu czuję wewnętrzny spokój, że wszytko z moim zdrowiem w porządku.

Niestety moja mama miała inne zdanie na ten temat - nie robiła badan kontrolnych w ogóle. Wyznawała zasadę, że "złego diabli nie ruszą". Pojawiła się u lekarza zbyt późno i zmarła 7 miesięcy po diagnozie raka szyjki macicy.

Od jej śmierci niedługo minie 9 lat, a ja nadal mam do niej żal. O to, że nie było jej na moim ślubie, o to, że moje dzieci nie mają żadnej babci (teściowa zginęła w wypadku 15 lat temu), o to, że po jej śmierci tato bardzo podupadł na zdrowiu, zmarniał, i chyba do tej pory nie pogodził się z jej odejściem. Cały czas dziękuję Bogu, że odeszła, kiedy ja i brat byliśmy już dorośli.

Najgorsze, że bardzo dużo kobiet myśli podobnie jak moja rodzicielka. Kiedyś w pracy powiedziałam, że wybieram się właśnie na takie kontrolne badania i spotkałam się ze zdziwieniem, z komentarzem, że "lekarzy lepiej unikać", jedna z dziewczyn otwarcie przyznała, że nie pamięta, kiedy była ostatnio u ginekologa...

#WHsdP

U moich pradziadków nie było kibelka od zawsze, a wychodek stał za stodołą, 200 m dalej. 12 lat robiłam do nocnika w domu, a dziadkowie wywalali wszystko za drzwi podczas ulewy. Potem został zainstalowany kibelek w kurniku 50 m od wejścia do izby. Wyobraźcie sobie tuzin kur patrzących na ciebie, jak siedzisz na tronie i robisz dwójkę. I te oczęta królików skrobiących zagrody obok ciebie... To było życie!

#Fb9lq

Odrzuciłam propozycję pracy za granicą, która zmieniłaby moją całą karierę. Dla chłopaka. Powiedział, że się oświadczy, jak zostanę. Nie oświadczył się, ba, stwierdził, że nie jest na to gotowy po ponad 4 latach związku.
Znajomym i rodzinie wmówiłam, że ta oferta wcale nie była tak dobra. A była.

#TWopo

Kiedy przechodziłam okres młodzieńczego buntu, irytował mnie fakt, że w kuchni zawsze jest bałagan i oczywiście winiłam o to mamę, bo rzadko sprzątała.

Dopiero po latach dotarło do mnie, że owszem, bałagan był, ale był też obiad, dwa rodzaje ciasta, świeżo wyciśnięty sok, bułki dopiero co wyciągnięte z piekarnika, swojska kiełbasa wędzona do późnej nocy i to nieustannie powtarzane pytanie, co zjadłabym jutro.

#5KGYP

Pracuję na nocne zmiany już od kilku lat, więc jak każdy normalny człowiek rano śpię. Dziś ok. 9:30 obudził mnie dzwonek do drzwi. Otwieram zaspana i w piżamie z króliczkiem. A tam kto? Świadkowie Jehowy.
ŚJ:  Czy wie pani, kto rządzi światem?
Ja:  Nie wiem. Ale na pewno nie ja. Pomylili panowie adres.

W życiu nie widziałam Jehowych zanoszących się od śmiechu, a tu proszę...

#zYJp0

Mój tato jest alkoholikiem. Takim, który wychodzi rano do pracy, a wraca wieczorem narąbany i idzie spać. Nie awanturuje się, nie bije nas, zarabia.
Jednak widzę, jak mama to przeżywa. Z boku jesteśmy normalną rodziną. Ale nikt nie wie, co się dzieje w domu. Mama ma męża, ale jakby go nie miała. Rozmowy z nim nie mają sensu, bo on nie widzi problemu, że wypije po pracy piwko. Niby jedno. A musi ich być kilka, skoro w takim stanie wraca. Błagałam go, prosiłam, krzyczałam, ale nic z tego.

Miesiąc temu potrącił mnie samochód. Trafiłam nieprzytomna do szpitala. Potrącił mnie pijany kierowca, który jechał z dzieckiem. Im się nic nie stało. Ja natomiast miałam połamane żebra, wstrząs mózgu, złamaną nogę i... straciłam rękę. Amputowano mi dłoń.
Świat się dla mnie załamał. Mam 20 lat, a nie mam dłoni. Dalej nie umiem się z tym pogodzić. Nie dam rady odwinąć bandaża. Zmieniać opatrunki musi mama.

Od mojego wypadku tato nie wypił kropli alkoholu. Gdy leżałam w szpitalu nieprzytomna obiecał, że jak z tego wyjdę, to nie tknie alkoholu. Na razie mu się udaje.
W końcu widzę mamę w innym humorze. Widzę, że jest jej cholernie smutno z mojego powodu. Wiem, że płacze po nocach. Ale w końcu ma męża, z którym może porozmawiać. A to wszystko dzięki mojemu wypadkowi.
I mimo że nie umiem się pozbierać po tym, że jestem kaleką, to jakaś część mnie się cieszy, że dzięki temu znów mam kochającą rodzinę.

#oWvdD

Jestem 30-letnią kobietą, mieszkam na obrzeżach małego miasta. Do pracy mam niedaleko, toteż chodzę do niej pieszo.

Kilka dni temu, wracając do domu, poczułam na środkowym palcu stopy okropny ból. Zdjęłam czółenko i skarpetkę balerinkę, a tam ukazał mi się krwawy widok. W wąskich nosach butów w palec wbił mi się już przydługi paznokieć. Jako że nie uszłabym dalej, przysiadłam na chodniku i obgryzłam paznokieć.
Reszta drogi minęła bezboleśnie.

PS. Chyba nikt nie widział.

#M664S

Jestem 19-letnią, ładną (według innych) dziewczyną o świetnej figurze (na którą ciężko pracowałam). Jednak nikt z płci przeciwnej na mnie nie spojrzy. Dlaczego? Otóż jestem w 100% łysa. I nie, wcale nie mam raka.

Opowiem o moim błędzie, żeby przestrzec innych.

Będąc dzieckiem, miałam cudowne, długie i ciemne włosy. W wieku 14 lat rozjaśniłam je do bardzo jasnego blondu. Bardzo mało je to zniszczyło, bo wcześniej nie widziały nawet suszarki ani prostownicy. Farbowałam je średnio co miesiąc. Kolor znudził mi się po pół roku i zamarzył mi się rudy, który równie szybko mi zbrzydł. Później byłam czarna, wróciłam do swojego naturalnego koloru, które nie zagościł na mojej głowie na długo i jeszcze kilka razy zmieniłam kolor. Mając 19 lat, chciałam wrócić do blondu. Użyłam kilku dekoloryzatorów, rozjaśniłam je dwa razy i pofarbowałam (wszystko w ciągu dwóch dni). Okropnie je to zniszczyło, ale jakoś nie zwróciłam na to uwagi i po miesiącu znowu zmieniłam kolor, tym razem na jasny brąz. Farbowałam je 3 razy w ciągu jednego dnia, bo nie mogłam uzyskać wymarzonego odcienia.

Moje włosy wypadały już wcześniej, ale wtedy zaczęłam już łysieć. Nie wypadały stopniowo, po prostu wypadły po trzech myciach głowy.

Wiem, że większość kobiet ma trochę oleju w głowie i nie popełni tego błędu, ale nawet w szkole zauważam osoby, które mają inny kolor włosów co tydzień.

Uważajcie, dziewczyny.

#04Hp3

Skończyłam medycynę. Od połowy studiów wiem, co chcę robić później, ale nie przeszkadza to mówić moim rodzicom na okrągło, że mam odpuścić sobie tę psychiatrię, bo przecież nie po to tyle lat studiowałam, żeby teraz „siedzieć z czubkami”. Wstydzą się odpowiadać znajomym na pytania, co wybrałam i wciąż marudzą, że mam zmienić zdanie, „bo będę żałować”, a oni przecież „chcą dla mnie jak najlepiej”.

Goryczy dopełnił fakt, że jak powiedziałam swojej znajomej o tym, że idę na psychiatrię, odpowiedziała, iż to bardzo dobrze „bo przecież psycholodzy są potrzebni”, tylko „szkoda, że nie będziesz mogła sobie wypisywać recept”. Była bardzo zaskoczona, jak jej powiedziałam, że psychiatra to nie żaden psycholog, a normalny lekarz, z normalnymi uprawnieniami.

Kiedy skończy się ta stygmatyzacja i ciemnota?!

#UwMtk

Jutro idę do dentysty. Od lat nie bywałam, paniczny strach związany z traumą z dzieciństwa - wyrywanie mleczaka skończyło się złamaniem dziąsła...

Mam zdewastowane uzębienie w wieku 40+. Wstydzę się uśmiechać, rozmawiać...
Widzę, że córka się mnie wstydzi przed znajomymi.
Jem tylko miękkie rzeczy, bo nie mam czym porządnie pogryźć.

Idę jutro, co prawda mnie nie stać, nie mam żadnych oszczędności, ale MUSZĘ już coś z tym zrobić. Nie wiem jak to opłacę, ale coś wymyślę.
Mąż jest przy kasie, ale niechętnie się dzieli, za to chętnie mnie wyśmiewa.
Trzymajcie kciuki.
Dodaj anonimowe wyznanie