Skończyłam medycynę. Od połowy studiów wiem, co chcę robić później, ale nie przeszkadza to mówić moim rodzicom na okrągło, że mam odpuścić sobie tę psychiatrię, bo przecież nie po to tyle lat studiowałam, żeby teraz „siedzieć z czubkami”. Wstydzą się odpowiadać znajomym na pytania, co wybrałam i wciąż marudzą, że mam zmienić zdanie, „bo będę żałować”, a oni przecież „chcą dla mnie jak najlepiej”.
Goryczy dopełnił fakt, że jak powiedziałam swojej znajomej o tym, że idę na psychiatrię, odpowiedziała, iż to bardzo dobrze „bo przecież psycholodzy są potrzebni”, tylko „szkoda, że nie będziesz mogła sobie wypisywać recept”. Była bardzo zaskoczona, jak jej powiedziałam, że psychiatra to nie żaden psycholog, a normalny lekarz, z normalnymi uprawnieniami.
Kiedy skończy się ta stygmatyzacja i ciemnota?!
Dodaj anonimowe wyznanie
Ech, czyli ludzie dalej nie czają różnicy między psychologiem a psychiatrą. I myślę, że tak szybko się to nie zmieni.
Tak jak różnicy między psychologiem a terapeutą, najczęściej używają to jako zamienniki 🤷♀️
Ja wciąż studiuję i ostatnio gdy na chirurgii prowadzący spytał mnie o jakiejś specjalizacji myślę, a ja odpowiedziałam, że o psychiatrii, on wraz z pozostałymi osobami na bloku zaczęły się śmiać. Więc niestety, wśród lekarzy też niestety istnieje niedocenianie psychiatrii.
Chirurdzy są specyficzni. Spora część z nich ma bardzo wysokie mniemanie o sobie, często są też chamscy.
@Shadowcat przyznaje Ci racje, mam z nimi to samo doświadczenie.
Psychiatrów brakuje. Zwłaszcza dziecięcych.
Tak samo jak nauczyciel świetlicy nazywany jest opiekunką...
Stygmatyzacja i ciemnota jeszcze trochę potrwają. Miałam podobną sytuacje, tylko moja rodzina zareagowała słowami: „po co ty tyle studiowałaś, skoro chcesz być teraz tylko psychiatrą?!”Jednak się uparłam i robię to, co mnie interesuje. Nie poddawaj się i idź za tym, co Ci się podoba. Lepiej spędzić połowę życia, robiąc to, co się lubi niż sugerować się czyjąś opinią i potem liczyć dni do emerytury.
W sumie nie zaszkodziłoby, gdyby psychiatrzy mieli prostszą ścieżkę nauki.
A mogę wiedzieć co robią Twoi rodzice? Bo znam z relacji znajomych taką historię: Małżeństwo lekarzy, powiedzieli synowi "możesz studiować co tylko chcesz, byleby to była medycyna". Skończył medycynę i podobno jest całkiem niezłym psychiatrą.
Na pewno nie wkrótce.
Może niektórzy nie rozróżniają psychologa od psychiatry, ale brak praktyki internistycznej po latach bycia psychiatrą skutkuje brakiem możliwości leczenia poza sferą psychiczną. Tym bardziej, że każdą chorobę u pacjentów szpitali psychiatrycznych diagnozuje konsultant. Jak w każdej wąskiej specjalizacji, ogólna wiedza bez praktyki traci wartość.
Moja mama jest pielęgniarkąj. Na co dzień pracuje w "normalnym" szpitalu, ale bierze też dyżury w psychiatryku i mówiła, że zarówno psychiatrzy jak i pielęgniarki pracujące tam na stałę potrafią nieźle spanikować, kiedy pacjent ma jakiś somatyczny problem.
Ja to widzę tak - dla poprzednich generacji, w tym rodziców Autorki, zawody psycholog/psychiatra/psychoterapeuta są wrzucane do jednego worka, kojarzą się w pierwszym rzędzie z jakąś tam formą wariactwa, świrowania. Nie nazwałabym tego ciemnotą, bo kiedyś faktycznie tak było, nie chodziło się tyle na takie wizyty, wystarczy porównać sobie obecną średnią wieku pacjentów. Kiedyś despresja była zwyczajnym załamaniem, czasy były surowsze i ludzie sobie z wieloma problemami sami musieli dawać radę. I dawali.
To, że współcześnie ludzie też nie rozróżniają, kto się czym w tej dziedzinie zajmuje nie świadczy też o nikim źle, po prostu dana osoba nie ma z tym do czynienia.
Rodzice niejednemu działają na nerwy z wybraniem zawodu, takie życie, cóż.
Ale skoro ich dziecko wybrało taką specjalizacje, a nie inną, to miło by było z ich strony, jakby jednak nadrobili braki i zaczęli rozróżniać. A to że wielu rodziców nie akceptuje wyborów swoich dzieci jest moim zdaniem słabą wymówką (jakkolwiek prawdziwą)
@Jestjakjest Spotkałem taki stereotyp że na psychologię idą osoby które same ze sobą mają problemy. Stąd dystans w starszym pokoleniu.
@HenrykGarncarz - zgadzam się - tylko oni są na tyle przekonani w swojej słuszności co Autorka w swojej. Takich osób na poziomie wstydu za kierunek przed znajomymi (nie ujmując rodzicom Autorki w żadnym względzie) nie da się łatwo przekonać, bo oni wiedzą lepiej. Dla Autorki byłoby miłe, gdyby się tym zainteresowali, dla rodziców, gdyby ona nie "siedziała z czubkami". Nie wyjdziesz poza to, dopóki czas nie pokaże, czy Autorka się spełnia w swoim zawodzie, czy musi ciągle słuchać "a nie mówiłem?" Tak czy siak obie strony chcą jak najlepiej, wiadomo, że Autorka ma rację, ale zawsze trzeba spojrzeć też na drugą stronę.
Również spotkałam się z tym stereotypem i w mojej opinii jest on bardzo krzywdzący dla tych, którzy na psychologię idą z powodu zainteresowań. Ale myślę że mentalność ludzi na tym polu się zmienia. Coraz więcej się mówi o higienie psychicznej, terapie psychiczne nie są tak demonizowane, raczej wskazuje się na ich zalety i na to że są potrzebne, bo dużo osób ma problemy psychiczne i korzysta z usług psychologicznych/psychiatrycznych. Myślę że zacznie się to stopniowo poprawiać
Lepiej płakać u psychologa niż śmiać się u psychiatry