#QwXBT

Moja mama została wychowana w wierze chrześcijańskiej. W domu zagorzałych fanatyków. Kiedy wyprowadziła się od rodziców, tego samego dnia wypisała się z Kościoła.
Kilka lat później urodziłam się ja i tu zaczyna się historia.

Mama nigdy nie broniła mi poznawania wiary czy chodzenia z dziadkami do kościoła. Kiedy spędzałam u nich czas (bardzo rzadko, bo nie lubiłam tam być), słuchałam ciągle nauk, a raczej ostrzeżeń wygłaszanych grzmiącym głosem o piekle, szatanie i o tym gdzie trafię, jeśli się nie nawrócę. Jeden jedyny raz wspomniałam babci (powtarzając nieświadomie to, czego zawsze uczyła mnie mama), że przecież istnieją inne religie i tych ludzi nie czyni to ani mniej wartościowymi, ani gorszymi. Nawrzeszczała na mnie, że tacy idą do piekła, bo to grzesznicy.
Pamiętam ten jeden raz, kiedy po powrocie do domu, będąc świeżo pod wpływem nauk dziadków, napyskowałam mamie, że ja nie idę do komunii, a wszyscy idą. Mama odpowiedziała spokojnie, że jeśli chcę, pójdę, ale to ma być moja świadoma decyzja, a nie "bo sukienka i koleżanki". Jeśli naprawdę wierzę i chcę z wewnętrznej potrzeby, to mogę iść.
Prychałam na mamę kilka dni, ale ostatecznie mi przeszło.
Z czasem, kiedy dorastałam, zaczęłam widzieć różnice między domem moim a dziadków. Tam wszystko było podporządkowane religii. Słonik na półce to grzech śmiertelny. Krzyki o podwiniętą bluzkę. I ten brak miłości między nimi.
U mamy spokój, cisza. Ciepło bijące od tej kobiety i mojego ojca. Sposób, w jaki traktowali siebie nawzajem
Dwa różne światy.

Niedawno byłam odwiedzić mamę i wypiłyśmy trochę za dużo. Temat zszedł na babcię i mama opowiedziała o swoim i wujka dzieciństwie. Płakałam całą noc.
Mama na koniec powiedziała coś takiego "Córeczko, wiem, że było ci czasem ciężko. Płakałaś. Chciałam dla ciebie jednego. Jeśli w coś wierzysz, to powinnaś rozumieć w CO. Nie jak ślepy za stadem, bo tak trzeba, nie rozumiejąc nawet za czym idziesz. Iść, bo chcesz, a nie dlatego, że boisz się piekła. Bo widzisz, piekło można mieć nawet na ziemi, i to we własnym domu".

#2axPb

Opowiem wam historię o moim nietypowym hobby.
Jestem studentem informatyki na politechnice. Osobiście jestem grafikiem i doskonalę się w tym właśnie kierunku, jednak 5 miesięcy temu z nudów (wiadomo jak to w wakacje) zrobiłem fałszywe konto na portalu randkowym. Dodałem na profilowe jakąś ładną dziewczynę i pisałem z ludźmi.

Początki były trudne, ponieważ musiałem wyrobić nawyk pisania w żeńskiej formie. Szybko jednak to opanowałem i pojawiła się inna kwestia, a mianowicie pojawiły się osoby, które były w stanie zweryfikować zdjęcie, które umieściłem. Doprowadziło to do zamknięcia mojego pierwszego konta. Nie poddałem się tak łatwo i zakładałem inne z mniej znanymi postaciami, jednak kończyły tak samo. Chciałem już odpuścić, ale wpadłem na pomysł idealny.

Kosztowało mnie to wiele przygotowania, jednak było warto. Napisałem nowej postaci cały życiorys, od dzieciństwa po aktualny stan, wielkość i imiona dla rodziny, cechy charakteru, upodobania. Udało też się rozwiązać problem ze zdjęciem. Znalazłem w internecie Instagrama dziewczyny, która nie była znana, z wyglądu mocne 3/10. Photoshopem zrobiłem ją na bóstwo. Na początku przerobiłem parę zdjęć tak dla testu.

Następnym wyzwaniem okazała się weryfikacja konta. Dla tych którzy nie wiedzą, chodzi o to, że wyświetlona jest pani, która pokazuje np 3 palce i naszym zadaniem jest skopiować ten gest aby autoryzować swoje konto. Przejście tego zabezpieczenia zajęło mi trochę czasu. Próbowałem wielu metod np. drukowanie przerobionego zdjęcia i kombinowania z aparatem w telefonie (ta aplikacja jest tylko na telefony), nie zadziałało. Potem przebierałem się za tą dziewczynę, jednak też to nie przeszło. W końcu uruchomiłem telefon przez komputer co nie było łatwym zadaniem, a następnie wykonałem moją powinność ManyCamem.

Udało się. Moje Wunderwaffe okazało się być niezawodne. W tamtym momencie byłem już nietykalny. W przeciągu paru miesięcy stworzyłem jej nie tylko więcej kont na innych portalach randkowych, ale i Facebooku czy Instagramie. Codzienną czynnością był powrót do domu po pracy dorywczej (potem wykładów) i szukanie zdjęć w internecie. Następnie PS wchodził w ruch i spędzałem parę godzin na przerabianiu ich tak, żeby pasowały do mojego obiektu. Aktualnie mam 258 polubień na FB, na Instagramie 2000 followers'ów. Teraz uczę się After Effects'a i robię jej model 3D żeby nie być uzależniony od zdjęć z internetu, tylko musi być to idealnie wykonane żeby nie stracić wszystkiego. Odezwę się za kolejne 5 miesięcy i opowiem co było dalej.

#YAJPi

Chyba w każdej rodzinie jest taki "typowy wujek" z dowcipem na każdą okazję. U mnie rolę takiego wujka pełni (nie)stety tata.

Zwykła sobota, poranne godziny, kilometrowe kolejki i dziki szał w supermarketach. Jako że mój tata pracuje w szkole, został wydelegowany przez dyrektorkę po produkty spożywcze na jakąś szkolną imprezę. Produkty kupowane były na szkołę (fakturę), więc wcześniej odbyła się jakaś inna (nieznana mi) procedura i nie było zwykłego nabijania poszczególnych produktów na kasę, a opłaty były już zrealizowane. Kiedy koszyk już pękał w szwach, tata przepraszając ludzi zaczął przeciskać się przez kolejkę zniecierpliwionych zakupowiczów w celu opuszczenia sklepu. Wtedy nagle jakaś zbulwersowana kobieta krzyknęła:
- Co pan się pcha?! Kolejka jest!
Na co mój tata z miną wyrażającą jednocześnie radość i powagę odparł:
- Spokojnie, ja tylko przechodzę, bo dziś co dziesiąty klient ma zakupy za darmo.
Po czym faktycznie z wypchanym koszykiem "bez płacenia" wyszedł ze sklepu.

Kiedy zobaczyliśmy, jak kobieta odlicza która jest w kolejce i cofa się, żeby wygrać "darmowe zakupy", mało nie umarliśmy ze śmiechu.

#g2LhF

Dwa dni temu spotkałem na ulicy zmarzniętą staruszkę w brudnym ubraniu, taszczącą torby wypełnione zgniecionymi puszkami. Zrobiło mi się jej szkoda, było naprawdę zimno, wiał lodowaty wiatr, a ona bez czapki i rękawiczek, sine ręce ściskały ciężkie torby. Popatrzyłem na swoje nowe skórzane rękawiczki i natychmiast postanowiłem je oddać tej biednej starszej pani. Podszedłem do niej, zdjąłem je z dłoni i podałem jej, a ta... zrugała mnie, że jestem niewychowany i chamski, że ona sobie sprzeda puszki i jak będzie chciała, to sobie kupi, nie chce takich po kimś...
Poczułem się jak jakiś czub.

#9ZG2t

Przed chwilą pisząc z koleżanką z roku, która często dawała mi notatki, przez przypadek kliknąłem naklejkę z napisem I LOVE YOU. Było mi głupio, bo spotykaliśmy się tylko na uczelni i tylko o nauce gadaliśmy. Już pisałem przeprosiny, gdy napisała, ze czuje to samo...
Chyba mam dziewczynę.

#eQLGF

Działo się to około 13 lat temu, kiedy to dumnie uczęszczałam do zerówki. Nie były mi obce liczby powyżej dziesięciu oraz czytanki na dwie strony, jednak z jedną rzeczą miałam problem - z nieśmiałością. Nigdy nie miałam odwagi zapytać jakiegoś dorosłego o coś, z czym miałam problem. Niestety pewnego feralnego dnia nie wyszło mi to na dobre.

Wybraliśmy się na wycieczkę około godzinę drogi od domu. Była to wycieczka całodniowa, bez rodziców, wreszcie poczułam zew wolności i samodzielności, kiedy nagle, gdy szłam przez jakąś leśną dróżkę, zachciało mi się zrobić kupkę. W pobliżu nie widać żadnej toalety, to przecież nie powiem pani, że chcę do ubikacji, to takie nierozsądne. Postanowiłam sama rozwiązać problem. Razem za rączkę z moją parą cofnęłam się na koniec kolejki brzdąców i po cichutko zaczęłam wyduszać z siebie w majtki niechcianą materie. Niestety bardzo przeszkadzało mi uczucie ciężaru w majtkach, wiec niewiele myśląc usiadłam na jakiś pobliski kamień, żeby zawartość mojej bielizny się zgniotła i ładnie dopasowała do moich małoletnich pośladków. Nie wiem co mną kierowało, ale kilka godzin zwiedzania z kupskiem przyklejonym do tyłka nie było najmilszym doświadczeniem dzieciństwa :-)

#brVot

W kwestii skrajności.

Poszłam do bardzo dobrego liceum na profil biol-chem. Od początku z myślą o maturze naprawdę dobrze napisanej, by móc poznać świat medycyny lub weterynarii.

W klasie wbrew pozorom mało osób porządnie przykładało się do nauki i większość żyła myślą "w 3 klasie zacznę się uczyć", jednak było kilka osób, które tak jak ja miały spore ambicje - stworzyliśmy swego rodzaju paczkę, razem się motywowaliśmy, pomagaliśmy sobie i inne takie pierdołki.

Tak też w naszej ekipie znalazła się ''Agata'' - dosłownie najmądrzejsza i najinteligentniejsza osoba, jaką dotąd daną mi było poznać. Ona była kimś kogo można nazwać geniuszem. Nowy dział na matematyce, pierwszy temat, jeden nowy wzór? Umiała w kilka minut zauważyć na jego podstawie wszelkie zależności poruszane dopiero w kolejnych tematach, przekształcać go, sama domyślała się kolejnych wzorów, już nie mówiąc o tym jak perfekcyjnie rozwiązywała zadania. Niezbyt umiała tłumaczyć dlaczego co jest jak, twierdziła, że ona te rzeczy jakoś tak czuje i są dla niej bardzo logiczne.

Średnia 6.0 po 1 roku, 5.8 w 2 kolejnych latach. Wydawałoby się, że skoro posiada takie umiejętności, to mało poświęca na dalszą naukę w domu. A to nie była prawda. To był typ osoby, która chociaż widzi, że świetnie idą jej zadania, to w domu musiała robić ich więcej, aby upewnić się na 101%. Żyła nauką.
Jak opisywała, po przyjściu do domu i zjedzeniu obiadu, do pójścia spać tylko się uczyła. Temat z biologii - podręcznik - repetytorium - vademecum - zbiory - literatura dodatkowa - robienie notatek. Na 2 tygodnie przed pracą klasową z chemii ustalała sobie minimum 60 zadań na dzień. Miała całą szafę tych wszystkich pomocy naukowych.

I nie miała życia. Z nami wychodziła rzadko, tylko od razu po szkole.

Tutaj zaczyna się gorsza część - ja wyniki od niej miałam minimalnie gorsze. Ona 5+, ja 5. Zawsze.
Z tym, że ja jestem leniwa. 3 zadania dobrze zrobione? Uznane, że umiem i robienie czegoś innego. Mój dzień składał się na godzinną drzemkę, granie w gry, trochę nauki i jakieś bzdety.
Widać było, że frustruje ją fakt, że ja mam czas dla siebie, a między nami nie ma ogromnej przepaści.

Przyszła matura. Napisałyśmy tak samo. Ja 3% więcej z chemii, ona 2% więcej z biologii (obie na ponad 80%).
I bum, Agata załamała się. Nie cieszyła się z wyników. Powiedziała nam, że przecież mogła pewnie to osiągnąć nie rezygnując z przyjemności. Że od podstawówki do teraz była tylko nauka, nie ma innych zainteresowań, ulubionych seriali.

Ostatecznie poszłam na weterynarię, z Agatą kontakt chwilowo się urwał. Dopiero teraz w listopadzie dowiedziałam się od jej mamy, że nie poszła na żadne studia. Chciała przeżyć rok tak jak chce, bez nauki.
Nie umie. Całymi dniami kręci się nie wiedząc co robić.
Widać po niej objawy depresji, a pomocy odmawia.

#9tM6w

Moja siostra śmieje się ze mnie, że swoim dzieciom nadałam takie zwykłe, pospolite imiona. Dogryza mi czasem, że przez to będą nijacy i znikną w tłumie. No faktycznie, moi synowie Adrian i Kamil faktycznie giną w tłumie przy jej dzieciach, które "dumnie" noszą imiona takie jak Symeon i Napoleon.

Owszem, można stwierdzić, że imię to tylko imię, a nawet nieķtórym mogą się takie podobać, ale ja na własne oczy widzę jak jej dzieciaki są wyśmiewane i dręczone przez rówieśników, bo chodzą do tej samej szkoły co moje. Sama nawet musiałam przeprowadzić z własnym synem rozmowę o tym, że to, że jego koledzy nazywają jego kuzyna "Napleteon" jest nie na miejscu, bardzo niegrzeczne i żeby sam tak nie mówił. Ale wiadomo ile jestem w stanie zdziałać wobec dużej grupy roześmianych dzieci...

A siostra nadal szczęśliwa, bo przecież jej dzieci się wyróżniają! Szkoda, że one same mają odmienne zdanie.

#H4JNc

Było to już dosyć dawno, kiedy byłem w podstawówce. Byłem umówiony na wizytę do dentysty, gdyż musiałem mieć wyrwane pozostałe mleczaki, aby zrobić miejsce dla zębów stałych. Do tego zabiegu, wiadomo, znieczulenie musiało być. Niestety na jednym się nie skończyło, bo wciąż odczuwałem ból przy próbie wyrwania zęba. W sumie dostałem chyba cztery znieczulenia. Przez to, po wyjściu od dentysty, nie czułem połowy twarzy. Nie czułem też żadnego bólu.

Niestety ból odczułem na następny dzień. Stało się tak, ponieważ z powodu tylu znieczuleń nie czułem, że odgryzłem sobie kawałek policzka od środka jamy ustnej.
Dodaj anonimowe wyznanie