#fciOb
Wprowadził się do domu obok mnie. Kiedy tylko zobaczyłam go wysiadającego z jego jaguara to stwierdziłam, że to mój ideał.
Pierwszy raz miałam z nim do czynienia kiedy przyszedł pożyczyć wiertarkę. Od słowa do słowa zaprosiłam go na kawę. Okazało się ze dogadujemy się pod każdym względem: ten sam gust muzyczny i filmowy, ten sam światopogląd. =
Byłam onieśmielona jego wiedzą na wszechstronne tematy, mimo że jestem bardzo oczytana.
Zaprzyjaźniliśmy się. Poznałam jego żonę i dzieci. Strasznie boli mnie to ze nigdy nie będę z nim. Ze nie mogę być na miejscu jego żony, chociaż bardzo bym chciała. Ot takie anonimowe, bo nikomu się do tego nie przyznam i będę umierała z miłości w samotności.
#HDEk5
Pewnego dnia gdy byłam na tym obozie już chyba czwarty dzień podeszłam do druhny i zapytałam czy by mnie i moją koleżankę zapisała na wartę od 22.00 do 23.00. Oczywiście się zgodziła i nas zapisała.
Gdy był koniec warty poszłyśmy razem obudzić chłopaków na kolejną zmianę. I właśnie w ich namiocie spał ten chłopak. Nie wiem co mi odbiło, ale podeszłam do niego i dałam mu buziaka. Oczywiście wybiegłyśmy od razu z namiotu w kierunku naszego.
Następny dzień okazał się najgorszym dniem jaki mógł by mi się przydarzyć. Okazało się, że chłopak, na którym miałam świra nie spał. Nawet miałam przeprowadzoną rozmowę z psychologiem zatrudnionym przez druhnę. Chłopak do końca obozu omijał mnie szerokim łukiem.
Po obozie od razu się wpisałam z harcerstwa. Do dzisiaj czuję taki wstyd gdy tylko myślę o harcerstwie.
#WRg91
Jeśli znajomi przychodzą, rozmawia z nimi tylko o tym, jak Hitler doszedł do władzy, jak zaatakował ZSRR, często przepytuje ludzi z tego co wiedzą na temat wojny.
Najbardziej przeraża mnie to, że bardzo w niej to lubię i nie uważam tak jak wszyscy, że moja mama jest dziwna.
#nbRgy
Po drodze do domu weszli do sklepu. Przy zakupach mąż się skapnął, że w jego kieszeni tkwi mandarynka, a nie powiedział ochronie przed wejściem, że ją ma, ani przecież nie miał paragonu, więc nie myśląc zbyt dużo poszedł na dział z owocami i położył ją na kupkę z innymi mandarynkami.
Mózg roz***ny. Ale przynajmniej nie wzięli go za złodzieja :D
#VCPW5
Dodam, że wsiadał razem ze mną. Kiedy odmówiłam zaczęło się, że jestem niewychowana zła niedobra, że mnie to powinien kierowca z autobusu wyrzucić. A ja tylko go zmierzyłam wzrokiem i się pytam kto tu jest niewychowany - przecież ogólne zasady są takie, że pierw ludzie wysiadają i dopiero wtedy można wchodzić no chyba, że idzie w 1 drzwi. A ten patrzy i mówi, że on czekał, a ja patrzę i mówię tu są kamery - możemy szybciutko sprawdzić. (wiadome, że się nie da, bo nie udostępnią). Dziadkowi poszło w piety, poszedł na skargę do kierowcy, a kierowca się nie patyczkował - przyznał mi rację i powiedział, że albo siada gdzie bądź lub stoi albo wysiada, bo on nie będzie stał i czekał na jego decyzję.
I panie kierowco, bo już niestety nie podziękuję po raz 2, bo wysiadłam, ale jeśli to pan czyta - to dziękuję raz jeszcze :).
#5zPA5
#m9JCG
Jak?
Zacznijmy od tego, że sama od wielu lat jest zadłużona, ale że pracowała zawsze na czarno i co jakiś czas zmienia miejsce zamieszkania, komornik nie miał jak ściągać od niej zadłużenia. Jej dług na ten moment wynosi jakieś 30 tys. i z tego co wiem ona zadeklarowała, że nie zamierza tego spłacać. Rozumiałabym gdyby próbowała chociaż spłacić, ale nie...
Najpierw standardowo kredyty w bankach, potem w parabankach, później zamawiała jakieś rzeczy z internetu z odroczoną płatnością typu kursy w ESKK, kosmetyki w Avonach itp. Jeździła ciągle bez biletu, więc nazbierał jej się jeszcze dług za mandaty. Ale to nie koniec.
Zaczęła namawiać na kredyty członków rodziny. Bo ona potrzebuje tego czy tamtego. Namówiła tak 3 osoby z rodziny w dość krótkim czasie, na każdego po 1000 zł kredytu. Obiecała że będzie spłacać, oni oczywiście nie wiedzieli o jej skłonnościach do niepłacenia zobowiązań bo skrzętnie to ukrywała. Nikt nie wiedział o jej zadłużeniach, mówiła tylko, że nie ma zdolności kredytowej z powodu pracy na czarno. Tym sposobem narobiła zadłużeń członkom rodziny.
Ale to nadal nie koniec.
Zaczęła w następnej kolejności namawiać na kredyty znajomych. Kierowana zaskakującym sprytem, namawiała na to osoby, które nie znają członków jej rodziny i tym samym była bardzo malutka szansa, że te osoby zostały poinformowane o tym, co zrobiła wcześniej. I tak namówiła matkę mojego kolegi i jeszcze kilka innych osób. Nic nie spłaca, jak nietrudno się domyślić, a te osoby nie mają żadnych dowodów, bo odbyło się to na wizji, nie przez komunikatory.
Później chciała namówić mnie - nie wiedziałam wtedy o jej kombinatorstwie, bo za bardzo nie utrzymywałam z nią kontaktu, ot znajoma jedna z wielu. Moje podejrzenia wzbudziło, gdy zaczęła do mnie ciągle przychodzić, wyciągać mnie na kawę, zapraszać do siebie. Trwało to kilka miesięcy, już wtedy podejrzewałam, że nie chodzi o zwykłe odnowienie znajomości, więc byłam po prostu czujna. W końcu padło zdanie "no bo wiesz, potrzebuję nowej lodówki, ale mam pracę na czarno no i wiesz... mogłabyś...?"
Nie, nie mogłabym. Nie biorę kredytów dla kogoś, po prostu nie i już, nie jestem głupia. Poza tym mam już kilka swoich kredytów i je spłacam, nie dostałabym i tak.
Po mojej odmownej odpowiedzi kontakt się urwał, a ja dopiero wtedy kolejno dowiadywałam się od znajomych, że pozaciągała kredyty na różne osoby i wyglądało to mniej więcej tak samo jak próba ze mną, chwilowe odnowienie znajomości, zapraszanie na kawkę, potem prośba o kredyt i dalej już zero kontaktu.
Uważajcie na takie osoby. Ja wiem, że nie jesteście głupi, ale czasem można naprawdę dać się takiemu komuś omamić i potem mieć problemy.
Urwałam z nią kontakt. Oczywiście wszystkich naszych wspólnych znajomych przed nią ostrzegam.
#VKYCo
Pozdrawiam panów serdecznie. To była noc pełna wrażeń.
PS Dla ciekawskich: meble próbowali wnieść w wóz przeprowadzkowy.
Ludzie, zamykajcie okna w domach. Nie wiadomo co jeszcze wymyślą.
#Twnyb
Mojego obecnego męża poznałam kilka lat temu, dzieli nas kilka lat i wiele poglądów na różne sprawy. Ale dziś dzięki mnie jest innym człowiekiem, co sam potwierdza. Chłop ma fach w ręku, jego poprzedni szefowie zawsze go sobie chwalili, chciałam żeby poszedł na swoje. Założyliśmy wspólnie firmę, początki nie były łatwe, dzięki pomocy moich rodziców jakoś to przetrwaliśmy. Na dzień dzisiejszy stać nas nawet na kilku pracowników.
No właśnie, i teraz przechodzimy do sedna. Mój mąż ma dwie młodsze siostry, każda z nich z kilkorgiem dzieci. Jedna w związku z facetem, mają 4 dzieci, druga w zaawansowanej trzeciej ciąży, a ojca ani widu, ani słychu. Co chwila spotykamy się z prośbami o: zawiezienie gdzieś tam, kupienie zabawek dla dzieci (dość drogich), pożyczki pieniędzy (oddamy, jak będziemy mieli - trochę sobie poczekasz). I kiedy odmawiamy, słyszymy: NIE MACIE DZIECI, TO NIE ROZUMIECIE! Wszystko rozumiemy, proponujemy pomoc w znalezieniu pracy, nawet w naszej firmie coś się znajdzie, a z chęciami z ich strony jesteśmy w stanie rozszerzyć działalność. Oni jednak wolą żyć na socjalu, rodzić dzieci i liczyć, że wszystko dostaną od ludzi. Z początku im ulegaliśmy, ale teraz dostrzegliśmy nasze błędy.
To, że jesteśmy rodziną nie oznacza, że prowadzimy instytucję charytatywną, jeśli mam nadmiar pieniędzy, wolę oddać jakieś konkretnej fundacji. Jestem wykończona ciągłymi prośbami i mało brakuje aż wybuchnę, hamuję się, ale nie wiem ile to potrwa. A boję się, że jak pęknę, to rozpętam piekło. Wystarczyły nam chęci, żeby coś zmienić w życiu, to przecież nic wielkiego. Czasem warto zaryzykować.