#d1Vtg
Kiedy ja i siostra mieliśmy 12 lat, a Maciek 5, ojciec zostawił nas dla innej baby. Alimenty płacił, ale kiedy mama wręcz błagała go, żeby zabrał nas chociaż na weekend, żeby mogła odpocząć, miał milion wymówek albo robił to z wielką łaską. Najczęściej jednak w ostatniej chwili zmieniał plany i miał gdzieś nasze rozczarowanie i złość mamy. A kiedy już brał nas do siebie, musieliśmy chodzić na paluszkach, bo jego lalunia (ponad dziesięć lat młodsza od ojca) miała ataki migreny. Ojcu odwaliło totalnie, kiedy ją poznał.
Mój brat nigdy nie był szczególnie bystry. Mama chodziła z nim po poradniach i psychologach, ale nie stwierdzili upośledzenia. Wszystko trzeba mu było tłumaczyć po tysiąc razy, a i tak nie docierało. Uwielbiał zaczepiać. Po miesiącach rozmów i tłumaczeń, kar, mama się poddała i pozwoliła nam oddawać kiedy zaczyna. Oczywiście pilnowała, żebyśmy nie przesadzali. Kiedy oddałem mu lekko za trzepnięcie w tył głowy, ryczał. I tak za każdym razem, a mama tłumaczyła bez skutku za co dostał. W przedszkolu to samo. Był też nieziemskim guzdrałą. Mama wstawała przed 6, żeby zdążyć na 8 do pracy i szkoły, ale zwykle wychodziliśmy na styk.
Jakoś przebrnął przez podstawówkę i gimnazjum. Niestety zawsze zadawał się z typami, przez których miał kłopoty. Żadne rozmowy i argumenty do niego nie docierały.
Ma talent do majsterkowania, za co mama i wiele innych osób go chwaliło. Poszedł do zawodówki i skończył ją z dobrym wynikiem. Ale potem stwierdził, że on się już namęczył i woli gapić się w telewizor, grać na kompie i szlajać z kumplami. Kursy i szkoła policealna też go nie zainteresowały. Dopiero kiedy mama przestała dawać mu kasę na cokolwiek (ojciec już nie płaci alimentów), łaskawie znalazł pracę. Którą rzucił po miesiącu, bo mu godziny nie pasowały. I tak jeszcze kilka razy. Bo nudna i ciężka robota, głupi szef, niska wypłata itp.
Nie robi nic, żeby podnieść swoje kwalifikacje. Chciał, żebym mu załatwił robotę taką jak moja, bo uważa, że jest lekka i przyjemna (jestem informatykiem), ale nie widzi ile czasu spędziłem i spędzam na nauce.
Ostatnio ma duży problem - ukradł mamie tysiąc złotych i kazała mu się wyprowadzić. Ja go do siebie nie wezmę, nie chcę pasożyta, poza tym moja żona jest w ciąży i lekarz kazał jej bardzo na siebie uważać. Siostra niedawno dostała co najmniej półroczną delegację za granicę i też mu nie pomoże. Ojciec na pewno mu nie pomoże, więc Maciej mieszka u kumpla.
W zasadzie to mam gdzieś co zrobi, byle nie pasożytował na matce. I trochę szkoda, że nie chciała zgłosić kradzieży na policję.
Twoja mama i tak jest dzielna, że zdobyła się na to, żeby wyrzucić go z domu. Dbajcie jednak żeby się nie ugięła, gdy zacznie żebrać u niej o pomoc. Teraz pewnie brat wziął sprawę na przeczekanie, liczy, że mamie złość przejdzie i będzie mógł wrócić do domu i swojego pasożytowania. Na waszym miejscu wymyśliłabym jakiś plan awaryjny na taką ewentualność. Może niech mama sprzeda mieszkanie i przeniesie się do ciebie lub siostry, inwestując pieniądze w większy metraż, żeby wszystkim było wygodnie? Z upływem lat mama będzie coraz słabsza,a brat bardziej bezwzględny.
Jego matka ma ok 50, to nie jest 70latka, którą trzeba się opiekować. Kobieta ma szansę na drugą młodość, znalezienie partnera na kolejne 20-30 lat. Dlaczego on i jego żona oraz matka mają się razem kisić w jednym mieszkaniu?
Jeżeli chce to niech sprzeda mieszkanie i kupi mniejsze, albo w innej lokalizacji. Matce bardziej pomoże rozmowa z psychologiem, żeby nie czuła się winna i zobowiązana wobec syna pasożyta.
no bardzo dobrze, ze wreszcie go wywalila
i tez szkoda, ze matka nie zglosila kradziezy
ale sadzac po tendencjach to nie bedzie jedyna i w koncu go posadza
osobowosc dyssocjalna/socjopatia z obnizona inteligencja to zlo, spojrz chocby na Pekalskiego...
i dlatego uwazam, ze uposledzeni umyslowo powinni zaliczyc hyc ze skaly
seryjni mordercy, gwalciciele i psychopaci, ktorzy zeszli na droge przestepstwa rowniez
Trudno mi się z tym zgodzić.
ale nie zamierzam cie przekonywac, mas zprawo do wlasnego zdania jak i ja :)
taka roznica, ze ja to znam z autopsji ( praca w wiezieniu)
Brawa dla mamy. Już się bałam, że jak większość będzie rozczulać się nad synkiem, a tu takie zaskoczenie :) A brat dostanie w tyłek od życia to może się w końcu ruszy do roboty. Grunt to nie dać się złamać. Wspierają w tym swoją mamę.
Wygląda na to że jest ałtykiem albo aspergerem został źle zdiagnozowany i teraz to już raczej zbyt dużo nie da się zrobić.
A wnioskujesz to z?
bardziej osobowoas dyssocjalna/socjopatia
aaa moi drodzy, zaburzenia moga wystepowac niezaleznie od siebie
mozna miec Aspergera i uposledzenie. psychopatie i uposledzenie ( Pekalski) itp.
Na socjopatię nie ma podstaw. Można być psychopatą i być upośledzonym, to fakt, ale nie widzę tu żadnych informacji o jego antyspołecznych zachowaniach. Mam wrażenie, że chłopak nie ogarnia rzeczywistości, ale naprawdę trudno zdiagnozować go po kilku linijkach tekstu i uważam, że nie powinniśmy tego robić. Przypuszczam, że był już diagnozowany pod kątem zaburzeń rozwojowych.
czy ja wiem? zaczepianie, uderzanie innych, manipulacja emocjonalna, kradziez?
to sa zachowania dyssocjalne
ale fakt diagnoza przez internet na podstawie szczatkowych danych jest bez sensu
Aha, przeczytałem "zwodem na tyłku"...
Podziwiam, że twoja mama zdecydowała się pasożyta wyrzucić z domu. Mało która na jej miejscu by się na to zdecydowała.
Nie pomożecie mu, póki sam nie zrozumie, że osiągnął taki wiek, że czas przestać żerować na rodzinie.
Chłop dorosły, znajdzie w końcu pracę i tyle. Po co się nim opiekować? To nie dziecko.