#w9zQh
Mianowicie wpadli na bardzo „inteligentny” pomysł, by wydrukować nekrolog nielubianej przez nich nauczycielki i powiesić kartkę wśród innych na bramie pobliskiego kościoła.
Sprawa szybko się wydała, nauczycielka dosyć mocno to odczuła zdrowotnie, sprawców nie wykryto.
Tzn. nie wykryto do pewnego momentu. Bo ja wiedziałam, kto to zrobił. Przypadkiem siedziałam na tylnym siedzeniu samochodu zaparkowanego pod bramą (mama załatwiała coś w kościele), więc koledzy mnie nie widzieli, pomimo iż uważnie lustrowali i nasze auto, i to stojące obok. Jednak na nich nie doniosłam. Bałam się, że się dowiedzą (a był to typ ludzi, którzy potrafili uprzykrzyć życie), zresztą nawet nie byłam pewna, czy dyrektor mi uwierzy na słowo, bo żadnych dowodów nie miałam.
Co zrobiłam? Wydrukowałam ich nekrologi, powiesiłam na tej samej bramie oraz na wszelki wypadek na wejściu do szkoły. Co zabawne, koledzy na ich widok tak się wystraszyli, że ktoś ich wykrył, że sami poszli do dyrektora i się przyznali. Musieli przeprosić nauczycielkę na apelu w obecności całej szkoły, do tego obniżono im zachowanie.
Nikomu nigdy się nie przyznałam, że to byłam ja. Bo nauczycielka była surowa i wymagająca, miała też specyficzny sposób bycia i wypowiadania się (możliwe, że ze względu na wiek), ale była też sprawiedliwa, odnosiła się z szacunkiem do uczniów i nikogo nie faworyzowała ani nie gnębiła (nawet wspomnianych kolegów po całej sytuacji traktowała na równi z innymi). I chociaż nie lubiłam jej przedmiotu, to do dziś wspominam ją jako jednego z najlepszych nauczycieli, jakich spotkałam w swoim życiu. A wtedy po prostu uznałam, że nie zasłużyła na coś takiego tylko dlatego, że dwóch dzieciaków nie radziło sobie z materiałem i w taki sposób postanowili to na niej odreagować.
#VIgVw
#A8TCC
Sytuacja miała miejsce we wrześniu, ale jej temat wrócił w ostatni weekend i zacząłem się zastanawiać, czy moja żona jedynie nie potrafi przyznać się do swojego błędu wychowawczego, że gdyby nie ja, to mogłaby zrobić z naszego dziecka szkolną ofiarę czy faktycznie nadal myśli, że ma rację, bo ciągle tkwi w swoim uporze.
#sOs2w
Dobrze wspominam moje dzieciństwo :D
#hnWdf
Ostatnio przyszli dwaj młodzi panowie z Ukrainy kupić monitor, ale ledwo radzili sobie z polskim językiem. Sprawdziłem dla nich listę monitorów w systemie, zaznaczyłem parametry, które ich interesowały i ogólnie nie znaleźli nic, co bym im odpowiadało. Spytałem, z której części miasta przyjechali. Okazało się, że całkiem spory kawał drogi przemierzyli do naszego sklepu. To pokazałem im mniejszy sklep, ale bliższy, do którego ja też raz na jakiś czas jeżdżę, a nawet sprawdziliśmy u nas na miejscu ich ofertę i wypatrzyli sobie u nich monitor pewnej firmy, na zamówienie. W telefonie zapisali ulicę, model monitora i pojechali tam.
To nie jest coś, co powinniśmy robić, ale priorytetem jest pomóc.
Po trzech dniach przyjechali do naszego sklepu i szukali mnie tylko po to, by mi podziękować za pomoc i cierpliwość. Mówili, że monitor jest świetny i beze mnie by nawet nie trafili na ten model. Ciepło na serduchu się zrobiło :)
#P71XY
Codziennie do mnie przychodzi, dwa razy dziennie. Sprząta mi w mieszkaniu, robi zakupy, sprawdza, co mam w szafkach, robi porządek w ubraniach. I niby nie ma w tym nic złego, ale… ja mam 32 lata, chcę żyć samodzielnie. Matka potrafi zrobić mi awanturę, bo znalazła paczkę prezerwatyw w szufladzie. Nie godzi się na to, bym się z kimś spotykał, wciąż powtarza, że „mam na to jeszcze czas”. Jestem przekonany, że to przez nią nie mogę sobie znaleźć dziewczyny, bo każdą odstrasza. Dwa razy próbowałem jej kogoś przedstawić i za każdym razem dziewczyna dzień po spotkaniu z moją matką zrywała ze mną. Ona potrafi wyzwać każdą kobietę, która się pojawi w pobliżu. Kontroluje mnie: kiedy wychodzę, z kim i gdzie. Dzwoni po nocy, by sprawdzić, czy wróciłem do domu o tej porze, o której ona KAZAŁA mi wrócić. Dyryguje całym moim życiem, a ja czuję się uwięziony.
Mimo że kocham swoją mamę nad życie, to nie mogę już z nią wytrzymać. Chciałbym, żeby znalazła sobie faceta albo zajęcie, by zwyczajnie zaczęła żyć własnym życiem. Matka odbiera to w ten sposób, że chcę ją wyrzucić ze swojego życia, bo już dorosłem i jej nie potrzebuję. A przecież to nie tak. I nie mam pojęcia, co zrobić w tej beznadziejnej sytuacji, jak pomóc jej zrozumieć, że nie da się tak żyć.
#pfxCY
#6KQJE
Jeśli nie jesteś zapijaczonym żulem, matką piątki dzieci i nie mieszkasz w złej dzielnicy, jeśli jesteś trzeźwą, młodą kobietą, którą stać na internet i jesteś normalnie ubrana, nie masz jakby prawa do tego, żeby mieć problemy, żeby potrzebować pomocy. A niestety człowiekowi czasami świat wali się w najmniej oczekiwanym momencie. Pół biedy, jeśli masz rodzinę. A jeśli nie masz? Ciężko jest pójść do znajomych i wyciągać rękę. Zwłaszcza jeśli pochodzi się z takiego środowiska z ludźmi bez problemów :(
Pozdrawiam wigilijnie z pustego mieszkania, znad bułki z margaryną.
PS Nie wiem, czy się żalę, wiem, że z tego wyjdę, jestem fighterem, ale smutno tak trochę...
#GDWkr
Mieszkamy w jednym domu. Rodzice, siostra z chłopakiem i dzieckiem i ja. To, że tam mieszkam i po 16 melduję się w domu, nie upoważnia jej do tego, żeby zostawić mnie z dzieckiem wbrew mojej woli. Nie prosi. Nigdy nie poprosiła, to jest z góry już przesądzone, bo w końcu jestem w domu.
Ja się pytam: gdzie jest ojciec tego dziecka?
Dzisiaj już nie dałam rady, zostawiła mnie z dzieckiem, kiedy jadło zupę. Ona była wszędzie – na podłodze, na nim, na jego włosach, meblach. Posprzątałam, po czym mały zrobił soczystą, płynną kupę, śmierdzącą na 200 metrów, następnie miał dużo energii po posiłku, więc zaczął grzebać po szafkach. O ile szło go przypilnować, żeby nie otwierał szafek, to nie zauważyłam kiedy wyciągnął nici, biegał z nimi wszędzie i pokneblował kwiatki, zabawki, krzesła, po czym jak zabrałam się do odwijania tego wszystkiego, otworzył szafkę i wyjął wszystkie książki, gazety i kartki... Jak prosiłam, żeby posprzątał, to się popłakał... Usiadłam bezsilnie i zadzwoniłam do nich, gdzie są, po czym mnie poinformowały, że są w kawiarni i im się nie spieszy do domu. Gdy przyjechały, to usłyszałam tylko pretensje, że jak zajmuję się dzieckiem, że mały płakał i miał czerwone oczy.
Brakuje mi słów na to wykorzystywanie. Zdecydowanie mówię nie! Rodzina nie jest od tego, żeby notorycznie na kimś wisieć. Może jestem złą siostrą, ale na Boga, kim jest w takim razie ojciec tego dziecka?