#i5HHm

W naszej rodzinie kot był zawsze (i pies też, ale nie o nim mowa) W sumie przez moje życie przewinęły się dwa koty, jeden był z nami jeszcze zanim się urodziłam. Oba koty nauczone były porządku, nie biegały po blatach, spały w swoich posłaniach (i na moim łóżku, bo się na to godziłam), nie prosiły nawet o jedzenie przy stole.

Dwa lata temu wzięliśmy nowego, trzeciego kota. Od początku był żarłokiem i już jako kociak tylko łaził z nosem przy ziemi, bacznie sprawdzając, czy gdzieś na podłogę nie spadł nam przypadkiem jakiś smaczny kąsek, trzeba było uważać, bo żarł WSZYSTKO. Najgorsze jednak było jego łażenie po blatach i stole. Wiedział, że mu nie wolno, ale tylko wtedy, kiedy patrzymy... Kiedy jemy, to zazwyczaj się zamykamy i zawsze pamiętamy, by przykryć WSZYSTKO.

Pewnego dnia na imprezie rodzinnej organizowanej u nas mama wróciła do kuchni po resztę rzeczy ze stołu, patrzy, a tu... kot wtranżala surówkę. Miska oczywiście pełna karmy, ale nie, trzeba jeść surówkę! Matka robiła surówkę na szybko nową... Innym razem musieliśmy wymyślić na szybko wymówkę, dlaczego nie będzie grzanej kiełbasy... (zapomnieliśmy ją przykryć w tym całym zamieszaniu i kot może i kiełbasy nie sięgnął, ale wodę, w której się ugotowała, wypił). Nie powiemy przecież, że kot się poczęstował, bo to wstyd, żeby kot w domu po garach łaził, no i jest to zwyczajnie obrzydliwe...

Parę dni temu jemy sobie obiad jak co dzień, kot spał na górze, więc się nie zamykaliśmy. Ale nie, obudził się, dziadyga, przylazł i bezczelnie wskoczył na stół. Już chcę go zabierać i drzwi do kuchni zamknąć, aż tu on obwąchuje pierwszą najbliższą niego rzecz – ogórki kiszone. Jak wystrzelił do tyłu, to ze stołu spadł i uciekł z kuchni (zawsze najpierw powącha, potem kosztuje). Wpadłam wtedy na iście szatański plan.
Jako że mieliśmy parę dekli do słoików, które już przesiąknięte zapachem kiszonych ogórków (oraz ten świeżutki z obiadu), porozkładałam je w całej kuchni w strategicznych miejscach. Przez jeden dzień obserwowaliśmy, jak kot wskakuje sobie na blat, wącha dekielek na swojej drodze i ucieka. Minęło parę dni, a ten nawet do kuchni nie wchodzi...
WYGRALIŚMY!
Czaroit Odpowiedz

Nie mów hop... Kot to cwany drań, w końcu się przełamie i wróci do penetrowania kuchni. Radziłabym nadal chować całe żarcie. ;-)

A przy okazji pomyślałam sobie, że podrzucę Wam polecajkę. Tym, którzy uwielbiają czytać o kocich (i nie tylko) rozrabiakach, polecam Fundację Zwierzętom Pomocne - Pomorskie. To hospicjum dla zwierząt, co brzmi przerażająco i przytłaczająco. Jednak właściciele to cudowni ludzie o wspaniałym poczuciu humoru. Codziennie na fejsie możne poczytać o nowych przygodach Jeśćców Akotalipsy oraz reszty ferajny. I tak dowiadujemy się gdzie tym razem Burito skitrał jedzonko, czym opiekun naraził się Piernikowi, co tam u mazurka Rosoła albo gdzie i dlaczego Prezesowa Pizka ukręciła "ciepłe lody" - no miód na serce. 😍

Polecam też rodzicom, bo właściciele robią fajne konkursy dla dzieciaków. Dzieci bardzo lubią te codzienne historyjki, angażują się, rysują zwierzątka, wysyłają swoje prace i dostają fajne książeczki i inne nagrody.

Piękni, wrażliwi właściciele, którzy pomagają ludziom i zwierzętom, przesłodkie zwierzaki i niezwykle pozytywna społeczność. Można się uśmiać po pachy, wzruszyć, czasem uronić łezkę. A przede wszystkim ogrzać serduszko w tej Krainie Dobra.

Takich wspaniałych ludzi i fundacji jest oczywiście wiele, chociażby azyl Szopowisko i przekochany doktor Grzegorz Dziwak. Jednak ja tę lubię najbardziej, dlatego o niej Wam napisałam. 😊

Dodaj anonimowe wyznanie