Zawsze uważałam moich rodziców za przykład idealnej, kochającej się pary. Mój sen rozmył się wczoraj, kiedy zobaczyłam mojego ojca z inną kobietą. Obejmował ją i… całowali się. Pod jego pracą. Nie przyznałam się, że to widziałam, bo byłam (i zresztą nadal jestem) sparaliżowana tym widokiem.
Nie wiem, co robić, mówić mamie? Ona się przecież załamie… Choć nie jestem małym dzieckiem, to w tym momencie mój świat się posypał. Nie myślałam, że coś takiego kiedykolwiek przytrafi się mojej rodzinie. Nie życzę takiej sytuacji najgorszemu wrogowi.
Dodaj anonimowe wyznanie
Porozmawiaj ze swoimi tatą, to on powinien jej powiedzieć. Jesteś dzieckiem, a Twoja mama jest dorosła, nie Ty powinnaś się martwić o jej emocje.
Z pierwszą częścią się zgadzam. Ale „ nie Ty powinnaś się martwić o jej emocje” to już przesada. Owszem, powinna, bo dzieckiem już nie jest i patrzenie tylko na własne dobro powinno się skończyć w wieku przedszkolnym. Jak najbardziej powinna myśleć o innych, zwłaszcza tak bliskich jak rodzice.
I pogadać z tatą.
Postac to nie ona ją krzywdzi, nie może brać na siebie ciężaru decyzji rodziców i jak z tą wiadomością poradzi sobie mama
Jej decyzją jest, czy powiedzieć. To wiadomość wywoła uczucia. Wtrącanie się w relacje zazwyczaj kończy się źle dla wtrącającego się.
Nie jest winą Autorki, że tata zdradza mamę. Ale to z jej inicjatywy mama może się dowiedzieć (o ile już nie wie, w końcu się nie kryli).
Nie mówić. Możliwe że mama o wszystkim wie tylko czeka aż będziesz pełnoletnia. Albo w ogóle tak im pasuje. W serialu paradokumentalnym córka naslala na ojca detektywów żeby go złapali na zdradzie po czym okazało się że rodzice mieli taki układ bo nie mogli czy nie chcieli ze sobą współżyc.
Jeśliby mieli taki układ, to można o to nawet samego tatę zapytać. Jak na spokojnie odpowie, a tym bardziej jakby powiedział, że spokojnie można mamę zapytać to może mają taki układ. Jak mama wie, to by też się nie stresował, tylko by powiedział, że chcieli potem powiedzieć o tym. Ale jak zacznie prosić, żeby nic nie mówić to znaczy, że trzeba powiedzieć.
Nie, absolutnie nie.
Dziecko nie powinno się wtrącać w związek własnych rodziców. Nie i już.
Baba jak nie wypepla to ją skręci normalnie...
A czemu ona ma to w sobie trzymać i sama radzić sobie z tymi emocjami?
Niech pogada z ojcem po kryjomu.
TakaOna dokładnie. Jak nie powie, to ją to zeżre od środka. W ogóle wątpię żeby umiała w tej sytuacji normalnie odnosić się do ojca.
W sumie w komentarzach można zauważyć ciekawą rzecz. Chyba nikt nie potępia domniemanej zdrady. Ale każdy ma jakiś argument, żeby tylko ta mama się nie dowiedziała. Albo się nie wtrącać, albo niby miło, że dziecko nie powinno być odpowiedzialne. Albo po prostu wrednie "baba musi wygadać". Ot, standardowe, nie złodziej jest zły, tylko donosiciel. Wszystko, byle tylko ludzie się nauczyli "nie donosić" i każdy mógł robić niemiłe rzeczy bez martwienia się o konsekwencje.
Najgorsze co ona może zrobić to dać ponieść się emocjom. Powiedzieć zawsze może. Ale cofnąć wypowiedzianych słów już się nie da. To niesie ze sobą rozbicie rodziny. To ojciec jest winien zdrady, ale jeśli matka nie wie to ona spowoduje rozbicie rodziny, jeżeli powie. Dlatego powinna porozmawiać z ojcem a nie mieszać jęzorem jak łopatą w betoniarce przed matką. Finalnie może się okazać, że oboje rodzice będą winić właśnie ją za rozbicie ich małżeństwa, bo nie da się przewidzieć z góry czyjejś reakcji. Wtedy na 18 pocałuje klamkę od zewnątrz.
Panie Dragomirze, czy Pan właśnie napisał coś, co można zrozumieć jako "Może to ojciec zdradza, ale winną rozbicia rodziny będzie córka, która kłapie ozorem"? A jakby Pana zdradzała pana żona, to wolałby pan codziennie czekać na nią, aż wróci z "nadgodzin" czy wiedzieć, gdzie naprawdę chodzi? Oczywiście zapewne pana żona jest wspaniała, jeśli taka osoba istnieje, a rozważanie jest czysto hipotetyczne. Bo jakoś zawsze tak jest, że ludzie obwiniają wszystkich, tylko nie samego zdradzającego. A to żona nie dała i on biedny musiał. A to jakaś pani lekkich obyczajów go uwiodła i on biedny musiał. A to zła żona rozbiła rodzinę, bo złożyła wniosek o rozwód albo ktoś inny rozbił tę rodzinę, bo doniósł. Winna będzie żona, kochanka, dzieci, "donosiciel", ale nie zdradzający. Ot, cały świat jest winien zdrady, rozwodu, ale tylko zdradzający jest bez winy. A nawet jak może trochę, to przecież bardziej winna jest żona, kochanka, dzieci, wszyscy są bardziej winni niż on. "Rozwodu by nie było jakby nikt nie doniósł" zamiast "Rozwodu by nie było jakby nikt nie zdradzał".
Z góry zaznaczę, że to nie rada co napiszę.
Próbowałam wyobrazić sobie taką sytuację i w jaki sposób bym zareagowała. Chyba próbowałabym dążyć do tego, by ojciec sam się mamie przyznał. Zmieniłabym swoje nastawienie do niego i rzucała aluzje. Nic bym sama mamie nie mówiła. Gdyby ojciec się nie przyznał, po pewnym czasie mama otrzymałaby anonimowy list.
Trochę ich poobserwuj i przy dobrej okazji powiedz matce.