To zaskakujące, ile osób nie zdaje sobie sprawy, że jeśli drzwi łazienki są zamknięte, to znaczy, że najzwyczajniej w świecie jest ZAJĘTA. W firmie, w której pracuję, ludzie notorycznie pukają lub pytają, czy ktoś jest w środku, gdy szarpanie za klamkę nie przynosi efektu. Jednak to jest do przeżycia. Szczytem był facet, który "upewniał się", zaglądając do środka przez te małe otwory wentylacyjne w drzwiach.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jak są zamknięte drzwi, a nie ma np. czerwonej kropki nad zamkiem albo innego oznaczenia to skąd ktoś ma wiedzieć czy jest w środku? Naciśnie klamkę, pociągnie drzwi i tyle. Jak się nie otwierają to może ciut mocniej bo może się zacięły. Poza tym w tym wyznaniu nie ma nic czego nie powiesz kolegom przy piwie...
Tu raczej chodzi o pytanie, czy ktoś jest w środku, kiedy po szarpaniu drzwi się nie otwierają
Itami
To też ma sens. Może się zatrzasnęły i nie da się otworzyć
To wciąż nie ma sensu. Jeśli drzwi faktycznie się zatrzasnęły i nie da się otworzyć, to przecież tak czy siak nikt z danej kabiny nie skorzysta. Na jedno wychodzi - trzeba poszukać innej kabiny lub poczekać.
ale po cholere pukac?
Ja miałam głupie sytuacje, ale nie z drzwiami w toalecie, a ze szklanymi drzwiami od małego sklepiku. Nie miałam w sklepie łazienki, musiałam zamykać sklep i iść do baru obok (jeden właściciel). No to zamykam drzwi, kartka na drzwiach „ZARAZ WRACAM”. No i wracam, patrzę, ludzie pod sklepem. Szarpią za klamkę, pukają w szybę, znów szarpią, znów pukają, zdarzało się, że niektórzy krzyczeli coś w stylu „Halo, Halo”! Myślałam, że może kartka się odkleiła, ale nie. Kartka jak wół przed samymi oczami. Kartka wielkości strony w zeszycie i wielki, drukowany, czarny napis „ZARAZ WRACAM”. Po dwóch miesiącach wakacji trzeba było klamkę wymienić, tak wyszarpali. I to nie raz, aby sprawdzić, czy na pewno zamknięte, szarpali jak idioci.
Bo taki napis jest wyjątkowo denerwujący. Napisz godzinę powrotu - chyba znasz swój organizm i wiesz ile ci to zajmie.
Z tymi łazienkami to jest problem. Czasem ktoś zapomni zgasić światło i się wydaje że jest zajęta. Przez takie osoby potem ktoś nie może spokojnie zrobić kupę bo co chwila ktoś naciska klamkę i się nie można skupić. Po jednym nacisnięciu trzeba odpuścić bo czy zajęte czy się zablokowało - i tak tam nie wejdziesz. Zagladanie przez wywietrznik - można jak jest bardzo długo zajęte i nikt się nie odzywa. I jeszcze na koniec - w okolicy toalet zdarzają się zachowania irracjonalne bo jak ktoś czuje że za chwilę się zesra może mieć bardzo dziwne pomysły.
Mnie za to wkurza, że drzwi są zamknięte, na zewnątrz jest czerwona kropka, a baby i tak potrafią szarpnąć za klamkę, bez wcześniejszego pukania czy zawołania. Dopiero kiedy drzwi się nie otwierają, to oświeca ich myśl, że może ktoś jest w środku. Ja za to jestem wystraszona po takim szarpnięciu, a e załątwianie się w miejscach publicznych ogólnie mnie stresuje, to co dopiero po czymś takim. Da osób, które myślą, że to skrajne przypadki: może mam pecha, ale zjechałam do Polski na tydzień i miałam cztery takie sytuacje
Ja miałam podobną sytuację we Francji, zatrzymaliśmy się gdzieś na stacji w celu skorzystania z toalety. Brudno, zamek zepsuty, no ale sikam na Małysza, trzymając klamkę. I w tym cudownym momencie babka ciągnie za klamkę, zero pukania ani nic. Ja ją ciągnę z powrotem, sikając w międzyczasie krzyczę, że zajęte, a ta babka nie przestaje ciągnąć tych drzwi... w końcu udało się jej otworzyć, i usłyszałam "sorry". Opierdoliłam ją, że powinna pukać.
A ja nienawidzę, kiedy pukam, a osoba która jest w środku nic nie odpowiada. No zabiłabym.
tez mnie to irytuje
i u mnie sa widoczne oznaczenia w postaci czerwonej kropki
typowi zagladajacemu przez dziurki kopnelabym w drzwi
Puk kiedyś w publicznej toalecie do drzwi, a głos z kabiny: kto tam?
Jacek Kurski. Chcę zwiększyć oglądalność.