#MRGbr

Od dziecka byłem pilny, dobre oceny w szkole, świadectwa z paskiem, dobre studia informatyczne, a po nich świetna praca. Rewelacyjnie? No nie do końca, jest też druga strona medalu. Mój wygląd, skończyłem 30 lat, a jeszcze 3 lata temu wyglądałem okropnie: krzywe zęby, trądzik i blizny po nim na twarzy, widoczna oponka na brzuchu, do tego jestem niski jak na faceta, ok. 165 cm, do tego mam bardzo przerzedzone włosy, dlatego od kilku lat ścinałem się na zero.

Dokładnie 3 lata temu dałem się namówić na imprezę w klubie ze znajomymi, mówili  "będzie świetnie, pobawimy się, powyrywamy dziewczyny". Wtedy też zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę żadna dziewczyna nie traktuje mnie poważnie i tu nie chodzi o charakter, bo nawet nie zdążyłem zagadać, a byłem spławiany przeróżnymi tzn. mniej i bardziej kulturalnymi tekstami.

Po tej nocy coś we mnie pękło. Wziąłem urlop, wertowałem internet w poszukiwaniu tego jak poprawić swój wygląd, byłem przekonany, że to on jest źródłem problemów i jak się okazało słusznie. Pierwszym krokiem było zapisanie się na siłownię i treningi wraz z dietą uzgodnione z trenerem, oponka zniknęła, a także przybyło kilka kilogramów masy mięśniowej. Blizny na twarzy usunąłem laserowo, a wizyta u dermatologa pozwoliła praktycznie zniwelować trądzik po użyciu różnych leków. Założyłem też aparat na zęby i po 1,5 roku noszenia są w końcu proste. Choć początkowo byłem przeciwny zabiegom, to zdecydowałem się na przeszczep włosów w Turcji, który się okazał strzałem w 10. A wzrost? Jest mnóstwo butów dodających nawet 10-15 cm, wyglądających całkiem normalnie (serio!). Takim sposobem wyglądam na przyzwoite 175 cm. Przekonałem się także do solarium, by mieć nieco ciemniejszą karnację.

Przełomem okazał się początek tego roku, po 3 latach unikania imprez dałem się namówić na sylwestra, domówka na ok. 20 osób, większości nie znałem i udało mi się poderwać bardzo ładną dziewczynę, z którą się później spotykałem.

Przez ostatnie 4 miesiące moje życie towarzyskie zupełnie się zmieniło, zdarza się, że dziewczyny nawet same zagadują, chcą wychodzić na randki, które niekiedy kończą się wiadomo w jakim miejscu. Nawet od znajomych osób słyszę, że wyprzystojniałem, do tego moja pewność siebie jest w końcu na wysokim poziomie, nie wstydzę się wychodzić do ludzi.

Puentą tego wyznania jest to, że nieprawdą jest, że bardziej liczy się charakter. Z autopsji wiem, że ludzie oceniają książki po okładce. Charakter przyda się później, wtedy gdy kogoś poznamy.

#3jCU5

Mam zaburzenia osobowości i rozstrój osobowości.

Czasami budzę się i wiem, że jestem arystokratką, ubieram się w jedwabne sukienki, szpilki itd., maniery mam jak z Wersalu, nie wywyższam się, jestem wtedy bardzo miła i uprzejma, bywam w restauracjach, chodzę na popołudniową kawkę do eleganckich kawiarni z egzemplarzem Vogue, jeżdżę taksówkami, spaceruję po Łazienkach albo jadę do Wilanowa, bywam w teatrze i w operze, wyszukuję tkanin na nowe suknie. Mam 25 lat, jestem szczupła, zadbana i podobno jestem ładna, kiedy mam fazę arystokratki wplatam francuskie słowa, bywam w koszmarnie drogich sklepach, nic nie kupuję, ale ponieważ mam na sobie eleganckie ubrania i wczuwam się w bycie "arystokratką", to ekspedientki skaczą nade mną jak nad królową Elżbietą.

Bywa też tak, że budzę się i wiem, że jestem tanią niunią, wtedy w ruch idą szmatki typowej Karyny, oglądam się wtedy za dresami na ulicach, zdarzyło mi się niestety zagalopować się do tego stopnia, że poznawałam jakiegoś Sebixa i romansowałam z nim dopóki znowu mój mózg nie zmienił mi osobowości. Noszę wtedy ogromne szpile i wyzywające tanie wdzianka, maluję się jak zdzira i jestem strasznie kokieteryjna.

Trzecią osobowość jaką mam jest zwykła szara dziewczyna, wtedy ubieram się tak zupełnie zwyczajnie i zachowuję się jak zwykła szara myszka.

Najgorsze jest to, że ja jestem każdą z nich! Kiedy mam fazę hrabianki, ja nią po prostu jestem, wierzę w to całym sercem, dzięki tej osobowości poznałam bardzo eleganckich i wyrafinowanych ludzi, dzięki fazie Karyny mam kilku znajomych dresów z Pragi, a dzięki fazie szarej myszy właściwie nie mam wtedy znajomych. Żyją we mnie trzy babki, jedna wystrzałowa, bardzo zadbana z doskonałym gustem, elokwencją, wysublimowanymi wypowiedziami, druga tania panienka w leginsach, przykrótkich sukienkach i ogromnych szpilach i ta trzecia szara... Byłam u psychiatry, mam terapię, podobno po jakimś czasie podświadomie mogę wybrać tę jedną z trzech, którą jestem na serio, pożegnam wtedy swoje urojone osobowości.
Choroba ta powoduje, że wczuwam się w swoją rolę tak na maksa.

#UbYYR

Odkąd pamiętam moja starsza siostra uprzykrzała mi życie jak tylko mogła. Zazwyczaj się jej nie stawiałam i dawałam sobą pomiatać. Do czasu.

Mając około 15 lat, przeżywałam swoją pierwszą miłość. Oboje byliśmy niedojrzali i trochę się sprzeczaliśmy, ale jakoś to było. Siostra nie mogła się powstrzymać od wykręcenia mi numeru i pewnego dnia, kiedy brałam prysznic, wzięła sobie moją komórkę i napisała dość przykrą wiadomość do ówczesnego chłopaka (oczywiście podając się za mnie). Posprzeczali się, zerwała z nim w moim imieniu i usunęła całą konwersację. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy do niego zadzwoniłam i dowiedziałam się o wszystkim. Niestety, nie uwierzył, że to wszystko sprawka mojej siostry. Co więcej, uznał, że jestem nienormalna. Miarka się przebrała.

Postanowiłam się jej odpłacić tym samym - też zrobię z niej wariatkę. Zaczęło się bardzo niewinnie, od zwykłego przestawiania rzeczy. Kiedy spała, zostawiałam papierki po jedzeniu przy jej łóżku, zmieniałam ubrania, które zawsze leżały przygotowane na następny dzień. Gdy siostra po raz kolejny znalazła swoją kurtkę w zupełnie innym miejscu niż ją wcześniej położyła, przestała samej sobie ufać. Zaczęła między innymi pytać mnie o potwierdzenie, np. pakowała sobie przy mnie kanapki do szkoły i kazała mi zajrzeć do plecaka i upewnić ją, że na pewno tam są. Wtedy korzystając z okazji, że znika na chwilę, wyjmowałam wspomniane jedzenie. Następnie, gdy wracała ze szkoły i mówiła, że rano pakowała drugie śniadanie przy mnie, ja mówiłam jej, że taka sytuacja nie miała miejsca.

Siostra powoli zaczęła wpadać w paranoję, a ja posuwałam się dalej. Również brałam jej telefon i pisałam do jej znajomych (nic obraźliwego, zwykłe "Hej, co tam?"), a ona nie miała pojęcia kiedy do nich pisała. Nigdy mnie o nic nie podejrzewała, w końcu jestem jej siostrą-frajerką. Rodzice rzadko bywali w domu i raczej zbywali jej problemy.

Stała się kłębkiem nerwów, odkryłam, że zaczęła zapisywać co robi w ciągu dnia, z kim rozmawia. Zajęło mi to trochę czasu, ale nauczyłam się podrabiać jej pismo i dopisywałam coś od siebie.

Miała już naprawdę dość, bała się. Pewnego dnia wyżaliła mi się ze wszystkich swoich problemów. Zrobiło mi się jej trochę szkoda, poradziłam jej pójść do terapeuty, w końcu była dorosła i nie potrzebowała zgody rodziców. Lekarz stwierdził nerwicę i kilka innych zaburzeń. Ja przestałam ją gnębić.

Otrzymawszy pomoc, siostra wróciła do siebie. Liczyłam, że po okazaniu jej wsparcia (jako jedyna), zacznie mnie choć trochę szanować. Niestety, znów zaczęła być dla mnie wredna. Żałuję, że zagrałam na jej zdrowiu psychicznym, ale nigdy jej nie powiem, że to ja zrobiłam z niej wariatkę. Mimo tego jak mnie teraz traktuje, nie zrobiłabym tego ponownie.

#S5X44

Rodzice "zrobili mnie", żebym zajęła się niepełnosprawnym bratem, gdy ich zabraknie...
Myślę, że jest tu sporo osób, które spotkały się z takim zjawiskiem.
"Trzeba zrobić drugie dziecko, żeby zajęło się tym niepełnosprawnym".

Mój brat ma ciężki autyzm, padaczkę, a do tego zachowania agresywne i autodestrukcyjne. Od dziecka wiedziałam, że to mój braciszek, że muszę się nim opiekować, bo wymaga pomocy i kiedyś jego życie będzie zależne ode mnie. Rodzice wpajali mi to od samego początku i brałam to za pewnik.
Mimo to bałam się go, bo czasami z niczego zaczynał mnie bić, a był ode mnie 7 lat starszy, silniejszy, większy. Wszystko w moim domu było podporządkowane pod brata - rodzaj jedzenia, pory posiłków, kanał w tv, wyjazdy.
Mama nie pracowała, zajmowała się bratem, ojciec zarabiał.

Pierwszy okres buntu miałam w gimnazjum, gdy chciałam gdzieś wyjść ze znajomymi, jednak mama kazała mi się wtedy opiekować bratem. Zaczęłam ją prosić, narzekać, że nigdzie nie wychodzę, na co odparła mi, że po to mnie zrobili, żebym się nim zajmowała. I od tego momentu nic już nie było takie same. Nie czułam się kochana, akceptowana, a nawet uważałam, że jestem wykorzystywana.

Gdy dostałam się na naprawdę dobre studia w innym mieście, dla nich to był cios, że nie będę już w domu, że im nie będę pomagać. Kazali mi przemyśleć decyzję. Płakałam po nocy, bo naprawdę oczekiwałam, że się ucieszą, będą dumni. Dodatkowo zajmowanie się bratem było coraz trudniejsze. Był za duży, za silny, żeby nad nim zapanować. Raz gdy mnie uderzył miałam podbite oko, spuchniętą twarz, mamie złamał palce.

Na studiach wreszcie byłam panią swego losu. Zaczęłam też pracować jako barmanka wieczorami, uniezależniać się od rodziny. I przyznam, że z miesiąca na miesiąc coraz rzadziej się z nimi kontaktowałam, potem jeździłam tam tylko na święta.

Na te święta do nich nie pojechałam, spędziłam je z rodziną chłopaka w górach, było super.

W marcu moja mama musiała mieć operację, więc pojechałam do domu, żeby pomóc, ale robiłam wszystko na odwal się. Pomagałam jej w czynnościach domowych, w gotowaniu, ale brata totalnie olewałam. Mama stwierdziła, że nie tak mnie wychowała, że jest mną bardzo zawiedziona, że w przyszłości będę za niego odpowiedzialna i musimy mieć jakiś kontakt.
Jakiś kontakt? On nie ma z nikim i niczym kontaktu. Odparłam jej zgodnie z prawdą, że nie planuję się nim zajmować, że jeżeli będzie taka potrzeba, to oddam go do domu opieki. Płakała, krzyczała na mnie i kazała mi się wynosić.

Wzięłam wszystkie swoje ciuchy, pamiątki, dokumenty, świadectwa i wyszłam.


Minął miesiąc od tej sytuacji. Nie próbowali do mnie dzwonić.
A mi jest... zaskakująco dobrze. Jestem szczęśliwa, czuję się niezależna. Mam takie wrażenie, że odzyskałam własne życie. Nie czuję wstydu, tylko... dumę? Dziwne?

#pyLaU

Mój ojciec niedawno poprosił mnie, żebym zalogowała się na jego konto na Facebooku za pomocą mojego messengera, żeby mógł porozmawiać ze swoim bratem za pomocą video chatu.
Bez problemu zalogowałam się, dałam ojcu telefon (na swoim nie ma takiej opcji, bo jest zagorzałym przeciwnikiem telefonów dotykowych). Bardzo rzadko właściwie korzystam z tej aplikacji, więc nawet zapomniałam, że nadal jestem zalogowana na jego koncie.

Parę dni później dostałam wiadomość od wujka. Jakoś zapomniałam o tym, że nie jestem na swoim koncie i odruchowo ją otworzyłam. Niestety wolałabym wymazać sobie pamięć po tym, co zobaczyłam... Wujek i ojciec regularnie wysyłają sobie przeróżne krótkie filmiki z nagimi kobietami wykonującymi przeróżne czynności, boomerskie, dwuznaczne memy i inne takie. Na stare lata facetom odbija, nie?
Nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie fakt, że ojciec dał bratu srogi szlaban, gdy przyłapał go na oglądaniu filmów dla dorosłych, a sam będąc konserwatywnym katolikiem wielokrotnie krytykował takie produkcje.

Fakt, że ojciec jest hipokrytą mnie nie dziwi. Raczej to, że wujek jest księdzem, który wtedy przebywał na misji za granicą...

#8H5cq

Jestem już po 30 i szczerze cieszę się, że żyję, że nikt mi nie zrobił większej krzywdy, niż ja sama sobie wyrządzałam w przeszłości. Nie, nie chodzi mi o samookaleczenie się, mam na myśli bardziej moją głupotę, która za czasów studiów doprowadzała mnie do skrajnie głupich, niebezpiecznych sytuacji.

Miewałam takie tygodnie, że nie trzeźwiałam, raz po imprezie poszłam z nieznajomym na jakiś pustostan napić się piwa, jemu zachciało się amorów, więc go zostawiłam... Było ciemno, późno, zima, ja odstrzelona, bo urodziny kolegi były, na szczęście ten chłopak nic mi nie zrobił, nie nalegał, dał odejść. Następnie wsiadłam w tramwaj i zasnęłam, jeździłam od początku do końca, motorniczy nie wiedział co ma ze mną zrobić, a mógł mnie przecież wyrzucić na końcowym i nara... On jednak obudził mnie za którymś tam już razem i wysadził w centrum, obok radiowozu, na przystanku. Panowie policjanci odwieźli mnie do domu i też nikt mi nic nie zrobił, a przecież było tyle okazji... 
Innym razem przez upojenie wsiadłam w zły tramwaj, wysiadłam na jakimś randomowym przystanku i zaczęłam łapać stopa, zatrzymał się chłopak z dziewczyną i na moje szczęście okazało się, że mieszka obok (czaicie w wielkim mieście mieć takiego farta?). Odwiózł mnie pod blok, dziewczyna odprowadziła pod drzwi.

Tyle się słyszy o porwaniach, gwałtach, kradzieżach, a mnie mimo natarczywego kuszenia losu nic nie spotkało. Zastanawiam się czemu ja wtedy kompletnie nie myślałam? Co ze mną wtedy było nie tak? Teraz boję się wyjść wieczorem do sklepu (i to nie przez pandemię). Żeby wyznaniu dodać pikanterii, to z jednym ze swoich wybawców miałam przez kilka lat relację seksualną, a teraz się tylko przyjaźnimy i śmiejemy (cóż innego mogę?), bo czasu nie cofnę, nie zmądrzeję. Oczywiście teraz nie przypominam dawnej siebie, lubię spędzać wieczory czytając książki czy grając w planszówki i nie piję alkoholu.

Takich historii z przeszłości mam niestety znacznie więcej, co jakiś czas przypomina mi się jakaś i wtedy skręca mnie żal z braku odpowiedzialności, mózgu i wyobraźni.
Pozdrawiam wszystkich i stay safe!

#Ltqly

W okresie tego całego wirusa zaczęłam więcej czasu spędzać z mamą. Nigdy nie byłyśmy bardzo blisko, w dodatku teraz jestem na studiach i widujemy się dosyć rzadko ze względu na odległość. I może to nie anonimowe, ale mama dzisiaj po paru lampkach wina opowiedziała mi coś, czego nigdy wcześniej nikomu nie wyjawiła.

Kiedyś miałam brata, który zmarł mając zaledwie 2 lata. Brat urodził się z wadą serca i od początku lekarze wprost mówili, że długo nie pożyje, jednak cała rodzina nie brała na poważnie tych prognoz i wierzyła, że brat wyzdrowieje, że stanie się jakiś cud. Mama jednak w duchu przygotowywała się na jego odejście. Gdy był niemowlakiem, często brała go do ręki i gdy układa go do snu, to udawała, że jego kołyska to tak naprawdę mała trumienka. Nie mogła sobie wyobrazić jak takie małe stworzenie może mieć urządzony pogrzeb i jak mała musi być dla niego trumienka (brat był znacznie mniejszy niż powinien być). Kiedy w końcu brat odszedł, mama była bardzo spokojna. Rodzina ojca wręcz zarzucała jej nieczułość, bo nie okazywała swych emocji otwarcie. W rzeczywistości praktycznie od pierwszego dnia przygotowywała się na jego śmierć, a gdy w końcu przyszedł jego czas, to poczuła ogromną ulgę.

#BxvIA

Czuję się okropnym rodzicem.

Mam syna szesnaście lat, straszny leń, ale inteligentny i pomysłowy, oraz czteroletnią córkę, która jest małym, okropnym atencjuszem.

Kiedy zamknęli przedszkola i szkoły, przez dwa tygodnie zostawałem w domu, potem moja partnerka, ale nie możemy sobie pozwolić na takie opuszczanie pracy, zwłaszcza w dobie kryzysu (istnieje spore ryzyko nieprzedłużenia umowy dla nas obojga).
Syn zaproponował się, że będzie siedział z małą. Lekko mówiąc nie byłem do tego pomysłu przekonany, bo córka jak już mówiłem jest strasznym atencjuszem (nawet jak na swój wiek) i non stop wymaga uwagi. No, a przynajmniej tak mi się wydawało.

Mieszkam w domu segmentowanym, w drugim segmencie mieszka moja rodzicielka (mamy wewnętrzne schody), więc razem z żoną uznaliśmy, że jakby co, młody nie jest z dzieckiem zupełnie sam (poza tym chłopak ma zrobione kursy z pierwszej pomocy i wie co robić w sytuacjach krytycznych, co już kilka razy udowodnił).
W każdym razie, na wszelki wielki i tak zamontowaliśmy małą kamerkę w salonie (taką jak do obserwacji niemowlaków), bo tam głównie siedzą.

Przez pierwsze dni sprawdzaliśmy ją regularnie z partnerką, potem ponieważ nic się nie działo, przestaliśmy. Syn o niej wiedział.

Teraz kiedy wracam do domu zauważam z przerażeniem jak wszystko się zmienia.

Młody dalej jest taki sam, głównie nic nie robi, czyta książki i gra w gry, ale moja córka zmieniła się pod jego opieką nie do poznania.
Tak jak kiedyś, co wydawało mi się poniekąd naturalne, dużo rzeczy trzeba było robić za nią albo jej w nich pomagać, tak teraz potrafi zrobić sama prawie wszystko.

Sama się ubiera, sama jest w stanie sobie zrobić picie (syn wziął baniak po soku, nalał do niego wody i zamontował w nim pompkę, aby sama mogła sobie wszystko nalewać), sama organizuje sobie zabawę, a nawet jest w stanie włączyć telewizor i wybrać sobie kanał, albo wybrać i puścić bajkę na DVD (ja sam uczyłem się obsługi tego cholerstwa przez trzy tygodnie).

Wczoraj jednak wszystko przeszło moje oczekiwania, bo kiedy piłem sobie herbatę po pracy, mała przyszła do mnie do kuchni, otworzyła lodówkę, wyjęła składniki i zaczęła robić sobie kanapki.
Kiedy ją zapytałem skąd to umie, to było oczywiście "Mati mi pokazał!".
Dopiero wtedy zauważyłem, że większość produktów w mojej własnej lodówce została przeniesiona na dolne półki.

Wiem, że to brzmi głupio, moja partnerka tak tego nie odczuwa, ale ja czuję, że zawaliłem jako rodzic w stosunku do małej. Nie byłem w stanie pokazać i nauczyć mojego własnego dziecka takich, w gruncie, prostych, podstawowych rzeczy.

Czuję się winny, bo mam wrażenie, że robiłem z niej jakąś amebę, traktowałem jak jajko.

I przepraszam, że wylewam tu żale, ale żona w ogóle nie chce mnie słuchać i nie traktuje mnie poważnie. Zapewne jestem przewrażliwiony, a ona ma rację.

#qc9Js

Moja mama ma kubek z napisem typu "super mama". Skręca mnie na widok, kiedy dumnie z niego pije. Dlatego staram się nie dopuszczać do takich sytuacji. Zwykle staram się go chować na tył szafki, za innymi a jeśli widzę, że jednym z ostatnich czystych jest właśnie TEN kubek, to wsadzam go do zmywarki lub sama z niego korzystam.

Nie robię tego jej na złość. Robię to, dla spokoju swojej duszy. Żeby być "super mamą" nie wystarczy zapewnić dach nad głową. Są rzeczy, których nie można kupić ani na nie zapracować.

#yn5zl

Około 10 lat temu zapoznałem na pewnym czacie M.
M. była wtedy o trzy lata młodsza ode mnie, miała bowiem 23 lata. Przynajmniej tak podawała. Pisaliśmy z sobą przez dwa lata, zanim w końcu postanowiliśmy się spotkać.
Zakochałem się, cholera. Naprawdę, niesamowicie mocno wpadłem w miłosny stan. Ona rozumiała wszystko co pisałem, można z nią było pogadać na wszystkie tematy i była bardzo dojrzała. SMS-y, GG, e-maile wysyłane były codziennie w ilościach hurtowych. Nigdy nie poprosiliśmy o swoje zdjęcie ani nic w tym stylu, bowiem nie chcieliśmy sobie psuć kontaktu, gdyby się okazało, że któreś z nas jest szpetne.

Wyobraźcie sobie moją minę, gdy M. okazała się dwunastolatką, która myślała, że zgrywam się z tym, że mam 26 lat, bo przecież tak starzy ludzie nie używają internetu. A bynajmniej nie do szukania dziewczyny na czacie.

Z M. nadal piszę, jest moją najlepszą przyjaciółką. Jednak przez pierwsze trzy lata dalszej znajomości pisałem bardzo ostrożnie, bojąc się wjazdu prokuratora na chatę.
Z miłości do niej wyleczyłem się już dawno temu, a moim znajomym, którym chwaliłem się M. jak najęty powiedziałem, że mnie wystawiła i nigdy więcej nie napisała.
Dodaj anonimowe wyznanie