#GQKag

Codziennie rano odwiedzałem pobliską cukiernię i kupowałem ciastka czy inne wypieki. Szczerze mówiąc, nie jestem fanem słodyczy. Odwiedzałem to miejsce ze względu na śliczną dziewczynę, która tam pracowała. Niewiele się odzywała, wydawała się wyjątkowo nieśmiała i bardzo często przemykała za plecami koleżanek, byleby uniknąć kontaktu z klientem. Ja też nie mogłem zebrać się na odwagę i zaprosić ją na kawę. Ostatnio w końcu nadarzyła się okazja - cukiernia była prawie pusta, obiekt moich westchnień odkrajał dla mnie kawałek sernika na zimno. Zebrałem się w sobie i zanim zapytała o cokolwiek, powiedziałem, jak bardzo mi się podoba i że od dawna ją obserwuję, a przy okazji chciałbym, żebyśmy wyszli gdzieś razem i lepiej się poznali. Wyszło idealnie! Scena niemalże jak z filmu... właśnie wtedy okazało się, że obiekt moich westchnień jest bardzo ładnym, długowłosym, młodym chłopakiem.

#YzsS9

Swego czasu mój małoletni syn miał zajawkę na Harry’ego Pottera. Przeczytał wszystkie książki, przeszedł wszystkie gry i zebrał chyba wszystkie figurki z tej serii. Jego fascynacja przygodami słynnego czarodzieja poszła jednak znacznie dalej.

Otóż odkryłem, że moje dziecko pozmieniało nazwy kontaktów w swoim telefonie. I tak nasza córka wpisana została jako „Hermiona”, najmłodszy syn figurował jako „Ron”, moja żona nazwana została „profesor McGonagall”, natomiast mój brat zwał się „Hagridem”. Długo szukałem siebie, aż w końcu znalazłem. Mój najdroższy syn, pociecha moja, pacholę najwspanialsze nazwało mnie „Voldemortem”.

#30Uis

Mam 29 lat. Od 12 lat ciężko pracuję. Wyszłam za mąż dosyć młodo, miałam 21 lat, ale do tej pory jesteśmy razem. Udało nam się kupić mieszkanie, mamy dwa samochody. Zaczynałam jako informatyk na helpdesku bez żadnej szkoły czy studiów. Teraz jestem programistą. Nie uważam tego za nie wiadomo jaki wyczyn, ale myślę, że mam powód do dumy. I chyba tylko ja tak myślę…

Ostatnio na kolacji u teściowej oznajmiłam, że dostałam podwyżkę i zaczynamy budowę domu. Jedyne co usłyszałam, to "Aha". Zaraz potem mój szwagier oznajmił, że ponownie zostanie ojcem (ma już trójkę dzieci z inną kobietą, widuje się z nimi raz na rok). Wszyscy zaczęli bić brawo i wychwalać go pod niebiosa, jakby przynajmniej wynalazł szczepionkę na koronawirusa. Facet dobiega 40. Ze swoją obecną partnerką mieszkają w domu jego matki. On pracuje jako sprzątacz, a ona od czasu do czasu jako opiekunka osób starszych. Nie mówię, że zawód sprzątacza to coś złego, ale oni ani nie mają żadnych oszczędności, ani mieszkania. I po prostu jest mi przykro, bo w dzisiejszych czasach chyba największym osiągnięciem dla ludzi jest spłodzić dziecko. Nie ma w tym nic złego, ale przez teściową i całą rodzinę jestem traktowana jako ta gorsza, bo nie mam dzieci. I naprawdę chciałabym mieć dziecko, jednak nie udaje nam się. Każde święta czy spotkania słyszę "a kiedy wy postaracie się o dzieci?". Mówiłam, że nie planujemy na razie (wolę żeby ludzie myśleli, że nie chcę, a nie, że nie mogę), ale to nic nie daje. Święta w święta to samo, życzenia gromadki dzieci… Mimo że jestem szczęśliwa, to przez wielu ludzi jestem traktowana jako ten gorszy sort, bo nie mam dziecka.

#VMKM6

Do niedawna miałem narzeczoną.

Mam dziwny fetysz, o którym jeszcze nie tak dawno nikt nie wiedział. Kiedy mojej narzeczonej nie było w domu, zawsze przebierałem się w zakupione wcześniej spódniczki i zadowalałem się. Taki fetysz. Nigdy o nim nie wiedziała, bo ubrania zawsze starannie chowałem.

Ostatnio jednak złożyło się tak, ze wróciła, akurat kiedy wyszedłem po piwo. Spódniczkę zostawiłem na kanapie, miała to być tylko chwila. Na przywitanie dała mi z liścia, potem się spakowała i jeszcze rzuciła, że nie wiedziała, że spotykała się z pedofilem i że zadzwoni na policję, jeżeli zaraz nie powiem jej gdzie jest właścicielka tej spódniczki... Na nic moje tłumaczenia, że to moja. Przyjechała policja, wysłuchała mnie, przejrzała dom. Uznali, że moja. Ale tamtego dnia straciłem dziewczynę i godność.

#YPSl5

Moja mama ma schizofrenię paranoidalną. Choroba trwa już dobrych 20 lat, była kilka razy w zakładzie zamkniętym (pomagało na kilka miesięcy). Odstawiała sama leki i przestawała chodzić na wizyty. Mój ojciec za którymś razem jej nawrotu choroby rozłożył ręce i się poddał, a ja razem z nim. Ubezwłasnowolnienie nie wchodziło w grę, nie wiem czemu, ja byłem za smarkaty, miałem jakieś 16, może 17 lat.

W wieku 22 wyprowadziłem się z domu. Jakie to było zajebiste uczucie - spokojnie przespana cała noc, bez krzyków, wyzwisk, ogólnego darcia matki w nocy i w dzień. Odwiedzam mamę co tydzień lub dwa w zależności od tego, jak mi praca pozwoli (kierowca). I przynajmniej raz w miesiącu poruszam kwestię lekarzy, wizyty. Staram się robić to delikatnie, ale zawsze słyszę to samo "a po co?".

Dziś mam wspaniałą żonę i największy skarb - dziecko. W niedzielę byłem u mamy, na herbatę dosłownie, i palnąłem: "Żona chce iść do pracy i gdybyś się leczyła, to z wnusią byś posiedziała, a tak to nie ma mowy". Po chwili ciszy mama odpowiedziała, że w ciągu dwóch tygodni się zbierze. Poszła na drugi dzień w poniedziałek się zarejestrować! Zadzwoniła do mnie, a ja się prawie popłakałem, bo to już pół sukcesu.
Wie o tym tylko moja żona.

#Kr2UV

Moja ciotka była hipochondryczką. Co tydzień przychodziła do nas opowiadać o nowej chorobie jaką ma. W jednym tygodniu był rak, w drugim nadczynność tarczycy, a w jeszcze inny gruźlica. Często też symulowała różne objawy. Jednak częściej niż w domu bywała u lekarzy (szczególnie onkologów), mimo setek badań wszystko wykazywało, że jest zdrowa i nic jej nie dolega. Niestety lekarza psychiatry nigdy odwiedzić nie chciała, mimo naszych próśb.

Podczas jednego z rodzinnych spotkań ciotka jak zwykłe zaczęła mamrotać coś, że źle się czuje. Oczywiście nikt nie zareagował, wiedzieliśmy, że to się jej tylko wydaje, jak było za każdym razem. Poddenerwowana już kuzynka powiedziała, że skoro ciotka się aż tak źle czuje, to nie powinna iść z nami na spacer. Nikt nie zaprzeczał. Kazaliśmy ciotce posiedzieć przed TV i zadzwonić, gdy już "poczuje się lepiej". My w tym czasie wyszliśmy z domu. Wróciliśmy jakieś 3-4h później i zastaliśmy ciotkę martwą na ziemi. Miała zawał.

Teoretycznie możemy się usprawiedliwiać, że przez zaburzenie ciotki naturalne było ignorowanie jej objawów, ale cała rodzina ciągle czuje się winna. Ja wciąż nie mogę się po tym otrząsnąć.

#VZLZ2

W związku z epidemią działają liczne grupy pomocowe typu Widzialna Ręka. Chcę pomóc, więc oferuję możliwość zrobienia zakupów starszym sąsiadom (mieszkam w bloku, gdzie średnia wieku to 60-70+). Ktoś chyba zbyt mocno wziął sobie tę ofiarność do serca, bo sąsiadka przyniosła listę zakupów, ale na prośbę o pieniądze na nie ciężko się zdziwiła, bo przecież to miało być zrobienie jej zakupów, za darmo i z dobrego serca...

Część anonimowa - zapał pomocowy znikł, zastąpiło go życzenie zarażenia się tego typu osób, świat będzie bez nich lepszy :(

#T5dpg

Schodziłam po schodach na klatce schodowej i złamał mi się obcas, przez co poleciałam w dół, uderzając głową o poręcz oraz tracąc przytomność. Gdy przytomność zaczęła mi powoli wracać, zorientowałam się, że przechodzący obok sąsiad w zaistniałej sytuacji uznał, że zamiast wezwać pomoc, woli sobie podotykać, korzystając z tego, że przecież nie odmówię, bo nie mam jak. Zdążyłam jęknąć, że ma przestać mnie dotykać, wtedy sąsiad spalił głupa, że chciał tylko pomóc.

Nie wiem jakim trzeba być potworem, żeby się tak zachować. Zamierzam go pozwać.

Wstrząs mózgu nie boli mnie aż tak jak to, że ktoś bezkarnie swoimi obrzydliwymi łapami dotykał moje ciało i to w momencie, gdy potrzebowałam pomocy. Czuję się teraz jak jakiś przedmiot.

#yr46L

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to napiszę, ale w końcu to Anonimowe :D

Początek semestru na pierwszym roku, jakieś zajęcia, człowiek był młody, to i chodził...
Siedzę sobie grzecznie i robię notatki. Nagle odwraca się do mnie chłopak ze zniewalająco pięknym uśmiechem i swym przecudownie uroczym głosem mówi "fajnie, że ktoś zapisuje ten bełkot, będę miał od kogo spisać", a ja nie wiedzieć czemu zaczęłam chichotać jak idiotka blondynka z yorkiem pod pachą widząca nowe różowe kozaczki...
No i próbując się opanować, by nie wyjść na kompletną blond pindzię, spięłam się tak, że pierdnęłam tak okropnie głośno, że nagle wszystkie oczy skierowały się w moją stronę, a ja zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej i jeszcze głupiej, bo nie miałam jak uciec... No cóż, zdarza się, jak widać, nie tylko "na dworze dupa może", ale na sali wykładowej też...


PS Nie, nie bierzemy ślubu i nie, nie jesteśmy parą - jest chłopakiem mojego przyjaciela.

#tG7c3

Byłam mocno zmęczona i w głowie przeklinałam cały świat. Zbierałam standardowo rozwalone skarpetki po całej chacie, by wstawić pranie. Zebrałam, udałam się do łazienki, by wrzucić całą kupę ciuchów do pralki, więc otworzyłam kibel, wrzuciłam wszystko do środka i zamknęłam klapę.
Przygoda zaczęła się dopiero wtedy, gdy zrozumiałam co odje*ałam, bo spuściłam wodę.
Dodaj anonimowe wyznanie