#yJNKi

Mój ojciec tak bardzo nie umie się przyznać do błędu, że woli zmyślać niż ponieść za coś winę.
Gdy podczas wyrejestrowania samochodu okazało się, że źle spisał numer VIN, oskarżył mnie o dopisanie dodatkowych cyfr. Dlaczego miałbym to zrobić? A dlatego, żeby go ośmieszyć w Wydziale Komunikacji...

#95t5c

Jak dostałam się na studia dowiedziałam się, że w tym samym mieście będzie też studiowało dwoje moich znajomych ze szkoły średniej. Cieszyłam się, że nie będę tam sama i będziemy się czasem spotykać. Widywaliśmy się średnio raz w miesiącu. Mówili, że się cieszą, gdy do nich przychodzę i żebym wpadała częściej. Ale ich zachowanie mówiło co innego. Ciągle siedzieli wpatrzeni w telefon i zamiast skupić się na rozmowie ze mną, woleli w tym czasie z kimś pisać. Później zaproponowali mi wspólne wyjście w weekend. Zgodziłam się, powiedziałam, że chętnie z nimi pójdę. Jednak gdy napisałam do nich, czy dziś wychodzimy, odpisali mi, że nie, bez propozycji spotkania się innego dnia. Podobnie było z wyjściem do kina. Przyjęłam ich propozycję, a oni, o niczym mi nie mówiąc, sami tam poszli, chwaląc mi się później kupionymi biletami. Najdziwniejsze było to, że gdy spotkałam jedną z tych osób na mieście, to uśmiechała się do mnie, mówiąc, żebym przyszła ich odwiedzić, a gdy już przyszłam, siedziała tylko ze swoim telefonem, nawet na mnie nie patrząc.

Mogli mi powiedzieć, że nie mają czasu na spotkania ze mną, ale zamiast tego woleli traktować mnie jak idiotkę i proponować wspólne wyjścia, do których nigdy nie doszło. Jest mi przykro, bo ja poświęcałam im swój czas, a oni mieli to gdzieś.

#YE8WT

Rozwiodłem się 10 lat temu. Wtedy, odchodząc od żony, z którą tworzyliśmy parę od czasów gimnazjum, byłem niesamowicie szczęśliwy. Już widziałem to życie, które mnie omija, tabuny dziewczyn, które zaczną walić do moich drzwi, imprezy - oderwanie od szarej, nudnej codzienności...

Od czasu rozwodu każda nowa dziewczyna to był przepis na katastrofę. Jedna wprost przyznała, że mieszkała ze mną, bo na ostatnim roku studiów nie stać jej było na własny kąt, a ostatnia po 3 miesiącach znajomości mnie okradła i zniknęła. Ta, z którą mieszkałem zaraz po rozwodzie pomimo rozstania nie chciała się ode mnie wyprowadzić, więc musiałem zacząć procedurę eksmisji, na szczęście wtedy odpuściła, ale co przeżyłem, to moje. Z imprez też nic nie wyszło, bo praca i kredyt na mieszkanie, większość znajomych zerwało kontakt. Od kilku lat czuję, że to jakaś chora równia pochyła, jest coraz gorzej, a ja zaczynam czuć, że nigdy z żadną normalną kobietą nic mnie nie połączy. Ostatnio nowe relacje są suche, a ja nic nie czuję, chemia zniknęła.

Tak było do wczoraj. Jechałem samochodem i zobaczyłem jak po chodniku, w dość dużej odległości, idzie piękna kobieta. Trzymała za rękę jakieś małe dziecko, ale i tak wydała mi się jak w bajki, od razu zauważyłem długie brązowe włosy, zgrabną sylwetkę i ładny uśmiech, którym obdarzała małą. Takie były moje spostrzeżenia na pierwszy rzut oka, ale i tak wystarczające, by serce podeszło mi do gardła, a w brzuchu pojawiły się motyle. To wszystko zmieniło się w dół czarnej depresji, gdy się zorientowałem, że to moja była.

#0sSYN

Pracuję w urzędzie skarbowym, aktualnie dostałem premię za wykrycie zakamuflowanej dziupli podatkowej, praktyczny awans będzie na dniach.
Wszyscy mi gratulują i dziwią się, jakim cudem dorwałem tak dobrze ukrytych kanciarzy.

Nie wiedziałem, że robią cokolwiek nielegalnego, chciałem jedynie dojechać gościa, który znęcał się nade mną w gimnazjum, wielokrotnie bił i okradał, a potem był chroniony przez swojego wpływowego ojczulka.

Cóż, widać, że złodziej zawsze złodziejem pozostanie, a ojciec nie żył wiecznie, by mu tyłek uratować.

#3KARn

Będąc sobie akurat w mieście rodzinnym na wakacjach, wybrałem się ze znajomymi do klubu. Zdziwiony spotkałem tam jednego z moich przełożonych, niby statecznego menadżera z wysokimi zarobkami, w towarzystwie jakiejś młodej dziewczyny (z 10 lat różnicy). Tańczyli, całowali się, widać, że się do siebie "kleją". Tylko że on jest mężem koleżanki z mojego teamu... Po pewnym czasie mnie zauważył. Odciągnął na bok i gorąco prosił, żebym nic nikomu nie mówił.

Po powrocie do pracy czekała mnie podwyżka i przydzielenie do fajnego projektu (wiadomo, że jak wypali, to bonusy będą syte). Z jednej strony fajnie, z drugiej wiedziałem, że jak go "wsypię", to będę miał przejebane do spodu - był w takiej pozycji, że mógł mi z życia (a dokładnie z pracy) zrobić piekło.

Odczekałem dwa miesiące i z założonego zawczasu maila wysłałem koleżance wiadomość, podając się za tamtą dziewczynę (nietrudno było przez znajomych dowiedzieć się jak się nazywa). "Nawymyślałem jej", że czemu nie pozwala mu na rozwód i że "my" się prawdziwie kochamy i chcemy być razem. Opisałem jak to się namiętnie spotykaliśmy (poprosiłem znajomych, żeby przyuważyli tego typa kiedy wpada się z nią spotkać, a że w tym mieście są dwa kluby na krzyż, to nie było trudno, więc miałem trzy daty jego wizyt).

Afera na całego. Rozwód z jego winy, gość po portfelu dostał potężnie. Nikt się nie domyślił, że to ja.

Teraz mogę o tym napisać, bo go wywalili z firmy (po rozwodzie olewał pracę i zawalił kilka projektów) i mi może nagwizdać na drodze służbowej. A osobiście to nawet chciałbym, żeby się przypieprzył - nie cierpię typa za jego wywyższanie się i za to, że koleżankę zdradzał.

#LSn45

Lata temu otworzyli koło mnie nowy market budowlany. Żadnego remontu akurat nie planowałem, ale pierwszego dnia mogą być jakieś promocje i może coś się kupi na zapas.
Promocji żadnych nie było, ale stały hostessy z przekąskami. Nie żałowałem sobie i żołądek zaczął upominać się o swoje prawa. W ogóle się tym nie przejąłem, bo widziałem, że na parterze jest toaleta dla klientów. Ale co mi szkodzi najpierw obejrzeć piętro...

Wszedłem na piętro i wtedy poczułem, że nie jest dobrze. Wiedziałem, że na parter już wrócić nie zdążę. Teraz już tylko cud mógł mnie uratować. I cud się zdarzył! Jest toaleta! Dziwna trochę, chyba dla personelu. Nie jest łatwo zaciskać pośladki i jednocześnie płaszczyć się przed kimś, żeby pozwolił z toalety skorzystać, nie dane mi było jednak tego sprawdzić, bo personel gdzieś wywiało. Szybko usiadłem na sedesie i poczułem ulgę towarzyszącą opróżnianiu jelit.

Kiedy kończyłem, miałem już małą widownię, bo to był sedes w toalecie  zaaranżowanej na wystawie...

PS Nikt się nie odezwał, bo ludzie myśleli, że to taka reklama na otwarcie. Reklama to jednak potęga.

#zP3Z0

Jestem tchórzem...pozwoliłem odejść wspaniałej kobiecie. Mam 25 lat, przez internet poznałem wspaniałą dziewczynę, pisaliśmy ze sobą kilka tygodni. W końcu odważyłem się zaproponować spotkanie, w realu była jeszcze piękniejsza. Rozmawialiśmy na luzie, czułem że w końcu poznałem tą jedyną. 

Teraz do sedna, mam kompleks- zez szczególnie ujawnia się w sytuacjach stresujących. Ona nie wnikała,nie pytała jednak widziałem,że ją to krępuje i nie szuka ze mną kontaktu wzrokowego. 

Kilka dni po spotkaniu napisałem, ku mojemu zaskoczeniu odpisała, że z chęcią spotka się ze mną kolejnych raz. Jednak po drugiej randce stchórzyłem, wycofałem się, zaprzestałem kontaktu... Poczułem, że się zakochuje, a z drugiej strony bałem się odrzucenia przez mojego cholernego ZEZA!!!

#qY7ma

Na Walentynki wysłałam swojej przyjaciółce bukiet kwiatów. Jako, że obie jesteśmy singielkami, wiedziałyśmy, że żadna z nas nic nie dostanie, ale ona przeżywała ten dzień wyjątkowo mocno. Bilecik był po angielsku, ponieważ mieszkamy za granicą, więc myślałam, że będzie na miejscu. Słowa wyraźnie wskazywały na to, od kogo ów bukiet kwiatów był. Nie podpisałam się, byłam pewna, że się domyśli. Nie wzięła mnie nawet pod uwagę, nadal zastanawia się, od kogo to. Przyznać się, czy nie?

#gGPpB

W drugiej klasie szkoły podstawowej do mojej klasy przyprowadzono grupę pierwszaków. Każdy dostał "swojego pierwszaka". Zadanie polegało na tym, że pierwszak miał połączyć literkę ze zwierzakiem, którego nazwa zaczynała się na ową literkę (R jak ryba), a my mieliśmy pomóc w razie potrzeby. Ochoczo zabrałam się do działania, ale musiałam przedobrzyć z uśmiechaniem się, bo w pewnym momencie podeszła do mnie pani, powiedziała, że to nieładnie wyśmiewać się z młodszych dzieci i postawiła mnie do kąta, gdzie stałam do końca lekcji. Nie pozwolono mi już zajmować się pierwszakami.

Prawda wyglądała tak, że byłam empatycznym dzieckiem i uśmiechałam się, bo chciałam, żeby absolutnie onieśmielony pierwszak trochę się rozluźnił. Niby głupie, ale do dziś jak o tym pomyślę, to jest mi przykro, bo nikt mi wtedy nie uwierzył.
Dodaj anonimowe wyznanie