#byxVZ

W tym tygodniu dowiedziałam się, że mój mąż, z którym jestem od 5 lat, w 2017 roku zdradził mnie, a w czerwcu 2018 r. urodził mu się syn.

Dwa lata temu straciłam nasze dziecko w 9 tyg ciąży.
Nie mogę oddychać normalnie, nie jem, nie mogę spać. Byłabym w stanie mu wybaczyć, gdyby powiedział mi od razu, a nie gdy mały ma już dwa lata.
Nie jestem w stanie jego zrozumieć. Jak można kogoś tak zranić? Jego matka oraz bracia wiedzieli, przekonywali, żeby mi powiedział.
Najgorsze jest to, że nie mogę wrócić do Polski przez sytuację z koronawirusem. Walizki miałam spakowane, ale odwołali mój lot.

Przez dwa lata nie dostałam od niego nawet róży, zapomniał o moich ostatnich urodzinach. Swoje dziecko widywał normalnie, kiedy byłam w pracy. Nosi imię po jego zmarłym ojcu. Dwa lata kłamstw dzień w dzień. Nawet nie miał jaj, żeby mi powiedzieć. Znalazłam w domu faktury na różne dziecięce rzeczy, a ani w jego, ani w mojej rodzinie nie ma dzieci poniżej 10 roku życia.
Przestałam czuć cokolwiek, oprócz pustki.

#BJdj5

Wychowywanie się w rodzinie fanatyków religijnych to największy koszmar, jaki przeszłam.

Ciągłe straszenie mnie rzekomym końcem świata. Gdy chorowałam, matka jedynie się modliła zamiast zabrać mnie do lekarza. Do tego ku ich zmartwieniu urodziłam się dziewczynką, więc ciągle próbowali mi wmawiać takie rzeczy jak to, że jestem gorsza i nieczysta. Za to mój brat był oczywiście lepszy, rodzice pokładali w nim ogromną nadzieję, że zostanie księdzem.

Nigdy nie zapomnę, jak dostałam pierwszą miesiączkę. Matka zawołała ojca i przez dobrą godzinę tłumaczyli mi, że teraz jestem podwójnie narażona na atak szatana. Serio, to ich słowa.

Gdy tylko skończyłam 18 lat, natychmiast uciekłam. Z początku mieszkałam u mojej ciotki, potem znalazłam jakąś pracę, kawalerkę i życie jakoś zaczęło się układać.

I pewnie jesteście ciekawi, jak potoczyły się losy mojego brata - przyszłego księdza. No cóż, nie udało mu się zdać matury nawet za trzecim podejściem. Obecnie ma 28 lat, nadal mieszka z rodzicami, nie pracuje i wyznaje takie same wartości co oni.

#OQf7I

Ostatnio mój facet chciał wykazać się romantyzmem.
Dogadał się z moją przyjaciółką, żeby zabrała mnie z domu, a on pod moją nieobecność zrobi mi niespodziankę. Wszystko super, pięknie.

Wracam do domu. On zasłania mi oczy. Czuję zapach dobrego jedzenia. Odsłania mi oczy. Widzę wszędzie płatki róż, zrobione krewetki i wino.

Okazało się, że płatki róż porozsypywane było po całym domu i jeszcze na łóżku.

Byłam taka szczęśliwa, wzruszona.

Czar prysł, kiedy oznajmił: "No, ja robiłem, ty sprzątasz''.

Po romantycznej kolacji , musiałam sprzątać z dobre trzy godziny.

Pozdrawiam romantycznych facetów! ;)

#i8mI2

Przytoczę wam historię mojej dalekiej krewnej o tym, jakie to wspaniałe jest rodzenie dzieci z gwałtu i w ogóle wszystko jest łatwe i bezproblemowe, bo kobieta z natury pokocha dziecko.

Moja krewna mieszka w Hiszpanii, w czasie samego wydarzenia miała 27 lat. Sytuacja, a konkretniej napad miał miejsce podczas powrotu z pracy. Musiała wracać przez jakąś mało przyjazną dzielnicę, z powodu jakichś tam problemów z komunikacją miejską. W połowie zaatakowało ją dwóch mężczyzn pod wpływem alkoholu i innych nielegalnych substancji. Brutalnie ją wykorzystali i zmuszali do różnych czynności. Krewna opisując to była pewna, że ją wkrótce zabiją. Mimo tego próbowała krzyczeć i usłyszał ją jakiś mężczyzna przechodzący niedaleko i zawiadomił odpowiednie służby. Dzięki temu od razu trafiła do szpitala w stanie ciężkim. Dano jej też tabletkę po. I tu możemy przejść do dalszej historii wyznania, bo krewna w końcu doszła do siebie, a jej oprawcy dostali bardzo wysokie wyroki.

Obecnie minęły 4 lata od tego wydarzenia, krewna pojawiła się ostatnio w Polsce na jakimś rodzinnym spotkaniu. Ogólnie nikt nie chce jej ranić, więc nie wypytują o tamte wydarzenia. Z wyjątkiem męża mojej siostry, który ma nieco dziwne poglądy na ten temat. Przy wspólnej kolacji zapytał krewną, jak się z tym wszystkim czuje. Ona odparła, że wciąż fatalnie. Wtedy mąż powiedział coś tak głupiego, że cała rodzina rozeszła się od stołu. Wyglądało to tak:
- To po co brałaś tę tabletkę po? Dziecko pomogłoby ci załatać rany po tym wszystkim, dałoby ci miłość. Co z tego, że z gwałtu, jak to nadal dzidziuś do kochania.
- Gdybym miała urodzić dziecko jednego z tych potworów, to prędzej zrobiłabym mu krzywdę, niż pokochała.
Po czym krewna ze łzami w oczach wyszła, a reszta rodziny ruszyła za nią, aby ją uspokoić.
Dlatego właśnie wzdryga mnie na myśl o tym, jak ludzie upierają się przy tym, że urodzenie dziecka z gwałtu ma pomóc kobiecie załatać rany. A to bestialstwo.

#Ov6q1

Kiedy byłam w czwartej klasie, przeprowadziłam się do większego miasta, ponieważ tata dostał tam lepszą pracę. Z tej racji musiałam zmienić szkołę, a co za tym idzie, nastąpiła zmiana koleżanek i kolegów.

Szybko przystosowałam się do nowego środowiska, nawet nawiązałam przyjaźnie. Jednak był jeden problem. Z zupełnie niezrozumiałego dla mnie powodu pani od przyrody bardzo mnie nie lubiła. Gdy tylko usłyszała jakieś szepty, od razu skierowywała swój wzrok Severusa Snape'a na mnie. Ale kiedy postawiła mi jedynkę za "przeszkadzanie nauczycielowi w prowadzeniu lekcji i buntowanie innych uczniów przeciwko niej", powiedziałam sobie: "Miarka się przebrała". I tak zaplanowałam moją zemstę idealną.


Ponieważ oglądałam mnóstwo odcinków Scooby Doo, wiedziałam, że mój plan nie obejdzie się bez sznurka i wyobraźni. Nad drzwiami klasy wisiał zegarek, który zdjęłam. Przymocowałam tam balonik z mieszaniną octu i wody. Balonika nie zawiązywałam, tylko z pomocą zaufanej przyjaciółki balonik przytrzasnęłam drzwiami. Wystarczyło tylko otworzyć drzwi, a z balonika "wybuchnie" mieszanka.

Nadszedł czas lekcji. Grzecznie ustawiliśmy się przed klasą i czekaliśmy na panią. Gdy tylko wiedźma pojawiła się na horyzoncie, wystraszyłam się, że może źle zrobiłam.

Zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam ją całą mokrą i śmierdzącą od octu.

#yXlbW

Wracałem około godziny 23 z pracy autem, obok mnie na światłach zatrzymało się auto prowadzone przez dziewczynę w wieku ok. 25 lat, która paliła papierosa. Szyba lekko uchylona, dla zobrazowania nie więcej jak 5% otwarcia, tyle co szluga na zewnątrz i popiół strzepać. Obok niej jakiś zupek, CHYBA też palił. Spojrzałem na tył auta i widzę dziecko siedzi, małe, w najlepszym przypadku 3-letnie. Kawałek za światłami udało mi się, powiedzmy że, ją zatrzymać. Na pytanie, czy jesteś kobieto świadoma co robisz paląc przy dziecku, zobaczyłem niezmącony pomyślunkiem wyraz twarzy i wytrzeszcz oczu "Ale o co ci chodzi?!". Po takiej reakcji, która przyznam szczerze zatrważa mnie do dziś, dałem radę tylko odpowiedzieć, żeby się zastanowiła, bo truje dziecko.

Nie pierwszy raz widziałem, jak "dorośli" palą w aucie przy dzieciach. Chcę powiedzieć, że jeżeli jesteś takim rodzicem, to powinieneś iść pod sąd. Albo przynajmniej dostać porządny wpierdol.

#2xfLJ

To może zacznę od początku. Z moim facetem spotykamy się od kilku lat, bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie, że mogło by go zabraknąć. Po dłuższym czasie w związku zdecydowaliśmy się, że zamieszka u mnie, ponieważ mam duży dom i nikt się nie będzie wtrącał. Jednak mój entuzjazm został szybko zgaszony.

Po przeprowadzce zaczęliśmy odwiedzać przyszłą teściową i wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że po całym tygodniu pracy odwiedzamy mamusię co sobotę. I żeby było jasne, nie jedziemy na 2-godzinną kawę i ciasto, jedziemy lada świt, a wracamy ok. 19. Jak się okazało po pewnym czasie, mój mężczyzna stwierdził, że chce żebyśmy zamieszkali z jego mamą, bo uwaga - "u mnie ma zbyt wiele obowiązków", czytaj wyniesienie śmieci czy pomoc w codziennych czynnościach (jak mieszkał u mamy, to robiła za niego wszystko, bo Michałek musi mieć nawet pokój przez mamusię wysprzątany). Dla mnie byłby to strzał w kolano, trafić w miejsce, gdzie sama nie mogę niczego zrobić. I mimo że go kocham, czuję się przytłoczona całą tą sytuacją...

Dlatego też, drogie mamy, nie podkładajcie synom wszystkiego pod nos, nie róbcie z nich maminsynków. Robicie nieświadomie krzywdę dziecku i jego przyszłej partnerce.

#20e86

Mam 31 lat, jestem mamą dwóch małych brzdąców, żoną i nauczycielem. I wyobrażam sobie. Czytam wiele książek, mam też swoje ukochane od lat. Nie mogę przestać udawać, że jestem ich bohaterką. Kiedy muszę się czegoś uczyć, puszczam na telewizorze filmik obrazujący pokój wspólny w Hogwarcie i udaję, że jestem uczennicą i przygotowuję się do egzaminu w Hogwarcie (opcjonalnie załączam filmik z kominkiem). 

Kiedy gotuję, zakładam fartuch i udaję gospodynię z XIX wieku, z Wyspy Księcia Edwarda. Kiedy idę w góry, bawię się, że idę Śródziemiem, albo na Dzikim Zachodzie. Kilka lat temu przebierałam się nawet po domu. Miałam samodziałową sukienkę do sprzątania i szatę Hogwartu do nauki. Mój mąż o tym wie i traktuje to jako nieszkodliwe dziwactwo. Mieszkanie też urządzam a'la Norę Weasleyów, bo pasuje do prawie wszystkich moich fantazji. 

Uwielbiam bawić się w to, że żyję w książkach.

#Riobs

Kilka lat temu, umówiłam się na spotkanie z pewnym chłopakiem (bo raczej mężczyzną to on nie był). Poznaliśmy się przez Internet. Przyznam, urodziwy to on nie był, ale chciałam dać mu szansę. Dobrze nam się pisało, więc po kilku dniach spotkaliśmy się.

Spotkanie było... dziwne. Nigdzie mnie nie zaprosił, więc ja wyszłam z inicjatywą żebyśmy poszli chociaż pójść gdzieś usiąść na kawę. Nie zgodził się, wolał siedzieć na ławce w parku... Warto tutaj wspomnieć, że był to okres zimowy, więc przymrozek był niezły, plus do tego padał śnieg. W trakcie spotkania prawie nic nie mówił, więc rozmowę musiałam ciągnąć ja. Cóż, stwierdziłam, że może faktycznie chłopak był zestresowany, więc wstydzi się rozmawiać. Pod koniec spotkania jedynie powiedział, że mu się podobam i musimy to powtórzyć. Oczywiście zgodziłam się, ponieważ pomyślałam, że drugie spotkanie będzie lepsze. Napisał, że odezwie się jutro i się umówimy.

Tak więc następnego dnia napisał, żebyśmy się spotkali w tym samym miejscu o pewnej godzinie. Poprosiłam czy możemy spotkać się ze 2 godzinki później, ponieważ o tej godzinie nie mogłam wyjść gdyż byłam jeszcze w pracy. Zaczął pisać do mnie obraźliwe rzeczy. Dosłownie mnie zwyzywał od najgorszych. Powiedział, że jestem taka sama jak wszystkie inne dziewczyny, bo tylko mi zależy na wyglądzie i nie chcę się z nim spotkać. Pisał do mnie wyzwiska dwa dni... Tłumaczenia nic nie dały, trudno, kontakt się urwał. Rok później chciał odmówić kontakt, pisał słodkie rzeczy do mnie jaka to ja cudowna jestem. Nie, nie odpisałam. Z bucami już się nie umawiam ;)

PS 1. Po dwóch latach od tamtego spotkania spotkałam cudownego mężczyznę, z którym na ten moment jestem zaręczona i planujemy ślub.

PS 2. Słyszałam, że tamten chłopak dalej jest sam i czasami wypisuje do innych dziewczyn + wyzywa je od najgorszych.
Dodaj anonimowe wyznanie