#nWG7Y

Moja żona dużo podróżuje w ramach obowiązków służbowych. Ma do tego służbowy samochód. Najczęściej wraca do domu na noc, ale czasem zdarza się, że śpi w hotelu i wraca na drugi dzień. Tym razem zapowiadało się na długi wyjazd, może nawet z dwoma noclegami. Ponieważ miałem wolne w pracy postanowiłem spakować siebie i dzieciaka (3 lvl) i pojechać razem z nią, wyjazd służbowy połączyć z rodzinną wycieczką.

Najpierw Poznań. Żona wyrzuciła nas blisko mostu Lecha, bo niedaleko miała sprawy. Niedaleko jest osiedle, więc z młodą poszliśmy szukać placu zabaw. Znaleźliśmy. Zabawa była przednia, jak dobra zabawa znaczy, że ręce i buzia, nie wspominając o kolanach, brudne i w kolorze ziemi. Jednak spotkanie żony zaczęło się przedłużać, a ja jak na złość nie wziąłem portfela. Zaczynamy się robić niebezpiecznie głodni, a połówka ma wciąż wyłączony telefon. Mało tego młoda zaczyna się robić zmęczona bo pora na spanie już dawno minęła. Usiadłem z nią na przystanku bo między blokami wszedł cień i zrobiło się zimno, a przystanek osłaniał nas od wiatru i był w słońcu. Młoda zmęczona, brudna, ja zmęczony i brudny, oboje wyglądaliśmy jak bezdomni. Trzymam ją na kolanach i próbuję uśpić, ale jest głodna i rozdrażniona i nagle tak mocno rozgoryczona zaczyna płakać i krzyczeć "mamusiu czemu nas zostawiłaś, wróć do mnie".

Nagle przechodząca kobieta wkłada mi do leżącego obok kubka po kawie dwie piątki, a po chwili kolejna osoba dyszkę. Musieliśmy wyglądać naprawdę żałośnie. Z jednej strony wstyd mi było, z drugiej mogłem młodej kupić jedzenie i picie, a potem spokojnie utulić do snu. Efektem tej historii jest to, że od tamtej pory wydaję sporo pieniędzy na różne "zrzutki" "się pomaga" i inne. To tylko 20 złotych, które otrzymałem, a moje życie nie było zagrożone, ale czuję od tamtej pory ogromną wdzięczność za to co mam.
Żona się znalazła, spotkanie mocno się przedłużyło.

#Q5oVE

Mam młodszego o 8 lat brata, jest aktualnie w 2 klasie podstawówki. Nasi rodzice mają dość ciekawą pracę, a mianowicie są patologami.

I tu do akcji wkracza mój brat na rozmowie z pedagogiem szkolnym. Miał opowiedzieć coś o swojej rodzinie.

Możecie sobie wyobrazić minę moich rodziców, gdy ich latorośl oznajmiła dumnym tonem pani pedagog, że pochodzi z rodziny patologicznej.

#bKc4Q

Kiedyś napisałem "wyznanie" a raczej historyjkę o ASG. Niedawno wydarzyło się coś, co pasuje do tematyki. Historia jak z taniego romansidła, ale zapewniam, ze autentyczna.

Repliki ASG (To takie karabiny na plastikowe kulki) często kupuję używane, albo sprzedawane w niższych cenach, bo  wolę wydać 600 zł za Scara dobrej firmy (Scar - model broni), niż 1100 zł.

I tym razem też tak zrobiłem. Z nudów szperałem sobie na pewnym forum, akurat zbierałem się do kupienia jakiegoś fajnego pistoletu. Znalazłem. Przystępna cena, na zdjęciach ładny stan, miłe dodatki w postaci jakichś tam magazynków, gazu i innych takich. Dziewczyna (bo to była dziewczyna) mieszkała niedaleko mnie, więc zadzwoniłem, umówiłem się na wizytę - wiecie, jak jest możliwość, to fajnie obmacać przed zakupem (replikę, nie dziewczynę).

Przyjeżdżam, obczajam pistolet, jak dla mnie stan taki, że przeżył może dwie-trzy strzelanki, także bardzo dobry, tylko wyczyścić i jak nowy. Chwilkę pogadałem z nią, okazała się super dziewczyną, a sprzedaje klamkę, bo był to prezent od byłego chłopaka. Chciała się pozbyć pistoletu, dlatego tak tanio. Chwilę pogadaliśmy, zapłaciłem, wsadziłem zdobycz do plecaka i poszedłem.

Była godzina 21. Gdy przechodziłem przez pewne miejsce w moim mieście, od razu spotkałem znajomych. Były to typowe drechole, ale znałem ich od gnoja, więc mimo że dres ze mnie żaden, to lubiliśmy się. No i piąteczki, teksty typu "siema mordeczko", chwila gadki i poszedłem dalej.

Nie uszedłem daleko, przechodząc przez ciemny zakamarek mojego ukochanego miasta maczet, usłyszałem krzyk kobiety. Podbiegłem do rogu budynku i widzę jak dwóch typków przyparło do ściany jakąś dziewczynę. Pomyślałem co tu robić, jak sam tam wyjdę to po mnie, jak pobiegnę po kumpli, to goście zdążą już coś jej zrobić. No to trudno, idę. Ale zatrzymałem się w półkroku i przypomniałem robię o replice. Wyjąłem pistolet z plecaka, wyszedłem na kozaka i krzyczę żeby spie*****li. Jak zobaczyli mnie z klamką to od razu wzięli nogi za pas. Podchodzę do dziewczyny i pytam czy wszystko w porządku, ale ta była zestrachana, że mam broń.

Nagle przybiegli koledzy z ławki. Zobaczyli mnie z pistoletem - "no no, stary, miałem cię za takiego nieszkodliwego". Wtedy już mogłem powiedzieć, że to tylko replika, bo nawet jakby tamci usłyszeli, to stało teraz tutaj sześciu moich ziomków, którzy przybiegli i jak tylko usłyszeli krzyk.

I co się okazało? Że to była siostra tej samej dziewczyny, od której kupiłem pistolet!
Nie, nie jesteśmy parą. Ale chyba do tego zmierza ;)

#HSWMl

Wiosną zeszłego roku, przed Dniami Otwartymi Szkoły, zostałam poproszona, wraz z koleżanką, o pomoc w przygotowaniu tego arcyważnego wydarzenia. Brakowało rąk do pracy, ponieważ akurat trwał sezon praktyk zawodowych. 

Oddano nas do dyspozycji nauczycielowi, którego średnio lubimy, no ale zwolniono nas ze wszystkich zajęć tego dnia, więc kto by nie poszedł? Pan umieścił nas w jednej z sal, w której tego dnia nie odbywały się żadne lekcje. Wewnątrz było dużo elektroniki (telewizor, rzutniki, laptopy, etc.), więc "dla bezpieczeństwa" zostałyśmy zamknięte od zewnątrz. Robimy swoje, gadu-gadu, muzyczka gra. Tak beztrosko mija jedna godzina, potem druga, trzecia... piąta. Zaczynamy się zastanawiać dlaczego jeszcze nikt do nas nie zajrzał, ale szybko dochodzimy do wniosku, że nauczyciele nas lubią, ufają nam i nie czują potrzeby kontrolowania nas. Upajamy się naszą "władzą" i jedziemy dalej z pracami. 

Godzina siódma, po dzwonku mamy wychodzić do domu, a my wciąż zamknięte. Przecież o nas nie zapomnieli, prawda? Możemy tego nauczyciela nie lubić, ale to jednak nauczyciel. Zaczyna się ósma godzina. A my w sali. Zaczynamy się zastanawiać, czy krzyczeć, walić w drzwi... no ale przecież to tak głupio, nauczycielowi widocznie coś na przerwie wpadło, a my zrobimy z siebie nienormalne idiotki.

Zaczyna się godzina dziewiąta (!). Do sali, razem z drzwiami, futryną oraz kawałkiem ściany, wpada Pan Nielubiany. Fryzura niczym piorun w pietruszkę, lico koloru dorodnego buraczka, łachy rozwiane wieczornym wiatrem... I rzecze do nas te oto (pamiętne) słowa:
- O ku*wa! Dziewczyny! Zapomniałem o was! W domu mi się przypomniało!

Kurtyna.

#tnTN8

Pewnego razu poszedłem ze swoją dziewczyną na jakąś imprezę, osiemnastka czy coś w tym stylu. Siedzieliśmy przy stoliku i gadaliśmy, aż nagle podeszła jej przyjaciółka i pyta się nas: "Trójkąty są dla chłopaków czy dla dziewczyn?". Jako że jestem osobą lubiącą dyskusje i ogólnie temat relacji damsko-męskich, z pasją zacząłem swą przemowę, że raczej dla chłopaków, bo to fajnie mieć dwie dziewczyny, no i takie tam, wiadomo. 

Dziewczyna słuchała uważnie i patrzyła na mnie z miną w stylu "No no, mów dalej, zaraz cię zabiję" (nie od razu zdałem sobie z tego sprawę), a wyraz twarzy jej przyjaciółki mówił "Co ty pieprzysz w ogóle człowieku, dobrze się czujesz?". Gdy po kilku minutach zakończyłem swój monolog usłyszałem od tejże przyjaciółki: "Ale mi chodziło o znaczek na drzwiach toalety"...

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie.

#LlMUY

W dzieciństwie na wycieczce szkolnej zatrzymaliśmy się autokarem przy jakimś hotelu, gdyż dużo dzieciaków miało pilną potrzebę, w tym ja. Wychowawczyni prosiła personel, by wpuścili nas do WC. Nie bardzo chcieli się zgodzić, ale się udało. Gdy już skorzystałem z pisuaru, nacisnąłem przycisk do spłukiwania, który się zablokował i woda wraz z uryną zaczęła się wylewać na posadzkę. Kombinowałem, by to jakoś naprawić, ale się nie udało. Zawołałem nauczycielkę, która gdy to zobaczyła, wzięła mnie za rękę, zawołała resztę dzieciaków i oddaliliśmy się w ekspresowym tempie, nie informując nikogo z personelu o zdarzeniu.

Przez kilkanaście lat miałem awersję do korzystania z pisuaru, bo bałem się, że to się powtórzy. A do dzisiaj dziwię się, że nauczycielka tego nie zgłosiła, tylko uciekła.

#u7o9l

Robię coś, za co pewnie pójdę do piekła, ale warto będzie.

Moja znajoma zorganizowała imprezę, na którą przyszła moja była kobieta, która zostawiła mnie kilka lat temu, bo jak to określiła, byłem za mało zaradny i spokojny (czytaj biedny i nudny). Zadeklarowałem się, że nie będę pił i będę kierowcą i porozwożę ludzi. Chodziło mi tylko o odegranie się.

Moja sytuacja materialna bardzo się od tamtego czasu poprawiła. Wtedy jeździłem szrotem, teraz jeżdżę autem za ponad 60 tys. i nie mogłem pozwolić, żeby tego nie zobaczyła. Zacząłem jej opowiadać o mojej obecnej pracy, gdzieś tam napomknąłem, że robi się zimno, że muszę grzejnik w kuchni odpowietrzyć, oczywiście było to powiedziane tak, żeby zaczęła pytać o chatę (będąc z nią mieszkałem z rodzicami, a teraz mam coś swojego). Nie rozczarowałem się – pytała. Wymieniliśmy się numerami telefonów i moja była połknęła haczyk.

Pierwsze spotkania są już za nami. Z miesiąc czasu podymam, a później powiem jej, że jest za mało zaradna i za spokojna i że jednak potrzebuję kogoś innego. Niech się poczuje wykorzystana.

#hsfHP

Moja babcia mieszka na wsi i utrzymuje się z renty oraz sprzedaje jajka, mleko i ser, bo ma kury i krowy. Jako dziecko widziałam, że ma ciężko. A ona jako babcia lubiła rozpieszczać swoje wnuki, a ja często u niej nocowałam. Regularnie dawała mi 10 zł na małe co nieco. Kiedy mama mnie już odbierała, wkładałam te pieniądze, które dostałam, pod obrus czy między pościele. Chciałam, żeby babcia miała jak najwięcej pieniędzy, dlatego tak robiłam. Gdy znowu przyjeżdżałam, babcia często mi opowiadała, że ma szczęście, bo często znajduje dychy w domu.

Teraz, patrząc z perspektywy już starszej siebie, jestem dumna ze swojego postępowania.

#JiXG9

Dwa lata temu rozwiodłam się po blisko 25 latach małżeństwa. Wychowaliśmy razem dwoje dzieci, doczekaliśmy wnuka, jednak mój mąż stwierdził, że ma za mało wrażeń, że od życia oczekuje czegoś jeszcze i odszedł. Nie powiem, bolało, ale pogodziłam się już z tym i nawet myślałam, że z szacunku do siebie i ze względu na wszystkie wspólne dobre lata będziemy potrafili ze sobą rozmawiać. Myliłam się.

Spotkaliśmy się wczoraj przypadkiem w sklepie, był z jakąś kobietą. Złego słowa bym mu nie powiedziała, przecież ma prawo spotykać się z kim chce, jest wolny. Myślałam, że nas sobie przedstawi, że się przywita, w końcu coś nas łączyło, kupę lat byliśmy ze sobą, całe nasze dorosłe życie. Uśmiechnęłam się do niego i chciałam się przywitać, on jednak wybrał inną opcję - udał, że mnie w ogóle nie zna...

Poczułam się, jakbym dostała w twarz. Jednym małym gestem przekreślił jakiekolwiek szanse na to, że kiedyś, gdy spotkamy się na ślubie naszych dzieci czy urodzinach wnuków, będziemy potrafili siąść i wspomnieć miłe chwile. Jestem dla niego teraz kimś, kogo kiedyś znał, a nawet gorzej, bo do dawnych znajomych człowiek się przyznaje.

Serce mi pęka, ale dzieciom nie powiem, nie chcę, żeby to zdarzenie miało wpływ na ich wzajemne stosunki.
Dodaj anonimowe wyznanie