#6NuJF

Mój obecny mąż, a wcześniej chłopak uwielbiał mnie straszyć. A to nagle krzyknął, a to wyskoczył gdzieś zza rogu. Bardzo mnie to denerwowało, bo myślał, że jest zabawny, a to po prostu mnie drażniło, rozpraszało i było głupie… Nie mogłam się naprosić, żeby przestał.

Pojechaliśmy na wakacje na wieś. Lata 80., dziura zabita deskami, kibel w polu kukurydzy – na większe tylne danie trzeba wykopać dziurę w ziemi (o ile dziki nie przeszkodzą), brak łazienki, jedynie bieżąca woda w kranie, więc myjemy się w misce. Obok zakwaterowana rodzina z 5-giem dzieci, matka potężna, a ojciec szczuplutki, nie za wysoki, ale dużo pijący i bardzo agresywny po wódce. Na dwa tygodnie naszego pobytu, kilka razy pojawiała się ówczesna milicja (tak, to nie pomyłka), bo nie można było gościa uspokoić po wódce, dostawał małpiego rozumu. Pewnego dnia znowu zaliczył cug, latał z siekierą w ręku i szukał ofiary. Schowaliśmy się, obserwowaliśmy i czekaliśmy na rozwój wypadków. W pewnym momencie mój chłopak zgłodniał i poszedł po coś do jedzenia, a w tym samym czasie żona agresora, wykorzystując swoją siłę zamknęła męża-pijaka w komórce, oczywiście odebrała mu siekierę. Dokładnie widziałam gdzie ją położyła i w mojej głowie zalągł się szatański plan… ;)

Powiedziałam chłopakowi, że nie mogą pijaka znaleźć, gdzieś się schował z tą siekierą, chyba uciekł w kukurydzę. A że jest już późno, to myjemy się i idziemy spać. Wymyliśmy się w misce, no i teraz trzeba tę wodę z miski wylać. Więc chłopak wychodzi ostrożnie na długi ciemny korytarz, szybkim krokiem udaje się w kierunku pola kukurydzy, a ja w tym czasie chwyciłam siekierę i usiadłam w ciemnym kącie pod naszym pokojem. Chłopak wszedł z miską, ja się nie ruszam. Chłopak zaczyna widzieć jakiś cień, napięcie rośnie, stawia kroki coraz wolniej… w tym czasie ja powoli wstaję i unoszę z warkotem siekierę w górę nad głowę… Mina chłopaka bezcenna, panika, wrzask pod niebiosa, kupa w portkach, rzucił we mnie miską, sama posikałam się ze śmiechu, kiedy mój chłopak uciekał przerażony w kukurydzę…

Nigdy więcej mnie już nie straszył, tak jesteśmy razem 27 lat…

#O45FU

Z reguły w dzieciństwie byłam grzecznym dzieckiem. Kłamstwa, afery i kłótnie to nie była moja bajka. Do czasu...
Ponad 10 lat temu, mając 5 lat na karku, jechałam z mamą samochodem (istotne jest tu, że był to samochód dziadka) do lekarza na badania. Podczas jazdy były śpiewy, śmiechy i żarty, aż nie zatrzymała nas policja. Mama bezstresowo odsuwa szybę i zaczyna się standardowa rozmowa z policjantem. Po usłyszeniu prośby o podanie dokumentów zaczyna się wertowanie wszystkich schowków. Jak się okazało, nie było niektórych dokumentów od samochodu, bo dziadek miał je ze sobą, miny mamy nie zapomnę do końca życia. Na szczęście jej ukochana córeczka wpadła na genialny pomysł...
Zaczęłam się dusić i kaszleć. Tak, specjalnie. Z małych zielonych oczu zaczęły płynąć łzy, a między oddechami błagania o pomoc. Mina policjanta oczywiście bezcenna. Mama wyczuła, o co mi chodzi i zaczęła szukać w torebce inhalatora, a potem krzyczeć, że go nie wzięła, a mam atak astmy. Policjant kazał jechać szybko do domu i uważać, bo 2 km dalej stoi następny patrol, ale przekaże, żeby nas nie zatrzymywać.

Za to "małe" przedstawienie dostałam wielki domek dla lalek, którego wcześniej nie chcieli mi kupić. A jednak kłamstwo czasem się opłaca.

#qc0ug

O mojej "traumie" z dzieciństwa.

Moja mama ma koleżankę, jeszcze z podstawówki. Koleżanka urodziła syna z niepełnosprawnością. Nie wiem dokładnie co to było - psychicznie i umysłowo był kumaty, nawet bardzo, ale fizycznie niemal warzywo. Czy muszę dodawać, że mąż tej pani stwierdził, że sytuacja go przerosła i szybko zniknął?
Chłopak był trochę starszy ode mnie, czasami bywałyśmy u nich z mamą, czasem bywałam razem z dzieciakami ze szkoły. Szkoła i cała społeczność osiedlowa bardzo angażowały się w pomoc tej rodzinie. Nie ukrywam jednak, że mnie jako dziecko ten chłopak trochę przerażał. Był miły, fajny, raczej chodziło o tę jego fizyczną inność tak obcą dla nas, zdrowych dzieciaków.

Któregoś dnia mama wróciła od koleżanki bardzo poruszona. Syn koleżanki zapytał, czy ona w trakcie ciąży wiedziała, że on się taki urodzi. Powiedziała, że tak. Wtedy on zapytał - "Mamo, to dlaczego nie usunęłaś ciąży? Zobacz, jak wygląda nasze życie - ja się męczę i ty się męczysz. Nie masz koleżanek, bo ciągle zajmujesz się mną, a ja nigdy nie mogłem nawet zrobić ci laurki na Dzień Matki. Gdybyś mnie usunęła, to pewnie tata by od ciebie nie odszedł i byłabyś szczęśliwa"...
Nie pamiętam ile miałam wtedy lat i pewnie nie powtórzyłam tu jego słów dokładnie, ale sens był właśnie taki. Moją mamę to poruszyło, ale dla mnie jako dziecka to był prawdziwy wstrząs etyczny.

Minęło wiele lat i ja ciągle myślę o tym chłopaku. Myślę o tym, że nigdy sobie nie pobzyka, nie upije się tanim winem, nie pójdzie na koncert rockowy ani na studia, nie pojedzie z plecakiem w Bieszczady, nie zmieni pieluchy swojemu dziecku. Myślę o jego życiu, w którym nic od niego nie zależy. O życiu w więzieniu ciała. O życiu, którego nawet nie może sobie sam odebrać.
Zastanawiam się też, czy świadome urodzenie dziecka z taką niepełnosprawnością jest aktem odwagi i miłosierdzia czy raczej egoizmu. Nigdy nie pomyślałam źle o żadnej osobie, która usunęła nieprawidłową ciążę. Myślę, że ocaliła duszę, która być może dostała szansę urodzić się w innym, zdrowym ciele. A jeśli nie ma reinkarnacji, to przynajmniej nie cierpiała tak bardzo...

#1kHKU

Był rok 2009. Byłem wtedy na drugim roku studiów. Wynajmowałem mieszkanie z dwoma współlokatorami, którzy niemal na każdy weekend jeździli do domu. Ja zazwyczaj wolałem zostać i imprezować. Ochoczo korzystałem z wolnej chaty, zapraszając coraz to nowe "koleżanki", zazwyczaj poznane w jakimś klubie.

Tej soboty było tak samo. Wypatrzyłem w klubie zgrabną blondynkę, a jako że nigdy nie byłem nieśmiały, podszedłem i zagadałem. Blondynka też była usposobiona towarzysko. Dowiedziałem się, że ma na imię Anka i jest na trzecim roku jakiejś tam filologii. Więcej informacji nie potrzebowałem do szczęścia. Sporo wypiliśmy, dużo tańczyliśmy, aż w końcu zgodnie zdecydowaliśmy, że idziemy do mnie. Będąc w mieszkaniu, szybko przystąpiliśmy do konsumpcji świeżo zawartej znajomości. Było całkiem fajnie, kiedy nagle Anka zaczęła krzyczeć, że mam przestać, bo ją strasznie boli brzuch. Kiedy z niej zszedłem zauważyłem, że krwawi. Była cała spocona i dziwnie oddychała. Płakała, żebym jej pomógł, a chwilę później straciła przytomność. Byłem mocno nawalony i nie myślałem racjonalnie. Byłem pewien, że byłem niedelikatny i coś jej uszkodziłem w środku. Mało sam się nie popłakałem. W panice wybrałem numer pogotowia i zacząłem krzyczeć, że uprawiałem seks z dziewczyną i coś jej zrobiłem, bo jest nieprzytomna i krwawi. Bardzo szybko przyjechała karetka i radiowóz. Zdołałem się opanować na tyle, żeby opowiedzieć ratownikom co się wydarzyło. Ankę zabrało pogotowie, mnie policja. Wzięli mnie na badanie krwi, a potem na komendę. Cały czas powtarzałem, że nie chciałem jej nic zrobić, więc stwierdzili, że przesłuchają mnie jak wytrzeźwieję i jak będą mieć jakieś wiadomości ze szpitala, co z Anką.
Byłem przerażony. Bałem się, że dziewczyna umrze, a mnie wsadzą za zabójstwo.

Dopiero w niedzielę wieczorem ktoś się mną zainteresował. Policjant powiedział, że jestem wolny. Nic Ance nie zrobiłem. Była w ciąży pozamacicznej, o której nie wiedziała. Pękł jej jajowód. Na szczęście szybko trafiła na stół operacyjny i lekarzom udało się ją uratować. Jak się wybudziła, to powiedziała lekarzom, że nic jej nie zrobiłem i że poszła do mojego mieszkania i uprawiała ze mną seks z własnej woli.
Czyli nie tylko jej nie skrzywdziłem, ale w zasadzie to uratowałem życie, dzwoniąc po karetkę. Poczułem niesamowitą ulgę. Nie mogłem uwierzyć, że to się tak skończyło.

Kilka dni później odwiedziłem Ankę w szpitalu. Podziękowała mi i przeprosiła, że przez nią znalazłem się w tak nieprzyjemnej sytuacji. Nie miałem do niej żalu. Przecież byłem pijany, napalony i sam do niej podbiłem, a ona nie wiedziała o tej ciąży.

Nie zostaliśmy parą. Nigdy więcej się nie spotkaliśmy. Nie wiem jak jej, ale mnie na bardzo długo odechciało się imprez i przygodnego seksu.

#t9eL8

Kilka lat temu byłam w bardzo dziwnym związku. Przez pewien czas było pięknie i kolorowo, a następnie tragicznie - i tak w kółko. Głównym powodem naszych kłótni był alkohol, po którym mój chłopak robił się bardzo agresywny, wiecznie oskarżał mnie o zdrady, co skutkowało tym, że nie pozwalał spotykać mi się ze znajomymi (jeśli nawet gdzieś wyszłam, to śledził mnie lub wydzwaniał, bo przecież mogłabym go zdradzić...).

Pewnego dnia miarka się przebrała, zwyzywał mnie od najgorszych i zaczął mnie szarpać, co spowodowało siniaki na moim ciele, następnie zaczął się śmiać i stwierdził, mi się należało...
Miarka się przebrała. Po tym incydencie stwierdziłam, że pierwszy i ostatni raz facet podnosi na mnie rękę i postanowiłam zakończyć ten związek, bo uważam, że skoro facet podniósł raz rękę, to zrobi to ponownie.

Przez dobre pół roku błagał o przebaczenie, warował pod moim domem, pisał jak bardzo mnie kocha, a gdy nie odpisywałam pisał, jak bardzo mnie nienawidzi, dzwonił kilkadziesiąt dziennie. Chciałam zgłosić to jako stalking, ale wiedziałam, że w polskim systemie prawa i tak to nic nie da.

Po ciągłym napastowaniu byłam na skraju załamania nerwowego, więc postanowiłam się zemścić. Wybrałam z Google najpiękniejsze zdjęcia audi i wystawiłam w cenie o kilka tysięcy mniejszej niż najtańszy samochód z tego rocznika na bardzo znanej stronie z ogłoszeniami, podając jego numer telefonu. Wiedziałam, że były nie może go zmienić, gdyż jest to jednocześnie jego prywatny i służbowy numer.

Telefony się rozdzwoniły, już pierwszego dnia miał 200 połączeń, a ogłoszenie było ważne przez 2 tygodnie. Skąd to wiem? Bo głupek napisał o tym na fejsie. A najlepsze jest to, że nie wpadł na to, że to ja. No i przez chwilę w minimalnym stopniu mógł się poczuć jak ja, ale przynajmniej od tego czasu miałam spokój.

#fR9DT

Dziś są moje urodziny, więc moja siostra, która niestety nie grzeszy inteligencją, zamówiła ciasto z bezami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie trzy drobne szczegóły.
Po pierwsze – pracuję w cukierni i okazało się, że właśnie w niej zostało złożone to zamówienie, więc osobiście musiałem nakładać na wypiek bezy i zrobić napis „Wszystkiego najlepszego, Łukasz!”.
Po drugie – siostra wydała niedawno sporo pieniędzy na maszynkę do suszenia pomalowanych paznokci, więc postanowiła pożyczyć ode mnie kasę na ciasto z bezami, które sam przygotowałem.
Po trzecie – K#rwa! Nienawidzę bez!

#sx3pP

W egzystencji płodowej walczyłam o możliwość wyjścia na świat, gdyż moje życie było zagrożone, wręcz wisiało na włosku. Udało mi się zapobiec najgorszemu tylko ze względu na moją wrodzoną zaradność i pomysłowość w kwestii rozwiązywania problemów.

Otóż byłam poważnie okręcona pępowiną, która perfidnie zaciskała mi się na szyi. Lekarz prowadzący był na tamtym etapie rozwoju medycyny bezradny, nawet nie próbował martwić mojej mamy, więc ta chodziła sobie spokojnie całą ciążę, nie będąc niczego świadomą. Przy porodzie lekarz był bardzo zaskoczony, gdy zobaczył mnie, wychodzącą na świat z rączką do góry. Stwierdził, że poradzę sobie w życiu, bo nie każdy płód wpadłby na to, by włożyć sobie rękę pod pępowinę okręcającą się na szyi i asekurować się przed niedotlenieniem i, co za tym idzie, kalectwem. Brawo ja!

PS Dalej trzymam prawą rękę tuż przy szyi, kiedy zasypiam.

#zxZkh

Zajmuję się sprzedażą elektroniki. Któregoś dnia przyszło do mnie starsze małżeństwo, na oko wiek 70+. Celem ich wizyty był zakup tabletu. Moi klienci wcześniej nie mieli do czynienia z tego typu urządzeniem, zatem długo wyjaśniałem im i pokazywałem co i jak. Mimo pytań typu "Ile kosztuje zrobienie jednego zdjęcia?" zaimponowało mi, że nie odcinają się od rozwoju technologii i dzisiejszej elektroniki. Tablet został zakupiony. 

Następnego dnia starsi państwo wrócili, by nabyć antywirus, bo słyszeli, że "ktoś im może coś ukraść". Po zainstalowaniu, pytam starszego pana jakie chce mieć hasło do antywirusa - "123456, aby było łatwo zapamiętać, bo wie pan, w moim wieku...". Po wyjaśnieniu jeszcze kilku kwestii pożegnaliśmy się.

Kolejnego dnia znowu przychodzą, lekko zaniepokojeni: "Proszę zmienić to hasło, bo jest za łatwe, jeszcze ktoś się nam włamie". Po dokonaniu zmiany spędziłem chwilę na słuchaniu, jak fantastyczne jest to urządzenie i jak wiele ma możliwości. Starsi państwo przez kilka dni nie pokazali się ponownie. 

Przechodząc do meritum opowieści - tym razem przychodzi tylko starszy pan. Jest trochę skrępowany. Witając się z nim pytam, co się stało. Mężczyzna bardzo nieśmiało mówi, że ma nietypową prośbę. "Bo wie pan... w tych googlach, co mi pan pokazywał, że wszystko znajdę... Z ciekawości wpisałem ''filmy erotyczne'' i teraz ciągle się to wyświetla, a ja nie wiem jak to skasować, a przecież z żoną razem korzystamy z tabletu".

Kryjąc rozbawienie, a także będąc pełen podziwu wobec jego szczerości, usunąłem troszeczkę zbereźną historię przeglądarki oraz nauczyłem starszego pana, jak włączyć okno incognito, gdyby chciał coś jeszcze "z ciekawości" sprawdzić.

#EKoG4

Kiedy miałam kilka lat, bardzo nie lubiłam chodzić do przedszkola, niejeden raz chowałam gdzieś worek z butami na zmianę i myślałam, że w ten sposób przechytrzę mamę i nie będę musiała odwiedzać tego okropnego miejsca. Niestety to nie działało.

Pewnego ranka wpadłam na inny pomysł. Mój tato jest policjantem i akurat tego dnia zapomniał ze sobą kajdanek, co mu się nigdy wcześniej nie zdarzało. Uznałam, że idealnym pomysłem będzie założenie ich sobie na nogi. Tak też zrobiłam. Okazało się, że ojciec kluczyk od kajdanek miał przy sobie w pracy. Mama wzięła w pracy urlop na żądanie, aby się mną zająć. I tak oto spędziłam cały dzień z kajdankami na nogach oglądając bajki, a historia jest regularnie wspominana w mojej rodzinie. Dziś mam 20 lat i niczego nie żałuję. 

PS. Ojciec już nigdy więcej nie zapomniał kajdanek.
Dodaj anonimowe wyznanie