Historia miała miejsce kilka lat temu w Łodzi, w okolicach dworca fabrycznego. Wysiedliśmy z mężem z autobusu i poszliśmy na przystanek tramwajowy. Było ciemno i nieprzyjemnie, w oddali słychać, jak jakieś łebki się kłócą, obok w parku kilku pijaczków zaczepia przechodzących ludzi, a my plus jakaś dziewczyna i starszy pan o lasce stoimy w lekkim napięciu oczekując na tramwaj. Na dworze zimno, a w głowie tylko jedno pragnienie „no niech już przyjedzie”. Wtedy podchodzi on, pasjonat taniego wina i zaczyna szukać naiwnego, żeby naciągnąć go na parę groszy. Spojrzał na nas, ale tylko przeszedł obok, wybierając łatwy cel – stojącą samotnie dziewczynę. Zaczął normalnie, ale gdy zauważył, że nie jest gotowa oddać mu ani złotówki, zrobiło się nieprzyjemnie. Napierał na nią, mąż rzucił mi pytające spojrzenie, czy to już czas się wtrącić i wtedy stało się... Starszy pan poderwał swoją laskę i energicznie zaczął nią okładać żula. Mało tego! Żul padł na ziemię i się skulił, a starszy pan tylko poprawił czapkę i spokojnie stanął jakby nigdy nic, mówiąc „Widzieliście państwo, że to w samoobronie było?”.
Przytaknęliśmy zgodnie i wszyscy wsiedliśmy do tramwaju, który właśnie podjechał.
O tym, jak ludziom związanym zawodowo z kulturą nieraz jej brakuje.
Jakiś czas temu rodzice wybrali się do teatru. Na widowni zasiadł również znany satyryk, który przez lata prowadził „Śmiechu warte” i zapraszał na herbatkę w telewizji publicznej. Towarzyszyły mu dwie kobiety. Wiadomo – po zajęciu miejsc trzeba trochę poczekać na rozpoczęcie spektaklu. Nikt nikomu nie zabrania rozmów, ale wypadałoby, aby konwersacje prowadzić raczej po cichu. Czy to dotyczyło sławnego pana? Otóż nie. On i jego towarzyszki rozmawiali tak głośno, że obsługa teatru parokrotnie prosiła ich o uciszenie się.
Podczas spektaklu zachowywali się w miarę przyzwoicie. Ciąg dalszy pokazu pt. „Zobaczcie wszyscy, kim jestem” nastąpił po wyjściu z sali. Był styczeń, a zatem ustawiła się kolejka do szatni po odbiór kurtek. Widzowie powinni wiedzieć, że kolejka jest dla zwykłych ludzi, a nie dla takich gwiazd, jak „Dyżurny Satyryk Kraju”. Nie robiąc sobie nic z ogonka, gwiazdor i kobiety, które z nim były, ostentacyjnie minęli kolejkę i podeszli do szatni, Pan D*****a dodatkowo wyjął 10 zł i trzymał banknot razem z numerkiem, żeby wszyscy zobaczyli, że daje napiwek szatniarzowi.
Jak się okazuje: szewc bez butów chodzi. Praca w kulturze nie oznacza, że ktoś musi być kulturalny.
To było kilka lat temu. Będąc w gimnazjum zacząłem zauważać, że moja twarz wygląda źle. Nie chodzi tu o trądzik czy coś tego typu. Miałem bardzo jasne brwi, praktycznie niewidoczne, również rzęsy wyglądały jakby ich nie było. Wpadłem więc na genialny pomysł!
Postanowiłem się malować do szkoły, wiecie, takie delikatne podkreślenie brwi i delikatne tuszowanie rzęs. Wtedy wydawało mi się, że tego nie widać, jednak było widać. Kiedy patrzę na zdjęcia z tamtego okresu, to jest mi cholernie wstyd. Z jednej strony cieszę się, że miałem świetnych kolegów - nie dokuczali mi z tego powodu, ale z drugiej strony przykre jest to, iż nikt nie zwrócił mi uwagi na to jak wyglądam.
PS Uwierzcie, było widać, zwłaszcza że nie potrafiłem się malować :D
Były to początki mojej nauczycielskiej kariery, drugie praktyki studenckie, lekcja angielskiego w 1 klasie szkoły podstawowej. Początek zajęć, a że lekcja odbywała się w godzinach popołudniowych około 14, mój starszy brat zaczął do mnie wydzwaniać, jako że chyba zapomniał, że mam lekcje. No dobra, wszystko ładnie, telefon wyciszony z włączonymi wibracjami leżał na biurku. Byłam zajęta pisaniem czegoś na tablicy, toteż nie zwróciłam uwagi na charakterystyczne „burczenie” dzwoniącego telefonu.
Nagle któreś z dzieciaków:
- Oo, ale coś buczy...
- Pewnie to duchy!
Wtedy zorientowałam się, że to dźwięk telefonu, który mało z tego biurka nie spadł po dobrych kilkunastu sekundach wibrującego tańca na biurku.
- Spokojnie, to tylko mój telefon tak buczy, żadne duchy.
Na to odzywa się taki spokojny Krzyś i z powagą mówi:
- Jak moja mama sobie wieczorem włączy wibrator, to dopiero buczy!
Zamarłam i w duchu modliłam się, żeby dzieciaki nie podłapały zaraz „a co to takiego ten wibrator”. Swoją drogą nurtuje mnie to do dziś, czy maluch mówił o telefonie, czy o no właśnie... :D
Kiedy byłam młodsza i uczęszczałam do gimnazjum, wychowawczyni wzięła nas na wycieczkę do pobliskiego muzeum. Na koniec pani pozwoliła nam iść do sklepu z pamiątkami, więc udałam się z koleżanką, żeby je pooglądać. Zaciekawiła mnie ładna figurka, która znajdowała się za szybką. Gdy tak się jej przyglądałam, stwierdziłam, że koleżanka stoi tuż obok, bo chwilę wcześniej jeszcze rozmawiałyśmy, więc nie odwracając się po prostu zrobiłam szybki ruch ręką w tył żeby ją zaczepić i uszczypnąć w tyłek.
Wtedy poczułam pośladki. Ale szybko się zorientowałam, że nie są jej, bo były... wielkie.
Mina mojej wychowawczyni i stwierdzenie, że nie znała mnie od tej strony była bezcenna :)
Poczułam się ostatnio w nocy samotna i stwierdziłam, że wejdę na jakąś stronkę do chatowania z nieznajomymi. Mam 19 lat i ogromne kompleksy, ale nawet ludzie, którym się podobałam, wprost mówili, że to przez styl bycia – nie podobałam się nikomu fizycznie. Dlatego takie rozwiązanie najbardziej mi odpowiada, bo z wieloma osobami da się też tam zabawić bez wysyłania zdjęć. Nikogo się nie zna, są tylko dwie strony konwersacji – ludzie często są tam autentyczni, bo relacje są często stricte ograniczone tam do jednorazowego pisania.
Poznałam dzisiaj w nocy dziewczynę z Anglii moim wieku, szybko zaczęło się robić gorąco i ona zaczęła wysyłać mi bardzo jednoznaczne zdjęcia. Czułam się przy niej komfortowo, bardzo mnie namawiała i po raz pierwszy w życiu postanowiłam wysłać komuś jakieś zdjęcia. Z mojej strony zdjęcia bazowały na softach, ona się śmiała, że ją kuszę, ale że jej się to podoba. Za każdym razem rozpływała się nad tym, że oczywiście wszystko w strefie komfortu, ale jej zdaniem nie mam absolutnie czego się wstydzić. Po kilku godzinach czatowania poprosiła o jakieś śmielsze zdjęcie (mimo że już było nieźle, ale oczywiście takie już wychodzące poza tę strefę, bo jest mega napalona, już prawie dochodzi… Stwierdziłam, że może serio jej się to podoba, że może są ludzie, którym takie ciało jak moje odpowiada… więc zrobiłam. W momencie, w którym je dostała, rozłączyła się.
Zmieniłam szybko nazwę nazwę użytkownika, więc nie wiedziała, że znowu ją ze mną sparowało. Bez zbędnych szczegółów zaczęła rozmowę od tego, że jest mega napalona i czy może liczyć na wymianę zdjęć, bo jej ostatnia rozmowa była niesatysfakcjonująca. Rozłączyłam się.
Po raz pierwszy odważyłam się pokazać moje ciało. Ktoś, kto zadowalał się małymi porcyjkami tego nieidealnego i moim zdaniem okropnego widoku był zachwycony i prosił o więcej… Napaleni ludzie są w stanie zadowolić się naprawdę byle czym. A nawet w takiej sytuacji ktoś mną pogardził, mimo że widział zajawkę wcześniej, wiedział, że się boję i nie czuję się ze sobą do końca komfortowo… Nigdy nie byłam tak wzgardzona.
Jestem samotnym facetem po trzydziestce. Stabilna praca, własne mieszkanie... Co tu może być nie tak?
Płaca nieco tylko powyżej najniższej krajowej. Na remont musiałem wziąć kredyt, którego rata wzrosła w ostatnich miesiącach o ponad 50%. Do tego większy czynsz, wzrost cen dosłownie wszystkiego. Do tego moja choroba, która kosztuje mnie 800 zł miesięcznie w postaci leków. Musiałem wziąć dodatkową pracę dorywczą, bo na nic nie starcza... Pracuję po 10-14 godzin dziennie (weekendy też) i ledwo mi to starcza.
Patologia dostaje wszystko – 500 plusy, ulgi, dofinansowania, jedzenie itp. itd., a mnie nie przysługuje NIC. Dochodzę powoli do wniosku, że samotny, uczciwie pracujący człowiek w tym kraju jest śmieciem.
Chciałem się tylko wyżalić, bo już nie mam siły... Rozważam wyjazd i sprzedaż mieszkania. Przy moim zdrowiu na dłuższą metę naprawdę nie dam rady żyć w ten sposób.
Mieszkam z rodzicami. Mój pokój i sypialnia rodziców są na dwóch końcach korytarza, jednak przez brak dywanów pogłos jest spory.
Gdy miałam koło 12-13 lat, pewnej nocy nie mogłam zasnąć. Leżałam i leżałam, sen nie przychodził. Po jakimś czasie usłyszałam jakieś dźwięki. Jako że nic do roboty nie było, zaczęłam się przysłuchiwać. Szybko połączyłam fakty i wpadłam na to, co robią rodzice... Zdecydowanie nie chciałam tego słyszeć. Słuchawki w uszy i próbowałam dalej zasnąć.
Zdarzało się to jeszcze kilka razy.
Wczoraj studiująca siostra wróciła po długiej przerwie do domu i leżałyśmy w jej dużym łóżku i gadałyśmy do późna. Jej pokój jest dosłownie przy rodzicach. Możecie wyobrazić sobie nasze miny i zażenowanie, gdy usłyszałyśmy rodziców... Rozmowa przestała się kleić i szybko poszłyśmy spać.
Jedno jest pewne – głośne jęczenie odziedziczyłam po mamie.
Mam dużo spotkań zdalnych z znacznie wyżej postawionymi ode mnie pracownikami mojej firmy, jak i kilku firm zewnętrznych. Dziś kierownicy przez 15 minut prowadzili zupełnie jałową dyskusję na tematy BHP, z których absolutnie nic nie wynikało. Zdejmując okulary, przez przypadek odciszyłem mikrofon, po czym rzuciłem do siedzącego obok kolegi: „K****, co za pierdolenie”.
Zapadała cisza, takiego ochrzanu dawno nie dostałem od swojego kierownika, ale za to dyskusja dość szybko się skończyła.
Mam świetny pomysł na program TV :) Właśnie oglądałem na YT „To catch a predator”, gdzie na spotkanie z 12-, 14-latką wabieni są pedofile. Otóż dziennikarz i jego ekipa udają w sieci dziewczynkę i tak od słowa do słowa aranżowane jest (oczywiście przez pedofila) spotkanie w jej domu. Oczywiście na miejscu jest policja i po krótkiej konwersacji dziewczyny z niedoszłym Romeo wyłania się dziennikarz ze wszystkimi czatami i zdjęciami, przeprowadza miłą pogawędkę w stylu „co cię sprowadziło do domu dwadzieścia lat młodszej od ciebie dziewczynki, przecież ona ma 12 lat” itp., a następnie amant wchodzi do garażu i jest aresztowany i prowadzony na policję.
Zatem może zrobilibyśmy w Polsce show o nazwie „Księża nietrzymający węża” albo „Wikary z pociągiem do szpary”, gdzie robione byłoby dokładnie to samo, jednak przynętę stanowiliby ministranci, członkowie (członkinie oazy) itp... Gwarantowana milionowa oglądalność, poklask ludzi, a przede wszystkim utemperowałoby to trochę zapędy ludzi w sutannach do tego, czego robić nie powinni...
Kto z Was nie obejrzałby programu, w którym „Proboszcz parafii x nie potrafi się oprzeć nowemu chórzyście. Czy jego zapędy zostaną udaremnione? Jaki tajny sakrament przygotował duchowny dla małego Stasia? Czy dziecku udało się umknąć przed sapiącym 120-kilogramowycm potworem? Czyje łzy płyną tuż przed dźwiękiem dzwonu na sumę? Kajdanki naprawdę były za ciasne, a uderzenie pałką aż tak bolesne? Odpowiedzi na te i inne pytania tylko dzisiaj o 19.30”.
JA BYM OGLĄDAŁ :D
Dodaj anonimowe wyznanie