#VxZCZ

O tym, jak pierwszy raz trafiłem na filmy xxx.

Niektórzy mają ciekawe historie. A to kolega im przyniósł na pendrivie, a to znaleźli kasetę ojca, jeszcze inni oglądali telewizję po północy i trafili na tego typu film.

9-letni ja po prostu lubiłem pewien serial produkowany bodajże przez Polsat. Postanowiłem go odnaleźć w internecie, żeby sobie obejrzeć odcinki, które przegapiłem. Ten serial nazywał się "Mamuśki". Reszty możecie się domyślić. Bynajmniej nie znalazłem tego, czego chciałem.

#FYWc3

Ze swoim partnerem życiowym jestem od 10 lat, od 8 mieszkamy wspólnie. Ogólnie to nie mogę narzekać, Bartek mnie wspiera, obowiązki domowe wykonuje lepiej ode mnie, ma dobrą pracę, obydwoje dobrze zarabiamy. No jakoś się wiedzie.

Około 5 lat temu strasznie dusiłam go o zaręczyny. Uważałam, że to niezbędne, żeby założyć rodzinę, chciałam zostać matką, kupić dom na przedmieściach i spokojnie żyć. Bartek za to nie był jeszcze gotowy, ojcostwo, rodzina nie były dla niego priorytetami. Chciał podróżować, rozwijać się zawodowo i szaleć razem ze mną. Zrozumiałam to po roku ciągłych awantur i przekonywania, że teraz tylko dziecko jest nam potrzebne do szczęścia. Przecież i tak bym go nie zmusiła (z natury jest bardzo uparty). Żyliśmy więc sobie na kocią łapę i w sumie ani za bardzo nie podróżowaliśmy, ani on za bardzo się nie rozwinął zawodowo. W tym czasie moja kariera poszybowała do przodu. A teraz on nagle wyskoczył z propozycją małżeństwa i posiadania dzieci...

Chciałabym się cieszyć, ale nie potrafię. Nie chcę teraz siedzieć w pieluchach, totalnie mi przeszło. Boję się, że jak wyjdę z zawodu, to już do niego nie wrócę (mam dosyć prężnie rozwijający się zawód). Nie chcę utkwić w domu już od pierwszego dnia ciąży (pracuję z prądami i ultradźwiękami, które szkodzą dziecku). Jasne, jest tacierzyński i on może poświęcić karierę, ale wprost mi powiedział, że nie może, bo przecież ma tak szerokie perspektywy...

Kocham go i chcę z nim być, ale mam ochotę mu powiedzieć, żeby się wypchał. Było się decydować 5 lat temu, kiedy prosiłam go o to, byśmy wspólnie zostali rodzicami.

#2x4ZO

Krótko.
Ja przedstawiciel handlowy. Długie trasy. Zepsute jedzenie w jednej z knajp na trasie. Autostrada, noc. Biegunka i brak toalety. Staję na pasie i biegnę w krzaki. Nie zdążyłem. Narobiłem na spodnie. Co robić, wyrzucam spodnie. Obesrane spodnie wiszą na drzewie. Kur... w spodniach zostają kluczki. Auto na awaryjnych, a ja w majtkach ściągam przez pół godziny spodnie z drzewa. Udało się. Upokorzony jadę dalej. Tak, w aucie miałem spodnie na zmianę.

#xzXsl

Mam dziwną przypadłość, a mianowicie potrafię się rozpłakać bez powodu, przy oglądaniu, czytaniu czy nawet słuchaniu czegokolwiek, co jest choćby odrobinę wzruszające. Wystarczy głupia reklama w tv, książka, która dobrze się kończy lub historia o tym, jak ktoś komuś pomaga, a ja ryczę jak bóbr...

Dałoby się przeżyć, ale jestem facetem i mam 32 lata.

#bc67V

O tym, jak okradziono moją mamę.

Lata 80. Mama poszła do banku wypłacić pieniądze na samochód. Odstała swoje w kolejce, podeszła do okienka, dostała pieniądze, włożyła je w szarą kopertę, a tę do torebki. Wychodziła z banku, gdy podszedł do niej bandzior i kazał oddać pieniądze. Mama wystraszona całą sytuacją wyjęła z torebki kopertę i oddała ją złodziejowi.

Zapłakana poszła do salonu, gdzie czekał na nią tata (nie byli w banku razem, bo tata coś innego załatwiał). Zaczęła opowiadać mu co się stało i włożyła rękę do torebki. I nagle zaczęła się śmiać... Z torebki wyciągnęła kopertę, w której były pieniądze!

Okazało się, że złodziejowi dała kopertę z... podpaską. Mama zawsze nosiła jedną na czarną godzinę, a że nie było wtedy innej możliwości, by dyskretnie schować ją w torebce, to zapasową podpaskę trzymała w kopercie.

I tylko żal, że nikt nie widział miny złodzieja po otwarciu koperty :)

#44nw9

Kilka lat temu byłem ze znajomymi na ognisku w miejskim parku. Próbowałem pieczonych mięs, różnych sosów... w pewnym momencie poczułem, że w moim żołądku bulgocze i że czym prędzej muszę skorzystać z toalety. W parku nie było takiej opcji, a przynajmniej mi nie mieściło się to w głowie, dlatego na sztywnych nóżkach pobiegłem do domu.

Wszystkie lampki w głowie zapaliły mi się na czerwono, zwieracze zaciskałem ostatkiem sił. Minąłem plac zabaw dla dzieci. Na placu tym rosła dość rozłożysta wierzba płacząca. Zrozumiałem wtedy, że do domu jednak nie doniosę, więc co sił pobiegłem wypróżnić się pod tą wierzbą. Wbijam pod płaszcz gałęzi zapewniający anonimowość, kucając ściągam portki i majtki. Wypinam się, patrzę... a pod wierzbę ktoś kulturalnie zaciągnął ławeczkę i tuż przede mną na tej ławeczce leży jakaś panna, którą obłapia koleś, z którym chodziłem do podstawówki. Niestety, było już za późno... Zepsułem im atmosferę tamtego uniesienia.
Mało tego, tamta panna okazała się być siostrą mojego bliskiego kumpla, więc zaczęliśmy się częściej widywać. Na szczęście nigdy, ani na trzeźwo, ani po alkoholu, żadne nie wspomniało o tamtej sytuacji.

#SfBI8

Obok mnie mieszka staruszka, którą czasem odwiedza dość przystojny wnuczek. Jest taki sztywny i jakoś nigdy się nie zgadaliśmy, nawet w sumie nie wiem jak ma na imię, ale ładny chłopak z niego.

Dziś mama kazała mi dać psu proszek na odrobaczenie, więc logiczne jest, że potem będę musiała zobaczyć, czy w kupie nic się nie rusza. To stwierdziłam, że ogarnę to wieczorem, bo będzie mniejsza szansa, że kogoś spotkam. Proszek dany, no i idziemy na spacer. Spacerujemy i nagle stało się - kupa. No to sprawdzam, czy nikogo nie ma - wydaje się, że czysto, wyjmuję telefon i świecę w tę kupę. Nagle słyszę głos przystojnego wnuczka:
- Hej, coś się stało? Zgubiłaś coś?
- Nie no, tylko świecę w kupę...
- Aha, to miłej zabawy.
Oddalił się szybciej niż przybył.

W sumie dopiero po czasie pomyślałam, jak to dziwnie zabrzmiało :D

#KRlVO

Moja żona nie pracuje - moja pensja wystarcza na nas oboje. Gdy wracam do domu, wiecznie słyszę narzekanie, od mojej drugiej połówki, jaka to nie jest zapracowana opieką nad dwójką dzieci, gotowaniem, sprzątaniem itd. Nieraz wracając do domu, musiałem sam sobie robić na szybko jakieś danie, bo na pytanie czy jest obiad, otrzymywałem dosyć nieprzyjemną wiązankę, z której wynikało jednoznacznie, że moja Weronika nie miała czasu na jego zrobienie. Nie narzekałem z tego powodu, może nieco się dziwiłem, że w domu jest tyle do roboty.

Rok temu dostałem w pracy obowiązkowy płatny dwutygodniowy urlop. Moja kobieta słysząc to, od razu postanowiła, że znajdzie sobie jakąś pracę i zostawi mi dom na głowie, żebym się przekonał jak to jest być nią. Jak powiedziała tak zrobiła, na szybko załatwiła sobie poprzez koleżankę pracę w sklepie odzieżowym i gdy przyszedł czas mojego urlopu zamieniliśmy się rolami.
Pewnie teraz wszystkie czytające 'internetowe mamy' czekają na końcówkę. Końcówkę, w której się okaże jak to sobie nie radzę, czekam na Weronikę aż tylko wróci z pracy, jak to nie mam czasu dla siebie i zaczyna mnie boleć od tego głowa, przez co muszę małżonce odmówić wieczornego seksu i ogólnie aż zacznę stękać i kwiczeć od nadmiaru obowiązków.
Otóż nie.

Po raz pierwszy moje dzieci były tak wcześnie w szkole, mimo że zawsze był z nimi problem i się spóźniały. O dziwo wystarczyło zabrać im telefony i powiedzieć, że dostaną je pod szkołą. Równo o 7:50 były przed salą, w plecaku zamiast drożdżówek miały kanapki zrobione przeze mnie. Tak, znalazłem na to czas. Prawdę mówiąc miałem go tyle, że zdążyłem rano odpowiedzieć na kilka maili. Po powrocie do domu, zrobieniu prania, ugotowaniu zupy z przepisu z internetu (naprawdę takie to ciężkie?), wyrzuceniu śmieci, umyciu naczyń i zrobieniu reszty obowiązków z listy, którą zrobiłem dzień wcześniej, nareszcie miałem czas na pogranie trochę w najnowszego wiedźmina. Mimo, że pracuję jako programista, nie mam czasu na gierki, czego nie bardzo rozumie moja Weronika.

Po powrocie dzieciaków ze szkoły, obiecałem im, że pogramy w planszówkę jak tylko odrobią lekcje. Tak też było, w czasie gdy spędzałem czas z dziećmi, wróciła moja małżonka. Ponarzekała, że pewnie cały dzień siedzę i się obijam, i poszła z koleżankami na miasto. Cóż...
Podobnie spędziłem następne dwa tygodnie wolnego. Dawno nie byłem tak zrelaksowany. Przeciwnie Weronika, dziesiątego dnia zrezygnowała z powodu 'okropnych warunków'. Oczywiście dowiedziałem się o tym po moim urlopie.

Puenta? Kobiety, skończcie marudzić, siedzenie w domu to naprawdę mało w porównaniu do pracy waszych facetów. A zapracowanie wynika z waszego braku organizacji.

Bonus: Przyjechała w odwiedziny teściowa i powiedziała do córki, że nareszcie dom nie wygląda jak burdel. Najlepsza pochwała jaką otrzymałem w życiu. :)

#EwCak

Częścią mojej pracy jest odwiedzanie ludzi w domach i organizowanie im opieki, jeśli tego potrzebują.

Czasy przedcovidowe. Rozmawiam z 87-letnim staruszkiem, jego córka i zięć również są na miejscu i służą informacjami. Ustaliliśmy jakiej opieki mu potrzeba i ile godzin w tygodniu, więc zbieram się powoli do wyjścia, a on do mnie mówi, że jedzie teraz odwiedzić swoją matkę. No to usiadłam od razu, bo przy tak zaawansowanej demencji to jednak może inny typ opieki byłby potrzebny. Tymczasem córka potwierdza - jadą odwiedzić babcię, 100-letnią, mieszka sama, nie ma żadnej zorganizowanej opieki, radzi sobie, tylko zakupy jej robią.
Powiedzieć, że byłam zaskoczona, to nic nie powiedzieć ;)
Pomijając fakt, że 13-latka z dzieckiem to nawet w tamtych czasach był dziw, nie spotkałam nigdy nikogo, a pracuję wiele lat, kto nie otrzymywałby żadnej pomocy od państwa w tym wieku. I zawsze pamiętam, żeby słuchać uważnie pacjentów, bo mogą mówić prawdę, nawet jak się wydaje nieprawdopodobna.
Dodaj anonimowe wyznanie