#ZEtTK

Na pewno kojarzycie roszczeniowe madki „dej, bo mam chorom curke” i tak dalej.
Otóż jedna z nich jest moją siostrą.
Zacznijmy od tego, że moja siostrzyczka uważa, iż wszyscy dookoła powinni zajmować się jej dzieckiem, kupować mu prezenty, i to nie byle jakie. Zwykle kupowałam małej jakieś drobiazgi, książeczkę, misia czy inne takie.
Kupowałam do momentu, gdy moja siostra wypomniała mi, że... kupuję rzeczy Z PROMOCJI, a jej dziecko zasługuje na pełną cenę.
Cóż, teraz nie kupuję nic.

#HdvLX

Ślub mojej koleżanki miał odbyć się 2 września. Na początku sierpnia postanowiłam zadzwonić do fryzjera, żeby się zapisać. Dzwonię, mówię datę, godz. 9:00, usłyszałam: "OK, jest wolny termin, zapisuję panią".

2 września, 8:55 wchodzę do salonu, idę korytarzem i słyszę, że w fotelu siedzi już jakaś klientka i taką oto prowadzi rozmowę z fryzjerką: „Nie sądziłam, że jak zadzwonię wczoraj, to na dziś znajdziesz miejsce”. Fryzjerka jej odpowiedziała: „Kochana, ciebie miałabym nie wcisnąć? Ta z 9:00 najwyżej poczeka, szybko ci te końcówki podetnę”. Lekko zdziwiona powiedziałam „dzień dobry”, panie dopiero mnie zauważyły, fryzjerka powiedziała do mnie „słucham?”, mówię, że byłam zapisana na czesanie na 9:00... a ta z takim udawanym zdziwieniem: „Tak? Jak się pani zapisywała? Bo ja nikogo dziś na 9 nie mam, może inna data?”. Ja oczywiście wkurzona, bo ewidentnie robi ze mnie wariatkę, a ta bezczelnie stwierdza jeszcze, że może mi tę fryzurę ostatecznie zrobić, ale muszę poczekać 30 minut, aż skończy obcinać panią na fotelu. Zagotowałam się i oczywiście czekać nie miałam zamiaru. Powiedziałam jej, że jeżeli szuka idiotki, to niech w lustro spojrzy, bo słyszałam jej rozmowę z koleżanką, trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Nie miałam wyjścia, w domu wyprostowałam włosy i tak poszłam na to wesele, ale chęć zemsty nie dawała mi spokoju.

Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Jakieś 3 tygodnie później zadzwoniła do niej moja koleżanka. Zapisała się na najdroższy zabieg u tej fryzjerki, dzień później druga moja koleżanka umówiła się na farbowanie, trzecia ścięcie włosów, i koleżanka koleżanki, i jeszcze jakaś znajoma znajomej i mój chłopak, łącznie 7 osób... I żadne na umówioną wizytę nie przyszło... Widziałam później post na fb jej salonu, że klienci umawiają się i nie przychodzą i cały wylew o jej cennym czasie i szacunku do drugiego człowieka i jego ciężkiej pracy.

Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz... Nie żałuję.

#YHRWj

Jako dziecko byłam dosyć ciekawska. Co chwilę można było ode mnie usłyszeć „dlaczego”, „czemu”, „jak to”.

Pewnego dnia w przedszkolu, gdy wyszłam za potrzebą, zauważyłam coś co wyglądało jak toaleta, tylko że była przymocowana do ściany, bez klapy, dziwne skonstruowana rzecz jak dla mnie. Wiedziałam tylko, że chłopcy mogą z tego skorzystać. W moim małym móżdżku pojawiło się pytanie „dlaczego tylko chłopcy”. Przez chwile koło tego stałam i się zastanawiałam. Chciałam sprawdzić jak tego użyć, wiec zdjęłam spodnie i wspięłam się na to i jak nigdy nic zrobiłam tam przysłowiową dwójkę.

Gdy zrobiłam to co miałam zrobić, wyszłam i po kilkunastu minutach przyszedł woźny. Pytał się wściekły wszystkich „kto zrobił kupę do pisuaru”. Ja, która nie chciała mieć kłopotów, się do tego oczywiście nie przyznałam. Nie pamiętam jak się później to zakończyło, ale dało mi to nauczkę, żeby się pytać, niżeli robić swoje eksperymenty.

#xgMnK

Ciemno, sporo po ciszy nocnej. Wracam do domu średnio uczęszczaną drogą. Z daleka widzę grupę mężczyzn. Są agresywni, kłócą się. Wymachują rekami... Nie wiem co robić, innej drogi nie ma. Łapię za gaz pieprzowy i decyduję się przejść pomiędzy nimi. Panowie są coraz bardziej pobudzeni, słyszę dziwne głosy. Zaraz zaczną się bić...

Jednak gdy zbliżyłam się do nich tak, by móc coś zobaczyć, okazało się, że natknęłam się na grupę głuchoniemych. Mieli całkiem przyjazne zamiary :D

#Hd1zz

Jestem z kobietą, która myśli, że pieniądze rosną na drzewie, a kiedy ich potrzebujemy, to idę i zrywam.

Moja luba pracuje w biurze, ja natomiast w handlu. Ona ma minimalną, ja w zależności od miesiąca pomiędzy 5-6 tys.(przed pandemią zawsze było nie mniej niż 9). Kiedy moje zarobki zaczęły się zmniejszać, inflacja zwiększać, koszt kredytu wzrastać, a auto psuć, zaczęły się między nami małżeńskie nieporozumienia. Wisienką na torcie był fakt poinformowania jej, że swoją wypłatę też musi wkładać do domowego budżetu. Jaki to był wtedy płacz, lament i pretensje, że ona ma tyle swoich wydatków... Wcześniej miała swoją wypłatę tylko dla siebie. Koniec końców po którymś zarzucie z jej strony, że źle zarządzam domowym budżetem, postanowiliśmy, że będę jej oddawał swoją wypłatę i ma zrobić tak, żeby nam starczało.

10 lutego zablokowałem na swoim koncie możliwość brania debetu, wyciągnąłem sobie 500 zł na drobne wydatki i oddałem jej swoją kartę płatniczą. Dostała takiego wiatru w żagle, że już 28 lutego terminal odrzucił kartę z powodu braku środków na koncie. Myślałem, że okaże skruchę, a ona okazała roszczenia i pretensje. Mówiła, że musimy wrócić do sklepu, bo nie kupiła tego czego potrzeba. Stwierdziłem, że nie mamy pieniędzy, bo wydała, ona na to, żebym sobie nie stroił żartów, że to trzeba kupić. Mam odłożone trochę pieniędzy, ale nie przyznałem się, że mam. Zapytałem się z czego będziemy teraz żyć, ona żebym nie zadawał głupich pytań, wziął pożyczkę albo wymyślił coś innego, mam coś zrobić i koniec. Nie uległem, wyśmiałem ją i wyciągnąłem z portfela niecałe 200 zł i do 10 lutego jedliśmy za to najtańsze produkty spożywcze. Wzięła nawet L4, bo nie zamierzała chodzić do pracy 6 km piechotą w jedną stronę, bo nie miała za co zatankować samochodu.

Nasze relacje nigdy nie były tak złe, a za cały stan rzeczy i za to, że ona musi cierpieć, winny jestem ja. Zacząłem się zastanawiać, kogo ja sobie za żonę wziąłem. Ona nie potrafi nie mieć pieniędzy i uważa, że powinienem skądś je wziąć. Nie wiem, chyba wyczarować. Dużo dało mi to do myślenia i muszę zweryfikować, czy chcę iść przez życie z taką kobietą.

#bXA3o

Pierwszy raz w życiu mam tak duży dysonans uczuciowy.

Pracuję obecnie biurko w biurko z dziewczyną, która pociąga mnie straszliwie. Jej twarz, ciało, to jak się porusza, to jak mówi, jakim głosem, jej zachowanie, to jak ze mną rozmawia, wszystko jest idealne, poza kilkoma istotnymi poglądami, tak skrajnie różnymi od moich, że kiedy o tym pomyślę, staje się dla mnie aseksualna i wręcz odpychająca.

#4uUOh

Trochę lat temu pracowałam jako kelnerka. Można pisać dużo o ludziach, ale jedna sytuacja szczególnie zapadła mi w pamięć.

Przyszły dwie panie, na drinki i jedzenie. Mieliśmy dziwne menu, w którym na samej górze znajdował się tatar wołowy, a na dole – z łososia. Jedna z pań zamówiła tatar z łososia. Po pierwsze, słyszałam, jak prosi o łososia. Po drugie, jej palec przy zamawianiu znajdował się na samym dole menu na pozycji łososia, po trzecie, zawsze po zebranym zamówieniu czytałam je, i panie zgodnie stwierdziły, że się wszystko zgadza.

Przyniosłam zamówienie pół godziny później i zostałam zbesztana, ponieważ pani zamawiała tatara wołowego. W pierwszej chwili zabrałam talerz, ale musiałabym za niego zapłacić. Tatar kosztował 40 zł, a ja zarabiałam 8 zł na godzinę. Byłam pewna, że błąd leży po jej stronie, więc wróciłam powiedzieć, że się pomyliła. Pani zrobiła się wręcz czerwona, mówiąc, że jak śmiem zwalać na nią mój błąd i że powinnam przepraszać, a nie jeszcze się kłócić! Zwykła kelnerka, która ledwo czyta, nie będzie jej wmawiać kłamstw! Wtedy zdecydowałam, że ewidentnie ma niedorozwój umysłowy i jedynym sposobem na niewydawanie połowy dniówki jest zrobić, co chce. Czyli zaczęłam ją przepraszać co najmniej jakbym wymordowała jej rodzinę, w głowie mając myśli "o ty dz**ko".

Nagle okazało się, że ona w sumie lubi łososia. Dostałam nawet napiwek. Bo okazało się, że pani ta nie chciała nakarmić się jedzeniem, a poczuciem wyższości nad drugim człowiekiem.

#9Qd4L

Kiedy byłam jeszcze w liceum, wybrałam się z koleżanką na wagary. To znaczy, taki był plan. Spotkałyśmy się w umówionym miejscu i miałyśmy wybrać się stopem do większego miasta na łażenie i jakieś zakupy, tak żeby zabić jakoś ten czas.

Łapiemy tego stopa, łapiemy... W końcu zatrzymuje się samochód. Uradowane biegniemy do niego, a za kierownicą moja ciotka... Wysiadłyśmy pod szkołą i grzecznie poszłyśmy na lekcje :D

#CcNc9

Szkoła, szkoła...
Chcą Państwo wiedzieć, dlaczego poziom edukacji spada? Proszę bardzo.
Jestem nauczycielem matematyki w technikum i prywatnej szkole podstawowej. Nie będzie w tym wpisie o pieniądzach, na korepetycjach nauczyciele odbijają sobie niskie zarobki w szkole (chociaż w sumie w szkole nie opłaca się pracować). Będzie o rodzicach.

Po pandemii wiedza dzieciaków z tego przedmiotu jest zerowa. Nauczyciel jeżeli chociaż trochę wymaga (mnożenie, potęgi, działania na ułamkach) jest zjadany przez rodziców. Jak ja śmiem wystawić połowie klasy jedynki ze sprawdzianu, który zrobiłem z zadań tłuczonych przez miesiąc! Te same przykłady były w zeszycie? Kaziu miał w dupie? Nie, to moja wina, bo nie wytłumaczyłem. Wybrałem jakiś przykład z pierwiastkiem? Cytuję: „Nie życzę sobie, aby pan mówił, że mój syn się nie nauczył i z tego powodu dostał jedynkę”.
Ręce mi opadają. Poszła na mnie skarga za terroryzowanie dzieciaków, bo śmiem czegokolwiek wymagać. Usadziłem kogoś za nieobecności? Moja wina, bo nie zmotywowałem dzieciaka (17-letniego!) do przychodzenia na zajęcia. Trzymam dyscyplinę w klasie? Dzieci się boją. Dostałem pusta kartkę? To przez stres.

Mam dość.
Kolejny matematyk przejdzie do przemysłu i rekreacyjnie będzie dawał korki. Na tę chwilę już mam wszystko gdzieś.

W ten sposób nauczyciele odpuszczają – teraz pomyślcie Państwo, co zrobi nauczyciel, który nie chce zmienić zawodu? Będzie miał wszystko w poważaniu i będzie przepychał kolejnych tłumoków, którzy nie nadają się do szkoły średniej...
Dodaj anonimowe wyznanie