#Rr0Qw

Dzisiaj byłam z 7-letnią siostrą u babci.
Gdy ją odwiedzamy, mała zazwyczaj szaleje, ale tym razem siedziała cichutko, raz na jakiś czas uśmiechając się do babci. Po powrocie do domu zapytałam się, dlaczego była taka spokojna. „Bo ostatnio jak siedziałam cicho, to babcia dała mi kasę”.
Niezła jest.

#AFbaO

Trochę o chłopaku mojej przyjaciółki.

Koleżanka jest normalną, ładną dziewczyną, o zdrowej cerze, włosach, szczupłej figurze, generalnie wielu mogłaby zawrócić w głowie. Szybko więc znalazła sobie partnera – 19-letniego chłopaka, który swoje jedyne doświadczenia z kobietami miał na ekranie monitora. Pierwsza partnerka „for real”, więc entuzjazm, zakochanie, papużki nierozłączki. Do czasu, gdy koleżanka nie przyszła mi się wypłakać z paru mankamentów wybranka.

1. Podczas dojrzewania na biodrach pojawiły jej się rozstępy, teraz już wyblakłe i właściwie widoczne tylko pod światło. Luby zauważył to po kilku tygodniach związku i zrobił jej karczemną awanturę, że się zapuściła, nie dba o siebie i jest obrzydliwa.

2. Piersi. Wszyscy wiemy, jak wyglądają piersi na filmach pornograficznych czy na plakat promujących jakieś filmy. No albo to plastikowe albo wyphotoshopowane. Żadna prawdziwa kobieta nie może być zadowolona ze swoich piersi przy takich wzorcach, bo albo za małe, albo co prawda duże, ale nie sterczące pod szyją jakby nadmuchane powietrzem. Piersi koleżanki były, dla mnie przynajmniej, posiadaczki piersi dużych, w idealnym rozmiarze. Ani to małe, ani wielkie, ot, taka miseczka C powiedzmy. Ładne, czas jeszcze nie odcisnął na nich piętna, problem w tym, że naturalne. I to był jeden z powodów, dla których jej chłopak totalnie ją zgnoił, gdy pierwszy raz ściągnęła przy nim bluzkę. Bo dlaczego one są tak nisko, dlaczego nie są idealnie okrągłe, dlaczego jedna pierś jest większa, a sutki nie są symetrycznie. Rozpłakała się, po długich rozmowach uzgodnili, że jak uzbiera pieniądze, to pójdzie je zoperować, bo „tego czegoś się nie da dotykać” (uwierzcie, widziałam jej piersi nago wiele razy, chociażby w saunie i absolutnie nie ma czego operować, są piękne. Dla każdego normalnego człowieka, który odróżnia fikcję pornoli od rzeczywistego życia).

3. Włosy w okolicach intymnych. Koleżanka goliła się regularnie (chociaż jej facet nie, bo to „niemęskie”). Wiadomo jednak, że gdy włoski odrastają, wypada je zostawić samym sobie na jakiś czas, by wyrosły na tyle, żeby dało się ich znowu pozbyć bez zacinania itd. Generalnie kwestia paru milimetrów. Gdy ukochany to odkrył, poważnie rozważał rzucenie jej, bo czarny meszek „tam” sprawił, że ten „ledwo powstrzymał wymioty”.

Koleżanka na szczęście już jest wolna, ale kompleksy zostaną jej zapewne na całe życie.

Panowie, mały apel – zrozumcie, że tak samo jak Wy nie wyglądacie tak jak aktorzy na filmach, tak nam również sporo brakuje do tego sztucznie wykreowanego ideału atrakcyjności. Obie płcie powinny dbać o siebie i oczekiwać zadbania od partnera, ale nie rozumiem, jak można na podstawie oglądniętych filmów pornograficznych oczekiwać, żeby partnerka miała piersi...

#04xcU

Do niedawna miałam zaburzenia odżywiania, rzadko kiedy coś jadłam. Jakiś czas temu przygarnęłam ze schroniska psa, żeby mieszkanie nie było tak strasznie puste. Jest to starszy pies, po przejściach i mimo że był grzeczny, to bardzo płochliwy, nie chciał jeść. Próbowałam karmić go puszkami, suchym jedzeniem, gotowanym, wszystkim co tylko się dało. Trochę poskubał i uciekał.

Któregoś razu zauważyłam, że kiedy ja jem, on wtedy podchodzi do miski i też je. Nie nabierał się, gdy udawałam, że żuję. Musiałam zacząć jeść, żeby mój pies nie był głodny. Proste to nie było, ale w końcu mi się udało, zaczęłam się normalnie odżywiać. On razem ze mną.
Zawdzięczam mu życie.

#IF0Cn

Małej, rodzinnej firmie, w której pracuję, zaczęło się źle wieść. Aby być dobrym pracownikiem i pomóc firmie w kryzysie, zaproponowałam, aby zmniejszyli mi etat. Według mnie idealne rozwiązanie. Miałabym więcej czasu dla dzieci, pracy było zdecydowanie mniej, więc wyrobiłabym się ze spokojem w ciągu 4 do 6 godzin. A poza tym moje koszty zatrudnienia by zmalały i firma mogłaby lepiej przetrwać chwilowy kryzys. Po najgorszym zastoju (czyli pewnie po wojnie) wróciłabym na cały etat, jak dotychczas.
Zostałam zwolniona, bo za mało angażuję się w pracę i pewnie mam coś na boku.

Pracowałam tam od 20 do 35 roku życia. Lubiłam tych ludzi. Przychodziłam do 8 miesiąca ciąży, a potem, nawet na macierzyńskim, wpadałam czasem, aby im pomóc, kiedy mieli dużo pracy. Dbałam o wszystkie kwiaty, raz w miesiącu piekłam ciasto do pracy, przychodziłam zawsze 10 minut przed czasem i tylko w sytuacjach kryzysowych urywałam się wcześniej z pracy. Ci ludzie byli na moim weselu, na chrzcinach moich dzieci. Przywiązałam się do nich. Po prostu nadal nie mogę uwierzyć co się stało. Wiem, że syn właściciela mocno mąci (chyba na moje miejsce chce wkręcić swoją dziewczynę). Ale nie wiem czemu właściciel na to pozwala.

Cóż, szukam pracy i staram się o tym nie myśleć, ale jest mi strasznie przykro. Zostałam potraktowana jak śmieć.

#aPVt8

Dobija mnie ignorancja i hipokryzja gatunkowa. Szczur spadnie z balkonu? Śmieszna anegdotka do opowiadania przy stole. To samo spotka psa? Tragiczna historia. O ile świadomość ludzi nt. psów i kotów oraz ich wymagań w kwestii utrzymania nie jest najgorsza, o tyle pojęcie ludzkie nt. innych zwierząt, które mają, woła o pomstę do nieba. Przykładowo – przychodzi agonalna agama, jak żelek z gumy, nie ma w ogóle kości – bo opiekun nie wie, jak powinno się ją żywić i suplementować wapń. Przychodzi jeż, któremu ktoś podał mleko. Agonalny. Sparaliżowany królik po szelkach. Papuga z wypalonym wolem. Chomik z połamaną połową ciała, bo wciąż pokutuje przekonanie, że jak chomik, to do piętrowej, prętowej mikroklatki. Spalony gekon. „Zjedzony” żywcem myszoskoczek po brutalnej walce. Zgilotynowana koszatniczka po przygodzie z kołowrotkiem z efektem nożyc.

Czy mieliście kiedyś chomika, królika, świnkę? A czy wiecie o tym, że chomik robi dziennie 15-20 kilometrów, potrzebuje metrowej klatki i 28-centrymetrowego kołowrotka? Królik ma bardzo delikatny kręgosłup i inaczej się porusza niż pies, przez co nie może chodzić w szelkach? Wiecie, jakie zwierzęta są bezwzględnymi samotnikami, a jakie muszą koniecznie żyć stadnie; że samotna świnka cierpi? Że weterynarz leczący psy i koty nie potrafi zdiagnozować myszki? Że kupno zwierząt w sklepach zoologicznych i z pseudohodowli to wspieranie okrucieństwa? Że możecie bardzo łatwo zarazić się tasiemcem?

Jeśli na jakieś pytanie, poza pierwszym, odpowiedzieliście „nie”,  to uważam, że powinniście poczytać o specyfice gatunków zwierząt, które planujecie przyjąć pod swój dach. Wziąć odpowiedzialność za nie. Nie przyczyniać się do ich cierpienia, jak niestety, większość polskich domów. Informacje najlepiej czerpać od lekarzy weterynarii leczących zwierzęta egzotyczne oraz gatunkowo tematycznych grup hodowców i lekarzy na Facebooku. Każdy gatunek ma swoją specyfikę i swoje wymagania.

Na koniec mała ściągawka, czego powinno się zawsze bezwzględnie unikać:
– kupowania zwierzęcia dla dziecka, jako zabawka, jako „przyzwyczajenie do śmierci”
– przyjaźni międzygatunkowych np. świnki z królikiem
– wapienka, kolb, kolorowych najtańszych komercyjnych karm, dropsów
– kul do biegania
– szelek dla małych ssaków
– wychodzenia na dwór (poza królikami, świnkami, fretkami)
– wyjmowania zwierzęcia w dzień, jeśli ma nocny tryb życia
– za małych klatek, za małych kołowrotków, kołowrotków z prętami lub efektem nożyc
– kąpieli zwierząt
– żywienia „sianojadów” (królik, szynszyla, świnka) ziarnami.

Małe zwierzęta cierpią tak samo jak psy, po prostu nie krzyczą umierając.

#zKyMw

Najbardziej za skórę potrafią nam zajść rodzice. Oni nas wychowali pod siebie, znają wszystkie słabości i nie jesteśmy w stanie się bronić przed ich zagraniami. W moim przypadku toksycznymi.

I tak ja, 40-paroletni facet, dopiero teraz zorientowałem się, że rodzic wymuszający płaczem na dorosłym dziecku (mnie) ustępstwa to nie jest normalne zachowanie. Wychowałem się z mamą, ale dopiero teraz złapałem, że „nie możesz robić po swojemu, bo mama będzie smutna” i inne zagrywki to szantaż emocjonalny. Teraz, po wielu latach mieszkania na swoim i wielu konsultacjach ze znajomymi zrozumiałem, że od zawsze służyłem mojej mamie do zrzucania na mnie jej emocji, żyłem w ciągłym poczuciu winy, że to przeze mnie jest nieszczęśliwa, że to ja odpowiadam za jej krzywdy i muszę wiecznie przepraszać, że żyję.

Fajnie, prawda? Z takim przeświadczeniem idziesz sobie w życie i próbujesz nawiązywać znajomości. Dziwne, że nie wszyscy ludzie ode mnie uciekali, a jedynie 99% – dwie znajomości się ostały i tylko dzięki nim zrozumiałem, że to, co robię jest toksyczne.

Dziś nadal zmagam się z mamą, która cały czas próbuje szantażu emocjonalnego, naruszania granic, próbuje mnie zmuszać do tłumaczenia się ze swojego życia i krytykuje (albo doradza, ale niezamówiona rada to też krytyka) co mam robić. Ale dziś już mnie to mniej rusza, choć nadal nie jest łatwe. Mam świadomość, że nie żyję po to, aby spełniać czyjeś oczekiwania. Zauważenie tego zajęło mi ponad 20 lat dorosłego życia.

#sJXFQ

Dziś wracając do domu zobaczyłam genialną matkę z dwójką dzieci – jedno w wózku, drugie na oko 6 lat. Przebiegała z nimi przez ulicę, na czerwonym świetle. Kierowcy po hamulcach, wiadomo, zatrąbili. A ona? Zaczęła przeklinać na nich, że jak to oni nie jeżdżą, nie widząc we wszystkim swojej winy.
A za rok czy dwa wyśle swoje dziecko do sklepu po bułki i mały wpadnie pod samochód, przebiegając na czerwonym świetle, bo z mamą zawsze tak robił. I dzieją się tak różne tragedie przez nic niemyślące matki. A kierowca, który potrącił i zabił pieszego, musi żyć z poczuciem winy, o ile nie za kratkami, mimo swojej tak naprawdę niewinności.

Skoro już macie dzieci, to dbajcie o ich bezpieczeństwo, dając wzorowy przykład.

#Ca4O6

Był taki czas, gdy żyliśmy naprawdę bardzo biednie, pieniędzy ledwo starczało na podstawowe potrzeby. Syn chodził wtedy do gimnazjum, a wiadomo, że dzieciaki potrafią być okrutne, więc był wyśmiewany w szkole, bo nie nosił firmowych ciuchów i miał znoszone, zniszczone buty. Niejeden raz płakał z tego powodu, a mi pękało serce.
I właśnie wtedy ukradłam dla niego buty w sklepie. Nie złapali mnie, nigdy się nie wydało, a syn był przeszczęśliwy, bo dzieciaki w szkole dały mu spokój.
Nigdy nikomu o tym nie mówiłam i nie jestem z tego dumna, bardzo się tego wstydzę. Nikomu się do tego nie przyznam.

#XjUPP

Dekadę temu rozpadł mi się związek (partnerka dorobiła mi bardzo okazałe poroże, wielokrotnie). Złamało mnie to solidnie, minęło bardzo dużo czasu, zostałem z problemem z alkoholem i emocjami plus depresja (na lekach jest już w miarę OK).
Ale do sedna.
Od dwóch lat jestem z dziewczyną. Na początku oczywiście zakochanie, ale potem... pustka. Lubię ją, zależy mi na niej, jesteśmy idealnie zgrani, nie kłócimy się, absolutnie wszystko jest super, ale nie kocham jej. Sądzę, że po prostu już nie umiem, poza tym przecież miłość ma pewne etapy i po latach jest już tylko to specyficzne przywiązanie.
Ale z drugiej strony nie wiem, czy nie lepiej byłoby poszukać kogoś innego. Tylko po co, skoro jest dla mnie 10/10?
Może wydać Wam się to głupie, ale czeka nas decyzja o podobnej wadze jak wspólny kredyt i po prostu mam wątpliwości.
Dodaj anonimowe wyznanie