#KBqe4

Od zawsze marzyłem o byciu żołnierzem, służeniu ojczyźnie, nie wyobrażałem sobie siebie w przyszłości inaczej niż w mundurze. Do wojska trzeba przejść serię testów. Więc w poniedziałek odbyły się testy psychologiczne, zaliczyłem, i następnego dnia o 7:30 miałem stawić się na rejonowej wojskowej komisji lekarskiej. Komisja ta wygląda mniej więcej tak, że na starcie w sekretariacie kliniki dostaje się obiegówkę, którą trzeba wypełnić. Od razu się za to zabrałem, poszedłem do laboratorium na badanie krwi i moczu, zaliczyłem wszystkich lekarzy po kolei i byłem szczęśliwy jak nigdy, kiedy zdałem sobie sprawę, że został tylko urolog, a przecież to tylko formalność, bo przecież co może być nie tak? No właśnie... Po wejściu do gabinetu szybki wywiad i USG. Wszystko wskazywało na to, że drzwi do zawodowej służby wojskowej stoją przede mną otworem, aż do momentu, w którym lekarzowi zrzedła mina i pocmokał znacząco. Zapytałem, czy coś jest nie tak, a w odpowiedzi usłyszałem, że zauważył jakieś nieprawidłowości i całkiem prawdopodobne, że są to zmiany nowotworowe i zlecił dodatkowe badania. Dziś jest piątek, a ja mam raka jąder.

Panowie, badajcie swoje jajka tak często jak tylko możecie! Panie, badajcie jajka swoich Panów, bo może się okazać, że nic nie jest tak w porządku, jak mogłoby się wydawać.

#FKieI

Akcja miała miejsce, kiedy miałem 7 lat. Było lato. Wraz z kolegami bawiliśmy się w fontannie, kiedy to wpadłem na iście genialny pomysł, aby usiąść na dyszy, która wyrzucała wodę w powietrze. Siadam, wszystko fajnie, ale po chwili poczułem, że to był jeden z największych błędów w moim krótkim życiu. Ból moich kiszek był nie do opisania. Myślałem, że umieram. Co sił pobiegłem do domu, a właściwie ledwo co szedłem, bo myślałem, że z bólu wysram kręgosłup. Kiedy doszedłem do windy, zacząłem płakać i krzyczeć jak dziecko przy pierwszej szczepionce. Wjazd na siódme piętro trwał całą wieczność. Przy piątym piętrze przypomniałem sobie scenę z Aliena, gdzie te małe potwory wychodzą na świat przez brzuch tych ludzi (podglądem jak wujek ogląda ten film, chociaż nie był dla dzieci). Wtedy zacząłem płakać i krzyczeć jeszcze bardziej. Po dojechaniu na piętro docelowe wbiegłem do domu i pobiegłem do ubikacji. Usiadłem na porcelanowym tronie i zwolniłem blokadę niczym komora losująca w lotto. Momentalnie poczułem ulgę, a porcelana została zalana falą wody, jaka została „wchłonięta” przez mój tyłek.
Tak oto zrobiłem sobie pierwszą lewatywę w wieku 7 lat.

#PfnwL

Jako 10-latka zakochałam się bez opamiętania w... księdzu z mojej parafii. Nie wiem co ja w tym człowieku widziałam. Nie był przystojny, nie był zbyt sympatyczny, totalnie nie miał podejścia do dzieci. Można by powiedzieć, że totalny zgred, a ja co niedzielę chodziłam do niego na msze, siadałam w pierwszej ławce i z maślanymi oczami wpatrywałam się w niego. Nawet nie rozumiałam co mówił na kazaniu, bo był to „język dorosłych”, ale to przecież nie było ważne. W walentynki postanowiłam, że zrobię mu prezent. Za uciułane pieniądze kupiłam całkiem pokaźny bukiet czerwonych róż i napisałam liścik, w którym wyznawałam miłość i nawet zapytałam, czy jak dorosnę, to zostanie on moim mężem (na szczęście listu nie podpisałam). Dalej wydawało mi się to mało, więc list włożyłam do koperty zrobionej z czerwonego papieru, obkleiłam całą masą naklejek z jakiegoś kobiecego pisma (takie cukierkowe serduszka, usta złożone do pocałunku, napisy „kocham cię”) i tak przygotowana ruszyłam do klasztoru, by mu to oddać. Drzwi otworzył mi jeden z zakonników, powiedział, że tamten ksiądz jest zajęty i nie może do mnie przyjść (na szczęście!), ale że odda mu przesyłkę, a przy tym zalewał się łzami i krztusił, próbując nie roześmiać się totalnie. Ja wyszłam stamtąd cała zadowolona, byłam przekonana, że furtian płakał, bo domyślił się, że za kilka lat ich ksiądz odejdzie, biorąc ze mną ślub.
Dziś myślę sobie, że byłam totalnym głupkiem, a z „mojego” księdza koledzy musieli jeszcze długi czas nabijać się we wspólnocie.

PS Sprawa nigdy nie wyszła, ksiądz nigdy nie zapytał, czy to ja mu przyniosłam róże (choć myślę, że raczej to wiedział) i nie było później żadnego ślubu (choć ja jeszcze ze dwa lata później byłam przekonana co do mojej wielkiej miłości i znalezienia tego jedynego).

#wOdJY

Jesień 1999 roku, zacząłem właśnie pierwszą klasę szkoły podstawowej. Popołudniami często graliśmy z kolegami z nowej klasy w piłkę, jednak zawsze mówiłem, że rodzice kazali mi wrócić do domu najpóźniej o 17:30.

Prawda wyglądała jednak tak, że o 17:45 na Polsacie była Luz Maria, którą oglądaliśmy całą rodziną i nie wyobrażałem sobie, że mógłbym nie obejrzeć nowego odcinka.

#MD45I

Pamiętacie te wszystkie bajki, w których postać nalewała płynu do mycia naczyń do zmywarki, a później leciało z niej sporo piany? No ja tak.

To było siedem lat temu. W naszym domu była już zmywarka, kupiona zaraz po remoncie kuchni. Mały model, bo też nie mieliśmy dużej kuchni, ale co za tym idzie, na małych temperaturach nie wszystko domywała. W tym czasie niedomywanie naczyń przez zmywarkę przy 35 stopniach było głównym tematem domu. No i tu wkraczam mały ja ze wspaniałym pomysłem – może to tabletki są za słabe, a te wszystkie bajki to na pewno bujda, użyję płynu do mycia naczyń. Wlałem odpowiednią ilość, włączyłem zmywarkę na 35 stopni i poszedłem się szczęśliwie myć w poczuciu, że rozwiążę problem rodziny. Po dziesięciu minutach słyszę brata, który wrócił do domu i woła o pomoc. Wychodzę z łazienki, wchodzę do kuchni, a ona cała – łącznie z blatami – w bąbelkach z płynu. Już teraz nawet nie pamiętam, co my z nimi zrobiliśmy, ale na szczęście do tej pory nikt nie wie co zrobiłem (wszyscy myślą, że to przez zablokowanie spryskiwacza przez garnek).

PS Zmywarka działa do tej pory, a po tamtym incydencie domywa nawet w najniższej temperaturze :D

#OnNtV

Obecnie już nie korzystam z „dobrodziejstw” online-dejtingu, ale wciąż zastanawia mnie jedna kwestia – dlaczego mężczyźni tak oszukują, jeśli chodzi o wzrost?
Tak, rozumiem, że jest presja i durne teksty typu, że facet zaczyna się od 180 itp. OK, rozumiem, ale nie o to mi chodzi.

Jestem wysoką dziewczyną (między 170 a 175). Jak pisałam z facetami, to nie miałam problemu przyznać się do moich mankamentów, a nawet podawać dokładnego rozmiaru ubrań (co ciekawe, rozmiary staników rozumieją...). Natomiast mężczyźni non stop podawali jakieś dziwne dane. Np. określali „180 cm”, a w realu byliśmy równi głowami, gdy ja byłam w płaskich butach. „175 cm” dawali sobie, gdy mieli oczy na wysokości mojego nosa (czyli podejrzewam coś koło 169-171).

Pytanie – PO CO? Przecież to i tak wyjdzie w praniu. I teraz najlepsze... to nie ja mam z tym problem, ale ci faceci ewidentnie mieli kompleks na tym punkcie. Przecież ja nie ukrywałam, ile mam wzrostu, wiedzieli, że spotykają się z wysoką. Wiedzą dobrze, że mają kompleksy, bo by nie oszukiwali. Wiedzą dobrze, że im to przeszkadza, jak dziewczyna jest wyższa. Po co tracą czyjś czas jak kupujący na olx, którzy nie są zdecydowani i tylko zawracają głowę?

Czy ktoś mi to wytłumaczy? Logicznie? I nie, że „faceci są z****bani” itp. Tylko na poważnie, proszę, niech się panowie może wypowiedzą... O co chodzi? Inne rzeczy łatwo ukryć, jak np. dzieci z poprzedniego (albo obecnego :)) związku, długi, komornika, karalność, brak uzębienia z tyłu szczęki, problemy psychiczne... Wzrost widać przy samym powitaniu. Czy oni tego nie wiedzą?

#ThJtg

Na wigilię zawsze jeżdżę z rodzicami do babci. Jako że zbiera się u niej całkiem spora liczba osób, każdy przygotowuje jakieś danie, żeby odciążyć babcię. Jedna ciocia była z zawodu kucharką, więc przyrządzone przez nią jedzenie zawsze znikało w mgnieniu oka. Wszyscy koniecznie chcieli spróbować jej dań, ale też i pozostałych pyszności. Wszyscy, tylko nie ja. Ja do 13 roku życia zjadałam jak największą ilość posiłków mojej mamy (która zdecydowanie nie należy do elity polskiej kuchni), ponieważ bałam się, że będzie jej przykro, kiedy zobaczy, że jej potraw zostało najwięcej.

#Jo6Bf

Od zawsze byłam ja, moja mama i siostra.
Gdy ja poszłam na studia, to siostra wyszła za mąż i zamieszkała z nim w domu mojej mamy. Gdy skończyłam studia, to moja siostra urodziła pierwsze dziecko. Nie mogłam znaleźć pracy w wyuczonym zawodzie, więc wróciłam do domu rodzinnego. Mama już na emeryturze. Jak się okazało, przepisała dom siostrze już jakiś czas temu „bo ona ma rodzinę”. Nie powiem, przykro mi się zrobiło. Szwagier pracuje jako kierowca i rzadko bywa w domu. Ustaliłam z siostrą, że pomogę jej przy dziecku za wyżywienie, a w tym czasie będę się rozglądać za pracą.
Siedem miesięcy później zorientowałam się, że zostałam służącą mojej siostry i matki. Praca 24/7 za wyżywienie i dach nad głową. Nie wytrzymałam i wygarnęłam im wszystko. Że zawsze byłam na zawołanie, że mamusia nie wie co je jej dziecko, nie zna jego ulubionej bajki czy jak go położyć spać.
Po wielkiej kłótni zabrałam walizkę i pojechałam do koleżanki, gdzie pomieszkałam parę dni. Później praca na szybko w telemarketingu i wynajęty pokój.
Obecnie, dwa lata później, mam pracę w zawodzie, chłopaka i kawalerkę, którą wynajmuję.
Co u siostry? Wiem tylko tyle, że ma drugie dziecko.
Ale żal mi relacji z mamą, która uważa, że skoro siostra ma dzieci, to moim psim obowiązkiem jest jej pomaganie. Ale pomoc to nie niewolnictwo.

#xkaet

Pojechałem ze swoją (już byłą) dziewczyną na wakacje do Hiszpanii. Miał być to zasłużony dla nas odpoczynek i możliwość spędzenia czasu tylko we dwoje. Ja, ona, podziwianie widoków, spacery, zwiedzanie. Tak przynajmniej to sobie wyobrażałem.
Problemy zaczęły się już pierwszego dnia. Dziewczyna zaczęła narzekać, że za gorąco, że buty niewygodne, że źle się spakowała, że tutaj ciągle pod górkę, że w autobusach trzeba siedzieć w maseczkach... Ogólnie wszystko było źle. Narzekała na wszystko.

Na początku jakoś to znosiłem. Szukałem sposobów, by jakoś rozwiązać jej problemy. Tu poszliśmy na zakupy, zamawiałem taksówki, na bardziej upalne godziny wracaliśmy do hotelu. Dogadzałem jej jak tylko mogłem. Zabierałem do kawiarni, drogich restauracji, ale ciągle coś było nie tak. Jednak pod koniec wyjazdu coś we mnie pękło. Zobaczyłem parę naprawdę zakochanych ludzi. Poważnie, nigdy w swoim życiu nie widziałem bardziej wpatrzonych w siebie ludzi. Szli, trzymając się za ręce. Niby nic, ale dziewczyna wpatrywała się w chłopaka z takim uśmiechem na twarzy, że aż miło się na sercu robiło. Usiedli przy stoliku obok. Żadne z nich nie wyjęło telefonu, siedzieli, rozmawiali po angielsku o planach na jutrzejszy dzień. Gdzie moja dziewczyna chyba nie odłożyła telefonu nawet na pięć sekund. I tak patrzyłem to na nich, to na nas. I nagle dotarło do mnie, że właściwie przez cały wyjazd nie rozmawialiśmy o niczym. Ona była ciągle wpatrzona w telefon.  Po wspólnym posiłku zamówiłem oczywiście kolejną taksówkę i w oczekiwaniu na nią dalej zerkałem na tą parę. Szli w drugą stronę, tak samo wpatrzeni w siebie. W tamtym momencie zdałem sobie sprawę, że moja dziewczyna nigdy nie patrzyła na mnie w ten sposób. Co więcej, miałem wrażenie, że moja karta uszczęśliwia ją bardziej niż ja, a telefon był jej całym światem.

Do końca wyjazdu próbowałem zrobić wszystko, by zobaczyć szczery uśmiech na jej twarzy. To nie tak, że się poddałem. Tamta para stała się dla mnie inspiracją. Całą resztę wyjazdu skakałem jeszcze bardziej wokół swojej dziewczyny. Jednak czego bym nie zrobił, wszystko zaczynało się i kończyło na zrobieniu zdjęcia telefonem i wrzuceniem fotki na media społecznościowe...
Rozstaliśmy się po tym wyjeździe.
Dodaj anonimowe wyznanie