#Ttbhh

Od zawsze byłam nielubiana w szkole. Wyzwiska, wyśmiewanie, prześladowania... To sprawiło, że zamknęłam się w sobie. Moja samoocena spadła poniżej zera. Bałam się chodzić do szkoły, ledwo tam przeżywałam. Popadłam w jakąś apatię (żeby nie powiedzieć – depresję). Nie chciałam z nikim rozmawiać, nic jeść. Wszystko zmieniło się, gdy rodzice w moje urodziny podarowali mi jego – czarnego, puszystego kotka. Małe toto było, tęskniło za matką. Nie dawał się oswoić, chował się przed ludźmi. Początkowo niezbyt się nim interesowałam. Owszem, nakarmić nakarmiłam, napoić napoiłam... Aż pewnego razu postanowiłam go do siebie przekonać. Głaskałam, nie zważając na jego ostre pazurki, cierpliwie wstawałam w nocy, gdy piszczał i drapał meble. Powoli się do mnie przyzwyczajał. Wreszcie stał się moim najlepszym przyjacielem. Wyczuwał mój humor: gdy byłam smutna, trącał mnie łapką i łasił się, gdy byłam radosna, cieszył się ze mną. W szkole ignorowałam szykany innych, myśląc o tym, co robi mój kot, jaką zabawkę mu kupić. Wyciągnął mnie z samego dna.

Dziś mijają dwa lata, odkąd Osman zawitał w moim życiu. Kocham go najmocniej w świecie.

#CHWgi

Raz w życiu, rok temu, byłam złodziejką. Spóźniała się wypłata męża, ja w domu z dzieckiem, bez urlopu macierzyńskiego, bo pracodawca mnie wydymał. Miałam ostatnie 30 zł i przy kasowaniu produktów zorientowałam się, że na wyświetlaczu jest już 28,30 zł, a ja pod wózkiem dziecięcym mam jeszcze dwa produkty. Nie wyjęłam ich, nikt mnie nie sprawdzał.
Trzy dni później wróciłam tam z opakowaniami i powiedziałam, że zapomniałam wyjąć kilka dni temu. Skasowali, zapłaciłam i... niby OK, prawda? Nie. Pracownicy sklepu zachwycali się, jaka jestem uczciwa, bo wróciłam, żeby zapłacić. Nie byłam w stanie podnieść na nich oczu.
Nie mówiłam o tym nawet mężowi. I do dziś mi wstyd.

#dYXC8

Ten moment, kiedy chcesz zrobić niespodziankę lubemu i ubierasz się seksownie: pończochy, stringi, biała koszula i bardzo króciutka spódniczka w kratę, która ledwo zakrywa tyłek, po czym czekasz na niego aż wróci do mieszkania, aby go zaciągnąć do łóżka, a on przychodzi do domu z kolegą...

#06FM8

Całe życie wyglądałam jak anorektyczka. Ludzie pytali niby żartem, czy w domu mnie nie karmią, czemu nie jem, nawet były nieraz rozmowy ze szkolnymi pedagogami o anoreksji przez całą moją szkolną karierę.
A prawda była taka, że ja nie jadłam, ja żarłam. Lubiłam zjeść, choć nigdy nie miałam jakiejś fastfoodowej diety. Tak bardzo chciałam usiąść i nie czuć swojego kościstego tyłka. Ale nic nie dawało. Byłam chuda i już. A teksty, które słyszałam non stop, wcale mnie nie pocieszały.

Wszystko się zmieniło, gdy zachorowałam. W ciągu kilku miesięcy przybrałam znacznie na wadze. 12 kg. Dodam, że jestem dość niską dziewczyną. Gdy w ciągu jednego roku wymieniasz całą garderobę z XS do małego M, jest to mocno zauważalne.
I wiecie co? Teraz słyszę, że może dieta, że ćwiczenia, że chyba troszkę tyłek mi się poszerzył, że koleżanka zna świetne ćwiczenia na oponkę... Od tych samych osób!
Te same osoby, które wpędziły mnie w kompleksy przez moją niedowagę, teraz wprawiają mnie w kompleksy, bo mam na czym usiąść.
I wiecie co... Lubię swoją D U P Ę!

#VMP89

Jak miałam jakieś 10 lat, razem z bandą z podwórka bawiliśmy się na osiedlu w podchody (taki bardziej rozbudowany berek). Z kilkoma osobami schowałam się na ostatnim piętrze jednej z klatek schodowych. Przed blokiem czaili się ci ganiający, więc wyjść nie było jak, a piekielnie chciało mi się siku... Za namową koleżanek postanowiłam sobie ulżyć tam, gdzie stałam. W trakcie mojego kucania ktoś wyszedł z mieszkania. Ja – wciąż sikając – ruszyłam po schodach. Potknęłam się o własne, niepodciągnięte spodnie i runęłam głową w dół. Z gołym tyłkiem na wierzchu.

Wszyscy prócz mnie (a jak!) zdążyli uciec. Mnie dogonił mężczyzna wychodzący z mieszkania. Po porządnej pogadance moralizującej i groźbach wezwania policji, wręczył mi mop i wiadro z wodą, abym olane półpiętro i schody wyczyściła.

Od tego czasu nie ulegam wpływom innym. I nie zbliżam się do tamtej klatki...

#m9Be0

W najmłodszych latach mojego życia obowiązkowo wakacje spędzałam u dziadków na wsi. Dziadkowie niesamowicie zgrani, pełni miłości i troski o siebie - bo lata już nie te, bo choroby.

Słoneczny sierpniowy dzień, babcia z samego rana poszła mleko odciągnąć krowie, jajka pozbierać, nakarmić wszystkie zwierzaki, dziadek natomiast smacznie jeszcze chrapał.
Nagle na całą wieś rozbrzmiewa przerażony krzyk dziadka wołającego żonkę. Babcia rzuca się w te pędy w stronę domu, czerwona, przerażona, zdyszana wbiega do domu, i co zastaje?
Dziadka siedzącego na łóżku i drapiącego się po głowie.
Gdy w końcu złapała oddech i zapytała co się stało, dziadek z dziarskim uśmiechem zapytał "Tej, Regina, nie widziałaś ty gdzieś mojej skarpetki?".

Gdyby mogła zabijać wzrokiem, to by zabiła.

#qb8I0

Jakieś pół roku temu kupiłem dom, który wymagał natychmiastowego remontu. Najgorsza była łazienka.

Jako że wszystkie fundusze poszły na kupno owego domu, musiałem zatrudnić najtańszych fachowców. Przyjechali, popatrzyli, zrobili swoje.

Ale jak zrobili, to... Nawet nie wiem jak mam to napisać...

No po prostu. Ci bardzo tani fachowcy pomylili zawory i do prysznica podłączyli zimną wodę, a do ubikacji... GORĄCĄ ;'))

Wyobraźcie sobie uczucie, kiedy siadacie na tronie, aby załatwić swoje sprawy. Spuszczacie wodę, a tu nagle macie oparzoną dupę :v

#F0ax1

Wybrałam się do spożywczego zrobić zakupy. Jak skończyłam kupować, zaczęło się powoli ściemniać. Wychodząc ze sklepu, zauważyłam z naprzeciwka parę z małym synkiem. Para czule się przytulała, a ich syn stał obok. Uśmiechnęłam się na ich widok, myśląc sobie jaka szczęśliwa z nich rodzinka. Kobieta z mężczyzną zaczęli iść w stronę sklepu, ale coś mi nie pasowało. Ich (jak wtedy myślałam) syn został w tyle, stojąc nieruchomo jak wcześniej. Zastanawiałam się, co jest nie tak.
Kiedy podeszłam bliżej, okazało się, że to był kosz uliczny...

Tak, pomyliłam śmietnik z chłopcem. Chyba pora udać się do okulisty :D

#ItF1c

Mój szef to najlepszy człowiek, jakiego znam.

Pracuję przy biurku i mam widok – jak prawie każdy – na ulicę, gdzie pracowała biedna, starsza pani, sprzedawała bilety samochodowe. Codziennie pracowała, nawet  zimą, gdy były wysokie mrozy. Widziałem na przerwie, że któregoś mroźnego dnia szef chodzi tak i patrzy na tę starszą panią. W końcu poszedł po nią. Przyszedł z nią do biura i powiedział, że da jej tyle samo, ile zarabia tam, a jej obowiązkiem będzie robienie nam kawy... Tak, tylko kawy!

Pani, a raczej Tereska, jest najlepszą osobą do pogadania jaką znam odkąd pracuję w naszym biurze, a i kawę robi dobrą :)

#4b3EE

Jak przejechałam się na chęci pomocy.

Wiosną zeszłego roku odziedziczyłam trzypokojowe mieszkanie po chrzestnej. Razem z mężem mamy swój dom, więc zdecydowałam się wynająć mieszkanie. Oczywiście wcześniej je wysprzątaliśmy i odnowiliśmy. Mieszkanie ładne, w spokojnej części miasta, w pobliżu duży park z placem zabaw. Moja dobra koleżanka, która pracuje z ofiarami przemocy w rodzinie, poprosiła mnie o pomoc. Młoda kobieta z kilkuletnim synem chciała się uwolnić od przemocowego partnera i stanąć na nogi. Dziewczyna miała pracę, mały chodził do przedszkola. Ponieważ kiedyś też odeszłam od toksycznego chłopaka, zgodziłam się pomóc.

Przez pierwsze dwa miesiące naprawdę wszystko było w porządku. W połowie lipca razem z mężem wreszcie mogliśmy wyjechać na długo wyczekiwany urlop, prawie na miesiąc. W połowie pobytu zadzwonił do nas jeden z mieszkańców bloku, w którym wynajęliśmy mieszkanie. Skarżył się na hałasy. Zadzwoniłam do naszej lokatorki. Powiedziała, że trochę za głośno świętowała urodziny. Przeprosiła i obiecała spokój.

Po naszym powrocie znów zaczęły się telefony ze skargami, dowiedzieliśmy się też o wizytach policji w mieszkaniu. Postanowiliśmy z mężem tam pojechać. Drzwi otworzyła nam lokatorka. Już od progu uderzył nas smród papierosów i alkoholu. W mieszkaniu panował jeden wielki bałagan. Okazało się, że dziewczyna pogodziła się z partnerem, który obiecał się zmienić, ale obecnie miał kryzys. Jej syn na szczęście był na wakacjach ze swoim ojcem. Partner dziewczyny też był w mieszkaniu. Próbował się awanturować, ale mój mąż przekonał go, żeby spuścił z tonu. Ponieważ dziewczyna nie chciała złożyć zawiadomienia, facet lądował na dołku i wracał.

Umówiliśmy się z nią na rozmowę na neutralnym gruncie. Postawiłam sprawę jasno – nie życzę sobie skarg o awantury oraz niszczenia mieszkania. Pomogło na parę tygodni. Po kolejnej awanturze wymówiliśmy wynajem. Przykro mi z powodu tej dziewczyny i jej syna, ale pod koniec września były tam non stop awantury. Zresztą niedługo później chłopiec przeprowadził się na stałe do ojca. Mieszkanie znów musieliśmy doprowadzić do porządku. Byliśmy już jednak mądrzejsi i upewniliśmy się, że nie trafi nam się lokator w trudnej sytuacji życiowej. Obecnie mieszkanie wynajmujemy sympatycznemu małżeństwu z dwójką dzieci i kotem. Oboje pracują, dzieciaki chodzą do szkoły. Żadnych awantur i demolki.

Do koleżanki mam jednak żal. Za to, że dopiero po tej aferze przyznała, że nasza poprzednia lokatorka po raz kolejny powtarza ten sam schemat. Po raz kolejny daje partnerowi szansę, a później są przez to kłopoty. Podobno wtedy była „szczerze zmotywowana”. Może jestem bezduszna, ale nigdy więcej nie dam się przekonać na podobną pomoc.
Dodaj anonimowe wyznanie