#kv8ec
W zeszłą sobotę przyszła do pracy nowa dziewczyna. Specyfika tej pracy jest taka, że wszyscy robią wszystko, za wyjątkiem kucharzy, którzy tylko gotują (zmywak, obierak, wydawka, bar, kelnerka - oczywiście w rotacji takiej, że wiemy kiedy będziemy mieli styczność z klientem, a kiedy tylko na kuchni). Nowa przyszła na kuchnię, pominę makijaż, który spłynął po 5 min w gorącu i kilometrowe paznokcie (były niepomalowane, więc normy sanepidu spełnione), trafił jej się zmywak. Ona nie będzie myła naczyń po mięsie i serach, bo jest weganką. Zonk. Szef się zlitował, kazał umyć podłogę i blaty. Pech chciał, że na blacie leżała skorupka od jajka, kolejna odmowa pracy. Szef w międzyczasie spojrzał na jej CV, rzekomo 3 lata za barem w znanym pubie, dał rzeczy kelnerskie (koszule mamy ujednolicone), kazał się ogarnąć i postawił dziewczynę za barem. Po 5 minutach wparowała na kuchnię z awanturą, że nikt jej nie powiedział, że będzie musiała mieć do czynienia z cierpieniem niewinnych zwierząt. My w szoku: o co chodzi? Klient poprosił o kawę z mlekiem. Tu historia się kończy, szef podziękował za współpracę.
A ja się zastanawiam co tacy ludzie mają w głowie startując do pracy, która jest niezgodna z ich sumieniem, a później wymagając zmian w zasadach. Dodam tylko, że pojawiali się u nas weganie i wegetarianie w pracy, ale zdawali sobie sprawę z charakterystyki tej pracy i wykonywali sumiennie swoje obowiązki, a kucharze mając na względzie ich sposób życia nigdy nie kierowali ich do oprawiania mięsa.
Szkoda ze w mięsnym się nie zatrudniła. Tam dopiero byłby ubaw. A tak ma serio mogła poszukać jakiejś pracy gdzie nie miała by styczności z mięsem i produktami pochodzenia zwierzęcego. Ale to byłoby zbyt proste bo jakby mogła wtedy manifestować swoje poglądy.
Ciekawe jakby zatrudniła się w odzieżowym i przyszłoby jej rozwieszać wełniane swetry. Poglądy poglądami, ale takie zachowanie to już istne dziwactwo.
W liceum miałem w klasie weganke-feministke, która na każdym kroku podkreślała jak to oma współczuje tym biednym kurom, bo przecież znoszenie jajek musi boleć itp. Mimo to uwielbiala skórzane stroje. Pytana czemu twierdziła ze z mezczyznami nie będzie o tym rozmawiać. Kiedyś facet od geografii zapytał ja, czy ona chodzi w sztucznej skórze. Ona obyrzyla sie, że nosi tylko naturalne materiały, nie toleruje syntetycznych tworzyw zasniecajacych srodowisko. A facet na to "Gdybym był krową, wolałbym, byś mnie wydoila niż obdarła ze skóry." Jej oburzona mina była świetna :)
Co za hipokrytka. Nie jestem weganką ale w zyciu nie zalożylabum nic skorzanego. Nawet używanych skórzynych ubrań nie kupie.
To nie jest takie głupie, jeżeli umie się nazwać i uzasadnić swoje poglądy. Jeśli jest weganką i współczuje krówkom nie powinna nosić skór. Jeśli natomiast jest aktywistką proekologiczną skóry są świetnym materiałem. Można nosić bardzo długo, w tym czasie zamiast jednej pary skórzanych butów, które sobie ładnie zgniją na wysypisku leży dwadzieścia par chińskich trampek, które będą tam przez tysiące lat. Poza tym, gume/plastik czy coś tam innego trzeba specjalnie wyprodukować, skoro chodujemy krowę czy tam swinke na mięso to możemy też użyć skór przy okazji.
To nie była weganka tylko debilka. Nie mylmy tych rzeczy.
Wegan = debil. Nie oszukujmy się.
Tu się lepiej naucz odmieniania słów potem wyzywaj ludzi.
Ale ona przecież nie zrobiła żadnego błędu (gramatycznie). :/
Wegan to liczba mnoga. Z weganami jest tak jak z chrześcijanami. On jest chrześcijaninem więc też on jest weganinem, nie weganem. Nie widzę tu chrześcijan i tak samo nie widzę wegan. Więc błąd jest, powiedzenie "chrześcijan to debil" nie ma sensu prawda? Tak samo jest z weganinem.
Ano chyba, że tak. Polska język trudna być. 😋
Weganin=debil. Pasi?
Totalnie, zupełnie tak samo jak lekarz ginekolog, który odmawia wykonania połowy badań, zabiegów i przepisania leków hormonalnych. Ludzi, którzy nie widzą analogii pozdrawiam i życzę takich kardiologów :*
Jeśli ma swoją działalność i z góry wyraźnie informuje, że z poglądami odmiennymi od jego poglądów nie ma po co przychodzić do niego na wizytę, a równocześnie ma swoją klientelę, to naprawdę nie widzę problemu w tym, żeby taki ginekolog sobie pracował. Gorzej, jeżeli dowiadujesz się o problemie dopiero podczas wizyty, na którą zorganizowałaś sobie czas i którą opłaciłaś.
Straszna bzdura. Wegetarianie/weganie nie chcą płacić za cierpienie zwierząt. Czyli nie chcą kupować np jajek czy mięsa, bo kasa za kupiony produkt idzie do hodowcy i mu się te zwierzęta hodować opłaca. Takie podejście że nie dotknę mleka to nie od wegetarianizmu tylko od drama queen, bo nijak nie przyczynia się do cierpienia zwierząt, jeśli ktoś inny płaci. Wiadomo, oprawianie mięsa dla kogoś takiego może być rzeczywiście łamiące serce, ale nie mleko czy jajko. Sama jestem wegetarianką od 9 lat, a w związku z tym, czym się zajmuję nie tylko kroję mięso, ale i sekcje zwłok wykonuję i kroję myszy czy szczury i nie robię z tego powodu awantur, bo przepływ pieniędzy odbywa się na zasadzie klient - szef - hodowca.
Nei1234, potwierdzam! Sama jestem wegetarianką, nie mam problemu z tym żeby np komuś z moich znajomych czy rodziny przygotować czegoś z mięsem, szczególnie, że lubię gotować. Plus u mnie na studiach babranie się w zwierzęcych zwłokach jest na porządku dziennym xD. Z ciekawości, czym zajmujesz się zawodowo?
Musi startować na truskawki do Niemiec
Odpada. Tam się zabija środkami owadobójczymi szkodniki. Mogłaby się załamać.
Kurcze. To może niech znajdzie bogatego męża i siedzi w domu bo bez sensu wychodzić na dwór i stykac się z mięsożercami.
Na socjal do Niemiec xD Znajdzie sobie męża przychodźcę i na socjalu będą sobie żyć... :F
Tak przy okazji:
Moją kuzynkę, kiedy pojechała za granicę sobie dorobić, w jednym z supermarketów umieścili (po tym jak dowiedzieli się, że jest wegetarianką) na dziale mięsnym, wcześniej kiedy o tym nie wspominała pracowała normalnie na innych działach.
To już zwykła podłość kierownika sklepu.
tak jak muzułmanie pracujący w tesco odmawiający sprzedaży alkoholu i wieprzowiny, "bo nam nie wolno tego dotknąć"
Zupełnie jej nie rozumiem, przrzecież nie powinno się to kłócić z jej sumieniem, bo sprzątając skorupkę od jajka, nikomu krzywdy nie robi :/
Najprawdopodobniej to kłóciło się z jej lenistwem.
Prawie jak nawiedzeni lekarze, którzy odmawiają wypisywania recept na środki antykoncepcyjne. Tylko oni mają na to przyzwolenie. :(
a ta tradycyjnie będzie wpieprzała cokolwiek, nawet niezwiązane z tematem, byle by konserwatystom dosrać xD
Mimo że poruszasz ważną kwestię, to zupełnie ona tutaj nie pasuje. Co ma piernik do wiatraka?
Mąż za mocno w głowę przyfasolił?
Widocznie mam dziwaczne wyczucie analogii i zauważyłam związek. :)
Mam na myśli to, że w obu przypadkach osobiste przekonania kolidują ze służbowymi obowiązkami.
Zabujca10 Od dłuższego czasu nie mam z nim kontaktu, więc na szczęście już nie jestem na to narażona.
Przepraszam, to było nie miłe. Fajna z Ciebie dziewczyna :)
Ja się zgadzam. Też od razu z tym skojarzyłam.
Standard. Niech sobie oceniają jak chcą. :)
Mnie zawsze to śmieszy, gdy podobne komentarze mają skrajnie różne oceny. Widać, nie każdy ocenia jedynie treść. :)
Zabujca10 Spoko. :)