#e0Zem

Cześć mam 29 lat, 3-letnie dziecko i jestem gruba. Ważę na oko koło 120-130 kg przy wzroście 160 cm, rozmiar biustu to J90. Byłam taka od zawsze, odkąd pamiętam, już w przedszkolu wołali na mnie "mały pulpecik". Później podstawówka i szkoła średnia, która obyła się bez wulgaryzmów w moją stronę. Może to dlatego, że mama nauczyła mnie, aby zawsze być pewnym siebie i nie patrzeć na innych?

Żeby nie było: od paru lat waga utrzymuje się na tym samym poziomie. Jeżdżę ciągle na rowerze do pracy, po pracy, po dziecko do przedszkola, gdy tylko mam chwilę wolnego. Dodam, że pracuję na zmywaku, może to nie praca marzeń, jednak mam zajebisty zespół, uwielbiam tych ludzi, a naharować trzeba się zdrowo. Jem normalnie około 2 tys. kalorii dziennie (nie wiem, nigdy nie liczyłam, nie mam anoreksji), nie mam problemów z tarczycą, czy cokolwiek innego chcielibyście mi podpiąć. Co rok regularnie się badam, same podstawowe badania - krew, mocz itp., do tej pory jeszcze mi nic nie wykryli.

Tak więc nie macie prawa mówić na każdą napotkaną osobę, która ma kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt kilo za dużo, że jest "Gruba świnia i ma schudnąć", bo tak wam się podoba. Może jest gruba nie ze swojego wyboru? Co wam przeszkadza to, że ktoś jest gruby?

#Dh2YL

Moja studniówka.
Mama zamówiła mi fryzjerkę dwie godziny przed studniówką. Wcześniej szukałam idealnej fryzury. Znalazłam lekkie fale do moich włosów do ramion. Miałam tysiące wyobrażeń, że będę wyglądać jak bogini. Jak przyszła fryzjerka, od razu powiedziałam jej, że nie chcę mieć barana na głowie i "hełmu" zrobionego z dużej ilości lakieru. 
Pokazałam, jak ma wyglądać fryzura.

Po 20 minutach szarpania mi włosów i tapirowania, poszłam zobaczyć w łazience jak wyglądam. Tragedia. Mówię jej, że nie chcę takiego tapiru, ona odparła "za godzinę to się rozwali". Siadłam i robiła dalej. Pianka, lakier, lakier i jeszcze raz lakier. Siedzę i mówię sobie "dobra, umyjesz łeb i wyprostujesz włosy, jak ona sobie pójdzie". Po skończonej pracy podeszłam do lustra.
"Świetnie" ... Zapłaciłam 50 zł i pojechała do kolejnej klientki.

Baran na głowie, tapir na całej głowie, wyglądałam jak wk*iony szopen. Okazało się, że pomyliłam godziny i dosłownie za pół godziny mam już wyjść. Rozczesałam to coś na mojej głowie i mniej więcej ułożyłam je po swojemu. Na zdjęciach moje włosy wyglądają tragicznie, widać tę tonę lakieru.

Kolejną klientką była dziewczyna z mojej szkoły, która miała prześliczną fryzurę - proste włosy z takim jakby wiązaniem z tyłu.

#kL6iW

Mam 29 lat. Rok temu wyszłam za mąż. Zawsze chcieliśmy z mężem mieć dużą rodzinę. Jakiś czas temu zaczęliśmy się starać o dziecko. Zaczęłam się źle czuć. Nie dostałam okresu. Miałam nadzieję, że to ciąża. Test wyszedł jednak negatywny. Poszłam do lekarza.
Diagnoza: przedwczesne wygaśnięcie funkcji jajników i menopauza. Podobno nieczęsto się to zdarza w tak młodym wieku, ale się zdarza. Jedyna szansa dla mnie, żeby być jeszcze w ciąży, to adopcja komórki jajowej i in vitro.
Nie stać nas w tej chwili, ale możemy odłożyć te pieniądze albo wziąć kredyt. Problem w tym, że ja nie wiem, czy chcę.
Wiem, że to straszne myślenie, ale nie mogę wyrzucić z głowy tego, że jeśli wszystko się uda, to to dziecko nie będzie tak naprawdę moje. To będzie dziecko mojego męża i jakiejś obcej kobiety, tyle że to ja je urodzę. Nie będzie do mnie podobne. Niczego nie odziedziczy po mnie.
Boję się, że całe życie będę się zastanawiała, co ma po swojej biologicznej matce. Nos? Oczy? Pasję, np. do rysowania? Nie wiem jak i czy w ogóle to zniosę.
Wiem, że powinnam o tym z kimś porozmawiać, ale na razie jeszcze nie potrafię. Nie jestem gotowa. Ta diagnoza, jej następstwa... to wszystko spadło na mnie tak nagle i niespodziewanie. Nie tak to miało być. Nie potrafię sobie jeszcze z tym poradzić.
Mam nadzieję, że opisanie tego tutaj to będzie taki pierwszy, mały krok w kierunku akceptacji tej sytuacji i nabrania odwagi na szczerą rozmowę.

#yVtyY

Jestem wykładowcą akademickim. Pod koniec czerwca dostałem ofertę wykładania od października na uniwersytecie w mieście oddalonym od mojego o ponad 200 km. Zarówno pozycja, jak i stawka były atrakcyjne, więc się zgodziłem.

Kiedy przyjechałem na miejsce, okazało się, że zakwaterowali mnie spory kawałek drogi od uczelni, prawie na drugim końcu miasta, dojeżdżałem więc do pracy samochodem.

Pech chciał, że już w trzecim tygodniu pracy auto nawaliło, została mi więc komunikacja miejska. W niedzielę wieczorem dokładnie przeanalizowałem trasy i następnego dnia, uzbrojony w dokładną rozpiskę, ruszyłem do pracy. Pech chciał, że po drodze coś było remontowane, w związku z czym autobus miał objazd (czego oczywiście nie doczytałem). Wysiadłem w całkiem innym miejscu, niż powinienem, nieco zagubiony, już miałem dzwonić po taksówkę, kiedy na przystanku mignęła mi znajoma twarz. Była to jedna ze studentek, które mgliście kojarzyłem już z zajęć. Przekonany, że czeka na autobus na uczelnię, postanowiłem, że wsiądę z nią i tak trafię do pracy.

Autobus podjechał, wsiedliśmy, jedziemy. Rozglądałem się, starając się zapamiętać trasę, ale nic za oknem nie wyglądało znajomo. Po kilkunastu przystankach dziewczyna zaczęła się zbierać do wyjścia, więc ruszyłem za nią. Byłem mocno zdezorientowany, bo naprawdę nie kojarzyłem okolicy. No nic, myślę, może zna inną drogę na uczelnię, i idę za nią.
Tak sobie radośnie szliśmy jedno za drugim około dziesięciu minut, kiedy dziewczyna... weszła do przychodni.

Okazało się, że przez ponad pół godziny śledziłem studentkę, która szła do lekarza.
Koniec końców zadzwoniłem po taksówkę i dotarłem na zajęcia spóźniony. Dziewczyna chyba do tej pory nie zorientowała się, że śledził ją wykładowca.

#laum2

Było to jakiś czas temu, typowa impreza w weekend. Byłam na tej imprezie z siostrą, Anią, która ma lat 15, a ja 19. Jako iż nie przepadam za alkoholem, byłam trzeźwa, ale siostra trochę już wypiła, wiecie... Tańce z chłopakami i pogaduszki, kiedy ja siedziałam trochę dalej od siostry, ale tak, że ją widziałam. Przysiadł się do niej chłopak, na oko miał 18 lat. Gadali sobie, a Ania poszła na chwilę do toalety.

To, co zobaczyłam, mnie przeraziło: chłopak zasłonił przed tłumem jej drinka i coś do niego wsypał. Ja, jako że nienawidzę osób, które chcą zrobić coś złego mojej siostrze, już do niego szłam. Po chwili wróciła Ania i znowu usiedli, a ja stałam kawałek za plecami tego chłopaka i patrzyłam, jak rozmawiają. Zauważyłam też, że mieli te same drinki i podobną ilość trunku, wymyśliłam więc pewien plan: powiedziałam im, żeby poszli zobaczyć co zrobiła jedna koleżanka... Oni wstali i się odwrócili, zostawiając drinki na stole, ja szybko zamieniłam je i poczekałam, aż wrócą.

Nie trwało to długo, dokończyli swoje drinki i kolega postanowił, że z nami pojedzie i odwiezie Anię. Tak się stało, ale kolega zaczął się źle czuć (ciekawe czemu? :D), po czym zasnął. Ania przestraszona, a ja jej wytłumaczyłam co i jak.
Nie wiem czemu, ale wyciągnęłam jego portfel, podarłam wszystkie banknoty (ok.300 zł) , kartę złamałam i sobie spisałam jego dane, tak na wszelki wypadek. Wysiadłyśmy, zostawiając go.

Nie wiem czemu tak zrobiłam, ale przynajmniej nie musiałam kopać dołu w ogrodzie. Fakt, mogłam kogoś zawiadomić, ale chciałam sama go ukarać.

#4ayf3

Sytuacja sprzed 2-3 lat.

Oddawałem krew w stacji, po czym normalnie spędziłem dzień nie przejmując się zbytnio zaleceniami. Wracając do domu w zatłoczonym autobusie zemdlałem z niedotlenienia. Co ciekawe, najbliższe otoczenie zareagowało od razu, jakiś facet mnie złapał jak upadałem, inna kobieta ustąpiła mi miejsca i pytali się, czy wszystko w porządku i czy nie jestem na coś chory. Wyjaśniłem sytuację, wyciągnąłem czekoladę, którą się dostaje za oddanie krwi i jadłem, żeby poprawić swój stan. Gościu, który mnie złapał odprowadził mnie pod sam blok (jestem facetem, więc chyba na nic nie liczył :P).

Tak że komentując te wpisy o powszechnej znieczulicy - nie wszędzie jest ona taka powszechna ;)

#WZeTp

Moja mama pracuje w służbie zdrowia, chociaż w przypadku wielu osób tam pracujących słowo "służba" nie pasuje i mija się z ich powołaniem. Ale nie o tym będzie wyznanie.

W telewizji już od jakiegoś czasu pojawiają się reklamy świąteczne, a na większości z nich są uśmiechnięte i duże rodziny. I często moją mamę krew zalewa, jak widzi takie obrazki.
A co to ma wspólnego ze służbą zdrowia? Znieczulica najbliższych dla schorowanych osób starszych. Taka osoba często jest nie na rękę swojej rodzinie, do tego stopnia, że najczęstszym powodem jest rozregulowanie organizmu poprzez niepodawanie takim osobom jakże potrzebnym ich leków. Później wysłanie jej do szpitala, bo wyjazd w góry, do rodziny, albo ktoś przyjeżdża i nie chcą się w tym czasie zajmować.
Tak się dzieje co roku, od kilkunastu lat. Mama opowiadała mi o starszej pani, która co roku wizytowała u nich na święta przez 7 lat, rok w rok. A rodzina wyjeżdżała w góry, a to w Alpy, a to w nasze Tatry, czasem w ciepłe kraje.

Takie starsze osoby często wiedzą co się dzieje, skarżą się o tym pielęgniarkom, inne nie chcą na ten temat rozmawiać. Nie chcą i wstydzą się o tym mówić innym osobom, dlatego opieka społeczna i inne instytucje są tutaj bezradne.
Nie są oczywiście to setki ludzi, ale dzieje się to bardzo często, i to zawsze przed świętami, często przed feriami, wakacjami albo długimi weekendami.
 
Mam nadzieję, że wśród Anomimowych nie ma takich ludzi bez serca jak ci, których opisałam. Pamiętajcie o starszych ludziach przed świętami, oni też chcą spędzić te święta z bliskimi.

#nFV5m

Tu satanista, co go sąsiadka policją nawiedzała gdy tylko miała chęć.

Bycie strasznym z widoku spowodowało multum sytuacji, od płoszenia wszystkich żywych istot od mojego młodszego brata, przez zabawne uwagi względem mnie i mojej 1,50 m dziewczyny (wiecie, takie a'la Flip i Flap), aż po te trochę gorsze... no właśnie, meritum.

Wizyta u onkologa. Nic strasznego, niegroźny guz, ale wyciąć trzeba, bo wadzi strasznie, więc latam na badania, jak to wyciąć i czy w ogóle można. Klinika, do której się udałem, to cały kompleks, chyba z 5 budynków toto zajmowało. Tak się złożyło, że jeden budynek był w remoncie, i tamtejsze gabinety na ten czas poprzenosili do innych. Mojego lekarza wrzucili do budynku z onkologią dziecięcą połączoną z hospicjum. Oczywiście, że wsadzili go gdzieś na końcu, i musiałem przejść przez cały ten pseudoszpitalny labirynt. Oczywiście, że jak debil skręciłem nie tam gdzie trzeba, i wylądowałem w dziecięcym hospicjum. I oczywiście, że wszystkie dzieci, matki i położne musiały mnie zobaczyć.

"Mamusiu, ja się boję, diabeł po mnie przyszedł"
"Proszę opuścić salę, straszy pan wszystkich"
"Czego tu szukasz, po coś tu przylazł, przez ciebie dziecko płacze"
"Ostatnie chwile życia mój biedny syn przeżyje ze strachem, że trafi do piekła, pięknie panu dziękuję"

I tak dalej, i tak dalej. Mam nadzieję, że ktoś zrozumie, co ja wtedy czułem. Z jednej strony mega wstyd, że wyglądam jak wyglądam, że ubieram się jak się ubieram, że jestem, jaki jestem. Z drugiej złość, że to ja jestem kreowany na tego złego, pomimo tego, że jedyne, co zrobiłem, to się zgubiłem.
Eh.

#KwwGf

Nie jest to ani smutna sytuacja, ani żadna jakoś bardzo emocjonalna. Po prostu chcę wam opowiedzieć moją historię związaną z miłością.

W tej chwili jestem singielką, ale pół roku temu miałam jeszcze chłopaka (nazwijmy go Maciek). Z Maćkiem raz się rozstaliśmy, a po trzech miesiącach znowu zeszliśmy. Zerwanie miało miejsce we wrześniu 2019, a potem zaczęliśmy razem chodzić ze sobą w styczniu. Nie kochałam go, aż tak, ale chodziliśmy razem do klasy (jestem w lo) i czułam jakąś taką presję od niego byśmy znowu razem byli. Nie było lekcji by się na mnie nie gapił, a o przerwach nie wspomnę. Co chwilę czułam jego wzrok. Nie odzywał się do mnie przez 4 miesiące, aż w końcu zgodziłam się.

Była sytuacja gdy Ola z starszej o rok klasy zadzwoniła do mnie, że Maciek mnie zdradza. Oczywiście nie uwierzyłam i miałam to gdzieś. Czas szybko leciał i był marzec 2021. Byłam u najlepszej przyjaciółki (dajmy jej na imię Anita), a ona robiła mi makijaż. Z Anitą przyjaźniłam się od 3 lat i nigdy nie czułam jakiejś w tym głębszej relacji. Nagle przeszła do detali na mojej twarzy i przez parę sekund patrzyła mi się w oczy. Poczułam mrowienie w szyi, ale ona po sekundzie przeszła już do tych detali. Przez resztę wieczoru patrzyłam jej się ciągle w oczy. Gdy wróciłam do domu emocje mną targały i byłam pewna, że się zakochałam. Od razu zerwałam z Maćkiem. Tego samego dnia miałam jeszcze sen, że całuje Anitę i wiecie co? Nic już więcej do niej nie poczułam. Nie wiem czym było spowodowane to parodniowe zauroczenie, ale było to bardzo dziwne.

Gdy zerwałam z Maćkiem poczułam ulgę, trochę wolność. Dalej chodzimy razem do klasy i dalej ze sobą nie rozmawiamy. Jak opowiadam o sytuacji mam nadal mrowienie w w szyi. Może to nie jest jakieś bardzo emocjonalne wyznanie, ale boję się powiedzieć o tym chwilowym zauroczeniu mojej Przyjaciółce. Nie mam komu się wygadać, więc postanowiłam, że napiszę to anonimowe wyznanie. Cieszę się, że pozbyłam się tej tajemnicy oraz pewnego ciężaru.
Dodaj anonimowe wyznanie