Gdy mam okres, lubię po całym dniu wskoczyć do wody, co nie jest niczym dziwnym.
Dziwne jest to, że wtedy bawię się w kałamarnicę. To znaczy rozkładam nogi i wciągam do środka mojego tunelu wodę, a następnie ją "wystrzeliwuję", a krew wylatuje razem z wodą i tworzy taką "chmurę".
Uwielbiam to.
Z moim partnerem mamy synka, którego karmię piersią.
Ostatnio mój chłopak mnie zdenerwował, więc wyjęłam biust na wierzch i ganiając go po mieszkaniu, próbowałam trafić w niego mlekiem.
Tak, udało się :D
Sytuacja sprzed roku. Życie się do mnie uśmiechnęło. Wreszcie zrozumiałem, jak wiele straciłem, nie poświęcając wystarczającej uwagi i chęci mojej gimnazjalnej miłości. Dopiero gdy rozeszliśmy się jako przyjaciele, każdy do innej szkoły, a ona znalazła sobie chłopaka, dostałem szansę. Był starszy, pusty, oczekiwał od niej chyba podobnego pustostanu. Pokłócili się. Z racji na przeszłość napisała do mnie, a nie do swoich psiapsiółek. Parę razy już ją psychicznie wspierałem. Chciała się spotkać, to było dla mnie coś nowego, wcześniej mieszkałem daleko od szkoły i musiałem wracać autobusem, nigdy w sumie się nie spotkaliśmy towarzysko. To ja pojechałem do niej. Zobaczyłem dziewczynę w piżamie ze spuchniętymi od płaczu oczami. Dziewczynę, którą kochałem, która jako jedna z niewielu nie była pusta jak reszta rówieśniczek, miała ambicje i chęć, szkodziło jej tylko złe towarzystwo. Wygadała mi się o kłótni, o braku wsparcia ze strony "przyjaciół". Na koniec się rozpłakała, przytuliła się do mnie.
Rozmawialiśmy całą noc, doszła do wniosku, że z tym chłopakiem skończy, a przyjaciół będzie musiała zmienić. Podziękowała mi, zaproponowała, żebym został do rana. Gdy mieliśmy iść spać, nie wytrzymałem, w końcu jej powiedziałem, co czuję. Powiedziała, że wie, że niezbyt umiejętnie to kryję. Nie oczekiwałem, że przez to co dla niej zrobiłem rzuci się mi na szyję i nazwie swoim rycerzem, chciałem to po prostu z siebie zrzucić, a prócz tego uważałem, że jest kompletnie nie z mojej ligi, piękna dziewczyna, figura anioła, powszechnie lubiana i ja, introwertyk, geek, skupiający się głównie na sobie arogant, niezbyt lubiany przez swoje "wywyższanie się". Kazała mi się obok niej położyć, wtuliła się we mnie i powiedziała "nareszcie".
Pierwszy raz w życiu zaryczałem ze szczęścia. Resztę nocy snuliśmy plany, opowiadała mi, jaki wydałem jej się słodki, jak próbowałem kryć swoje zainteresowanie. Czułem się jakbym trzymał w rękach cały świat. Taki piękny, taki delikatny. Nic innego nie miało dla mnie znaczenia. Zasnąłem z nią w objęciach, a po przespanym poranku i południu wróciłem do domu, musiałem ogarnąć projekt do szkoły.
Minęły może 4h od czasu, gdy ją widziałem. Nagle telefon. Dzwoni jej mama. Zapłakana powiedziała, żebym się z nią spotkał w szpitalu. Rzuciłem się biegiem, modliłem się, żeby to nie było to, co myślę. Spotkałem tylko jej rodziców.
Szła do sklepu po jogurt naturalny do sosu. Skończyła w rowie, potrącona przez masywne auto, kierowca pod wpływem. Gdy o tym usłyszałem, miałem wrażenie, że serce przestało mi bić. Do dzisiaj czuję pustkę. Potrafię zasnąć tylko z jej starą poduszką w ramionach. Każdy kolejny dzień bez niej to dzień stracony. Nie myślę o samobójstwie, po prostu wiem, że już nigdy nie pokocham.
Cieszcie się chwilą ludzie. Warto.
Krótka historia o tym, że policjanci też pomocni ludzie.
Jechałem do mojej babci odwiedzić groby na Wszystkich Świętych. Długa droga, nie ma co opowiadać. Nagle z naprzeciwka wyjeżdża policja. Auto mignęło mi światłami. Ja pełne zdziwienie. Patrzę, a światła w moim samochodzie są wyłączone. Natychmiast je włączyłem. Najlepsze jest to, że za zakrętem stał radiowóz policyjny. Takim sposobem prawdopodobnie uniknąłem mandatu.
Wiele samochodów mnie mijało, a to policja dała mi znak...
Jestem z Wami od niedawna, ale pomaga mi fakt tego, że wszyscy tu są dobrze nastawieni i nikogo nie tłamszą, a nie wszyscy ludzie są tak tolerancyjni..... Chciałabym opowiedzieć swoją historię. Niektórym może się wydawać, że jestem niewdzięczna za to co dostaję od losu ale to nieprawda.
Mam 23 lata, dwoje dzieci i jestem w kolejnej ciąży, która będzie moją ostatnią bo zdecydowałam o podwiązaniu jajników podczas planowanego CC.
Mam kochającego męża, przed którym ukrywam ten fakt, ponieważ boję się jego reakcji... Ale zrozumcie, że w przeciągu 4 lat poroniłam 6! razy.
Lekarz ginekolog jest bezradny, ponieważ mam nadczynność tarczycy i nie mogę przyjmować antykoncepcji hormonalnej, przez to, że mam macicę w tyłozgięciu odpadają kapturki i inna antykoncepcja wewnętrzna a mój mąż ma uczulenie na lateks, co razem wzięte sprawia, że nie mamy szans na zabezpieczenie się. Jak można wywnioskować oboje jesteśmy płodni. Oddałam przed obecną ciąża jajeczka dla obcych kobiet o czym również mąż nie wie.
Moja matka wyzywa mnie od dziwek i tego typu rzeczy, bo "tylko seks mi w głowie", a seks jest właśnie rzadko, bo już się boję zbliżenia z mężem. Chodzę do psychiatry, bo kobiety z grupy wsparcia zaczęły mnie oceniać i krytykować mimo iż ich problemy przy moich to błahostki. Mam depresję przy dwójce małych dzieci i boję się, że w końcu nie dam rady, że się załamę a moje maleństwa będą same.
Przepraszam, że tak gmatwam, ale samo wyznanie jest dla mnie bardzo stresujące, jednak w ramach terapii mam się oswoić z mówieniem o swoich problemach, to może przełamię się i zacznę wreszcie szczerze rozmawiać z mężem. On jest wspaniałym ojcem, partnerem i przyjacielem tylko zawsze marzył o dużej rodzinie a ja już jutro przekreślę tę możliwość.
Od trzech miesięcy leżę w szpitalu, a wczoraj dowiedziałam się, że moje kolejne dziecko zmarło w 6 miesiącu ciąży.... Nie zniosę więcej bólu i strachu. Proszę Was, nie krytykujcie kobiet, które decydują się na taki zabieg, ponieważ być może tak jak ja zostały zmuszone przez sytuację.
Jak miałem 14 lat, to podczas bilansu, gdy lekarka badała mi jądra, dostałem erekcji i trysnąłem lekarce na fartuch.
Podobno dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Przekonała się o tym boleśnie moja znajoma.
Jakiś czas temu udało się jej dostać pracę w administracji naszego osiedla jako tzw. gospodarz. Przydzielono jej rejon, gdzie miała dbać o czystość klatek schodowych, chodników itp.
Dziewczyna młoda, energiczna, szybko zyskała sympatię mieszkańców.
Klatki schodowe wręcz lśniły czystością. Ponadto poproszona o drobną przysługę nigdy nie odmawiała. A to po pracy schorowanej sąsiadce śmieci wyrzuciła, innej okna przed świętami wypucowała za "Bóg zapłać".
Chwalili ją wszyscy bardzo.
Któregoś dnia, poproszona przez jedną z mieszkanek o pomoc we wniesieniu zakupów na drugie piętro, rzuciła wszystko i wtachała babci ciężkie torby na górę.
Dwa dni później została zwolniona z pracy...
Owa babcia złożyła na nią skargę w administracji. Dziewczyna ponoć podczas wnoszenia zakupów na górę zajumała jej pieniądze z portfela, który był w jednej z toreb.
Nikt nie uwierzył w jej winę, tym bardziej że starsza pani znana była ze swojego roztargnienia i - z racji wieku - zapominalstwa.
Próbowaliśmy przywrócić dziewczynie dobre imię. Oddelegowano komisję do spółdzielni, aby wyjaśnili, że zaszła pomyłka.
Kilka osób poszło nawet do staruszki ofiarując, że zrobią zrzutkę i dadzą jej pieniądze, których rzekomo brakowało.
Zatrzasnęła im drzwi przed nosem.
Dziewczyna została bez pracy. Do tego zwolniono ją dyscyplinarnie, więc szanse na znalezienie czegoś przyzwoitego ma naprawdę marne...
Ostatnio spotkałam ją na ulicy. Wygląda jak cień człowieka...
I ja się pytam... Gdzie jest sprawiedliwość?
Mam "znajomego", de facto to po prostu kolega "moich przyjaciół". Oni się z nim zadają, a ja tylko jak nie mam wyboru, czyli raz na kilka miesięcy. Ogółem typ w stylu modna fryzura, przystojny, bogaty jak krezus, a głupi jak but. Rodzice mu wszystko fundują, więc dla niego pieniądze są tyle warte co papier. Przy czym to bydle szczególnie uwzięło się na mnie np. tulenie się i tańczenie z dziewczyną, która mi się podoba, o czym on oczywiście wie i jak sam mówił robi to mi na złość, nastawianie bliskich mi przyjaciół przeciw mnie. Wszystkim palma odbija przy nim, a on wyśmiewa się ze mnie, bo jest bogatszy. Dla niego jestem patolą, bo na studiach nie stać mnie na wyjazd do Dubaju na weekend kosztujący 40 tys. zł. No nie stać mnie, starcza mi na studenckie życie, do tego mam stypendium naukowe, ale 40 tys. na zbyciu nie mam. No i do tego muszę się solidnie uczyć, co dla niego jest przejawem bycia przegrywem. Bo on jest na prywatnej uczelni i jego tatuś solidnie sypie plikami banknotów na stypendia i inne rzeczy na uniwersytecie, by to jemu profesorowie mówili dzień dobry, a nie na odwrót.
A jaki jest morał? Nie jest to użalanie się nade mną. Dwa tygodnie temu ten cham i prostak, pijany spadł ze schodów na imprezie i złamał kręgosłup. Nigdy nie będzie chodził. Jak to usłyszałem, to aż podskoczyłem z radości. Możecie mówić o karmie, czy naiwnie uważać, że nie można śmiać się z cierpienia innych. Mam to gdzieś. Pół życia musiałem się z nim użerać, za każdym razem jak widziałem jego twarz dostawałem nerwicy, nawet Hitlera tak nie nienawidzę jak tego typa. Sprawiedliwość nastąpiła i to ja śmieję się ostatni. Aż kupiłem z tej okazji (jestem niemal abstynentem) najdroższego szampana i wypiłem ze smakiem. Pierwszy raz bogactwo i popularność mu nie pomogą. Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych momentów w moim życiu. Uwielbiam jak złym ludziom źle się dzieje.
Cześć mam 29 lat, 3-letnie dziecko i jestem gruba. Ważę na oko koło 120-130 kg przy wzroście 160 cm, rozmiar biustu to J90. Byłam taka od zawsze, odkąd pamiętam, już w przedszkolu wołali na mnie "mały pulpecik". Później podstawówka i szkoła średnia, która obyła się bez wulgaryzmów w moją stronę. Może to dlatego, że mama nauczyła mnie, aby zawsze być pewnym siebie i nie patrzeć na innych?
Żeby nie było: od paru lat waga utrzymuje się na tym samym poziomie. Jeżdżę ciągle na rowerze do pracy, po pracy, po dziecko do przedszkola, gdy tylko mam chwilę wolnego. Dodam, że pracuję na zmywaku, może to nie praca marzeń, jednak mam zajebisty zespół, uwielbiam tych ludzi, a naharować trzeba się zdrowo. Jem normalnie około 2 tys. kalorii dziennie (nie wiem, nigdy nie liczyłam, nie mam anoreksji), nie mam problemów z tarczycą, czy cokolwiek innego chcielibyście mi podpiąć. Co rok regularnie się badam, same podstawowe badania - krew, mocz itp., do tej pory jeszcze mi nic nie wykryli.
Tak więc nie macie prawa mówić na każdą napotkaną osobę, która ma kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt kilo za dużo, że jest "Gruba świnia i ma schudnąć", bo tak wam się podoba. Może jest gruba nie ze swojego wyboru? Co wam przeszkadza to, że ktoś jest gruby?
Moja studniówka.
Mama zamówiła mi fryzjerkę dwie godziny przed studniówką. Wcześniej szukałam idealnej fryzury. Znalazłam lekkie fale do moich włosów do ramion. Miałam tysiące wyobrażeń, że będę wyglądać jak bogini. Jak przyszła fryzjerka, od razu powiedziałam jej, że nie chcę mieć barana na głowie i "hełmu" zrobionego z dużej ilości lakieru.
Pokazałam, jak ma wyglądać fryzura.
Po 20 minutach szarpania mi włosów i tapirowania, poszłam zobaczyć w łazience jak wyglądam. Tragedia. Mówię jej, że nie chcę takiego tapiru, ona odparła "za godzinę to się rozwali". Siadłam i robiła dalej. Pianka, lakier, lakier i jeszcze raz lakier. Siedzę i mówię sobie "dobra, umyjesz łeb i wyprostujesz włosy, jak ona sobie pójdzie". Po skończonej pracy podeszłam do lustra.
"Świetnie" ... Zapłaciłam 50 zł i pojechała do kolejnej klientki.
Baran na głowie, tapir na całej głowie, wyglądałam jak wk*iony szopen. Okazało się, że pomyliłam godziny i dosłownie za pół godziny mam już wyjść. Rozczesałam to coś na mojej głowie i mniej więcej ułożyłam je po swojemu. Na zdjęciach moje włosy wyglądają tragicznie, widać tę tonę lakieru.
Kolejną klientką była dziewczyna z mojej szkoły, która miała prześliczną fryzurę - proste włosy z takim jakby wiązaniem z tyłu.
Dodaj anonimowe wyznanie