#ebjbx

Od zawsze miałam problemy z matematyką i moja nauczycielka dobrze o tym wie.
Dzisiaj na lekcji poprosiła mnie, żebym podeszła do tablicy i rozwiązała zadanie z podręcznika.
Pochodzę do tej tablicy z podręcznikiem, zaczynam rozwiązywać to zadanie, nawet zaczęło mi wychodzić (chyba pierwszy raz), gdy pani w tym samym momencie zaczyna krzyczeć, że jak ja mogę zrobić zadanie dobrze, jak mam same dwóje, że na pewno ściągam (!).
I wstawiła mi niedostateczny.

#1E9B4

Parę lat temu znajomi zbudowali dom. No i zorganizowali parapetówkę. Impreza się rozkręciła, miło było, tańce, alkohol i dobre żarcie. Był tam też nasz wspólny znajomy, akurat na zakręcie życiowym, w trakcie rozwodu albo tuż po nim, w każdym razie przyprowadził ze sobą nikomu nieznaną panią.

Pani - z wyglądu tirówka - szybko się znietrzeźwiła w stopniu znacznym i zaczęła odstawiać cyrki. Rozbierać się zaczęła, dla pań była chamska, dla panów wprost przeciwnie. Spacyfikować się nie dała, wyprowadzić też nie. No i niestety przyczepiła się do mnie. Coś jej się we mnie nie spodobało, bo zaczęła mnie atakować. Jak ją olałam, przyczepiła się do mojego męża - a to go pogłaskała, a to nóżkę zadarła na niego, a to cyckiem poświeciła. Mój mąż zniesmaczony w końcu poszedł sobie do innego pomieszczenia, a pani, z braku zainteresowania, poszła zapalić na taras.

Dom jeszcze z zewnątrz nie był wykończony, więc taras nie miał barierek. To był parter, a taras miał z 70 cm wysokości. Pani poszła zapalić, stanęła tyłem do drzwi, na samym brzegu tarasu. A ja niewiele myśląc wyszłam za nią i ją popchnęłam. Pani spadła w gęste krzaki, a że była mocno pijana, nie mogła wstać i w tych krzakach zasnęła. Nikt jej specjalnie nie szukał, wszyscy myśleli, że sobie poszła. Impreza trwała dalej.

Po paru godzinach pani się znalazła. A w jaki sposób? Jeden z panów postanowił się wysikać. Z tarasu, w krzaki. I naszczał na panią, obudził ją tym i pani się miotać zaczęła. Pomogli jej wyjść i objawiła się nam podrapana, ubłocona, obszczana i zarzygana. Damesa.

Wiem, że to nie było z mojej strony zbyt dojrzałe, ale satysfakcję miałam ogromną. Nigdy więcej tej pani nie zobaczyłam, jedynie na zdjęciu, które jej zrobiłam zaraz po wyjściu z krzaków.
Wersja oficjalna jest taka, że pani sama tam wpadła, nikt nie wie, że jej w tym pomogłam.

#5Bpqf

W 2012 roku u mnie w mieście był spory pożar kamienicy, w wyniku którego moja koleżanka doznała dużych poparzeń znacznej ilości ciała. Od czasu wypadku jeszcze bardziej zaczęłam się z nią kolegować, pocieszać. Chciałam być przy niej, pomagać jej, gdyż wiedziałam, że nie akceptuje swojego wyglądu i jest to dla niej bardzo trudna sytuacja. Nie przeszkadzały mi spojrzenia ludzi, kiedy szłyśmy razem chodnikiem, ani docinki ze strony innych.

Pół roku temu uległam wypadkowi w pracy, w wyniku którego niestety musiałam mieć amputowane wszystkie palce u lewej ręki.

Kiedy po dwóch tygodniach wyszłam ze szpitala (pomijając fakt, że koleżanka wcale przez ten czas się nie odezwała), koleżanka mi napisała, że teraz jej wstyd pokazać się ze mną na mieście, bo wszyscy się będą na mnie gapić.
Zabolało mocno.

#TIbh3

Uniknęłam gwałtu. Było to jakieś 4 lata temu, gdy jeszcze studiowałam. Wracałam z imprezy w pewnym dużym polskim mieście. Była sobota, godzina coś koło 2 w nocy. Nie miałam daleko, więc uznałam, że szybko przejdę. Niestety trafił się jakiś napalony menel. Śledził mnie i dopadł w bramie. Był silny, zaczął mnie obmacywać. Byłam przerażona ze strachu i sparaliżowana. Jęknęłam. Bałam się cokolwiek zrobić i powiedzieć. Nagle przyszedł mi do głowy pewien głupi pomysł. Nie wiedziałam, czy zadziała, ale gdy poczułam, że jego ręka wędruje niżej, powiedziałam na cały głos: „Och, stanął mi”... Gość momentalnie krzyknął, odskoczył jak poparzony z przerażoną miną i zaczął uciekać szybciej niż struś pędziwiatr. Szybko zebrałam się i pobiegłam do domu. 
Wiem, że z jednej strony miałam mega szczęście, bo gość łyknął i nie sprawdził... z drugiej strony jest to na tyle żenujące, że nikomu tego nie powiedziałam.

#WRkcX

Będzie trochę wstydliwie i obrzydliwie. 
Parę tygodni temu wracałem z wakacji samolotem. Wiadomo, przez parę godzin podróży zachciało się jedynaczkę, a jako facet robiłem to na stojąco. Niestety nie przewidziałem nagłych turbulencji. Efekt? Spodnie, buty, podłoga oraz sam kibelek mokry, a głowa z guzem po spotkaniu ze ścianą. 
Bardzo przepraszam serwis sprzątający, ale uderzenie w głowę tak odczułem, że skapnąłem się dopiero po paru minutach, co odwaliłem.

#HIauQ

Zainspirowany wyznaniem sprzed kilku tygodni od osoby uwielbiającej robić pranie (pozdrawiam), piszę coś od siebie.

Jestem facetem, który uwielbia zajmować się domem. Pracuję na niepełen etat, a kiedy mam wolne, lubię gotować, sprzątać, robić zakupy spożywcze, a w szczególności  załadowywać i opróżniać zmywarkę.

Jeśli moja przyszła żona będzie dużo zarabiać, poświęcać się karierze i zaproponuje mi rolę koguta domowego – będę zainteresowany.

#U4Ola

Zawsze lubiłem brać długie kąpiele. Potrafiłem siedzieć w wannie, aż rodzice wołali, żebym wychodził. Nie nalewałem wody, ale siedziałem pod strumieniem z kranu, lejącym się na mojego małego. Nie wiedziałem wtedy ani co to podniecenie, ani co to orgazm. To były czasy sprzed internetu, a ja byłem za młody, żeby kupować świerszczyki. Mimo że nie kojarzyłem tego z seksem jako takim, to myślałem wtedy o dziewczynach i „całowałem z języczkiem” krawędź wanny, wyobrażając sobie koleżankę ze szkoły. Dochodziłem tak nawet kilka razy.

#yEqpN

Nie zdałam matury.
Gdy ktokolwiek pyta mnie o studia, to zawsze ściemniam, że na nich jestem. Wymyślam sobie kierunek, który niby studiuję. Czasami, gdy ktoś zaczyna mnie bardziej wypytywać, to strasznie mi głupio, bo muszę wymyślać, czy zdałam sesję lub czy akurat trwa, a ja nic nie wiem. Czuję się gorsza, gdy słyszę coś o studiach albo jak ktoś akurat mówi, że je ukończył.
Musiałam po szkole iść do pracy i zrozumiałam, jak ważne są studia i jak ciężko jest pracować fizycznie za małe pieniądze.
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że gdy byłam klasie liceum, to nie mieliśmy za bardzo gdzie mieszkać i ogólnie było nie za ciekawie w mojej rodzinie, w tamtym momencie nie chciałam nawet chodzić do szkoły. Teraz stanęliśmy na nogi i myślę o poprawce, nie mogę się jej doczekać.

#MwtIu

Od kiedy pamiętam, strasznie irytuje mnie, gdy ktoś rozmawia na wykładach/lekach, przez co jest szum na sali. Uważam to za straszny brak szacunku do drugiej osoby. 

Oczywiście mi też się zdarza mieć jakaś wymianę zdań z koleżankami obok, ale staram się robić to jak najciszej się da (w przeciwności do innych). 
Co w tym anonimowego? 
Kiedy ktoś tak rozmawia, odczuwam taką wewnętrzna furię, że wyobrażam sobie, jak biorę długopis/ołówek/cokolwiek i rzucam w stronę tej niewychowanej osoby – a ten przebija mu głowę. Mam ochotę wtedy wstać i po prostu przywalić takiej osobie. Po prostu zrobić jej krzywdę. Czasem zwracam uwagę, mówiąc cicho, oczywiście, ale często już nie mam na to sił.

#14vs5

Nie wiem, czy jest to wyznanie, czy po prostu przemyślenia 27-latki.

Kilka dni temu śniło mi się, że umarła moja mama. Jestem z nią tak związana, że na samą myśl o tym, że kiedyś umrze, rozpłakałam się i nie mogłam uspokoić. Wiem, że to jest nieuniknione, ale od tego snu nie potrafię przestać myśleć o śmierci. Boję się samego umierania, jak i tego, co będzie później. Podobno po stwierdzonym zgonie ma się jeszcze świadomość co się dzieje, słyszy się głosy ludzi obok. Przeraża mnie ta myśl, że będę wszystko słyszała, a nie będę mogła się ruszyć i czegoś zrobić, powiedzieć. No i co później? Nic? Sen? Czy jednak jest jakieś życie po? Ja wiem, że nikt mi tu na te pytania nie odpowie, ale myśl, że nie zobaczę już nigdy moich bliskich, mnie, delikatnie mówiąc, paraliżuje. Chciałabym wierzyć w to, że jest coś po śmierci, że widzimy się z bliskimi, żyjemy z nimi normalnie, czujemy spokój, miłość. Czytałam o ludziach, którym serce zatrzymało się na chwilę. Po powrocie opowiadali, że było tam tak pięknie, że nie chcieli wracać. Jedni mówią o tunelu, uczuciu spokoju, ciepła. Inni zaś o bliskich, miłości i również błogim spokoju. Jeszcze inni, że po drugiej stronie panował mrok.

Ja wiem, że nie mogę o tym myśleć, bo zwariuję. Ale tak się wkręciłam, że nie potrafię. Boję się okropnie samego umierania i tego, co będzie po tym. Boje się śmierci bliskich.
Dodaj anonimowe wyznanie