#ebjbx
Dzisiaj na lekcji poprosiła mnie, żebym podeszła do tablicy i rozwiązała zadanie z podręcznika.
Pochodzę do tej tablicy z podręcznikiem, zaczynam rozwiązywać to zadanie, nawet zaczęło mi wychodzić (chyba pierwszy raz), gdy pani w tym samym momencie zaczyna krzyczeć, że jak ja mogę zrobić zadanie dobrze, jak mam same dwóje, że na pewno ściągam (!).
I wstawiła mi niedostateczny.
na Pana/Panią to trzeba mieć pieniądze, wygląd, ogładę oraz maniery - to nie Pani/Pan to nauczyciele, nauczycielka lub nauczyciel. Nie żaden profesor, tylko magister (no chyba, że istotnie z jakiegoś powodu uczył lub uczy was profesor).
Obecnie jak i wcześniej to w większości sfrustrowani ludzie, którzy nienawidzą świata bo go nie rozumieją i zrozumieć nie chcą.
Ma być jak oni chcą bo tak. Nawet jakby coś było największą bzdurą - kreują się na nieomylnych ludzi, a ludzie z natury nie mogą być nieomylni, ani idealni.
Tak, tak, zaraz ktoś powie/napisze, że nastąpił "incydent kałowy" i się "ze**ałem" w komentarzu. Tak, owszem, wkurza mnie po prostu jak dorosły człowiek mówi "a pamiętam jak kiedyś pani/pan od <Wstaw przedmiot> cośtam zrobił/zrobiła lub niesprawiedliwie ocenił/oceniał. Dorośli kurde ludzie.
A to nie jest po prostu taka forma językowa? Na mnie jak sprzątałam mówiono pani sprzątająca.
I powiedziała to przy trzydziestu świadkach? Nawet nauczyciele nie są aż tacy głupi.
Uwierz mi, niektórzy są. To sytuacja, przypomina mi moją matematyczkę w gimnazjum.
W gimnazjum pani od geografii lubiła skakać po rozdziałach, bo niby bardziej pasuje zrobić najpierw rozdział 1, potem 5, potem 2. No i na początku lekcji pytała z działu, który teraz postanowiła robić, a to mógł być każdy rozdział. Oczywiście pytała tych z gorszymi ocenami, mówiąc, że im powinno zależeć i powinni się nauczyć, przygotować do lekcji przed lekcją. Ale mogli po 1 rozdziale przygotować się na 2, a ona robiła 5 i oczekiwała, że będą gotowi z 5. I oczywiście tak odpytywała jakby robiła ustne odpytki w ramach kartkówki. No oczywiście zawsze każdy dostawał 1. A na koniec lekcji pytała właśnie z tej lekcji i nawet można było czytać z zeszytu. Czyli przerobiona lekcja, notatki przed nosem, wystarczy czytać. Wtedy brała swoich ulubionych ludzi i oczywiście każdy dostawał 5. A jeszcze jak komuś z tych złych szło za dobrze to mogła wlepić 1 za pracę na lekcji, bo pewnie zadanie w domu zrobił, a nie na lekcji. Jeszcze na półrocze sprawdzała całe ćwiczenia, zadając je na za tydzień i twierdziła, że to nie dużo roboty, bo można było po każdej lekcji zrobić w domu ćwiczenia. No niby tak, ale potrafiła wracać po 5 rozdziale znowu do 1 i wtedy wszyscy, którzy mieli odrobione ćwiczenia dostawali 1 za pracę na lekcji. Ogólnie dużo dziwnych rzeczy było. No, ale dyrektorkę zasady omijają.