#1E9B4
Pani - z wyglądu tirówka - szybko się znietrzeźwiła w stopniu znacznym i zaczęła odstawiać cyrki. Rozbierać się zaczęła, dla pań była chamska, dla panów wprost przeciwnie. Spacyfikować się nie dała, wyprowadzić też nie. No i niestety przyczepiła się do mnie. Coś jej się we mnie nie spodobało, bo zaczęła mnie atakować. Jak ją olałam, przyczepiła się do mojego męża - a to go pogłaskała, a to nóżkę zadarła na niego, a to cyckiem poświeciła. Mój mąż zniesmaczony w końcu poszedł sobie do innego pomieszczenia, a pani, z braku zainteresowania, poszła zapalić na taras.
Dom jeszcze z zewnątrz nie był wykończony, więc taras nie miał barierek. To był parter, a taras miał z 70 cm wysokości. Pani poszła zapalić, stanęła tyłem do drzwi, na samym brzegu tarasu. A ja niewiele myśląc wyszłam za nią i ją popchnęłam. Pani spadła w gęste krzaki, a że była mocno pijana, nie mogła wstać i w tych krzakach zasnęła. Nikt jej specjalnie nie szukał, wszyscy myśleli, że sobie poszła. Impreza trwała dalej.
Po paru godzinach pani się znalazła. A w jaki sposób? Jeden z panów postanowił się wysikać. Z tarasu, w krzaki. I naszczał na panią, obudził ją tym i pani się miotać zaczęła. Pomogli jej wyjść i objawiła się nam podrapana, ubłocona, obszczana i zarzygana. Damesa.
Wiem, że to nie było z mojej strony zbyt dojrzałe, ale satysfakcję miałam ogromną. Nigdy więcej tej pani nie zobaczyłam, jedynie na zdjęciu, które jej zrobiłam zaraz po wyjściu z krzaków.
Wersja oficjalna jest taka, że pani sama tam wpadła, nikt nie wie, że jej w tym pomogłam.
No ale jakby się zadławiła własnymi wymiocinami i została odnaleziona po tygodniu po zapachu to nie wiem czy na przesłuchaniu byś zdołała zachować kamienną twarz. Nie mówiąc już o śladach gdyby policja coś podejrzewała. Miałaś dużo szczęścia.
Albo jakby uderzyła głową o kamień/ beton. Mógłby być trup na miejscu. Zresztą dobrze, że tam jeszcze żadne uzbrojenie nie wystawało, bo by się mogła nadziać na pręt stalowy.
Można człowieka po prostu zepchnąć z balkonu i uważać, że to jet w porządku, bo się nieprzyzwoicie zachowywał?
Masz bardzo niepokojące odruchy i ten brak wyrzutów sumienia…
nie czaicie czym jest patologia(choć w dzisiejszych czasach ciężko odróżnić ją od normalności)Facet przyprowadził na imprezę kobietę z którą go nic nie łączyło a która zaczęła dobierać się do ZAJĘTEGO(żona była obecna na imprezie) faceta, dostała "kosza" i dostała to na co załużyła....a Wy czepiacie się autorki posta która... żje.. dziw.. ?
I ten facet, który przyprowadził tę moralnie wątpliwą kobietę był cacy a ona już nie? Wiesz, że to się nazywają podwójne standardy?
Poza tym nawet jeśli pani była moralnie wątpliwie się prowadząca to można sprawę załatwić inaczej niż agresją. Skoro pani się zachowywała agresywnie wobec autorki to można było wezwać policję aby ją wyprowadziła z imprezy, Można było pójść do pana, który ją przyprowadził i powiedzieć, że skoro ją przyprowadził to ma ją i wyprowadzić, I potem przestać zapraszać pana, który sprowadza takich problematycznych gości. Bo co ciekawe to panu, który przyprowadził tę panią raczej wybaczono wszystko, bo "był na życiowym zakręcie".