#11KDU
Mieszkałem wtedy w takim dużym, studenckim domu. Dwa piętra, na każdym pięć mieszkań, do tego ogrodzony skrawek zieleni i duża wspólna kuchnia na parterze. Bardzo fajna opcja dla studencin z nieco pojemniejszym portfelem. Polecam.
Tego wieczora straszliwie się upiłem. Nie pamiętam jaka to była okazja. Mniejsza z tym. Wybitnie nabzdryngolony dotarłem taksówką do domu, zrzuciłem wszystkie ciuchy i momentalnie zaległem w wyrze cierpiąc z powodu tzw. "helikoptera". Na moje szczęście wynajmowałem pierwsze mieszkanie przy wejściowych drzwiach, więc nie raz już dziękowałem losowi za to, że nie musiałem nigdy wspinać się na drugie piętro.
Za przywilej mieszkania w tak dobrym miejscu musiałem jednak zapłacić. Do mnie należało otwieranie wrót sierotom, które zapomniały kluczy, albo nie miały breloczka do domofonu. To zrozumiałe - miałem najbliżej do drzwi i najbardziej narażony byłem na wkurzenie przez napierdzielający dzwonek.
No, więc po długiej walce z zawrotami głowy, wreszcie usnąłem. Koło trzeciej w nocy słyszę DRRRRYNŃŃ!
Dźwięk niczym wiertarka wierci w mym obolałym czerepie.
Półprzytomny chwytam za ręcznik, owijam się w pasie i człapię do drzwi. Otwieram. Nikogo nie ma. Wyglądam. Nikogo... Żarty jakieś? I wtedy... BAM! Drzwi za mną się zamknęły. Mało tego - jakimś cudem przycięły mi kawał ręcznika. No, więc szarpię, ciągnę coraz bardziej desperacko. Katastrofa. "Dobrze, że jest środek nocy" - pomyślałem - "Nikt nie zauważy golasa biegnącego dookoła domu."
Plan był taki - przemknę na drugą stronę i wejdę do środka przez okienko w kuchni. Ono zawsze jest otwarte. Skacowany jak diabli, lecę więc z fujarką na wierzchu. Udało się. Dobrze jest! - okienko otwarte. Cichutko więc je otwieram i niczym pijany ninja, bezszelestnie wchodzę na blat po drugiej stronie. Jeden kroczek, drugi. JEBUDUUU!!! - nadepnąłem na taki wielki rondel, straciłem równowagę i runąłem na posadzkę zrzucając po drodze szklanki, kubki i sztućce z suszarki. Tak mocno uderzyłem się w łeb, że przez moment nie wiedziałem jak się nazywam.
Otrzeźwiło mnie ostre, jarzeniowe światło zapalone przez kogoś. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że w drzwiach kuchni stoi kilkanaście dziewczyn z naszego bloku. Wszystkie z komórkami w dłoniach. Koło kuchni była świetlica, a tam (najczęściej w weekendy) odbywały się imprezy. Tym razem na nocne ploteczki zebrało się dziewczętom. Gdyby nie hałas, to pewnie by się nawet nie zorientowały, że przez okno pomieszczenia obok wlazł pijany golas.
A teraz leżałem rozkraczony po środku rozbitego szkła i rozrzuconych sztućców. Do tego utytłany byłem jakimś dżemem...
Filmiki nagrane tej nocy do końca moich studiów krążyły wśród studentów.
Jak jesteś w stanie je znaleźć to można pozwać je o zniesławienie i będziesz bogaty ^^