#gGIb6

Jestem kobietą i mam 31 lat i jestem z tzw. dobrego domu, tata lekarz. Co najmniej raz w miesiącu sypiam z bezdomnymi mężczyznami, których spotykam w mieście. Za każdym razem inny. Dlaczego? Chcę odegrać w ich życiu rolę, skoro jestem absolutnie nic niewarta to przynajmniej tacy bezdomni niech mają trochę przyjemności z tego życia. Z "normalnymi" chłopakami nie sypiam, nie interesują mnie

#G9hGC

Mój tata ożenił się ponownie z kobietą gorzej wykształconą od niego, w dodatku roszczeniową, bo choć ona zarabia niewiele, uważa, że wszystko się jej należy. Ma dzieci w moim wieku, czyli takie, które są w wieku 20-30 lat. Ja jestem trochę starsza, bo mam 32.

Na początku miały miejsce subtelne przytyki, później próba zrobienia ze mnie „złej córki”, choć nigdy mama ani ojciec nie mieli ze mną problemów – dobrze się uczyłam, skończyłam studia itd.  Często udowadniała, że mi się nic nie należy po tacie – który zresztą żyje nadal, chyba jej na złość, bo wobec taty również potrafi być niemiła. Tata jednak był przez długi czas na to ślepy, ona i jej dzieci go sprytnie omamili.

Jakiś czas temu postanowiłam rzucić pracę biurową i wyjechałam zarobić za granicę. Pracowałam tam przez 3 lata i oszczędzałam na wszystkim. Gdy wróciłam, mama dołożyła mi 100 000 (z puli podziału majątku po rozwodzie z tatą) i tak kupiłam sobie w tym roku małe mieszkanie bez kredytu. Wróciłam też do pracy w biurze. Mieszkanie póki co wynajmuję, a sama mieszkam w niewielkiej kawalerce, czasem pomieszkuję u partnera.

Kiedy macocha dowiedziała się o mieszkaniu (tata jej wygadał), stwierdziła, że jej córka z mężem i dzieckiem nie mają gdzie mieszkać i gnieżdżą się u nich, a ja mam własny lokal, więc powinnam im go udostępnić. Powiedziałam, że kosztuje tyle i tyle, a chcę go wynajmować. A ona na to, że oni nie mają pieniędzy, a jeśli już mieliby płacić, to chyba o wiele mniej, bo ich nie stać. W końcu nie wytrzymałam i jej wygarnęłam wszystko, że mogli sobie sami zapracować i to ich sprawa, a jej córka nigdy mnie jak siostrę nie traktowała. No i rozpętała się awantura, że jak to tak, że przecież jej córka zawsze była dla mnie miła, a zarobić pieniędzy nie mieli jak, bo mają dziecko. No to ja na to, że w takim razie mogli pomyśleć, zanim się na nie zdecydowali. Macocha powiedziała: „Dobrze, w porządku”, zrobiła smutną minę i usiadła w drugim pokoju, jakby się miała rozpłakać. Wszyscy łącznie z tatą poszli ją pocieszać.
Słyszałam, jak mówi do taty, że to niemożliwe, że mogłam sama (prawie sama, bo mama mi trochę pomogła, ale to nie jej sprawa) zarobić na mieszkanie i że wszystko bym chciała dla siebie. No i wyszłam na tę złą, niewdzięczną córkę, która nie chce się niczym podzielić. Bo przecież pensja z etatu by mi wystarczyła. Może i tak, ale po to właśnie harowałam w Holandii, żeby później tej kasy mieć trochę więcej.

Serio jestem egoistką, bo przybrana „siostra”, która nigdy nie traktowała mnie jak siostrę, ma z mężem mniej pieniędzy i mają dziecko?
No sorry, są różne metody zabezpieczeń, trzeba tylko trochę pomyśleć.
Zastanawiam się, czy nie zerwać z nimi kontaktu...

#iO0r3

Nigdy nie przypuszczałam, że zdarzy się to właśnie mnie.

Wracałam w niedzielę wieczorem gdzieś ok. 23.
Zamówiłam taksówkę, podałam adres i tak spokojnie sobie jadę. Wdałam się w gadkę z kierowcą, a byłam nietrzeźwa. Dowiózł mnie na miejsce, zapłaciłam za kurs i wtedy on widząc, że język mi się plącze, wysiadł z samochodu, otworzył drzwi z tyłu, zsunął spodnie i zaczął się do mnie dobierać. Powiedziałam, że nie chcę, żeby to robił i na szczęście przestał. Chciał po mnie wrócić i zabrać do hotelu, ale czym prędzej uciekłam do domu.

Zupełnie nie rozumiem, jak można próbować wykorzystać w tak podły sposób dziewczynę, widząc, że nie jest trzeźwa? Kim trzeba być?

#OtT8u

Pewnie już słyszeliście gadanie o tym, że jak się ma dzieci, to życie towarzyskie idzie w odstawkę. To nieprawda! A właściwie wypadałoby powiedzieć, że „niektóre dzieci niszczą życie towarzyskie”. Nieświadomie, bo nieświadomie, ale zawsze.

Ponad rok temu urodziłam śliczną córeczkę. Młoda rozwija się pięknie. Odkąd nauczyła się chodzić, wszędzie jest jej pełno.

Ostatnio zaprosiłam na obiad kilkoro znajomych z dawnych lat. Było wspaniale. Wypiliśmy parę lampek wina, mąż przygotował jakąś śmierdzącą pieczeń (przeholował z przyprawami), a atmosferę umilała nam płyta z przebojami naszej młodości. Córeczka latała po całym mieszkaniu, nawiązując kontakt ze wszystkimi gośćmi. Pośrodku pokoju zrobiła sobie taki placyk wystawowy, gdzie znosiła swoje zabawki. Stosik szybko rósł. Młoda przytargała już wszystkie lalki, konika na biegunach, kilka pluszaków i resoraki (uwielbia je). Wszyscy goście byli zachwyceni tą prezentacją.
W pewnej chwili pęcherz przypomniał mi o sobie, więc pobiegłam do ubikacji. Kiedy wychodziłam z kibelka, zobaczyłam, że mąż szykuje już deser, więc cała w skowronkach pomaszerowałam do salonu. Zastałam ciszę. Niezręczność była wręcz namacalna. Wszyscy znajomi siedzieli w ciszy, patrząc na środek pokoju, a tam, na czubku misternie skonstruowanej piramidy z zabawek, pluszaków, przytulaków, słodkich poduszeczek, grzechotek i klocuszków, moja córka właśnie z mozołem instalowała wielki, czarny wibrator... Absolutną ciszę w pokoju wypełniało jedyne cichutkie niczym trzepot muszych skrzydełek „bzzzzzzzzz”...
Po chwili zorientowałam się, że koło mnie w drzwiach stoi mój małżonek z tacką pełną koreczków owocowych. Równie zmieszany i przerażony jak ja. Chciałam jakoś wybrnąć z tej sytuacji, no i wypaliłam do córeczki: „Znowu grzebałaś w emmm... narzędziach tatusia, co?”.

Naprawdę liczyłam na to, że uwierzą mi na słowo, że to nie wibrator, tylko skomplikowane narzędzie przydatne w reperowaniu naszej Skody...? Tylko się pogrążyłam. A nasi goście nie mogli już nic zjeść, bo przez resztę spotkania dławili się ze śmiechu.

Po tym wydarzeniu zainwestowaliśmy w blokady do szuflad w sypialni. Świetny wynalazek – polecam wszystkim rodzicom!

#LyO7A

Za dzieciaka byłam nielubiana, więc doskwierała mi samotność. Uciekałam od niej dzięki książkom, kreskówkom i filmom o magii, wróżkach, elfach i innych księżniczkach na jednorożcach. Najpierw byłam tylko odbiorcą, z czasem zaczęłam tworzyć własne opowiadania (kiepskie, ale nie liczyło się to, bo dawały mi radość). Praktycznie żyłam zmyślonym światem i przeszkadzało mi, że rzeczywistość jest taka "zwykła", no ale co zrobić. Z wiekiem zdobywałam coraz więcej znajomych, ale moja pasja pozostała. Nie zwierzałam się z niej zbytnio, bo i tak już byłam uznawana za dziwną. W najlepszym przypadku usłyszałabym "o, ja też lubię Harry'ego Pottera", ale dla każdego był to jedynie film.

Zastanawiałam się, kiedy w końcu z tego wyrosnę. Nie wyrosłam. Mam 28 lat, niezłą pracę i udane życie towarzyskie. Mało rzeczy w życiu realnym mnie ciekawi i za nic się do tego nie przyznam nawet najlepszej przyjaciółce. Koleżanki marzą o weselu, dzieciach, własnym mieszkaniu, a mnie to nudzi. Z moich marzeń żadne nie jest realne, no, może tylko to o związku, ale z tym i tak mi ciężko. Poza tym, marzę między innymi o zamczysku i magicznych mocach. Najbardziej sobą czuję się raz do roku, w bajkowym stroju, podczas imprezy halloweenowej. Owszem, próbowałam zwalczyć moje dziwactwo, ale dopiero gdy je zaakceptowałam i uznałam za integralną część mojego życia, o której nikt nie musi wiedzieć, poczułam się naprawdę szczęśliwa. Możecie się śmiać, mnie samą trochę to śmieszy.

#y8jfC

Będąc w podstawówce chodziłam na dodatkowe lekcje z angielskiego. Nienawidziłam ich- co lekcje kartkówki, ci co nie napisali choć jednego słówka, zostawali po lekcjach i pisali 15 razy dane słówko.

Nadszedł dzień, kiedy nie nauczyłam się ani jednego słówka i bardzo nie chciałam tam iść, więc udawałam, że boli mnie brzuch.

Plan idealny, nie poszłam na angielski. Nie przewidziałam jednego. Tak dobrze udawałam, że kilka godzin później leżałam na stole operacyjnym i wycinali mi wyrostek.

Do tej pory się nie przyznałam.

#BE4aQ

Mam takie jedno wspomnienie, które wywołuje u mnie łzy. Może zabrzmieć banalnie w porównaniu do innych historii. Wiąże się z najgorszym okresem mojego życia.

Kilka lat temu wiele wydarzeń doprowadziło mnie do decyzji o popełnieniu samobójstwa. Teraz dopiero rozumiem, jakie to mogło mieć konsekwencje. Wtedy, niestety, myślałam inaczej. Po odratowaniu mnie i pobycie w szpitalu przyszła pora na szpital psychiatryczny. Trudno, takie prawo. Moi rodzice nie mogli tego znieść. Dużo płaczu, rozmów. Ostatecznie żegnaliśmy się w progu oddziału, w Toruniu.

Było ciężko, nie mówię, że nie. Miałam czas na przemyślenia, rozmowy z innymi pacjentami. Wszystkie przypadki były przerażające. Narkomanki, schizofreniczki, dziewczyny całe pokryte bliznami. Z jedzeniem bywało ciężko. Nie zdążyłaś na obiad, bo miałaś badania? No peszek, herbatkę możesz dostać.

Moi rodzice dwoili się i troili, żeby przywieźć mi kisiel czy batonika. Widziałam, jak ciężko jest u nich finansowo. Byli u mnie dzień w dzień. A bilety pociągowe do innego miasta za darmo nie są. Jednego dnia wykosztowali się dodatkowo i przywieźli mi duże opakowanie Toffifee. Mama wie, jak je uwielbiam. Wierzcie lub nie, ale w mojej sytuacji było to na wagę złota.

Wyszłam pożegnać rodziców. Wróciłam. I moje czekoladki zniknęły.
Ktoś je po prostu bezczelnie podpierdolił.
W pierwszej minucie rozpłakałam się jak dziecko. Cokolwiek by to nie było, kupili to rodzice, za ostatnie pieniądze.
Kolejne 10 minut spędziłam na bieganiu po wszystkich salach, wyrzucaniu rzeczy innych pacjentów z szafek i szukaniu choćby śladu po moim Toffifee.
Nic.

Jeżeli to jakimś cudem czytasz, istotko, która po prostu je wzięłaś, to wiedz, że wystarczyło zapytać. Oddałabym nawet pół pudełka. Wystarczyło zapytać...

#Ja3fA

Od pół roku mieszkam ze swoim chłopakiem. Niestety w tym samym domu mieszka też jego wredna babcia. Na początku myślałam, że to przez wiek wyprawia takie głupoty, ale teraz już wiem, że jest to zwykle chamstwo.

Może zacznijmy od tego, że jest w pełni sprawna. Zaczęło się niewinnie, obgadywanie przez telefon, docinki pod nosem. Uwaga, teraz będzie ostro, owa babcia nasrała mi na szczotkę do włosów (!). Dokładniej to przylepiła kawałek stolca. Miałam wtedy grypę i zatkany nos, spieszyłam się do pracy, chwyciłam szczotkę i przeczesałam włosy...

Możecie się domyślić co było dalej, ale uwierzcie, nigdy nie myłam głowy w tak gorącej wodzie. Wczoraj zrobiła to po raz drugi, miałam ochotę pójść i nasrać jej na środku pokoju. Dziś wrzeszczała, że jestem s#ką, która przyniosła ze sobą tylko ci*ę i psa (którego dostałam od chłopaka).

Chłopak mówi, że mam się nie przejmować, bo ona tak wszystkich traktuje i blablabla. Jakoś wcale mnie to nie pociesza.

Może jeszcze dodam, że nic jej nigdy nie zrobiłam i zawsze byłam miła w stosunku do niej. Dziś moja cierpliwość się skończyła.
Dodaj anonimowe wyznanie