#86go0

Mam 15 lat. Okrągłe 7 dni wystarczyło, żeby zmienić moje poglądy na świat. Przed tymi dniami byłam zimną , wredną suką. Mówię o tym otwarcie i zdaje sobie sprawę. Byłam typowym rozpieszczonym dzieciakiem. Na myśl o moim zachowaniu wstydzę się go. Byłam bezczelna i opryskliwa dla dorosłych ludzi, dla których powinnam mieć szacunek. Dziwię się że miałam jakichkolwiek przyjaciół. Uważałam, że oni spędzając ze mną czas powinni się cieszyć że spędzają go ze mną. Byłam z tych dzieci co obrażają się na mamę, bo kupiła Iphona 6s nie gold Rose tylko Silver! Naprawdę wstydzę się teraz tego. Uważałam że to że czegoś nie umiem to nie moja wina, tylko nauczyciela bo mi tego wystarczająco nie wytłumaczył. Często wagarowałam, niechętnie chodziłam do szkoły, bo czułam że nauczyciele mają nade mną wyższość. Mimo to miałam bardzo dobrą średnią (zawsze powyżej 5,5).

Myślę, że nikt nie widział już nadziei w moim zachowaniu. Ba! Nawet ja sama nie widziałam. Zastanawiacie się co mogło zmienić mnie z rozpieszczonej, sukowatej nastolatki w dojrzałą, doceniającą to co ma dziewczynę?

Wyjechałam na wczasy do Egiptu. To zmieniło moje wszystkie poglądy na świat. Małe dzieci, brudne, głodne chodziły i sprzedawały chusteczki turystom. Wyszłam z bananem na ulicę a wokół mnie roiło się już mnóstwo dzieci i prosiła by dać im kawałek. Nastolatkowie w moim wieku, którzy powinno chodzić do szkoły, uczyć się, pracują w hotelach - sprzątają pokoje, pracują na zmywaku. Tym bogatym można wszystko. Moja mama dostała nawet kilka ofert, by wymieniła mnie za wielbłądy jakimś starszym Arabom. Nawet nie chciałam myśleć ile dziewczyn z biednych rodzin sprzedano właśnie w ten sposób. By były czwartą żoną takiego oblecha. By były poniżane i bite. Wiele dziewczyn w moim wieku sprzedają swoje ciało turystom, bo tylko to przynosi jakiś marny zysk.

Dzieci tam są głodne, brudne nie mają domu a ja? Ja narzekam chociaż mam bardzo dużo! IPhone 7? To co ze pół roku temu dostałam 6s ja go muszę mieć! 128 GB? To co ze wykorzystam maks 10, ja muszę mieć ten lepszy!
Ludzie tam umierają na wściekliznę, są strasznie zacofani. A przy tym mają wspaniały humor, poprawiają go każdemu! Nie mają pieniędzy ale cieszą się z tego co mają.

I tak o to z rozpieszczonego bachora stałam się miłą, normalną nastolatką. Ta podróż bardzo mnie zmieniła! Właśnie przed chwilą nadałam drugą, wielką paczkę dla rodziny którą tam poznałam z najpotrzebniejszymi rzeczami :)
Patrzę teraz inaczej na świat i doceniam to co mam ;)
Chciałabym również odwiedzić Meksyk, Indie i Brazylię. Tam też chciałabym pomagać ludziom.

#eSlRd

Uczę angielskiego. Moi uczniowie często pytają, jak mi się udało zdobyć taką płynność językową, skoro nie jestem po żadnej anglistyce czy niczym takim.

Wstydzę się im powiedzieć, że jestem tak samotny, że przy wykonywaniu czynności domowych prawie zawsze gadam do siebie. Wyobrażam sobie, że mam fajną, kochającą dziewczynę i prowadzę z nią długie dyskusje.

A jak znudził mi się język polski, to zacząłem gadać do siebie po angielsku, korzystając z wiedzy zaczerpniętej z filmów i z gier.

Po paru latach takiej samotności zdałem FCE i CAE. Bez kursów, "z marszu".

My life sucks.

#0quJN

Gdy byłem mały, zdarzały się kłótnie między mną a rodzicami, np. jeśli czegoś wymarzonego nie dostałem. Rozbierałem się wtedy do naga, miejsca intymne przykrywałem np. kocykiem lub zostawałem w majteczkach. Przez kilkadziesiąt minut lub kilka godzin wmawiałem rodzicom, że nic od nich nie chcę, niczego od nich nie potrzebuję, udowadniałem, jaki to jestem samodzielny...
Tylko żyłem w ich domu, jadłem jedzenie za ich pieniądze, przykrywałem sisiorka ich kocykiem :D

#2DLmG

Mieszkam na skraju miasta, mam dom jednorodzinny z ogródkiem. Ostatnio do moich drzwi zapukał miły pan w ortalionowym dresie ze słowami:
- Siemasz stary, masz pokemona w chałupie, zgarnę chuja i spadam.
Po czym przepchał się przez drzwi i po chwili wyszedł. Byłem zbyt zszokowany, aby zareagować...

#b4urL

Mieszkam na parterze, a moje łóżko ustawione jest koło okna. Jestem też mamą dziesięciomiesięcznej dziewczynki. Mój mąż często ma nocne zmiany, więc wtedy biorę malutką do siebie do łóżka, ponieważ łatwiej jest mi ją karmić. (Kiedy mąż jest w domu ryzyko, że ją przygniecie jest zbyt duże żeby spać we trójkę :P)
Mała zawsze w nocy strasznie się wierci, a że od ściany jest kaloryfer, to nie chcę, aby uderzyła się w główkę. Robię więc fortecę z poduszek i kładę bobo od brzega.

Historia przydarzyła się kilka dni temu, kiedy doszła do nas pierwsza fala upałów. Nie dało się wytrzymać przy zamkniętym oknie, więc otworzyłam je i uśpiłam małą.
Tym razem jednak miałam jakieś przeczucie... Nie wiem dlaczego, ten jedyny raz położyłam córkę przy ścianie. Kiedy już zasnęła, wyszłam na chwilę do łazienki, żeby szybko się przemyć i przebrać w piżamę. Dla bezpieczeństwa kąpałam się przy otwartych drzwiach. Po paru minutach usłyszałam krzyki dochodzące zza okna. Ubrałam się szybko i weszłam do pokoju zobaczyć co się dzieje...
I co zobaczyłam? Na moim łóżku wielki kamień.Taki, który kładzie się do ozdobienia chodników. 40 cm od głowy mojego maluszka.
A za oknami pijany syn "pana prezesa" ze swoim towarzystwem.

Kiedy pomyślę, że tam mogła leżeć moja córeczka... Nawet gdybym ja tam leżała, to moja córka obudziłaby się obok matki z rozbitą głową.
Zadzwoniłam na policję. Sprawa jest w toku. Zaraz po tym wydarzeniu poprzestawiałam meble i nadal dziękuję temu instynktowi, który wtedy moją córę położył przy ścianie...


I proszę, nie oceniajcie mnie, że mieszkam na parterze i spałam przy otwartym oknie. Bo i takie oskarżenia usłyszałam - tak, że to moja wina. Okna są po to, żeby je otwierać, natomiast nikt nie miał prawa zrobić tego co zrobił.

#4OyuR

Jest to moje pierwsze wyznanie i jestem mega podłamany

Nie wiem, czy tylko ja tak miałem, ale jako dziecko byłem zawsze inny, do tego stopnia, że mało osób chciało się ze mną kumplować (no niestety), ale mniejsza o to.

W wieku jakoś 5 lat bardzo byłem smutny i nie rozumiałem czemu nikt nie chce ze mną rozmawiać ani bawić. Do dzisiaj pamiętam, że jak wychodziłem na dwór, to w prosto w oczy słyszałem abym spieprzał itp.

W wieku 19 lat spotkałem się z paroma osobami akurat z przedszkola. Dziewczyny wyrosły na mega kobiety, ładne i fajne, a koledzy z kolei na wysokich, umięśnionych facetów, ja znacząco odstawałem, bo wzrost średni, w dodatku rudawe włosy i jeszcze bez muskulatury itp.

Wyszliśmy na piwo, a później jeden z nich powiedział, abyśmy poszli na balety. Jakoś w połowie drogi dziewczyny weszły po fajki do sklepu z resztą osób, a ja z Norbertem czekamy na zewnątrz i wywiązał się dialog:
- Do którego klubu lecimy dokładnie? - zapytałem.
- No wiesz, do tego... noo zaraz tutaj obok.
- A, no dobra... Ej, ale tutaj chyba nie ma klubu żadnego?
- Miałem ci nie mówić, ale... Nikt cię akurat tutaj nie lubi, więc sorki.

Po tym stałem zamurowany, bo sami mnie znaleźli i napisali, abyśmy się spotkali. Ja wiedziałem, że nie mam jakichś specjalnych szans aby z kimś mieć dobry kontakt, ale to mnie po prostu złamało...

#mojS8

Nie mam planu dotyczącego mojego dalszego życia, w mojej obecnej pracy nie czuję się najlepiej, ale brak perspektyw nie pozwala mi się zwolnić. Do tego jestem słaby psychicznie, każda krytyczna uwaga wywołuje u mnie chęć płaczu. Nie rozmawiam o tym z nikim, bo nie chcę nikomu truć (zresztą i tak nic by to nie dało, bo tylko usłyszałbym teksty w stylu „weź się za siebie”), przez co zamykam się w czterech ścianach i myślę o mojej beznadziejnej sytuacji, co doprowadza mnie do szału. Oczywiście wykonuję codzienne czynności domowe czy staram się być aktywnym fizycznie, by o tym wszystkim nie myśleć, ale nic to nie daje – ciągle o tym wszystkim rozmyślam. Totalnie nie wiem jak sobie pomóc, nie wiem nawet, czy współpraca z psychologiem by zmieniła mój tok myślenia.

#igNao

Mam przed sobą generalny remont pokoju, więc wiadomo, jak to przed remontem, trzeba zrobić generalne porządki. Mój pokój już dawno nie był "odgruzowywany", więc posprzątanie wszystkich szaf i szafek zajęło dość dużo czasu. Oczywiście wiele rzeczy musiałam wyrzucić, bo tylko zagracały mój pokój.

Tak też było z większością rzeczy znajdujących się w szafce, której nie otwierałam od bardzo dawna. Były tam moje zabawki z bardzo wczesnego dzieciństwa - różne gryzaczki, grzechotki, misie itp. Większość rzeczy posegregowałam bez większego wzruszenia. Jedną z ostatnich zabawek, którą wyciągnęłam, był mały słonik-pozytywka. Wiecie, ciągniecie za sznureczek i zaczyna grać. Postanowiłam sprawdzić, czy jeszcze działa i pociągnęłam za linkę. Oczywiście działał, a melodyjka, która wydobyła się z zabawki, doprowadziła mnie do łez. Od maleńkiego zawsze towarzyszyła mi muzyka i to ona najbardziej oddawała (i dalej oddaje) moje emocje. Słuchałam melodyjki i jak przez mgłę widziałam moje stare łóżeczko i ukochany kocyk. Przez dobre piętnaście minut siedziałam na podłodze i jak bóbr płakałam nad małą figurką, która przypominała mi moje dzieciństwo. Możecie sobie tylko wyobrazić minę mojej mamy, która weszła do mojego pokoju i zobaczyła mnie płaczącą nad starą zabawką ;)
Nie byłam w stanie wyrzucić słonika, chociaż był już strasznie zniszczony.

Nie wiem czemu to tu piszę, ale chciałam się tym po prostu z kimś podzielić ;)
Niesamowite, jak niektóre rzeczy na nas wpływają.

#6BV3H

Warszawa, prawie godziny szczytu. Wpadłam z koleżanką do knajpki. Wypiłyśmy kawę, a potem dwie herbaty, bo długo gadaliśmy i miło było coś sączyć. Poszłam do łazienki. Dwa razy.
Pojechałam odebrać dziecko ze szkoły.
Stałam w korku na trasie koło 45 minut, bo było zwężenie, zamknięty pas etc. Żadnej toalety. Żadnych sensownych krzaków. Brak pobocza.
Dojeżdżam do szkoły. Ledwo wychodzę, tak mnie ciśnie na łazienkę. Pani w szkole mówi, że nie mogę skorzystać z łazienki, bo mają taką politykę. Ustawa Kamilka i te sprawy. I że za rogiem jest kawiarnia. Ja nalegam. Pani twarda jak biceps Pudziana.
Wychodzę. Szukam kawiarni. Zamknięta! Sprawdzam park. Nie ma nawet toi toia. Nie ma krzaczków. Nic nie ma. Ja już ledwo wytrzymuję. Weszłam do samochodu z myślą, że może gdzieś pojadę, ale każda sekunda groziła katastrofą. I wtedy zobaczyłam zostawione pudełko śniadaniowe...
Z tyłu mam przyciemniane szyby.
Przeszłam na tył i wysikałam się do pudełka. Potem dyskretnie wylałam zawartość przy koszu na śmieci.
A pudełko wywaliłam.

Taka historia. Nawet mężowi nie powiedziałam.

#u71bM

Na sylwestra pojechałam do znajomych. Jako że byłam kierowcą, wypiłam dwa łyczki szampana o północy, tak że rano byłam trzeźwiusieńka. Wstałam jako pierwsza i siedziałam z kawką w salonie. Wtem weszła jakaś dziewczyna. Pierwszy raz ją widziałam i za nic nie mogłam skojarzyć, kto to jest. Myślałam, że może siostra gospodyni, bo włosy podobne, ale kurde, ona nie ma siostry! Może kuzynka dobiła w nocy, bo miała bliżej...? Nie wiedziałam, kim ona jest i jak mam się zachować...
Na szczęście z opresji wybawił mnie chłopak gospodyni, który czule się z nią przywitał. Bo to była pani domu, ale bez makijażu...
Dodaj anonimowe wyznanie