#AoK4r

Jestem okropnie zazdrosna o mojego chłopaka.

Jestem w związku od roku i za każdym razem ,jak on wspomina o swojej byłej, czuję chorobliwą zazdrość. Nawet jeżeli wspomni, że kiedyś byli razem na imprezie i świetnie się bawili, to jestem zazdrosna, ponieważ wiem, że u nas tak nigdy nie będzie przez moje lęki społeczne. Średnio raz, dwa razy dziennie wspomina o niej. A to że kiedyś byli w jakimś fajnym miejscu, a to że kiedyś coś razem dziwnego zrobili. Boli mnie to, ponieważ na początku naszej relacji wspominał, że tęskni za nią i nie może pogodzić się z ich zerwaniem.
Parę tygodni temu miałam mały wypadek i gdy opatrywał mi ranę, to nawet wtedy zaczął mi opowiadać historię, jak kiedyś musiał zawieść Weronikę na pogotowie, bo rozcięła sobie łuk brwiowy.
Mówiłam mu kilka razy, że nie lubię, jak tak często o niej wspomina, a on dalej swoje.

Nie wiem już, czy to z nim jest coś nie tak, czy ze mną.

#jWRDM

Kiedy byłam jeszcze dzieckiem wysoki poziom adrenaliny nie był mi obcy.

Podczas jednej wspaniałej zimy, kiedy jeszcze zdarzało się, że poziom śniegu sięgał kolan. (bądź szyi, gdy było się małym brzdącem, jak ja) postanowiłam jak to dziecko pojeździć na sankach. Biorąc pod uwagę, że mieszkałam na jednej z najwyższych i najlepszych do tego zajęcia górek w miejscowości dziarsko wzięłam moje sanki i zaczęłam zjeżdżać. Było wspaniale, szybko jednak stało się to nudne i w mojej głowie zaczęły rodzić się ciekawsze pomysły.



Postanowiłam zrobić najlepszą skocznię narciarską na świecie, jeszcze lepszą niż skocznia mamucia. Usypałam na samym dole tuż pod najbardziej ostrym zboczem, dość wysoką kopkę śniegu, tak by na finiszu móc wystrzelić w powietrze. W połowie zjazdu w dół zorientowałam się jednak, że było to niezbyt właściwym pomysłem, bo sanki mknęły w zdecydowanie zbyt szybkim tempie, a skocznia coraz szybciej jawiła mi się przed oczami. W końcu nadeszła ta chwila, kiedy sanki wjechały na mój twór ze śniegu. Będąc w powietrzu pożałowałam tego pomysłu, by chwilę później z całym impetem wbić się nogami w metalową siatkę ogrodzenia. Zawisłam nogami uwiezionymi w siatce i za nic nie mogłam się z niej wydostać. Nie mogłam wyciągnąć nóg. Zaczęłam wołać moją babcię, by przyszła mi z pomocą, jednak na marne, ponieważ nie było nic słychać. Z frustracją próbowałam się stamtąd wydostać, a moje przerażenie rosło z każdą chwilą. Jakby tego było mało, chwilę później obok przejeżdżał autobus pełen młodzieży, która z zainteresowaniem przylgnęła do szyb, wskazując na mnie palcami. Zdesperowana ściągnęłam buty i poszłam na bosaka do domu, zostawiając moje obuwie zaglebione w siatce.

#gc7qK

Wiecie, jak to jest, jak jesteście młodzi i podoba wam się jakaś dziewczyna czy chłopak. Widzicie tę osobę na chodniku i świat zaczyna inaczej się kręcić, wszystko przestaje mieć znaczenie. Ja tak kiedyś zacząłem się uśmiechać i machać do jednej pięknej niewiasty, zapominając o bożym świecie.
Historia kończy się tym, że wpadłem do śmietnika, ale to tak dosłownie, że tylko nogi wystawały w górę.

#TU9dz

Ludzie mają różne fetysze. Moim jest wyszukiwanie konferencji wideo, gdzie ludzie ćpają na żywo. Dają sobie w żyłę, palą, często się masturbują. Zdarza się, że mają ubytki w uzębieniu i są wychudzeni. Ale najbardziej mnie jara, gdy mają orgię. Wtedy ruchają się jak zwierzęta (mniej ordynarne słowo nie przychodzi mi na myśl, by to opisać). Gdy to widzę, momentalnie dostaję wzwodu. Sam nie biorę narkotyków, ale takie konferencje oglądam przynajmniej kilka razy w tygodniu i myślę, że wśród około 100 użytkowników, jestem zawsze jedyną trzeźwą osobą.

Dla zaciekawionych: moja kamera też jest włączona (gdybym miał wyłączoną, admin mógłby mnie wyrzucić), nie pokazuję jednak twarzy, a jedynie członek.
Innym plusem są wiadomości prywatne, w których mogę instruować, co mają robić, by mnie jeszcze bardziej podniecić, a gdy są naćpani, mają inne postrzeganie rzeczywistości i na 99% zgadzają się na moje zachcianki.

#NwEx4

Kiedyś na spotkaniu służbowym, bardzo oficjalnym, zachciało mi się kichać. Sięgnęłam szybko do torebki i, jak mi się wydawało, na chybił trafił wyjęłam z niej paczkę chusteczek. Słuchając uważnie osoby, która właśnie zabierała głos, trzymałam je w ręce, a po kilku minutach stwierdziłam, że jednak nie kichnę.

Zerknęłam na chusteczki i okazało się, że przez kilka minut trzymałam w ręce podpaskę. Niby nic wielkiego, ale facet, który siedział obok mnie, wyglądał na przerażonego :D

#Eq0G9

Za każdym razem, kiedy wracam do domu po ciemku, zakładam kaptur na głowę, zaczynam stawiać większe i szersze kroki i jednocześnie poruszam barkami z dłońmi zaciśniętymi w pięści.

Słowem - staram się jak najbardziej upodobnić do typowego Sebixa.

Po prostu mam nadzieję, że osoba, która chciałaby mnie napaść, uzna, że jestem groźna i zrezygnuje ze swoich planów.

Pozdrawiam, drobna 16-latka :)

#U8jdB

Jestem kosmetyczką. Pracuję w większym mieście w centrum Polski. Aktualnie jestem w trakcie szukania lokalu, więc większość zabiegów (makijaże, henna brwi i te sprawy) wykonuję w domu. Mam też pewną przyjaciółeczkę z liceum, powiedzmy Amelię. Amelia dopiero niedawno dowiedziała się o mojej działalności. Jaka była wniebowzięta! Umówiła się na paznokcie, wszystko okej. Przychodzi, a paznokcie brudne, ręce tak samo. Delikatnie pytam, czy coś się stało, że ma tak zaniedbane dłonie. W odpowiedzi usłyszałam, że była w ogródku i nie myła, bo stwierdziła, że nie ma potrzeby.

Ledwo co się dało zrobić, paznokcie poobgryzane, w fatalnym stanie. Zadowolona pyta o cenę i troszkę zrzedła jej mina, mimo że o kosztach mówiłam jej już przy zapisywaniu. Pośpiesznie wyjęła banknoty z portfela i mi podała, biegnąc do drzwi. Krzyknęłam, że dała znacznie mniej, na co tylko zawołała, że po znajomości należy się jej taniej. A może po znajomości zapłacisz mi więcej? Kolejna sytuacja działa się w sierpniu. Zadzwoniła w sobotę, pyta, czy zrobię jej paznokcie, najlepiej dziś. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że nie, bo szykuję cały dzień rodzinę pani młodej. "A wieczorem?". "Wieczorem wychodzę z mężem na kolację". "To nie możesz przesunąć tego na inny dzień!?". Moje godziny pracy nie są bez limitu!

Dzwoni kilka dni później - znowu to samo, mówię, by umówiła się na konkretny termin, bo dziś mam wyjazd do innego miasta. Uporczywie mnie męczy, że jest najważniejsza, bo tak się przyjaźniłyśmy w liceum! (byłyśmy na poziomie cichego "cześć" na korytarzu, to tyle). Przyjechała wieczorem do mnie do domu domagając się zabiegu, bo przecież mam czas!
Trochę szacunku by nie zaszkodziło. Tak ciężko się zapisać?

I apogeum całej tej sytuacji. Przyszła do mnie dziś bez zapowiedzi, wygoniła wręcz klientkę z fotela i zażądała manicure dla swojej córki. Po chwili do pokoju weszła SIEDMIOLATKA. Dziewczynka podała mi swój wiek osobiście. Miała sztuczne rzęsy i hennę brwi!

Byłam w szoku. Amelia osobiście pochwaliła się, że sama córkę "upiększyła". Po tym incydencie wygoniłam ją z domu, zablokowałam numer i zamierzam iść do opieki społecznej. Tej dziewczynce dzieje się krzywda!

#HYvU9

To był ostatni dzień roku 2013. Szedłem na sylwestrową imprezę koleżanki. Jako że nie piję alkoholu, skręciłem sobie sześć tłustych skrętów. Włożyłem jednego do pudełka z papierosami, a resztę do portfela. Kiedy już zbliżałem się do bloku, w którym mieszkała moja szanowna kumpela, ktoś do mnie zadzwonił. „Janeeeek! Prośbę mam. Mamy za mało zapitki, a za dużo wódki. Skoczyłbyś na stację po jakieś dwie butelki coli?” - dobiegające z słuchawki, rozpaczliwe błaganie tak bardzo wzbudziło moja litość, że odwróciłem się na pięcie i szybkim krokiem udałem się do najbliższego „cepeenu”. Po drodze wyciągnąłem skręta z paczki fajek i go spaliłem.

Kiedy stałem w kolejce do kasy, a pod stację podjechał radiowóz, poczułem nagłą falę dyskomfortu. Policjant stanął za mną, najwyraźniej z zamiarem kupienia czegoś. W głowie tłukło mi się „Nie zrób niczego głupiego, nie zrób niczego głupiego...”. Kijowo by było, gdybym trafił za trawkę do pudła. I to jeszcze w Nowy Rok!
Ciemne wizje szybko ustąpiły, kiedy urocza pani za kasą zaświergoliła: „Co podać?”. Poprosiłem o dwie butelki coli i ciesząc się, że zaraz wyjdę ze sklepu, chciałem uiścić należność. Dosłownie ułamek sekundy po otworzeniu portfela zdałem sobie sprawę, co odwaliłem. Jointy wysypały się na ladę, część upadła na ziemię. Rzuciłem się na nie niczym zdesperowany ćpun. Jednym ruchem ręki zgarnąłem te, które leżały na ladzie, następnie pozbierałem pozostałe tuż spod butów policjanta, słysząc jednocześnie śmiech i ciche komentarze ludzi w kolejce. Przy okazji wywróciłem dupą stojaczek z gumami do żucia.
Szybko pozbierałem moje fanty i wybiegłem ze stacji. Było już jednak za późno. „Stać!” - usłyszałem, kiedy tylko przekroczyłem drzwi. Na ramieniu poczułem ciężką łapę. Odwróciłem się i tak jak się spodziewałem – spotkałem się twarzą w twarz z policjantem.
- Zgubiłeś coś - rzekł machając mi przed nosem idealnie skręconym blantem. - To chyba twoje, czyż nie?
Zanim zdążyłem zacząć błagać o litość i szlochać, że jestem za młody, aby resztę życia spędzić w Sztumie, policjant wcisnął mi „moją zgubę” w dłoń.
- Bądź ostrożniejszy. Szczęśliwego Nowego Roku! - powiedział i wrócił do sklepu.

Chwila musiała minąć, zanim galarety, na których stałem, zamieniły się w pełnoprawne kończyny. Z trudem doczłapałem do mieszkania koleżanki. Nawet nie zdjąłem kurtki, tylko tak jak stałem, ciężko usiadłem na sofie.
I wtedy dotarło do mnie, że zapomniałem zabrać zakupy ze stacji...

#z5K9M

Żyję w związku partnerskim z kobietą.

Gdy tylko zaczęło między nami być poważnie, zgodnie ustaliłyśmy, że nie popieramy "robienia" dzieci na zamówienie przez pary jednopłciowe, kupowania gamet ani wynajmowania ojców. Ponadto dzieci są męczące, odbierają swobodę i spontaniczność. Myślałam, że temat dzieci został zamknięty.

Co jakiś czas jednak słyszę "No, bo wiesz, czytałam, że jakaś tam celebrytka i jej żona zrobiły sobie dzidziusia, co o tym sądzisz?".
Odpowiadam, że nic nie sądzę, temat dzieci dla nas nie istnieje. Dla niej też? Ano też. Żadnych dzieci. Pełna zgoda.

Za chwilę znowu "A wiesz, bo ktoś tam gdzieś tam ma dziecko... ale my byśmy tak nie chciały, no nie?".
No nie. Ustaliłyśmy to lata temu.

Znajomi opowiadają nam nieszczęśliwą historię małżeństwa, które się rozwiodło, bo nie dogadali się przed ślubem w sprawie dzieci. Śmiejemy się z nich, bo jak tak można się nie dogadać w tak ważnej sprawie.

Za chwilę znowu "A wiesz, widziałam brzuszkową sesję pary lesbijek. Bardzo ładne te zdjęcia były".
Nóż kurwa, chcesz mi coś powiedzieć?
"Nie, nie, przecież my byśmy tak nie chciały".

Prosiłam, nagabywałam, trułam dupę, by wreszcie powiedziała, o co jej chodzi. Były poważne rozmowy. Nadal twardo utrzymuje, że absolutnie nie chce mieć dzieci.

I weź tu zrozum kobietę...
Dodaj anonimowe wyznanie