To, co opowiem, miało miejsce w tym roku parę miesięcy temu, a zaczęło się we wrześniu, a dokładnie w sierpniu tego roku. Zaczęło się od zachorowania taty mojego partnera – w niedzielę zemdlał i niestety, ale nie udało się go uratować, ponieważ za późna operacja i dziury w jelitach. Tata mojego partnera niestety zmarł. We wrześniu tego roku, a dokładnie 09.09.2025 r. w 34. tygodniu ciąży przyszła na świat nasza córeczka, ale nie wszystko było dobrze. 09.09 byłam z rana u ginekologa na wizycie kontrolnej, czy wszystko w porządku. Powiedziano mi, że wszystko w porządku, dzidziuś prawidłowo się rozwijał itp. Zdziwiło mnie to, że ginekolog nawet nie sprawdziła bicia serduszka dziecka, tylko wagę, i powiedziała, że płyn owodniowy w normie. Ja z radością wyszłam z gabinetu, pojechałam do domu i za kilka godzinek mieliśmy szkołę rodzenia. Siedzieliśmy i słuchaliśmy pani położnej i nagle poczułam, jakbym się posikała, ale wstałam, chciałam iść do toalety, ale to nie było siku, tylko bez przyczyny zaczęłam krwawić i nie dało się zatamować krwotoku. Pani położna przyniosła KTG, podłączyła i serduszko biło. Szybko pogotowie zostało wezwane, przyjechaliśmy do szpitala, od razu poszłam na stół i miałam CC, zostałam całkowicie uśpiona. Po wybudzeniu powiedziano mi, że dziecko ma wszystkie narządy pouszkadzane i dostało tylko 3 punkty w skali Apgar i dowiedziałam się, że pielęgniarka je ochrzciła. Niestety, ale dzidziuś zmarł 13.09.2025. Kolejna boląca strata. A mało tego, bo dzisiaj, czyli 25.11.2025 przejechano nam pieska. I kolejny cios w plecy. Nie wiem, co się jeszcze wydarzy w tym najgorszym roku mojego życia. Odechciało mi się już dosłownie wszystkiego.
Dodaj anonimowe wyznanie
Dziękuję, że Pani żyje. Czy można jakoś Pani pomóc?
Skończ już każdemu dziękować, że żyje, bo się ośmieszasz. Najlepiej nam pomożesz gdy przestaniesz komentować.
Z tym dzieckiem to chyba najstraszniejsze :( Jeśli masz przy sobie odpowiednich przyjaciół, to mów im, jak się czujesz i płacz jak najwięcej - płacz nieco oczyszcza w głowie. Jeśli czujesz, że nie wytrzymasz i potrzebujesz przynajmniej chwilowej ulgi - to idź do psychiatry, zapisze Ci leki😟
Z drugiej strony jeszcze gorzej byłoby, gdyby przeżyło ale było niepełnosprawne od urodzenia. Wiem że najlepiej gdyby było zdrowe i żyło razem z nimi, ale tak z dwojga złego...
Paruffka to zależy jaki stopień niepełnosprawności, myślę, że Dragomir nie ma tu na myśli zwykłego wózka inwalidzkiego. Jak dziecko jest warzywem, które dożyje maks 20., bez większej świadomości, to egoizmem jest podtrzymywać go na siłę przy życiu, żeby uciszyć swoje sumienie
To jest dokładnie to samo, co powiedzenie po śmieci bliskiej osoby "przynajmniej się nie męczył". Jakieś przewrażliwienie?
To parówa nie człowiek nie kuma. Ktoś taki będzie wbrew rzeczywistości pisał że każda matka swe dziecko kocha by autorce wyznania nie było przykro.
Bardzo mi przykro :( Pamiętaj, że jeżeli strata uniemożliwi Ci funkcjonowanie, warto poszukać pomocy.
,,To nie było siku''? Czy ty dzieckiem jesteś, żeby tak mówić? Zamiast powiedzieć to jakkolwiek dojrzalej, tak jak na takie wyznanie wypada?
Ona sposób pisania może poprawić (ale nie musi, bo napisanie "siku" to nie zbrodnia), ty pozostaniesz kretynem.
Nie no, lepiej by było jakby jednak poprawiła. Na razie z tekstu wynika, że jej dziecko było w 34. tygodniu ciąży jak się urodziło
„Jak na takie wyznanie wypada”? Człowieku, daj jej spokój. To jest jej wyznanie, ona je napisała i sama wie co w tym wyznaniu wypada.