Pewnego razu byłam wraz z przyjaciółkami u kolegi na imprezie urodzinowej. Na początku atmosfera była drętwa, bo się jeszcze nawzajem nie znaliśmy. Zaczęliśmy rozmawiać. Postanowiliśmy, że każdy opowie coś o sobie. Pewien chłopak zaczął:
- Ja stoję na bramce w klubie.
Na co ja nie zastanawiając się ani chwili odpowiedziałam:
- Ale fajnie, że grasz w piłkę nożną! A w jakim klubie?
Nagle wszyscy wybuchnęli śmiechem. Przyjaciółki oczywiście śmiały się najgłośniej. Ja poczułam się bardzo niezręcznie. Chłopak próbując się opanować, zaczął mówić, jeszcze ciągle się śmiejąc:
- Tak stoję na bramce w klubie, tylko że nocnym.
Mój chłopak kiedyś zostawił u mnie telefon. Więc wzięłam swój i postanowiłam do niego zadzwonić i go o tym poinformować. Tak wiem, inteligentne, chyba kierowało mną chwilowe zaćmienie umysłu.
Wybrałam jego numer i nagle słyszę muzyczkę z jego telefonu. Wzięłam go do ręki i odrzucam połączenie. W słuchawce słyszę pi pi pi. Dzwonię drugi raz, znowu "dziwnym trafem" akurat dzwoni jego telefon, więc drugą ręką odrzucam połączenie. Dzwonię 3 raz, sytuacja się powtarza. Wściekła jak nie wiem co, rzuciłam moim telefonem na biurko i mówię "No co za debil, ja mu dam odrzucać moje połączenia!!!" Dopiero po chwili zorientowałam się co zrobiłam...
Przynajmniej do końca wieczoru miałam dobry humor, który udzielił się mojemu chłopakowi, który następnego dnia się o wszystkim dowiedział. Do dziś nie wiem jak to się mogło wydarzyć.
Pewnego dnia przyjechał do mnie kuzyn wraz z wujostwem. Mieszkałam wtedy pod lasem, sąsiedzi obok mieli niewielkie gospodarstwo. Miedzy moją działką, a ich ziemią biegła piaskowa droga, a tuż przy drodze - po stronie sąsiadów - było sobie spore bajorko gnojówki. Jako, że był to jedyny zbiornik wodny w okolicy większy od kałuży wpadliśmy z kuzynem na szalony pomysł, że spróbujemy łowić w nim ryby.
Niestety kuzyn - w samych rajtuzach i koszulce - potknął się i wpadł cały do tego gnojowego bajora. Wujek, jak go zobaczył, to nie wiedział co zrobić, więc z braku laku zapakował dzieciaka do worka na śmieci, tylko z głową na wierzchu oczywiście. Tak utworzony pakunek włożył do bagażnika w aucie i pojechali do domu.
Niecały rok temu związałam się z moim kolegą. Na początku było cudownie. Myślałam, że trafiłam nareszcie na tego jedynego. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Zaszłam w ciążę, zaręczyliśmy się. Narzeczony namówił mnie, żebym zamieszkała z nim i jego rodzicami. Oczywiście zgodziłam się, chcąc udowodnić mu to, że bardzo mi na nim zależy.
Niestety teściu czepiał się, że odwiedzałam codziennie moich rodziców i przede wszystkim, że zajmowałam się moim chorym bratem. Kazał mi ostatecznie wybierać miedzy moją rodziną, a rodziną narzeczonego. Było to do mnie nienormalne.
Wróciłam do mojego domu, ale dalej chciałam być z moim narzeczonym, który jak się okazało raz był po mojej stronie, a raz myślał tak, jak jego ojciec. Nie chcieli oddać mi rzeczy, musiała interweniować policja. Jak się okazało były narzeczony ukradł mi kartę ciąży i pamiętnik... a żeby sobie ulżyć zwyzywał mnie od szmat i zagroził ograniczeniem praw do dziecka. Mam nadzieję, że kiedyś moje dziecko zrozumie, dlaczego nie ma taty i mamy pod jednym dachem. A ja na razie próbuję się pozbierać.
Akcja wydarzyła się 14 lat temu. Miałem wtedy 6 lat, chodziłem do przedszkola. Opiekunka prosiła dzieci, by na następny dzień każdy przyniósł film o zwierzętach, to po obiedzie usiądziemy i pooglądamy trochę filmów o "naturze". Od razu podłapałem pomysł i po powrocie do domu zacząłem przeszukiwać VHSy w poszukiwaniu filmu. Znalazłem opakowanie z kasetą, na której pokazane były lwy, tygrysy i takie tam pierdoły, ogólnie Afryka.
Na następny dzień nikt nie przyniósł filmu oprócz mnie... Przedszkolanka włożyła kasetę do magnetowidu, nacisnęła przycisk start a tam... Głośne jęki, basen, leżaki a na nich drapieżniki i ich ofiary... Inaczej mówiąc porno. Nie taki był mój plan. Jest natura, są zwierzęta? Temat się zgadzał... Nastała cisza... Pani szybko wyjęła kasetę i kazała mi ją schować. Rodzice zostali poinformowani o incydencie... Ciekawe co wtedy czuli? W końcu ktoś musiał nagrać taki film... ;)
Sytuacja działa się w czasach gimbazy. Był czerwiec, końcówka roku szkolnego -wiadomo luźne lekcje. Siedziałem w przedostatniej ławce z kolegą. Postanowiłem zrobić sobie prowizoryczny "leżak", czyli krzesło w pozycji odchylonej 45 stopni od pionu, na ławce, która była za mną ustawiłem "poduszkę" z plecaka i jakiejś bluzy, tak żeby było w miarę miękko. Przyszedł czas relaksu, wiec położyłem się na nowopowstałym legowisku i zamknąłem oczy. Po chwili czuję, że ktoś próbuje zakłócić mój spokój i szarpie za tę "poduszkę". Odruchowo, nie otwierając oczu powiedziałem, "weź spier**laj". Byłem przekonany, ze to kolega śmieszek, który siedział koło mnie. Gdy otworzyłem oczy, ukazało im się lico nauczycielki. Jej mina oraz burak na mej twarzy - bezcenne.
Historia o tym, że warto wierzyć swoim dzieciom. Wydarzyło się to jakieś 15 lat temu. Byłam wtedy krnąbrną nastolatką w fazie buntu, w pierwszej klasie ogólniaka. Toczyłam wieczną wojnę z rodzicami o wszystko, łamałam wszelkie zakazy. Rodzice mieli w tym czasie ze mną krzyż pański. Wybryki w granicach normy dla wieku, jakieś fajki, piwko, znajomi, spóźnienia... Jako tako przed totalnym ostracyzmem w domu ratowało mnie to, że w miarę dobrze się uczyłam i nie zawalałam szkoły.
Pewien problem miałam jedynie z fizyką. W którymś momencie ostro przegięłam pałkę i sama to odczułam. A w ramach rehabilitacji postanowiłam na własną rękę, poprawić oceny z tej nieszczęsnej fizyki. Udało mi się to. W kilka tygodni z dwójek i trójek podciągnęłam się na czwórki, piątki. Rodzicom nic nie mówiłam, chciałam by mieli niespodziankę przy okazji zebrania w szkole, tym bardziej, że przez moje wybryki sytuacja w domu była dość napięta.
Nadszedł dzień zebrania. Czekałam na tatę zadowolona z siebie, mając nadzieję, że rodzice docenią moje starania i w domu będzie lepiej... No niestety... Ojciec po zebraniu wrócił do domu i dawaj krzyczeć, że spadam na dno, że co się ze mną dzieje, że nie ma już sił i nie wie, co ma już robić. Że nie dość, że się zachowuję źle, palę, popijam, nie respektuję godzin powrotu do domu to jeszcze zaczęłam olewać szkołę. Nic nie rozumiem, o co chodzi, wiec ojciec daje mi kartkę z ocenami. Patrzę i widzę, że wszystkie oceny moje, ale z fizyki, nie wiedzieć czemu, same pały i dwoje. Próbuję tacie wytłumaczyć, że to jakaś pomyłka, że to nie są moje oceny. Ale w związku z moimi wcześniejszymi wybrykami, nie wierzył mi za grosz. W efekcie oboje na siebie krzyczeliśmy. Tata coraz bardziej zły, ja zdesperowana by mu wytłumaczyć...
W końcu tacie puściły nerwy, że nie dość, że zawalam na całej linii to dodatkowo kłamię w żywe oczy. Ściągnął pas i kazał położyć się na łóżku. Zrobiłam, co kazał, a tata wlał mi naprawdę porządne lanie. Na sam koniec przez zęby wycedziłam "Pożałujesz.." mając na myśli, że jutro sytuację jakoś uda się wytłumaczyć i będzie żałował, że chwycił za pas. Niestety tata zrozumiał to jako kolejna krnąbrność, więc poprawił jeszcze paroma pasami. Straszne lanie wtedy dostałam...
Dzień później poszłam do wychowawczyni z kartką z ocenami wyjaśnić, skąd te oceny na mojej kartce. Okazało, że przez pomyłkę nauczycielka wpisała mi oceny kolegi, który był numerek dalej... Jak opowiedziałam pani z wielkim wyrzutem, co mnie w domu za to spotkało, strasznie mnie przepraszała. Napisała mi własnoręcznie notatkę z wyjaśnieniem od siebie i moimi prawdziwymi ocenami. Obiecała również wykonać telefon do ojca w porze popołudniowej.
No i cóż... Ojcu było bardzo przykro, jak się dowiedział prawdy. Strasznie opieprzył nauczycielkę i bardzo, bardzo mnie przepraszał wręcz ze łzami w oczach. Sytuacja strasznie niefajna, ale spowodowała to, ze w końcu szczerze porozmawialiśmy na temat wszystkich moich wybryków. Tata tez mi wiele rzeczy wytłumaczył, atmosfera się oczyściła i od tego momentu w domu było znacznie lepiej wszystkim.
Od pewnego czasu mam kontakt z ciocią z Francji, która ma polskie korzenie, ale nie mówi po polsku. Z racji tego, że jako jedyna w kręgu mojej bliskiej rodziny w miarę dobrze znam angielski, to ja byłam głównym łącznikiem między ciocią a resztą rodziny, wymieniając z nią wiadomości mailowe i na facebooku. Ciocia wraz z rodziną wyraziła chęć przyjazdu do Polski. Mieli przyjechać na jeden dzień z noclegiem w domu mojej babci, czyli tam skąd wywodzi się nasza rodzina. Umówiliśmy się, że rodzina przyleci do nas 23 czerwca. Cała rodzina miała się zebrać, aby ich ugościć.
Babcia planowała remont kuchni, więc pomyślała, że warto go zrobić przed przyjazdem Francuzów. I tak też było. Niestety remont szedł bardzo powoli, mebli nie dostarczono na czas, wszystko się opóźniało. W niedzielę zwołaliśmy całą rodzinę do pomocy, aby do wtorku wszystko było gotowe. Pracowaliśmy w 15 osób do późnej nocy. W przedzień trwały prace końcowe. Ciocia przygotowała dużo polskiego jedzenia, został nawet zamówiony udziec... Wszyscy byli zestresowani i martwili się, czy zdążymy na czas. Wszystko działo się na wariackich papierach.
Wydawało mi się dziwne to, że ciocia z Francji, dzień przed przylotem nie pisze do mnie żadnych wiadomości, więc postanowiłam napisać jej jeszcze dokładny adres, nr telefonu, aby bez problemu mogli do nas trafić. Gdy spojrzałam na wcześniejszego maila, osłupiałam. Rodzina miała przylecieć 23 lipca, nie czerwca... Teraz do końca życia będę rozróżniała angielskie słówka JUNE i JULY...
Historia sprzed kilku dobrych lat. Jeździłam wtedy po szosach samochodem Fiat 126p, znanym powszechnie jako Maluch. Mało wtajemniczonym zaznaczę, że Maluch z tyłu zamiast bagażnika ma silnik.
Oto któregoś pięknego popołudnia zatrzymuje mnie patrol Policji. Tego dnia była jakaś obława i poprosili o otwarcie bagażnika. Jakież było ich zdziwienie, gdy na tyłach auta znaleźli silnik. Bardzo szybko podziękowali i życzyli miłego dnia... Doszłam do wniosku, że te kawały o policjantach nie wzięły się z kosmosu ;-)
Kiedyś wróciłam wcześniej z pracy i postanowiłam zrobić mojemu facetowi niespodziankę. Ubrałam wdzianko 'seksownej pielęgniarki', które kupił mi na imieniny, do tego białe pończochy i wysokie szpilki (omal nie wybiłam sobie w nich zębów!). Byłam z siebie zadowolona i liczyłam na... bardzo miły wieczór. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Ostatnie poprawki, szybkie spojrzenie w lustro i ruszam seksownym krokiem.. Otwieram, a tu.. Mój facet ze swoim ojcem, matką i dziadkiem.
Reakcja panów bezcenna. Myślałam, że umrę ze wstydu... Oni do dnia dzisiejszego wspominają to na spotkaniach rodzinnych. Szkoda tylko, że teściowa nie była zbyt wyrozumiała...
Dodaj anonimowe wyznanie